Uczą się jak formować kleryków

ew / maz, 2009-09-16

Uczą się jak formować kleryków Fot. www.cfd.sds.pl

Duchowni z Polski, Rosji, Białorusi, Ukrainy, Czech i Słowacji rozpoczęli naukę w Szkole Wychowawców Seminaryjnych. Podczas inauguracji, zwracano m.in. uwagę na „niedostatki” w zakresie wiary kandydatów do kapłaństwa.

79 duchownych z Polski oraz Czech, Słowacji, Białorusi, Ukrainy i Rosji rozpoczęło naukę w 6. edycji Szkoły Wychowawców Seminaryjnych.

- W Roku Kapłańskim ogłoszonym przez Benedykta XVI jeszcze bardziej sobie uświadamiamy wagę formacji formatorów diecezjalnych i zakonnych – powiedział podczas inauguracyjnej Mszy św. abp Damian Zimoń, członek Komisji Episkopatu Polski ds. Duchowieństwa. – Od formacji kapłanów i od ich posługi w poważnym stopniu zależy przyszłość Kościoła – dodał metropolita katowicki.

Hierarcha mówił też o kondycji przyszłych księży. „Kandydaci do kapłaństwa, zgłaszający się do seminarium duchownego, przychodzą często z niedostatkami w zakresie wiary. Ich wiara bywa krucha i bezradna w obliczu przeciwności życiowych” – zauważył abp Zimoń.

Odnosząc się do dyskusji nt. wprowadzenia w seminariach duchownych roku propedeutycznego, który poprzedzałby właściwą naukę, abp Zimoń pytał: „Czy jeden rok propedeutyczny wystarczy, by nadrobić wszystkie ‘zaległości’ w wierze?”

Metropolita katowicki zwrócił uwagę na potrzebę większej troski duszpasterskiej o rodzinę i o parafię, jako środowiska wzrostu kandydatów do seminarium i do kapłaństwa, o pogłębianie wiary dzieci i młodzieży poprzez pracę w parafialnych zespołach i ruchach.

W ciągu dwóch lat, od września 2009 r. do czerwca 2011 r., wezmą oni udział w dziesięciu pięciodniowych sesjach formacyjnych oraz dwóch seriach ośmiodniowych rekolekcji. Nauka ma przygotować ich do odpowiedniego formowania przyszłych księży w seminariach diecezjalnych i zakonnych.

Centrum Formacji Duchowej powstało w 1997 r. w Krakowie. Prowadzone jest przez zgromadzenie zakonne salwatorianów.

Komentarze (39)

pe

2 lata, 8 miesięcy temu

O, to może wreszcie ruszy kampania na rzecz sensownej katechezy. Chcę zauważyć, iż katechizuje się młodych ludzi przez około 15 lat. Za ten czas papuga nauczyłaby się biegle po chińsku. A absolwent katechezy, jeśli nie jest deklarowanym antyklerykałem czy agnostykiem, w najlepszym przypadku nie wie, o co chodzi w co najmniej połowie artykułów "Credo", nie mówiąc już o tym, że samo "Credo" to słowo często dla niego obce.

Zapraszam do dyskusji: Co z tym fantem zrobić?

PS. Aha, tylko proszę nie sprowadzać tematu do obecności lub nieobecności katechezy w szkole i o tym, że w rodzinach jest kryzys religijny. Bo to wszyscy wiemy.

Odpowiedz

AW

2 lata, 8 miesięcy temu

Jestem katechetą, w klasach drugich szkół średnich przez co najmniej pół roku "wałkuję" z uczniami poszczególne artykuły Credo, kto chce może skorzystać, gdyż mówiąc nieskromnie nie muszę się wstydzić swojej roboty. Jednak uwierz: sprawa jest naprawdę bardziej skomplikowana niż by się wydawało. Do niektórych uczniów można dotrzeć, do innych... jedynie modlitwą i postem.

Odpowiedz

pe

2 lata, 8 miesięcy temu

Wierzę Ci :)

Chciałbym tylko zauważyć, że pod hasłem "sensowna katecheza" rozumem katechezę, która dała zamierzony efekt. Nie mam ukrytych założeń: nie wychodzę ze stanowiska, że młodzież jest zła - ani też ze stanowiska, że katecheci są źli. Nic z tych rzeczy! Po prostu pytam. Bo efekty widzimy bez lupy - a wreszcie ktoś to powiedział na głos.

Uderzyłeś w ciekawą strunę: "Sprawa jest naprawdę bardziej skomplikowana niż by się wydawało". Czy mógłbyś napisać na ten temat coś więcej?

Odpowiedz

młody człowiek

2 lata, 8 miesięcy temu

Powinni być bardziej wrażliwi na nędzę, krzywdę i biedę. Na tych najbiedniejszych z biednych. Powinno być więcej wrażliwości a nie oschłości...Ile razy widzi się jak księża i klerycy chodzą tacy ważni i wyniośli a czy tak ma być? Jezus pochylał się nad każdym...Trzeba pamiętać, że to ksiądz służy wiernym a nie wierny księdzu.

Odpowiedz

ks.

2 lata, 8 miesięcy temu

skoro taki jesteś mądry młody człowieku to może zostaniesz ks. i dasz przykład? ale pewno nie....Najłatwiej mówi się o sprawach o których nic się nie wie....O realiach o których nie ma się żadnego pojęcia...

Odpowiedz

pe

2 lata, 8 miesięcy temu

Ojoj, jakaś nowa teologia? :) Jestem trochę starszej daty - i nas jeszcze uczono, że to Duch Święty rozdaje powołania. A widzę, że dziś się na internecie powołania rozchodzą :)) (Mam na myśli to "może zostaniesz ks. ...)

Akurat tak się składa, że "młody człowiek" ma dużo racji. Wśród przygotowujących się do kapłaństwa, niestety, jest dużo dziwnej postawy. Ja bym to nazwał draństwem w białych rękawiczkach. W sumie nie ma się do czego przyczepić u takiego delikwenta, ale w jego ręce wpaść bym nie chciał. A doświadczyłem tego - z wielką przykrością. I również z wielką przykrością stwierdzam, że wychowawcy seminaryjni tego problemu nie zauważają.

Wychowawców o złą wolę nie posądzam. Raczej przypuszczam, że ten problem wymyka się im spod obserwacji - choć w paru przypadkach mógłbym powiedzieć o stronniczości (nie chcieli przyznać racji "obserwatorom"). Ale to chyba zawsze była seminaryjna choroba, że wielu alumnów dość szybko uczyło się udawania porządności.

Odpowiedz

młody ksiądz

2 lata, 8 miesięcy temu

Tylko problem w tym, że to bardzo często wierni żądają od księdza, bo im się należy, więc wina leży po dwóch stronach. Jeśli młody człowieku nie wierzysz, to zapraszam do kancelarii - 2 godziny to czasem prawdziwa Droga Krzyżowa...

Odpowiedz

pe

2 lata, 8 miesięcy temu

No ale wiernym się należy :)

Owszem, do pracy z ludźmi trzeba anielskiej cierpliwości - ale podejrzewam, że nie doświadcza Ksiądz więcej niedogodności w kancelarii aniżeli pracownik jakiegokolwiek urzędu w Polsce. Troszeczkę się mści, że rzadko mówi się o tym, co takiego można w kancelarii parafialnej załatwić. Ludzie, przygotowując się do ślubu, dziwią się, że trzeba jakieś metryki, jakieś zaświadczenia. Pewnie by się nie dziwili, gdyby im to ktoś kiedyś objaśnił.

Odpowiedz

ks. Krzysztof

2 lata, 8 miesięcy temu

Odnosząc się do dyskusji nt. wprowadzenia w seminariach duchownych roku propedeutycznego, który poprzedzałby właściwą naukę, abp Zimoń pytał: „Czy jeden rok propedeutyczny wystarczy, by nadrobić wszystkie ‘zaległości’ w wierze?”

Nie wiem, co oznacza pytanie arcybiskupa katowickiego - ale o wprowadzenie roku propedeutycznego woła od lat wielu formatorów. A Episkopat milczy i zadaje pytania i nic się nie zmienia...

Odpowiedz

pe

2 lata, 8 miesięcy temu

Rok na zaległości w wierze? Prędzej rok na wyrobienie jakiejś postawy otwartej na zgłębianie prawd wiary i rozpoznanie, czy seminarium to właściwe miejsce. Odnoszę wrażenie, że całe studia teologiczne zamieniły się w jeden wielki tor przeszkód do święceń: dużo, po łebkach, bez znajomości metod poszczególnych dziedzin teologii, wreszcie bez świadomości, że poza moralną coś się może kiedyś przydać (choć i tu miałbym wątpliwości).

Jestem zdania, że przydałyby się trzy lata nazwijmy to "studium humanisticum". Czas na nadrobienie zaległości humanistycznych (literatura, historia, geografia, języki obce) oraz przedmioty filozoficzne i psychologiczne. Zakończyć te trzy lata państwowym licencjatem, dając podjazd pod ewentualne inne studia, jeśli chłopak zdecyduje się odejść z seminarium. A dopiero potem porządne cztery lata teologii.

Odpowiedz

ks

2 lata, 8 miesięcy temu

do Pe. ów kryzys w rodzinach nad którym tak lekko przechodzisz ( bo "wszyscy wiemy") oznacza ze do szkoły z domu w którym dziecko mieszka , przychodzi poganin...I jak katecheta ma to zmienić w ciągu 2 lekcji tygodniowo mając 33 osobowe klasy plus nieżyciowe przepisy oświatowe?....najłatwiej pisze się o sprawach o których nic się nie wie...









Odpowiedz

pe

2 lata, 8 miesięcy temu

Kochany "ks"! Chciałbym zauważyć, że właśnie po to dyskutujemy, aby się czegoś dowiedzieć. To, że przychodzi poganin (oczywiście nie zawsze!), to zakładamy. Czyli tu akurat Twój zarzut, że "najłatwiej itd.", nie pasuje - no bo o tym wiemy :)

Czy na to mamy wpływ, nie napisałeś.

Napisałeś o nieżyciowych przepisach i przeludnieniu w klasach. Ale też o dwóch lekcjach tygodniowo. (To dużo czy mało?)

Co proponujesz jako rozwiązanie względnie pomocniczy środek do celu?

Odpowiedz

pe

2 lata, 8 miesięcy temu

Ponieważ tu komentarze wchodzą z dużym poślizgiem (a ja mam potem trochę zajęć), to chciałbym uprzedzić jedną z możliwych odpowiedzi: chodzi o przygotowanie seminaryjne do pracy z ludźmi dzisiejszych czasów.

Jeśli młody ksiądz dziwi się, że ma pogan na parafii albo w szkolnej sali, i rozkłada ręce w bezradności - to znaczy, że został źle przygotowany do pracy. To tak jakby żołnierz jadący na front dopiero w okopach pierwszy raz usłyszał huk wystrzałów, pierwszy raz dostał kolbą w obojczyk albo pierwszy raz zobaczył martwy efekt swojego posługiwania się bronią. Pewnie, że to ostatnie widzi się dopiero na froncie, ale i do tego jakoś można przygotować.

Natomiast brak przygotowania młodego księdza na to, co spotka, owocuje rozczarowaniami, kryzysami i ucieczkami w inne nazwijmy to sfery.

Odpowiedz

nowe_buklaki

2 lata, 8 miesięcy temu

1. Stare metody w nowym opakowaniu zawsze przynoszą te same rezultaty, co do tej pory. Trzeba opracować NOWE metody i je WDROŻYĆ.

2. Błędne jest podejście pt. skupiajmy się tylko na dzieciach i młodzieży. Mamy wielką dziurę formacyjną 25-50 lat (najpierw oazy, potem KSM, duszpasterstwa akademickie, a potem zderzenie z parafią 50+)! To grupa, której nie wystarcza wypełnianie obowiązków religijnych i klepanie foruł. To na małżeństwach w wieku rozrodczym należałoby się skupić - ich formować, dla nich mieć programy, które nie są zestawem nakazów i zakazów, ale dają osobową relację z Bogiem i wspólnotę z innymi, którzy taką relację mają plus przekładanie Biblii na codzienne życie dzisiejszego człowieka. Jak tacy rodzice swoim życiem będą wpływać na swoje dzieci i obserwujące ich nastolatki na osiedlu, to się okaże, że młodzi ludzie wierzą... ale nie w Kościół/zestaw zasad, tylko najpierw w osobowego Boga.

Odpowiedz

nowe_buklaki_cd

2 lata, 8 miesięcy temu

3. Zachęcam wszystkich księży/biskupów naprawdę chcących ludziom przybliżyć Boga do przeczytania książki Winsemana pt."Growing and engaged church". Niestety dostępna na razie tylko po angielsku, bywa w Empiku, inne księgarnie też są w stanie sprowadzić z USA. Pokazuje, kim przeciętny człowiek jest na co dzień i jak do niego dotrzeć - trzeba postawić się najpierw na jego miejscu, a nie wymagać, by dostosował się do naszych(kościelnych/proboszczowskich) oczekiwań.

Odpowiedz

pe

2 lata, 8 miesięcy temu

Formacja dorosłych to niewątpliwie ważna sprawa. Ale również ważną jest katecheza - zwłaszcza że ta katecheza nie daje zamierzonych wyników.

Odpowiedz

nowe_buklaki

2 lata, 8 miesięcy temu

pe,
zadajmy właściwe pytanie, a zwiększymy szanse na otrzymanie właściwej odpowiedzi.

DLACZEGO katecheza nie daje zamierzonych wyników? I jakich wyników się spodziewamy po niej?

Jeśli chcemy by katecheza miała na celu ugruntowywanie wiary, to nie da się tego realizować w szkole:
a) lekcja religii nie jest w stanie spełnić tego zadania, bo to tylko 2x45 minut w tygodniu, jest z tego ocena, a więc celem lekcji religii jest przekazanie wiedzy religijnej i sprawdzenie poziomu jej przyswojenia; za poziom wiary odpowiadamy tylko przed Bogiem!
b) człowiek katechizowany powinien mieć wiarę, czyli być zewanglizowany; >90% uczniów to ochrzczeni poganie - katechizować ich, to jak karmić trupy (trafne powiedzonko pewnego księdza).

Odpowiedz

pe

2 lata, 8 miesięcy temu

Skoro za poziom wiary odpowiadamy tylko przed Bogiem, to w sumie jest nam obojętne, czy ocena z wiedzy religijnej jest czy jej nie ma. Skoro obojętne, a jest - to niech sobie będzie dalej.

Nikt nie zabrania w czasie 2x45 prowadzić również do wiary. I czy to będzie w szkole, czy gdzie indziej - to chyba wszystko jedno. Szkoła chyba zobowiązuje do pewnych standardów zachowań - choćby do punktualności katechety.

Jedno mnie zafrapowało. Dlaczego ochrzczonych pogan nie wolno ewangelizować - jak to pięknie nazywasz - w szkole? Czy ewangelizacja to jakieś tajemne obrzędy, które w szkole nie zadziałają?

I wreszcie - a to chyba jest sedno sprawy: Skąd się ci poganie wzięli, skoro od szóstego roku życia wszyscy ochrzczeni byli katechizowani?

PS. I nie zgadzam się z powiedzonkiem pewnego księdza. Prędzej on im daje jakieś trupie jadło...

Odpowiedz

pe

2 lata, 8 miesięcy temu

Przepraszam, że tak nudzę, ale tu mi ktoś podpowiada, że może ta ewangelizacja to jest taka z gitarą i jakimiś "świadectwami" jakiejś większej ilości osób oprócz katechety - i w szkole mogłoby to komuś przeszkadzać. Proszę, napisz może, co rozumiesz pod hasłem "ewangelizacja". Czy to jest jakaś konkretna akcja, wręcz termin techniczny na dany zestaw zachowań, czy pojęcie ogólne?

Odpowiedz

pe

2 lata, 8 miesięcy temu

Tu mi ktoś znów podpowiada, czy nie powinniśmy (na rzecz jakiegoś innego, prostszego słowa) zrezygnować z terminu "ewangelizacja", który kojarzy się raczej negatywnie. Jednym się kojarzy z akcyjnością tak, jakby każda inna działalność w Kościele była mniej warta i nie miała wymiaru ewangelizacyjnego: akcyjka oderwana od całej reszty w Kościele ("poewangelizujemy i chwyci").

Innym tutaj kojarzy się to słowo z pewną osobą, co też ewangelizowała jako "Mechanik" i "Delta". (To ostatnie zostawiam bez komentarza, bo z racji ciężkiej pory nie kumam, o co chodzi - ale podobno to słowo zostało przez tę osobę skompromitowane.)

Odpowiedz

pe

2 lata, 8 miesięcy temu

A co do tej dziury formacyjnej: jest na to bardzo proste lekarstwo - oczywiście tak mi się tylko wydaje, proszę ocenić: DOBRE KAZANIE. Załóżmy, że ksiądz ma pewną ilość czasu - jakieś umowne T. I ma dwa zadania: przygotować kazanie, odbyć spotkania formacyjne z grupą lub indywidualnie z jej przedstawicielami. Jeśli źle podzieli czas i zawali kazanie - mimo zadowolenia przedstawicieli grupy - to niestety ta grupa nie nadrobi swoją aktywnością tego, co ksiądz stracił, zawalając kazanie. I teraz w tym napięciu może być złoty środek, a mogą być ekstrema. Te ekstrema to indywidualizm duszpasterski albo coś w rodzaju kolektywizmu, gdzie chciałoby się wszystko od sztampy.

Moim zdaniem, jeśli ksiądz będzie źle przygotowany teologicznie do tego, co ma robić, z samego lęku przed kazaniem będzie uciekał w duszpasterstwo indywidualne - a czasem nawet indywidualne, ale już nie duszpasterstwo :) Dlatego bardzo zachęcam, by dowartościować studia teologiczne!!! - Sorry za nudny wywód...

Odpowiedz

nowe_buklaki

2 lata, 8 miesięcy temu

Masz rację, dla większości ludzi jedyna styczność z jakimkolwiek nauczaniem to Msza niedzielna i DOBRE KAZANIE powinno być priorytetem, ale sama wiedza teologiczna nie gwarantuje, że kazanie/homilia trafi do ludzi i pomoże im zmienić swoje życie na bardziej chrześcijańskie.

W końcu trzeba w kształceniu księży mieć na celu, że ich przygotowuje się do życia w świecie, a nie w twierdzy domu parafialnego. Trzeba ich uczyć, by potrafili znaleźć wspólny język z tymi, którym będą posługiwać - czyli podstawowym przedmiotem powinna być komunikacja interpersonalna, a nie tylko z ambony oraz przedmioty ogólnokształcące, żeby przyszły ksiądz potrafił na bieżąco być z tym, co się dzieje w nauce (na ogólnym poziomie) - medycynie, fizyce, itp. Te drugie są zabezpieczeniem przed sytuacjami, gdy ksiądz naucza i przytacza fakty niezgodne z nauką, do której w dzisiejszej dobie informacyjnej wszyscy mają dostęp, a w ten sposób wzbudza w ludziach naturalne zastrzeżenia do całej reszty nauczania.

Odpowiedz

nowe_buklaki_cd

2 lata, 8 miesięcy temu

Czym jest DOBRE KAZANIE, pięknym wywodem teologicznym?

Nie. Kazanie ma pomóc wierzyć bardziej, zmieniać życie na bardziej zgodne z wolą Boga dla konkretnej osoby. W związku z tym musi być zrozumiałe dla słuchacza (inkulturacja), bazować na poziomie wiedzy i wiary słuchacza (najpierw parafię trzeba ewangelizować, a potem nauczać), mieć jasno określony cel, być spójne, odnosić się do zjawisk znanych i zrozumiałych odbiorcom, i zawsze dawać kilka przykładów aplikacji do życia. Powinny dotykać umysły i serca - jak coś na nas oddziałuje emocjonalnie, to lepiej to pamiętamy!

Najgorsze kazania: wykłady bez struktury, z mnóstwem niepotrzebnych dygresji, na poziomie abstrakcji doktora filozofii; z głoszącym, który sam nie wie, co che przekazać oraz te, w których wiadomo, o czym są, ale zostawiają wszystkich bez odpowiedzi na pytanie JAK TO ZROBIĆ/OSIĄGNĄĆ.

Odpowiedz

nowe_buklaki_cd

2 lata, 8 miesięcy temu

Samo kazanie w niedzielę to za mało. Ludzie potrzebują innych o podobnym doświadczeniu wiary, żeby wiarą się dzielić, wspomagać itd. Jak dla mnie takie grupy parafialne mają pierwszeństwo istnienia w parafiach.

Druga rzecz, to ten polski fenomen - każda grupa musi mieć księdza opiekuna. NIE MUSI. Księża się zmieniają, a więc liderem grupy musi być świecki. W grupie ludzie muszą sami podejmować decyzje, a nie "wisieć" na księdzu, co jest najczęściej spotykane. Zero inicjatywy, bo tak księża ludzi przyzwyczaili, że ksiądz będzie zarządzał. Zdjąć to zarządzanie z księży (będą wtedy mieć czas na przygotowywanie kazań), niech będą tylko stróżami teologicznej poprawności, nie będą tak obciążeni. Wytłumaczyć ludziom, że ksiądz nie musi być na każdym spotkaniu modlitewnym i to nie przeszkadza im się spotykać z Bogiem, że sami sobie są w stanie radzić. Ksiądz jest potrzebny tylko przy ostatecznym zatwierdzaniu większych decyzji - nie ma być inicjatorem, bo robi z ludzi wiecznie zależnych.

Odpowiedz

pe

2 lata, 8 miesięcy temu

Słyszałem to wszystko kiedyś w prostszej formie. Że mianowicie kazania dzielą się na trzy grupy: do rzeczy, do ludzi, do rzeczy i do ludzi.

I tak bywa, że są kazania do ludzi, ale nie do rzeczy. Są do rzeczy, ale nie do ludzi. A najlepiej, jakby były i do ludzi, i do rzeczy.

W każdym razie niech będzie i nudne, i trudne, ale żeby miało jakąkolwiek treść religijną, nie co niedzielę tę samą - i niech będzie jakoś poukładane. A to już świadczy o szacunku dla słuchacza, o wysiłku (na miarę możliwości) mówcy - i jakoś umila nawet pracochłonne słuchanie.

PS. A tak nawiasem mówiąc - z Twojego projektu (czy projekcji) można by zrobić niezły argument za koniecznością dobrego wynagrodzenia księdza. Bo skoro ma być tak wykształcony, to przecież pociąga to pewne koszta :)

Odpowiedz

pe

2 lata, 8 miesięcy temu

Podzielam Twoje zdanie, jak chodzi o udział księży w funkcjonowaniu grup. Obawiam się - nie jestem na bieżąco, a chwilowo nie ma kogo spytać - że w ramach pastoralnej więcej czasu poświęca się tematom sukienek pierwszokomunijnych i podziałowi na parafie małe, średnie i duże, tudzież wiejskie, podmiejskie, miejskie i wielkomiejskie, aniżeli zagadnieniom prowadzenia grup. To dobry pomysł na jakiś kurs dla neoprezbiterów - bo wejście w pracę z ludźmi, z którą dotychczas niewiele mieli wspólnego pociąga za sobą wiele problemów i, co za tym idzie, rodzi czasem błędy - choćby takie jak w organizacji czasu czy niekoniecznie roztropnej kontroli emocji wobec osób i grupy. Ciekawe sprawy!

Odpowiedz

Recepta

2 lata, 8 miesięcy temu

Moim zdaniem recepta na dotarcie to ludzi jest dostępna dla każdego księdza. Dał ją nam, a właściwie przypomniał, Benedykt XVI. Tą receptą jest wzór życia św. Jana Marii Vianneya. W skrócie: ubóstwo, posłuszeństwo, czystość, ewangelia w całym jej radykalizmie i ofiara z samego siebie dla ludzi w parafii. Tak postępując, takim będąc, każdy ksiądz otrzyma łaskę nawrócenia ludzi, choćby nawet dukał swoje kazania. Bez takiego życia choćby najpiękniejsze kazania - moim zdaniem - mają bardzo małą, powiedziałbym "chwilową" siłę oddziaływania.

Odpowiedz

pe

2 lata, 8 miesięcy temu

I przydałby się teraz jakiś rasowy pastoralista w tej dyskusji. Niechby sam odpowiedział na pytanie: Czy wobec tak prostej recepty na doprowadzenie ludzi do Boga jest jeszcze na coś potrzebna teologia pastoralna?

Odpowiedz

pe

2 lata, 8 miesięcy temu

Uuuu, i ucięła się nam dyskusja. Szkoda. Bo "Recepta" ruszył ciekawy temat: ta ofiara z samego siebie w parafii. Jak być ofiarą, żeby nie zrobić z siebie ofiary losu? Łatwo jest tak rzucić pojęcie ogólne. A przecież życie składa się z tak wielu zajęć - jak w nich zrobić z siebie tę ofiarę? "Recepto", gdzie jesteś?

Odpowiedz

Recepta

2 lata, 8 miesięcy temu

Poprzez "ofiarę" rozumiem to, co czynił Jan Maria Vianney. Miejsce nie pozwala na rozpisywanie się, ale generalnie chodzi o radykalizm ewangeliczny, życie w ubóstwie, czystości, posłuszeństwie, uczynki takie jak modlitwy, posty, adoracje NS, jałmużny, umartwienia myśli, oczu, uszu, wszystkich zmysłów, czyny pokutne, wyrzeczenie się siebie, ofiarowanie całego życia itd. Przykładowo, Jan Maria jeszcze przed świtem płakał przed Tabernakulum błagając o nawrócenie swoich parafian. Jadał ziemniaki ugotowane w mundurkach. Niechby był przynajmniej wzorem, który się nieudolnie naśladuje. Myślę, że po pewnej reflekcji na ten temat, każdy z ludzi - nie tylko księży - będzie wiedział, co czynić. Problem polega tylko na tym, że brakuje nam czegoś, by to faktycznie wykonać. Czego? Miłości? Odwagi? Motywacji? Chęci wyjścia poza przeciętność? Każdy sam musi sobie odpowiedzieć.

Odpowiedz

pe

2 lata, 8 miesięcy temu

1. Czy możemy żądać od wszystkich księży, by jadali tylko ziemniaki?

2. Może i tak jadają, ale Szef zabronił się chwalić modlitwą, postem i jałmużną.

3. A jakich efektów powinniśmy oczekiwać w duszpasterzowaniu takiego księdza? Czy będą się nawracać całe parafie? Czy skończy się antyklerykalizm? Czy zamkną w Polsce domy publiczne?

Odpowiedz

Recepta

2 lata, 8 miesięcy temu

Ad 1: Celem moich wpisów nie było narzucenie wszystkim księżom jedzenia ziemniaków. Chciałem jedynie - za naszym papieżem - wskazać na przykład św. Jana Marii jako wzór do naśladowania, gdyż osobiście uważam, że może tego brakuje i stąd niepowodzenia duszpasterskie. Każdy - nie tylko ksiądz, ale i świecki - musi we własnym sercu ocenić na co go stać i co chce czynić w tym zakresie.
Ad 2: i tak powinno być. Wierni nie potrzebują wiedzieć czy dany ksiądz pości, ale potrzebują tego postu, by Bóg dał im łaskę nawrócenia i prawdziwej wiary.
Ad 3: Efekty mogą być takie jak u Jana Marii. Po prostu nawrócenie ludzi i zmiana ich życia. A czy będą się nawracać całe parafie? Może, bo dla Boga nie ma nic niemożliwego. Antyklerykalizm? Domy publiczne? Nie wiem, ale dla Boga nie ma nic niemożliwego.
Wkleję jeszcze poniżej bardziej syntetyczne ujęcie moich rozważań. Ujęcie wg św. Jana od Krzyża. Wklejałem to już, ale z jakichś przyczyn się nie pojawiło. Czy się teraz pojawi,nie wiem. Pozdrawiam.

Odpowiedz

Recepta

2 lata, 8 miesięcy temu

Chciałbym jeszcze zacytować św. Jana od Krzyża. To swego rodzaju "program życia". To jest właśnie to, co mam na myśli:

Usiłuj zawsze skłaniać się nie ku temu co łatwiejsze, lecz ku temu co trudniejsze;
nie do tego co przyjemniejsze, lecz do tego co nieprzyjemne;
nie do tego co smakowitsze, lecz do tego co niesmaczne;
nie do tego co daje spoczynek, lecz do tego co wymaga trudu;
nie do tego co daje pociechę, lecz do tego co nie jest pociechą;
nie do tego co większe, lecz do tego co mniejsze;
nie do tego co wzniosłe i cenne, lecz do tego co niskie i wzgardzone;
nie do tego aby pragnąć czegoś, lecz do tego by nie pragnąć niczego, nie szukając tego co lepsze wśród rzeczy stworzonych, ale tego co gorsze. Pragnij z miłości dla Chrystusa dojść do zupełnego ogołocenia, ubóstwa i oderwania się od wszystkiego, co jest na świecie.

Odpowiedz

pe

2 lata, 8 miesięcy temu

Z całym szacunkiem dla św. Jana od Krzyża, ale przecież Jezus był normalny - nie posypywał obiadu popiołem; prosili Go na przyjęcie, to i poszedł; był zmęczony, to spał; jednak pragnął: "Gorąco pragnąłem spożyć tę paschę z wami" - a mógł się z tego pragnienia ogołocić. Pytam więc, czy gdzieś tu nie ma przesady? Czy proponujemy właściwe metody do właściwych celów?

Odpowiedz

Recepta

2 lata, 8 miesięcy temu

Sądzę, że być może mylisz się do co postaci Chrystusa. Otóż Chrystus, będąc na ziemi, zajął ostatnie miejsce i nikt nigdy nie zdołał i nie zdoła mu w tym dorównać. Nawet więc najwięksi święci - czy to św. Jan od Krzyża, czy posypujący popiołem swój posiłek św. Franciszek z Asyżu - jedynie naśladowali swojego Mistrza. Nie ma sprzeczności bądź jakichś odmiennych zachować. Chrystus był ubogi i ukrzyżowany - to mówi wszystko. Co do Paschy, to chodziło o Wielki Czwartek, więc trudno tutaj przykładać sprawę pragnienia bądź jego wyrzeczenia. A czy proponuję właściwe metody? Nie mnie to oceniać, ale papieżowi, biskupom, księżom. Skoro jednak "wszystko już było" i nie ma efektów, to może pora na to?

Odpowiedz

pe

2 lata, 8 miesięcy temu

U licha! Otwórz Ewangelię i czytaj!!! Czy tam jest o posypywaniu jedzenia popiołem? Czy napisałem coś niezgodnego z Ewangelią? Czy dopiero jak się wpisze cyferki, to ludzie wierzą, że dane słowo jest z Pisma Świętego?

Ale skoro ma być wyrzeczenie, to może zlikwidujmy samoloty i jeździjmy na osiołkach, broń Boże nie posługujmy się internetem (tu już na pewno jest tylko diabeł!), po co komu komputer (skoro pisać można na papirusie, a Pan Jezus i tego nie kazał). I żaden ksiądz nie powinien nawet wiedzieć, co to jest, bo mógłby tego zapragnąć.

Odpowiedz

Recepta

2 lata, 8 miesięcy temu

Drogi Pe, wydaje mi się, że nie zrozumiałeś mnie, nie zrozumiałeś św. Jana od Krzyża i innych świętych, i być może nie rozumiesz Chrystusa i jego życia. Twoje serce jest zamknięte na te słowa dlatego dalsza dyskusja jest bezcelowa. Powinieneś raczej dyskutować z "rasowym pastoralistą", bo chyba wolisz ten sposób pracy z wiernymi, czyli słowa, słowa, słowa bez ofiary z siebie samego. Co ważne nie mówię, że mam rację. Dopuszczam fakt, że to ja błądzę. Nie powinni natomiast bładzić biskupi i księża. Na koniec, jeśli błądzę, to w jakim celu papież wskazał Jana Marię jako wzór dla wszystkich kapłanów?

Odpowiedz

pe

2 lata, 8 miesięcy temu

To pisałeś to wszystko tylko po to, żeby pisać, czy może chciałeś pomóc komuś, żeby zrozumiał?

A jeśli nie jesteś przekonany do swojej racji, to po co piszesz?

Odpowiedz

pe

2 lata, 8 miesięcy temu

hehe, łatwo jest rezygnować z dyskusji, gdy się nie widzi skuteczności źle zaprezentowanych argumentów. Czyżby to tak było?

Tu na jednej dyskusji - chyba o reformach liturgicznych - dyskutanci pouciekali, jak zostali poproszeni o podanie źródeł do tego, co twierdzili.

Ciekawe, czyli mamy kłopoty z dyskutowaniem. Ale to chyba nie jest nasza polska cecha. Nie byłoby rozbicia Kościoła, gdyby ludzie umieli się dogadywać...

Odpowiedz
Powrót na górę strony