ekai.pl
Niedziela, 12 lutego 2012 Bł. Reginalda z Orleanu, prezbitera; bł. Humbeliny, mniszki
Kapłan-himalaista zdobył kolejny siedmiotysięcznik
rk / ju., Bulowice, 2009-09-15
Ks. Krzysztof Gardyna; fot. klubzdobywcow.pl
Ks. Krzysztof Gardyna z diecezji bielsko-żywieckiej wspólnie z trzema innymi alpinistami, jako pierwsi Polacy, zdobyli w te wakacje szczyt siedmiotysięcznika w zachodnich Chinach.
Dwa dwuosobowe zespoły stanęły na szczycie Koskulaka (7028 m n.p.m.) leżącego w grupie Muztaghaty w zachodniej prowincji Chin Xinjiangu.
Ks. Gardyna, który ma na swoim koncie ośmiotysięcznik Karakorum, Gaszerbrum II (8035 m n.p.m.), Pik Lenina (7134 m n.p.m.) i kilkanaście sześciotysięczników w Azji i Ameryce Południowej, przyznaje, że wakacyjna wyprawa do chińskiego Pamiru wynikała po części z konieczności.
„Na ośmiotysięcznik miesięczny urlop nie wystarcza. W niewielu też krajach wspinanie się w okresie wakacji jest w ogóle realne. Pozostaje tylko półkula północna i to tam, gdzie nie dociera monsun, czyli Himalaje odpadają” – mówi 50-letni duchowny.
Zdaniem księdza-alpinisty, Koskulak stanowił ambitne wyzwanie. „Szczyt ten znajduje się obok wyższej, choć łatwiejszej do zdobycia, Muztaghaty. Jako pierwsi w 2005 roku Koskulaka zdobyli Rosjanie, a Polaków tam do czasu naszej wyprawy nie było” – zauważa ks. Gardyna.
Po dziewięciu dniach od założenia bazy na wysokości około 4,5 tys. metrów n.p.m. pierwszy z zespołów, w składzie ks. Krzysztof Gardyna i Paweł Roehrych z Warszawy, stanął 8 sierpnia na szczycie. Drugi polski zespół, w składzie Paweł Ciszewski i Rafał Michałowski (obaj z Poznania), był na szczycie 12 sierpnia.
„Myśmy trafili na kiepską pogodę i nie mieliśmy żadnych widoków. Więcej szczęścia mieli nasi koledzy. Dodatkowo musieliśmy niejako walczyć o życie podczas schodzenia. Zrobiła się śnieżyca. Byliśmy we mgle. Nie mogliśmy znaleźć śladów zejściowych. Nie wiedziałem, czy stawiam nogę w przepaść, czy na śniegu. Uratowały nas ślady po kijkach, których wiatr jeszcze nie zawiał” – wspomina ks. Gardyna.
Wikariusz parafii pw. św. Wojciecha w Bulowicach koło Andrychowa opowiada w rozmowie z KAI, że atak szczytowy odbywał się przy użyciu rakiet śnieżnych.
„To był taki stromy trawers: z jednej strony nawisy śnieżne, z drugiej duża ekspozycja i skały w dole. Trzeba było precyzyjne wymierzyć przejście w trawersie, bo inaczej nie byłoby co nawet zbierać” – dodaje alpinista, przyznając, że największą trudnością było zapadanie się w śniegu pod samym szczytem.
Ks. Krzysztof Gardyna pochodzi z Wrocławia. Był studentem medycyny. Potem wstąpił do Seminarium Duchownego w Krakowie. Na swoim koncie ma ponad 250 wypraw górskich m.in. w Tatry, Alpy, Himalaje. Jest autorem licznych dróg wspinaczkowych w Tatrach polskich i słowackich. Od 1992 roku wspina się w górach wysokich. Jest autorem książki „Moja ewangelia, moje góry”.
Komentarze (8)
RTT
2 lata, 4 miesiące temuWłaśnie to jest piękne!Taki ksiądz budzi zaufanie, że widzi naprawdę szerszy horyzont...
OdpowiedzPytajnik
2 lata, 4 miesiące temuTak, to jest piękne. A jeśli chodzi o zaufanie, to mam pytanie: KTO ma mu ufać, skoro jego po prostu nie ma wśród ludzi, jest w pięknych górach, a myślę, że ksiądz jest ustanowiony dla ludzi... Niech więc swoje hobby realizuje w innym stanie.
OdpowiedzPiotr
2 lata, 4 miesiące temuRzeczywiście, po co został księdzem. Nie taka jest misja księdza, sportowy WYCZYN, jemu nie przystoi, on ma występować w innej kategorii.
OdpowiedzAga
2 lata, 4 miesiące temuKażdy poświęca wolny czas tak jak uważa, przecież to nic złego, gdy ksiądz uprawia wspinaczkę, a przy okazji opierając się na tym doświadczeniu napisze coś w odniesieniu do Boga.
OdpowiedzEwa, corka Doroty
2 lata, 4 miesiące temudziekuje ksiedzu za to co robi, jestesmy takimi samymi ludzmi, szacunek nalezy sie wszystkim, choc maja inne zdanie, nikt nie powinien byc definiowany przez to co robi ale jakim jest czlowiekiem, pozdrawiam z domu, zapraszam do nas, skontaktuje sie
Odpowiedznatasza
11 miesięcy, 3 tygodnie temuks. KRZYSZTOF JEST TERAZ W PARAFI ŚW. WOJCIECHA..OSTANIO WYGŁOSIŁ KAZANIE Z KTÓRYM NIE MOGE SIE ZGODZIC..NA TEMAT MAŁŻEŃSTWA ..POWIEDZIAŁ ZE MŁODZI NIE BIORA SLUBU BO MOWIA ZE ICH NA TO NIE STAC...A ZE SLUB JEST "NIBY" BEZPŁATNY!!!IDĄC ZA TYM PRZYKŁADEM KS PROBOSCZ Z PARAFI OBOK ZA SLUB ZARZYCZYŁ SOBIE PRAWIE 1000ZŁ..WIEC KTOS SIE TU MIJA Z PRAWDA..
Odpowiedz

