Chodzące "mojiczkule", czyli Poniedziałek Wielkanocny u górali Beskidu Śląskiego

rk, Istebna, 2016-03-27

Drugi dzień świąt Wielkanocnych przeznaczony był w tradycji górali Beskidu Śląskiego na tak zwane śmiergusty. Górale istebniańscy zaczynali je nocą z Niedzieli na Poniedziałek Wielkanocny. "Grupa około 10-15 kawalerów wchodziła do wszystkich domów, w których były panny na wydaniu. Mimo zamkniętych drzwi, rozbijano szyby, wyjmowano okna i wyciągano z domów młode dziewczęta, które często wynoszono na pole i oblewano kilkoma pełnymi wiadrami wody" - opisuje Małgorzata Kiereś, dyrektor Muzeum Beskidzkiego w Wiśle.

Etnografka przypomina, że był o wielki honor dla "dziywczónka jak jóm chłapcy przyszli poloć wodóm w nocy". Obowiązkowa była też obrzędowa chłosta. Kawalerowie nosili w rękach uplecione karwacze ze słodkiego drzewa lukrecji.

Zwyczajem rozpowszechnionym, szczególnie w środowisku ewangelików w Wiśle oraz w innych miejscowościach pogranicza polsko-czesko-słowackiego, było chodzenie z "moiczkiem" lub "goiczkiem". Dziewczyny, chodzące z drzewkiem świerkowym ustrojonym w wydmuszki i kolorowe wstążki, nie polewano wodą.

"Goiczorki" nie wchodziły do domów, lecz śpiewały pod oknami. Podczas śpiewania dziewczyna, trzymająca "goiczek" potrząsała drzewkiem tak, by słychać było umieszczony na nim dzwoneczek. W ten nie tylko witano wiosnę, ale przypominano światu, że Pan Zmartwychwstał.

Komentarze (0)

Reklama

Powrót na górę strony
Wykonanie: ALX - szkolenia i specjaliści IT
Twitter
Facebook