Sławomir Sowiński w rozmowie z KAI o reformie mediów publicznych

Michał Plewka / br, Warszawa, 2016-01-11

Sławomir Sowiński w rozmowie z KAI o reformie mediów publicznych Fot. TT/@SowinskiSlawomi

Aby skutki reformy mediów publicznych były pozytywne i dla odbiorców i dla dziennikarzy, trzeba zagwarantować stabilny sposób finansowania tych mediów – uważa politolog, dr hab. Sławomir Sowiński. Kolejnym wymogiem jest obecność w tych mediach dzieł najlepszych polskich twórców kultury. Zdaniem adiunkta w Instytucie Politologii UKSW trzecim, ale najtrudniejszym warunkiem powodzenia reformy w mediach, jest możliwie skutecznie odseparowanie ich od bezpośredniego wpływu polityków.

Michał Plewka (KAI): Jakie znaczenie dla mediów w Polsce mają zmiany w ustawie medialnej, która została podpisana przez prezydenta w ubiegły czwartek?

Sławomir Sowiński: Generalnie powiedzieć można, że inicjatorzy obecnych zmian w mediach publicznych słusznie zdiagnozowali ich słabość, jaką jest brak solidnego zaplecza finansowego, który sprawiał, że media publiczne w Polsce (zwłaszcza telewizja) miast realizować misję zmuszone były konkurować z mediami komercyjnymi, czasem je imitując. Dlaczego nie dostrzegały tego poprzednie władze, pomimo monitów ze strony mediów, pozostaje dla mnie zagadką.

Można też dyskutować nad obiektywizmem, zwłaszcza w sprawach stricte politycznych, mediów publicznych, choć tu sprawa wydaje mi się bardziej zniuansowana, a jej ocena zależy na końcu od przekonań politycznych oceniającego. Ci, którzy popierali zmianę jaka dokonała się w Polsce wskazują, że media publiczne przemilczały faktycznie niektóre niewygodne dla poprzednich władz wydarzenia (np. przesłuchanie byłego prezydenta) i pomijały aktywność nowych władz (zwłaszcza obecnego prezydenta). Ci, którzy pragnęli kontynuacji politycznej, wskazują, że prawicowa opozycja miała swobodny dostęp do mediów publicznych, czego efektem jest choćby jej podwójne zwycięstwo w roku 2015.

Rzecz jednak w tym, że przeprowadzone w błyskawicznym tempie w końcu grudnia zmiany w prawie, polegające jedynie na wymianie kierownictwa mediów i wprowadzeniu mechanizmu powoływania go wprost i odwoływania przez ministra, żadnego z tych problemów nie rozwiązują. A w sprawie niezależności politycznej mediów, sytuację wręcz komplikują.

I choć nie jestem medioznawcą, trudno mi zrozumieć, dlaczego zamiast zapowiadanej kompleksowej zmiany strukturalnej, mamy jednie zmianę polityczno-personalną. Czas jej działania ograniczono wprawdzie do pół roku, ale jak uczy doświadczenie, w polityce bywa w takich sprawach różnie.

KAI: Czym będą ideowo różnić się media narodowe od mediów publicznych? Dlaczego dla polityków to rozróżnienie jest ważne?

– Trudno w tej sprawie z góry cokolwiek przesądzać czy wyrokować. W tej chwili odczytać potrafię jedynie intencje tych, którzy media „publiczne” zastąpić chcą mediami „narodowymi”. W tym zabiegu semantycznym widzę, po pierwsze chęć symbolicznego zerwania ciągłości z dotychczasową rzeczywistością medialną, po wtóre, intencję przybliżania mediów tzw. „milczącej większości”, a więc tej części polskiego społeczeństwa, która na co dzień nie szuka głośnych kulturowych nowinek czy eksperymentów, ale przywiązana jest raczej do sprawdzonych wzorców narodowej tożsamości.

Jeśli jednak takie są rzeczywiście te intencje, to osobiście uważam, że można je realizować także w formule mediów „publicznych”. Po pierwsze dlatego, że także dotychczasowe „publiczne” media misję taką – przynajmniej częściowo – realizowały. Wspomnę tu choćby bardzo dobrze przyjęty przez młode pokolenie serial „Czas honoru”, obecność w mediach kultu i pamięci Jana Pawła II, czy – przykład może szczegółowy, ale dla mnie bardzo wymowny – znakomity film dokumentalny wyemitowany przed miesiącem przez TVP1, o patriotyzmie i ewangelicznej dalekowzroczności polskich biskupów, którzy w roku 1965 wystosowali do swych niemieckich braci słynny list.

Po wtóre, myślę, że formuła media „publiczne” zakładała traktowanie mediów jako budowanego ponad politycznymi podziałami dobra wspólnego. W tym sensie pozwala ona na realizowanie misji formacyjnej i informacyjnej w duchu preambuły naszej konstytucji w której czytamy: „my, Naród Polski - wszyscy obywatele Rzeczypospolitej”.

KAI: W jakim kierunku pójdą ostatecznie zmiany w mediach?

– Na razie oceniać można jedynie zmiany, które zaszły na skutek grudniowej, tzw. małej nowelizacji ustawy o mediach. I tu moja ocena jest - jak powiedziałem – sceptyczna.

Nie trzeba bowiem wielkiej przenikliwości, by dostrzec pokusę nacisku na media jaką przed politykami otwiera procedura powoływania i odwoływania władz mediów przez ministra. Przypomnijmy, że nawet w kraju takim jak Niemcy, gdzie media i dziennikarze generalnie cieszą się respektem, w roku 2012 wybuchła afera po tym, jak polityk jednej z dwóch największych partii zadzwonił do redaktora ogólnokrajowej telewizji przekonując go, że jego telewizja nie powinna relacjonować zjazdu partii konkurencyjnej.

Co jeszcze ważniejsze, zmiany jakie weszły w życie – w mojej ocenie – raczej utrudniają, a nie polepszają, warunki pracy dziennikarzy mediów publicznych, których zadaniem jest także patrzenie na ręce władzy, każdej władzy.

KAI: Jakie więc skutki społeczne i polityczne mogą wynikać z nowych regulacji prawnych dot. mediów?

– Jak już mówiłem, w tej chwili trudno cokolwiek z góry przesądzać, choć w mojej ocenie, szansę na jakąś wyraźną poprawę może dać dopiero dobra, kompleksowa reforma. Aby jej skutki były pozytywne i dla odbiorców i dla samych dziennikarzy: po pierwsze trzeba zagwarantować w niej stabilny sposób finansowania mediów publicznych, po drugie, zapewnić do nich możliwie szeroki dostęp najlepszych polskich twórców, ludzi kina, teatru, muzyki czy literatury, po trzecie wreszcie i najtrudniejsze, możliwie skutecznie odseparować je od bezpośredniego wpływu polityków.

Rozmawiał Michał Plewka


Komentarze (0)

Reklama

Powrót na górę strony
Wykonanie: ALX - szkolenia i specjaliści IT
Twitter
Facebook