Sternik – szkoła totalna

Paweł Zuchniewicz /maz, 2009-08-31

strona 1 z 2

Sternik – szkoła totalna
Fot. www.sternik.edu.pl

Kiedyś o piłkarzach Holandii mówiło się, że grają „futbol totalny”. My możemy powiedzieć, że to jest „szkoła totalna” – mówi jeden z ojców pięciorga dzieci. Od niedawna mieszka z rodziną w Józefowie pod Warszawą, aby mieć bliżej do szkoły związanej z kręgami Opus Dei.

- „Szkoła totalna”, ponieważ wciąga rodziców w proces wychowawczy, a skoro jest tu wiele rodzin z licznym potomstwem, to obowiązki mnożą się niepomiernie. STERNIK bardzo angażuje rodziców w sprawy szkolne związane z dziećmi i pewnie dlatego w czerwcu, po 10 miesiącach „współpracy” mieliśmy już trochę dość… – dodaje matka trójki dzieci. – Jednak teraz już nie możemy się doczekać, kiedy po wakacjach powrócimy do rytmu szkolnego – konstatuje.

Placówki edukacyjne STERNIK-a działają od pięciu lat, a konkretnie od 1 września 2004 roku w kilku podwarszawskich miejscowościach (Międzylesie i Falenica, a ostatnio Józefów). W projekcie uczestniczy obecnie przeszło 500 rodzin z blisko 900 dziećmi.

Wyniki testów szóstoklasisty (z roku 2007/2008 oraz 2008/2009) plasują uczniów w najwyższej grupie ocen na tle kraju. W gronie rodzin szkoły dla chłopców „Żagle” zrodził się ponadto pomysł zorganizowania Orszaku Trzech Króli – Jasełek ulicznych na Starym Mieście w Warszawie. W inicjatywę włączyły się Centrum Myśli Jana Pawła Ii i Fundacja Świętego Mikołaja.

Rodzice rodzicom

Od czasu do czasu do Stowarzyszenia docierają pytania o plany rozszerzenia działalności w innych miastach Polski. „Otwórzcie u nas taką szkołę, a chętnie zapiszemy do niej dziecko” – tak można streścić brzmienie tych maili i telefonów.

Niestety, ci którzy czekają na to, że ktoś otworzy nową placówkę, pewnie się nie doczekają, gdyż u źródeł jej powstania jest zawsze poważny wysiłek samych rodziców. Tak powstały szkoły STERNIK-a i tak powstawały w przeszłości inne placówki tego typu na świecie (jest ich już ponad 500 w 38 krajach).

A zaczęło się wszystko od rady, którą dawał rodzicom założyciel Opus Dei, św. Josemaria Escriva. „Zakładajcie szkoły dla swoich dzieci – mówił – szkoły będące przedłużeniem domu rodzinnego, w którym praktykuje się ducha służby, współpracy, hojności, jedności”.

Pierwsza taka szkoła powstała w 1952 roku. Przez ponad pół wieku działania tego systemu edukacyjnego nagromadziło się wiele doświadczeń, z których najważniejszym jest aktywna rola rodziców.

Tak było też w Polsce. Rodzice założyli Stowarzyszenie STERNIK, szukali odpowiednich partnerów do współpracy i wzięli na siebie ciężar znalezienia środków materialnych. Zaczęły się przyłączać inne rodziny. Czy nie mieli wątpliwości? Owszem, i to spore.

– Na początku było bardzo dużo obaw – wspomina jedna z matek dziewcząt uczęszczających do „Strumieni”. – Przejrzałam program szkoły. Owszem, zgrabny... – myślę – ambitny. Brawo... W wielu programach szkolnych widziałam już te postulaty. Niezmiennie robiły na mnie wrażenie. Chociaż realizowane bywały potem różnie. Czytam program wychowawczy: Zawsze się uśmiechaj, kiedy ktoś ciebie o coś prosi. – Stop! Zdziwienie. Jeszcze raz: Zawsze się uśmiechaj, kiedy ktoś ciebie o coś prosi...??? - oto jeden z nawyków do przyswojenia dla przedszkola. Konkretnie dla... trzylatków! – opowiada.

„Wychowawca, który jest indywidualnym opiekunem dziecka przestrzega zasady, aby podejść do każdego z powierzonych mu dzieci przynajmniej raz dziennie bez konkretnego powodu i porozmawiać z nim.” – Hm... dokładnie tak staramy się postępować w domu!... - dodaje.

Wszystkie natarczywie powracające dotąd pytania: „Ale czy nas na taką szkołę stać? Ale czy mam siłę ponieść liczne trudy z tego wynikające? Ale dlaczego to lepiej, żeby chłopcy i dziewczęta uczyli się oddzielnie? Ale... ale... ale... zastępuje już tylko jedno: „JAK?...”

Szkoła dla elit?

Pod koniec roku szkolnego 2008/2009 telewizja TVN w programie „TVN UWAGA” wyemitowała kilkunastominutowy film o projekcie STERNIK. Zapowiedź programu brzmiała sensacyjnie: szkoła do której uczęszczają dzieci ministrów i biznesmenów, a przy tym prowadzona jest przez tajemnicze Opus Dei.

Wszystko, co trzeba, aby przyciągnąć uwagę widza. Sam reportaż pokazał jednak obraz przedszkola i szkół, których elitarność polega na zgoła czymś innym. Faktem jest, że wśród dzieci STERNIKA znajdzie się kilka znanych nazwisk (będzie to ok. 3 procent wszystkich uczniów w projekcie). Natomiast w praktyce jej wyjątkowość obrazuje coś zupełnie innego:

Po pierwsze – w projekcie uczestniczy duża liczna rodzin wielodzietnych.

Komentarze (3)

ie

2 lata, 5 miesięcy temu

Czy w Irlandii działają tego typu szkoły? Ktoś wie, gdzie?

Odpowiedz

Anna

2 lata, 5 miesięcy temu

Najważniejszą rzeczą jest głosić Chrystusa. Hasło "uśmiechaj się zawsze kiedy ktoś cię o coś prosi" może być sztuczne, wyrabiać nawyk. Nasze dzieci muszą uczyć się konfrontacji ze złem. Muszą poznać Chrystusa, żeby sercem wybierać dobro w każdych okolicznościach. Kiedy dziecko przymusza się do uśmiechu to może w sercu czuć niechęć i jest wtedy nieszczere, uczone jest nieszczerych zachowań. Tylko znajomość Chrystusa jest gwarancja bezpieczeństwa.

Odpowiedz

kasia

11 miesięcy, 4 tygodnie temu

wyrabianie nawyków to typowy behawioyzm. Nic inne jak trenig - prosze wybaczyc porównanie - np. psa.

A to nie jest wychowanie, tylko coś co może prowadzic prosto do frustracji.

Chrześcijanskie wartości nie mogą byc tylko nawykami, ale muszą płynąc ze szczerego serca oddanego Bogu.

Poza tym, jako protstantka mogę powiedziec, że to znowu "toleracja" po polsku. "Jak będziesz robił to co my, to możesz się z nami bawic."

Odpowiedz

Reklama

wiara
Powrót na górę strony