W posłudze związkom niesakramentalnym

kw, 2010-02-06

W posłudze związkom niesakramentalnym Pelikan - spektakl teatru A, foto.ekai.pl

Duszpasterstwa związków niesakramentalnych działają już w każdym większym mieście. Odpowiadają na potrzebę par, które z jakichś powodów nie mogą zawrzeć ślubu w Kościele katolickim.

Do duszpasterstw związków niesakramentalnych przychodzą osoby, które wzięły uprzednio ślub w Kościele, rozwiodły się lub są w separacji i które pozostają w związkach cywilnych. Inni, nierozwiedzeni, uważają, że nie chcą swojej spontanicznej miłości "formalizować" przez ślub. Łączy ich jedno: potrzeba uczestnictwa w Kościele i poszukiwanie Boga.

"Nie powinno się dopowiadać niczego więcej. Jeżeli ktokolwiek sądzi, że osoba przychodząca do takiego duszpasterstwa próbuje tylko zagłuszać swoje sumienie i że nie chce ona już niczego w swoim życiu zmienić, to po prostu rani i krzywdzi tych ludzi" - podkreślił o. Mirosław Ostrowski OP. Dominikanin ten założył przed 3 miesiącami duszpasterstwo związków niesakramentalnych w klasztorze na warszawskiej starówce, wcześniej natomiast prowadził podobne inicjatywy w Gdańsku, Poznaniu i Szczecinie.

O. Ostrowski zastrzegł, że prowadzone przez niego duszpasterstwo nie jest żadną formą legitymizacji związków niesakramentalnych. "Duszpasterstwo tworzy przestrzeń dla nawrócenia, a potem podejmowania w wyniku tej odmiany myślenia kroków takich, jakie są możliwe" - wyjaśnił. "Osobom w związkach niesakramentalnych mającym małe dzieci Kościół nie zaleca np., by się rozstawali, ale zachęca je do czynów sprawiedliwości względem swoich sakramentalnych małżonków i dzieci" - dodał.

U dominikanów spotkania par niesakramentalnych odbywają się w ramach duszpasterstwa rodzin. "Nie prowadzimy duszpasterstwa małżeństw, lecz rodzin. Osoby, które żyją w związkach niesakramentalnych i mają dzieci, są też rodzinami" - powiedział zakonnik.

Parami niesakramentalnymi opiekują się też pallotyni na warszawskiej Pradze. Pallotyńskie Centrum Pomocy Duchowej oferuje ponadto pomoc rodzinom w kryzysie, "białym" małżeństwom, jak również osobom samotnie cierpiącym. Kierujący Centrum ks. Jan Pałyga SAC, zapytany o przyczyny rozpadu małżeństw, wymienił alkohol i narkotyki, hazard, a także problemy związane z erotomanią. Osoby rozwiedzione i żyjące obecnie w nowych związkach odczuwają często - jego zdaniem - ból z powodu powziętych kiedyś decyzji. Dodatkowo, przez brak dostępu do sakramentów mają poczucie bycia poza Kościołem.

Jak wynika z danych Instytutu Statystyki Kościoła Katolickiego, do Sądów Biskupich w Polsce trafia rocznie 3,5 tys. wniosków o stwierdzenie nieważności małżeństwa od chwili jego zawarcia. Daje to Polakom drugie miejsce na świecie - za Włochami.

Jak wskazuje o. Ostrowski, większość orzeczeń stwierdzających nieważność małżeństwa powołuje się na niedojrzałość osób, które udzieliły sobie niegdyś tego sakramentu. Jak zaznacza dominikanin, niedojrzałość ta wynika z bardzo różnorodnych kwestii. Może ona np. polegać na "nieodciętej pępowinie", czyli uzależnieniu któregoś z małżonków od swoich rodziców. Dany małżonek może też mieć złe wzorce rodzinne, być niedojrzały osobowo lub popaść w jakiś nałóg.

"To, co Sobór Watykański II nazwał «plagą rozwodów» zmieniło się dziś na coś, co można określić jako «mentalnością rozwodową»" - stwierdził o. Ostrowski. "Każdy młody człowiek zakładający rodzinę powinien szczerze odpowiedzieć sobie na pytanie: Czy będę do końca walczyć o jedność i nierozerwalność swojego małżeństwa w imię miłości, czy też, kiedy przyjdą trudności, rozwiodę się i założę nowy związek?" - podkreślił duszpasterz związków niesakramentalnych.

Komentarze (9)

teresa

4 lata, 6 miesięcy temu

Zatwardziałość w grzechu każe tkwić w czymś co jest sprzeczne ze zdrowym rozsądkiem.Tak jak bezpłodność i rozwód nie jest wolą Boga -tak związek niesakramentalny i aborcja jest winą instytucji kościelnych.

Odpowiedz

Lucja

4 lata, 6 miesięcy temu

jakieś herezje głosisz Tereso albo jesteś tak poraniona,że uważasz jak walczący z Kościołem, że wszystkiemu winien jest Kościół

Odpowiedz

świadectwo

3 lata, 10 miesięcy temu

"Znam sytuację - gdy człowiek, który porzucił żonę i dzieci, i żyje w nowym związku - zajmuje wysokie stanowisko, z racji którego często i ostentacyjnie bierze udział w uroczystościach kościelnych, prowadząc pod rękę konkubinę.Słyszałam już na ten temat głosy zgorszenia, ale słyszałam także zachwyty nad pobożnością tego mężczyzny. Opuszczona żona nie pokazuje się w kościele..(...)Coś tu jest nie w porządku."

- komentarz "Szczęśliwej Mężatki" do art. p.Operacza "Duszpasterstwo cudzołożników?"

Odpowiedz

Marco

4 lata, 6 miesięcy temu

Można to też robić. Ale czy nie piorytetowe zajęcia zakonnika i księdza to głoszenie Ewangelii, aby ludzie mieli wiarę (oczywiście dojrzałą). A jeśli ludzie ochrzczeni będą mieli wiarę dojrzałą, dojrzewającą, to po pierwsze: nie będą się rozwodzili, bo "sprawiedliwy z wiary żyć będzie", a po drugie: będzie wtedy można powiedzieć, że polski prezbiterat spełnił swoje powołanie. A tak mamy ryty, religię w szkole i ...pogańskie społeczeństwo.

Odpowiedz

WWW

4 lata, 6 miesięcy temu

Marko! To że rozwód jest sprzeczny z Ewangelią to nie ulega wątpliwości, ale nie można tych ludzi skazywać na samotność od Boga. Przypomnij sobie z Ewangelii jak faryzeusze oburzali się gdy Jezus jadł z celnikami i grzesznikami i co na to odpowiedział im Jezus - "nie przyszedłem wzywać sprawiedliwych tylko grzeszników. Mam tylko inną wątpliwość, a mianowicie co do niedojrzałości emocjonalnej, aby nie była to zbyt szeroka furtka do zmiany partnerów przed Obliczem Boga, bo kto tak naprawdę jest dojrzały do końca.

Odpowiedz

anna

4 lata, 6 miesięcy temu

Marko, czesto ci "poganie" maja wiare dojrzalsza niż tzw. "porządni katolicy", tylko życie sie im pogmatwało. A właśnie Ewangelia ( Dobra Nowina) mówi, ze Pan Jezus przyszedl szukać tych, co pogineli...

Odpowiedz

Wuk

4 lata, 6 miesięcy temu

Tenże zakonnik głosi Ewangelię na obrzeżach... idzie do tych, którzy z różnych przyczyn poginęli... im głosi: przyszło do Was Królestwo! Oby więcej takich odważnych :-)

Odpowiedz

Soplica

4 lata, 6 miesięcy temu

Pierwsza rzecz ; ci ludzie sami się skazują na samotność, druga ; czy ci ludzie są w stanie podjąć się "kuracji" Chrystusa, czy tylko szukają usprawiedliwienia w Kościele? Bo być chorym a samemu skazywać się na chorobę, trzeba przyznać jest RÓŻNICĄ!!!Znam ludzi po rozwodach cywilnych, którzy żyją z WYBORU!!! I ŚWIADOMOŚCI!!! katolickiej w samotności. Często "chorują" ale nie "zatruwają" swego życia związkami toksycznymi i niesakramentalnymi!!! Może im bardziej potrzeba pomocy?

Odpowiedz

mark12

4 lata, 5 miesięcy temu

Najpierw trzeba zadbać o pokrzywdzonych!

Polecam artykuł "Wierni mimo wszystko" z Tygodnika Idziemy, do znalezienia na portalu Opoka.

Odpowiedz

Zobacz także

Reklama

Powrót na górę strony
Wykonanie: ALX - szkolenia i specjaliści IT
Twitter
Facebook