Święty Idzi robi kanapki

Maria Czerska / pm, Warszawa, 2012-12-21

strona 1 z 5

Święty Idzi robi kanapki Fot. Daquella manera - flickrCC

Adam zmarł w styczniu, w Warszawie. To było 2 lata temu. Straszne mrozy. Trochę wypił, ale schronił się na ciepłej klatce schodowej. W nocy ktoś go z tej klatki wyrzucił. Bezdomny, pijany – nikt nie chce mieć takiego „sąsiada”. Rano Adam już nie żył. Miał 32 lata.

- Nie znaliśmy go bliżej. Nie zdążyliśmy – mówi Magda ze Wspólnoty św. Idziego w Warszawie. – Tyle, że był u nas na Wigilii, czyli, że 2 czy 3 tygodnie wcześniej siedzieliśmy razem przy jednym stole. Potem inni bezdomni opowiedzieli nam, że zamarzł. Prawdopodobnie człowiek, który go wyrzucił z tej klatki nawet nie wie, że to się tak skończyło.

Jest mglisty listopadowy wieczór. Wskazówka zegara na Pałacu Kultury zbliża się do dziewiątej. Z podziemi kościoła Wszystkich Świętych na Placu Grzybowskim wyłania się kilkanaście postaci. Niosą jakieś worki, torby, plecaki. Szybkim krokiem przemierzają rozkopaną Świętokrzyską i rozciągający się za nią park. Spod Sali Kongresowej widać już Aleje Jerozolimskie i światła Dworca Centralnego. Tu wciąż są jeszcze tłumy. Ludzie wychodzą z zakupów w Złotych Tarasach albo pędzą rozgrzać się do którejś z otwartych jeszcze kafejek. Nie ma jeszcze mrozu ale chłód i przenikliwa wilgoć sprawia, że trudno jest wyobrazić sobie stanie na dworze dłużej niż pół godziny. A jednak na małym placyku między przystankiem autobusowym przy Emilii Plater a wjazdem na parking przy Pałacu Kultury od strony Muzeum Techniki stoi grupa ok. 50 osób. Patrzą na zegar nad głowami. Przestępują z nogi na nogę. Czekają.
Nareszcie. Grupa postaci z workami witana jest entuzjastycznie.

- O, przyszliście! Jest herbata?
- A kawa?
- Macie jakieś ubrania? Jakieś rzeczy? Ja ostatnio się pytałem…
- Wafelki! Po ile można brać? Ja jeszcze dla kolegi.
Po 10 minutach sto kanapek z szynką, żółtym serem, sałatą i ogórkiem znika bez śladu. Podobnie wafelki. Spotkanie jednak najwyraźniej dopiero się rozpoczyna. Ludzie stoją w grupkach, dopijają ze styropianowych kubków przyniesioną w termosach herbatę i kawę. Rozmawiają. To chyba w większości dobrzy znajomi. Wspominają jakieś poprzednie spotkania przy kanapkach, jakieś osoby, które tym razem nie mogły przyjść, opowiadają o swoich kłopotach, żartują.

Pan Grzegorz potrzebuje pościeli – poszew na kołdrę i poduszkę, bo prześcieradło jest. Śpi teraz w domku na jakiejś działce. Może go pilnować. Pani Jola, 40 – latka z brokatowym makijażem, dostała właśnie torbę ze swetrami. Podzieli się nimi z matką. Matka ma schizofrenię i wszystko wyrzuca a potem nie ma co na siebie włożyć. Mężczyzna w czerwonym dresie i żółtych butach też może mieć ok. 40 lat. Opowiada, jak przez 2 lata sypiał na Dworcu. Teraz już całe szczęście nie. Spotkał kobietę i znalazł dorywczo jakąś pracę.

Jola dzieli się problemami sercowymi. Mąż zostawił ją dla kochanki i to w dodatku starszej. Bydlę. A ona go z żadnym nie zdradziła, chociaż bardzo jest kochliwa – zodiakalny raczek. Ale małżeństwo to świętość. – Modle się na różańcu, tak jak mi radziłaś – mówi do Ani z grupy tych, co przynieśli kanapki. – To mi pomaga.

Obok stoi starsza pani. Przychodzi od niedawna, bo nie wiedziała, że są te kanapki. Gdzie sypia? – Gdzie popadnie. Ale nie, nie tak na otwartej przestrzeni - bo jest bardzo zimno. Ma na głowie czapkę z daszkiem. Szkoda. Jakby była normalna, to by można było naciągnąć na uszy. – Oby zima w tym roku była lekka – uśmiecha się.

Pani Alicja, staruszka z wielką torbą na kółkach, w której prawdopodobnie mieści się cały jej dobytek, rozmawia z chłopakiem, który dziś przyniósł jej szalik. Zachęca go do kontynuowania studiów na technologii żywności. – To widać, panie Marku, że to pana powołanie!

Już po dwudziestej drugiej. Jest lodowato. Czas się rozejść, choć większość nie pójdzie do domu. Tak dobiega końca cotygodniowe, czwartkowe spotkanie Wspólnoty św. Idziego z grupą warszawskich ubogich.

La Comunità di Sant’Egidio

Wspólnota Sant’ Egidio ma już 45 lat. W 1968 r. grupa licealistów , na czele z osiemnastoletnim wówczas Andreą Riccardim, (a dziś profesorem historii na Università degli Studi Roma Tre i ministrem współpracy międzynarodowej i integracji w rządzie Mario Montiego), zaczęła się spotykać, żeby razem czytać Ewangelię i odwiedzać ubogich mieszkających na przedmieściach Rzymu. To były w większości biedne rodziny z południa Włoch, „Trzeci Świat tuż pod domem” – jak wspomina jeden z członków grupy, Mario Marazziti, obecnie dziennikarz. Młodzi organizowali spotkania dla ich dzieci – coś w rodzaju świetlic. Uczyli je czytać i pisać, wymyślali ciekawe zajęcia.

Takie były początki Sant’ Egidio, które działa obecnie w 76 krajach i liczy ponad 50 tys. osób. Nazwa wzięła się od rzymskiego kościoła św. Idziego na Zatybrzu, który w 1973 r. stał się oficjalną siedzibą grupy, miejscem codziennej modlitwy jej członków. W 1986 r. Wspólnota uznana została oficjalnie przez Stolicę Apostolską za międzynarodowe publiczne stowarzyszenie wiernych.

Modlitwa, dzielenie się Ewangelią i przyjaźń z ubogimi – to podstawowe i nierozerwalnie ze sobą związane „dzieła”, z których wypływają kolejne zaangażowania. „Szkoły Pokoju”, czyli świetlice dla biednych i zaniedbanych dzieci funkcjonują dziś w wielu miejscach na świecie. Sant’ Egidio otacza też opieką ludzi starszych, niepełnosprawnych, bezdomnych, więźniów, uchodźców czy Cyganów.

Komentarze (1)

goj

1 rok, 9 miesięcy temu

NIECH IDZI ODDA SWÓJ GŁOS NA SOCJALISTÓW NP. Z PRAWA I SPRAWIEDLIWOŚCI I OTWORZY ZAKŁAD PRODUKCYJNY Z WŁASNYM PRAWEM.DZIWNE ŻE W LATACH 70 80 PRACA ''LEŻAŁA NA ULICY''.DZIWNE ŻE DO TEJ PORY UPADŁO WIELE POLSKICH FABRYK I ZAKŁADÓW NP. STOCZNIA GDAŃSKA.PEWNE FIRMY POWINNY NALEŻEĆ DO PAŃSTWA ABY MOGŁY ZASILAĆ BUDŻET.PRYWATYZACJA JEST SZKODLIWA DLA KRAJU

Odpowiedz

Reklama

Powrót na górę strony
Wykonanie: ALX - szkolenia i specjaliści IT
Twitter
Facebook