ekai.pl
Czwartek, 17 maja 2012 Św. Paschalisa Baylona, zakonnika
Wolontariusze Don Bosco: Miesiąc jak jeden dzień
2012-02-16
Niestety napisane dawno, dawno, dawno temu słowa zamieszczam dopiero teraz. Wszystko dzięki uprzejmości Zesco – firmy dostarczającej prąd. Czasem trudno uwierzyć, że światło może pochodzić z innego źródła niż świeczka. Wciąż zapowiedziane są spore przerwy w dostawie elektryczności na minimum miesiąc.
Styczeń, wraz z rozpoczęciem roku szkolnego, obfituje w ogrom pracy. Zajęta, czasem nie zauważam nawet, kiedy prąd wychodzi na spacer, a kiedy wraca. Proszę jednak uzbroić się w jeszcze większą cierpliwość w oczekiwaniu na informacje z Mansy.
Wakacje – dla nauczyciela jakim stałam się w Zambii – to teoretycznie czas odpoczynku. Miałam więc nadzieję na nadrobienie wszelkich zaległości i chwilę regeneracji. Nic bardziej mylnego! Wakacyjny grudzień okazał się bardzo pracowitym czasem.
Początek miesiąca należał do liderów naszego oratorium, wspominałam już o nich. To niezwykła grupa nastolatków pomagających nam w codziennym okiełznaniu oratoryjnego harmidru. Piękni, młodzi ludzie, którym potrzeba poświęcić czas, by mogli rozkwitnąć. Wiele jest jednak trudności we wspólnej pracy. Od samego początku stali się dla mnie bardzo ważni i postanowiłam zająć się szlifowaniem tych diamentów. Nieoczekiwanie przyszedł czas dla nich! Wspólnie z siostrami i resztą wolontariuszy zorganizowaliśmy tygodniowy zjazd formacyjny.
Na początku grudnia chłopcy i dziewczęta zamieszkali na placówce sióstr salezjanek. Przez kilka dni przyglądaliśmy się pierwszemu oratorium na Valdocco i zastanawialiśmy się nad przyszłością naszego Junior Oratory. Wspólnie modliliśmy się i jedliśmy nshimę, wygłupialiśmy i słuchaliśmy konferencji, tańczyliśmy i inspirowaliśmy się do dalszej pracy. To był niezwykły czas.
Zakończenie spotkania ukoronowaliśmy wspólną pracą nad zorganizowaniem dnia oratoriów 8 grudnia (święto, podczas którego salezjańska rodzina wspomina założenie przez św. Jana Bosko pierwszego oratorium).
Co to był za dzień! Wszystkie oratoryjne pociechy podzieliliśmy na grupy, które wędrowały po całym placu w poszukiwaniu stacji. Tam czekały na nich zadania do wykonania (uproszczone podchody na 300 osób). Wyglądało to niesamowicie – jak wielka tętniąca życiem fabryka! Każdy coś robił, biegał i szukał. Z radością przyglądałam się tej zatopionej w grze gromadzie. Widziałam jak pięknie potrafią współpracować i rywalizować, cieszyć się chwilą.
Poza tym, przy tak dużej imprezie cudownie było zobaczyć współpracę i zaangażowanie naszych liderów. Potrzeba jeszcze dużo pracy, ale już teraz jestem z nich dumna.
Gdy „fabryka” ucichła, przyszedł czas na modlitwę, a po niej wielka radość – obiad dla wszystkich!
W maleńkich i nieco większych brzuszkach znalazła się góra ryżu z fasolką i kubek tobwy (słodki napój z ziaren soi). Obawialiśmy się czy mamy wystarczającą ilość jedzenia, ale zaskakująco, mimo nieskończonej ilości napełnianych talerzy, na dnie garnka wciąż połyskiwały białe ziarenka.
Te rozpromienione twarzyczki dzieciaków rozpaliły wielką iskrę szczęścia w moim sercu. Każdy z nas szuka piękna w życiu. Ja właśnie teraz, wśród tych małych istot, które nie mogą dać mi nic innego niż uśmiech czy ciepłe spojrzenie, odkrywam nieprzebrane pokłady tego stanu. Mimo wielu przeciwności radość przebija się przez wszystko i daje siły na każdy dzień.
Kolejne dni grudnia upłynęły mi przy komputerze. Ale mimo to zabrakło czasu na nadrobienie mailowych zaległości. Uczyłam bowiem młodzież obsługi tego dziwnego urządzenia. Zadanie trudne: uczyć uderzeń w klawiaturę nastolatków, którzy nigdy nie korzystali z komputera. Zaczynaliśmy od ruszania myszką, wytłumaczenia wszystkich enigmatycznych znaczków na pulpicie, tworzenia folderów. Pojawiło się mnóstwo trudnych, „oczywistych” pytań. Ale dzieciaki – bystrzaki i szybko działali w wordzie i paintcie. Mam nadzieję, że znajdzie się jeszcze czas na pociągnięcie tego kursu. Przygotowałam już nawet egzamin.
Alicja Kamasa, Zambia, Mansa 7 lutego 2012

wersja do druku »
Komentarze (0)
O mnie
Wolontariusze Don Bosco
Kim są chłopcy ulicy? To dzieci i młodzież, dla których ulica jest domem. Czasem śmietnik jest domem, innym razem kanał ciepłowniczy jest domem. Konstrukcja z jasnego twardego kartonu, albo marmur na dworcu kolejowym. Dla chłopców ulicy dom jest pojęciem względnym. Względem człowieka. Bo dom można mieć, albo nie mieć. Nie ma innej możliwości. Zawsze jest jakiś rodzaj domu, jakaś konstrukcja. Tu chodzi o dom względem godności człowieka. Każdego roku Międzynarodowy Wolontariat Don Bosco posyła na misje kolejne młode osoby, które pomagają misjonarzom i misjonarkom salezjańskim w ich codziennej pracy z najuboższą młodzieżą na całym świecie. Wolontariusze pracują jako wychowawcy w domach dla chłopców ulicy, na placówkach dla dziewcząt zagrożonych prostytucją, w szkołach i przedszkolach. W 2011 roku do pracy na misjach wyjechało 9 wolontariuszy. Relacje z ich pobytu na misjach możecie śledzić na wspólnym blogu. Joanna Grubińska – pracuje na placówce sióstr salezjanek City of Hope dla dziewcząt ulicy w Lusace, stolicy Zambii. Katarzyna Steszuk – pracuje na placówce sióstr salezjanek City of Hope dla dziewcząt ulicy w Lusace, stolicy Zambii. Anna Koda – pracuje na placówce sióstr salezjanek w Mansie. Alicja Kamasa – pracuje na placówce sióstr salezjanek w Mansie. Anna Kowalska – pracuje w miejscowości Calca w Peru jako wychowawca w domu dla chłopców ulicy prowadzonym przez małżeństwo polsko-peruwiańskie. Anna Jałoszewska – pracuje na placówce księży salezjanów w miejscowości Piura, w Peru. Dorota Rudzińska – pracuje na placówce księży salezjanów w miejscowości Piura, w Peru. Wojciech Zawada – pracuje jako wychowawca w ośrodku salezjańskim dla dzieci ulicy Children and Life Mission w Namugongo w Ugandzie. Katarzyna Sterna – Pracuje w miejscowości Calca w Peru jako wychowawca w domu dla chłopców ulicy prowadzonym przez małżeństwo polsko-peruwiańskie. MWDB powstał w 2002 roku z inicjatywy Salezjańskiego Ośrodka Misyjnego w Warszawie. Przygotowuje wolontariuszy na misje krótkoterminowe (od 1 do 3 miesięcy) i długoterminowe – roczne. Wolontariusze pracują w takich państwach jak: Peru, Zambia, Uganda, Kenia, Indie, Mongolia, Rosja, Albania, Ukraina, Czarnogóra.