Ks. prof. Józef Naumowicz o chrzcie w pierwszych wiekach Kościoła

Alina Petrowa-Wasilewicz (KAI) / br, Warszawa, 2016-03-11

Ks. prof. Józef Naumowicz o chrzcie w pierwszych wiekach Kościoła Fot. razem.tv

O chrzcie w pierwszych wiekach, katechumenacie, chrzcie małych dzieci, konsekwencjach przyjęcia sakramentu przez władców europejskich, w tym Mieszka - mówi w rozmowie z KAI ks. prof. Józef Naumowicz.

Alina Petrowa-Wasilewicz (KAI): Nowe życie, przejście z ciemności do światłości - tak w pierwszych wiekach chrześcijaństwa określano chrzest. Jak to wyglądało w praktyce?

Ks. prof. Józef Naumowicz: W pierwszych wiekach chrześcijaństwa chrzczono przede wszystkich dorosłych - osoby, które decydowały się na przyjęcie nowej wiary. Jak wiemy, poza Żydami byli to poganie - Rzymianie, Grecy, przedstawiciele ludów, zamieszkujących Imperium Romanum. Ci dorośli przyjmowali chrześcijaństwo w sposób bardzo dojrzały - decydowali o chrzcie, przyjęciu Chrystusa, rozpoczęciu nowego życia. Chrzest dorosłych był poprzedzony dłuższym przygotowaniem. Nawracający się poganin musiał po pierwsze, poznać chrześcijaństwo i trwało to kilka - kilkanaście lat, po drugie musiał uporządkować swoje życie. Nieraz łączyło się to ze zmianą zawodu, ktoś rzeźbił bóstwa pogańskie czy uprawiał niemoralny zawód, musiał też uporządkować związki i dostosować swoje życie do zasad chrześcijańskich.

Czas przygotowań nazywano katechumenatem.

- Katechumenatem, czyli słuchaniem katechez, Ewangelii, zasad chrześcijańskich. Katechumenat miał też tzw. bliższe przygotowanie. Jeżeli ktoś czuł, że dojrzał do tego kroku, przychodził na rozmowę do biskupa czy innego duchownego i przed Wielkim Postem wpisywał się na listę tych, którzy na Wielkanoc mają przyjąć chrzest. Przez cały Wielki Post trwały już bardzo intensywne przygotowania, nie tylko katechezy, wykład "Ojcze nasz" i "Credo", czyli wyznania wiary, były przeprowadzane kilkakrotne skrutinia, czyli egzaminy - rozmowy sprawdzające, czy ktoś jest przygotowany, ma odpowiednie wiadomości, dotyczące prawd wiary i moralności. Po aprobacie na Wielkanoc, bo był to najczęstszy termin, kandydat przyjmował chrzest. Były i inne terminy, na Zesłanie Ducha Świętego, a w razie konieczności, chrzczono w zwykłe dni.

Dlaczego w Wielkanoc?

- Gdyż wiązano ten sakrament ze zmartwychwstaniem, z nowym życiem, jakie zaczynał katechumen. To sakrament wtajemniczenia, nie tylko poznania, ale też wejście w śmierć i zmartwychwstanie Chrystusa, bo chrzest powoduje śmierć dla grzechu, człowiek oczyszcza się ze wszystkich grzechów i odradza się do nowego życia duchowego, w łączności z Bogiem. W życiu człowieka dokonuje się tajemnica przejścia ze śmierci do życia, naśladując Jezusa.

Ważne w życiu Kościoła pierwszych wieków było to, że jeżeli do wspólnoty wchodziła jakaś liczna grupa ludzi świetnie przygotowanych, świadomych swojego chrześcijaństwa, to takie wspólnoty się odradzały. One nie były tak liczne jak dziś i jeśli otrzymywały zastrzyk potencjału ludzi, to one po ich chrzcie otrzymywały nową dynamikę. Dziś przy różnych okazjach - zwłaszcza Wielkiejnocy, wracamy do tajemnicy chrztu. Ale w pierwszych wiekach świadomość ważności chrztu w życiu wyznawcy Jezusa była o wiele większa, niż dzisiaj.

Dziś powiedzielibyśmy, że było to chrześcijaństwo z wyboru...

- Tak, dlatego, że dorosły decyduje się, przygotowuje, pamięta.

Nieraz było to połączone z podjęciem ryzyka, bo były okresy spokojne, ale też czasy prześladowań, chrześcijanom groziło męczeństwo.

- Stąd ważność decyzji, godzenie się na dramatyczne konsekwencje, włącznie z utratą życia.
Rzecz jasna, nie było tak, że człowiek po długim przygotowaniu nie popełniał grzechu, ale świadomość decyzji była o wiele większa - pamiętali, jakie były konsekwencje ich wyboru, jakim trzeba być człowiekiem i jakie zobowiązania z tego płyną.

Kiedy zaczęto chrzcić dzieci, jakie rozumowanie doprowadziło do tego? Nieraz jest to krytykowane, słychać głosy, że "ktoś za mnie zdecydował, ja nie miałem nic do powiedzenia"? Dlaczego Kościół odszedł od chrześcijaństwa z wyboru i przeszedł do chrzczenia małych dzieci.

- Do IV wieku przeważnie chrzczono dorosłych, tych, którzy się nawracają. Po edykcie cesarza Konstantyna w 313 r. chrześcijaństwo zaczęło jeszcze szybciej się rozpowszechniać. Gdy chrzest przyjmował cały dom, tak jak dom Korneliusza w Dziejach Apostolskich, czyli głowa rodziny, jej członkowie, włącznie z niewolnikami, chrzczono także dzieci. Chrześcijańscy rodzice albo chrzczą dzieci, albo już w dzieciństwie zapisują je do katechumenatu i ten katechumenat, czyli przygotowanie do chrztu, trwał całą młodość. I dopiero kiedy przychodził czas decyzji, osoba ta przyjmowała sakrament. Wszyscy wielcy autorzy do IV wieku urodzili się w rodzinach chrześcijańskich lub mieszanych. Matka św. Augustyna, św. Monika, była gorliwą chrześcijanką, ojciec poganinem. Ale gdy synowi groziła śmierć, Monika przygotowała go do chrztu, a gdy odzyskał zdrowie, przełożyła chrzest żeby jako dorosły świadomie go przyjął. I tak się stało.

Bazyli Wielki urodził się w rodzinie gorliwych chrześcijan, ale przyjął chrzest dopiero po studiach, chociaż w czasie studiów chodził do kościoła na liturgię Słowa i mówił, że zna tylko dwie drogi: do kościoła i na uczelnię. Ale nie był ochrzczony. Natomiast w V wieku, sto lat po decyzji Konstantyna, Cesarstwo staje się w większości chrześcijańskie, rodziny stają się chrześcijańskie i teraz rodzina podejmuje decyzję w imieniu dziecka, ale też zobowiązuje się, że doprowadzi je do świadomej wiary.

Rodzice równocześnie zobowiązują się do wychowania dziecka w odpowiedni sposób, katechumenat przechodzi w ich ręce i robią to we współpracy z Kościołem.

- Tak, i dlatego przed każdym chrztem kieruje się najpierw pytania do rodziców i chrzestnych, czy będą wychowywać dziecko w wierze. To stara tradycja, pochodząca z pierwszych wieków. Tak jak wówczas, gdy przychodził do wspólnoty poganin, ktoś z ochrzczonych musiał za niego poręczyć, wprowadzić. Ta instytucja utrzymała się do dziś, są nimi obecnie rodzice chrzestni i jest to znak, że cała wspólnota jest odpowiedzialna za wprowadzenie dziecka w świat wiary, że bierze ten obowiązek na siebie.

Jakie były argumenty, by chrzcić małe dzieci, bo chyba nie tylko z powodu wysokiej śmiertelności?

- W końcu IV w., kiedy większość staje się chrześcijańska, biskupi, np. Bazyli Wielki, który przyjął sakrament jako osoba dorosła, nawołuje, żeby nie odkładać chrztu i chrzcić jak najwcześniej. Gdyż jest to tak wielki dar, że dziecko powinno otrzymać go jak najwcześniej, by móc ten dar rozwijać w młodości. Dzieciństwo i młodość to czas najlepszy dla formacji i jeśli dziecko otrzyma te dary, gwarantuje mu to lepszy rozwój duchowy, niż gdyby czekało dwadzieścia, trzydzieści lat. Przypomnijmy, że na Wschodzie do dziś utrzymuje się zwyczaj połączenia chrztu i bierzmowania.

Dlaczego?

- To pierwotna praktyka Kościoła - jeżeli chrzczono dorosłych to i bierzmowano, bo bierzmowanie było wejściem w dojrzałość chrześcijańską. Ktoś mając 30-40 lat był dojrzały. Przy chrzcie stosowano więcej namaszczeń, czyli dodatkowe namaszczenie, które na Zachodzie zostało rozdzielone - w dzieciństwie przyjmuje się chrzest, człowiek staje się dzieckiem Bożym, a gdy osiągnie się dojrzałość fizyczną, emocjonalną, intelektualną, człowiek jeszcze raz przyjmuje namaszczenie i to jest znak przyjęcia Ducha Świętego, czyli świadomego już przyjęcia chrześcijaństwa. To rozdzielenie jest typowe dla Kościoła katolickiego.

Chrzest jest więc darem, który jak najwcześniej należy przyjąć i dzięki niemu rozwijać życie duchowe. Tak jak z pokarmem fizycznym nie czekamy, a podajemy w odpowiednim czasie, podobnie jest z sakramentem chrztu. Podobnie jest z Komunią św. - nie czekamy, aż człowiek osiągnie dojrzałość, udzielamy je ośmio- dziewięcioletniemu dziecku. Chrzest otwiera drogę do innych sakramentów, umożliwia rozwój, gdyż poganin może się jedynie modlić.

W późniejszych wiekach chrześcijanie, którzy odłączali się od Kościoła katolickiego zarzucali katolikom, że chrzest przyjmują osoby nieświadome doniosłości tego wydarzenia. Jak można odpowiedzieć na ten zarzut?

- Zwrócić uwagę, że tak jak katolicy w tych Kościołach wychowuje się ściśle w duchu zasad wiary i chrzest jest niemal automatycznie przyjmowany. W Kościele powszechnym o nie odkładaniu chrztu na później apelowali pisarze chrześcijańscy argumentując, że z wielkim darem nie należy zwlekać. Zalążek życia Bożego, jaki otrzymujemy w czasie chrztu, ma się w nas rozwijać. Ale gdy upowszechnił się chrzest dzieci, równolegle z tym weszła do praktyki wiernych częsta spowiedź. Od V-VI wieku zanika katechumenat, czyli dłuższe przygotowanie do chrztu, a rozpowszechnia się częsta spowiedź.

Ale były też nadużycia, związane z chrztem dorosłych. Skoro chrzest gładził grzechy, wielu uznawało, że sobie pożyje byle jak, a potem ochrzci i zapewni sobie niebo. Tak zrobił cesarz Konstantyn Wielki.

- To także zdecydowało o tym, żeby chrzcić dzieci. Wiele osób uważało, że w młodości mogą się wyszumieć, a dopiero w podeszłym wieku przyjąć chrzest i rozpocząć wzorowe, bogobojne życie. Ostatecznie zwyciężyła koncepcja, że miłosierny Bóg jest gotów nam wszystko przebaczyć i trzeba podjąć ryzyko i przyjmować chrzest jak najwcześniej.

Jak starożytni pisarze chrześcijańscy ukazywali chrzest, jakich metafor używali?

- Zachowały się katechezy chrzcielne dwojakiego rodzaju - przygotowujące do chrztu i one dotyczą zasad moralnych i prawd wiary, natomiast po chrzcie przez tydzień już ochrzczeni przychodzili do kościoła, przyjmowali Komunię św. i dopiero wówczas słuchali katechez o samym chrzcie i o Eucharystii. Co miało miejsce w tzw. białym tygodniu i zachowało się do dziś wobec dzieci, które przyjęły I Komunię św. Tych katechez mistagogicznych, a więc wtajemniczających, wprowadzających w sakramenty chrztu i Eucharystii, np. św. Augustyna, św. Ambrożego, zachowało się bardzo dużo i one dopiero ukazują człowiekowi, który przyjął Jezusa, wiarę, bo tylko on może pojąć, choćby intelektualnie, wartość, wagę, tajemnicę chrztu i Eucharystii.

Pisarze zaś czerpali metafory z Pisma Świętego, np. ze św. Pawła, śmierć i zmartwychwstanie. Pamiętajmy, że w pierwszych wiekach dorosłych chrzci się w baptysteriach - budowlach przy kościołach, w których są baseny chrzcielne i katechumeni zanurzali się całkowicie lub częściowo, do kolan czy pasa, a byli nadzy. Wchodzono po schodkach od strony zachodniej i odbywała się ceremonia, nieraz biskup czerpał z wody chrzcielnej i polewał głowę. Po wyjściu z basenu nowo ochrzczony otrzymywał białe szaty i odwracał się na wschód - w kierunku światłości, gdyż Chrystus jest światłem na oświecenie pogan, jak mówi starzec Symeon w swoim kantyku, był porównywany do wschodzącego słońca.

Obmycie, odrodzenie i oświecenie umysłu, to kolejne porównania i tropy. Wszelkie przywracanie wzroku ociemniałym lub uzdrowienie oczu w interpretacji Ojców Kościoła obrazuje chrzest, gdyż człowiek zaczyna więcej widzieć. Światłość, narodzenie, oczyszczenie - to są najczęstsze nazwy, obrazujące wewnętrzną, duchową rzeczywistość. A także wszczepienie młodej oliwnej gałązki w stary pień - tak samo i my jesteśmy wszczepieni w życie Jezusa.

W tym roku obchodzimy 1050. rocznicę chrztu Mieszka I. Czym był chrzest władcy? Europejscy władcy, począwszy od Franków, po kolei przyjmowali chrzest.

- Władcy państwa Franków jako pierwsi przyjęli chrzest z rąk katolickiego biskupa. Wcześniej, na początku IV w. władca Armenii przyjmuje chrzest i od tego momentu rozpoczyna się proces chrystianizacji kraju. Później Gruzja, Etiopia i Konstantyn - wszyscy są ochrzczeni w pierwszej połowie IV wieku. Konstantyn, choć przyjął sakrament na łożu śmierci, dał jednak najbliższym, rodzinie, dworowi, poddanym, przykład. Prześladowane wcześniej chrześcijaństwo teraz odzyskuje wolność, zaczyna swobodnie działać, rozwijać się. Chrzest władcy daje impuls do upowszechniania chrześcijaństwa. I we wszystkich tych przypadkach nie liczy się, czy Konstantyn Wielki, władcy Armenii, Gruzji czy Etiopii przeprowadzili polityczną kalkulację, ważna była osobista decyzja władcy.

Historycy najczęściej twierdzą coś odwrotnego - że właśnie były to kalkulacje polityczne, dynastyczne, itd. Ale Mieszko wybrał tego jedynego, najmocniejszego Boga. Zaczynało się więc od nawrócenia władcy.

- Tak, już w średniowieczu Tietmar czy inni historycy piszą, że decydujący był wpływ jego żony, czeskiej księżniczki Dobrawy. Władca Czech zgodził się na małżeństwo córki z władcą pogańskim i warto zwrócić uwagę, że w kontrakcie nie był postawiony warunek, że Mieszko ma się nawrócić. Księżniczka przybyła do Polski w 965 r. i już w Wielkim Poście następnego roku odbył się chrzest jej męża. Przypuszcza się, że jej osobisty wpływ był bardzo mocny. Nawiasem mówiąc, nie znamy jej imienia. Znana jest jako Dobrawa, czyli 'dobra', istnieje interpretacja, że jej imię wiąże się z kolorem włosów - dębowego, lub z jej bardzo mocną, przypominającą dąb, postawą. Niezależnie od szczegółów nie ulega wątpliwości, że państwo Mieszka weszło dzięki temu do pierwszej ligi europejskiej i że stało się to dzięki osobistemu nawróceniu władcy. Wtedy był to gest wielkiej odwagi, on wiedział, że ma przeciwników, że nie wszyscy przyjmą jego decyzję, bo wielu nie zaakceptuje faktu, że wyrzekł się swoich bogów. Był to gest odwagi, za którą szło jego osobiste przekonanie.

Przypomnijmy, że w Polsce niedługo potem nastąpiła reakcja pogańska, w Rzymie Julian Apostata próbuje przywrócić pogaństwo. W wielu krajach, w których władcy przyjmują chrzest, pogaństwo jest na tyle silne, że po 50, nawet 100 latach, następuje reakcja.

Było to także przeciw establishmentowi...

- Rzeczywiście, to nie była prosta i łatwa decyzja. Jej podjęcie i realizacja musiały wynikać z wewnętrznego przekonania, stąd determinacja wypływająca z osobistego nawrócenia. W przeciwnym razie władca nie potrafiłby przekonać swojego narodu.

Jakie były najważniejsze konsekwencje dla państw i jednostek płynące z przyjęcia chrześcijaństwa?

- Z Dobrawą przybywają kapłani, ludzie ukształtowani przez kulturę łacińską, którzy zaczynają ewangelizować swoje otoczenie. Wraz z przyjęciem chrześcijaństwa Polska wchodzi w obręb zachodniej kultury łacińskiej, która rozwija się już od wielu wieków, uzyskuje dostęp do tradycji greckiej, rzymskiej i żydowskiej. Wchodzi więc w krąg najstarszych, najwyżej rozwiniętych kultur europejskich. Po drugie - zaczyna czerpać z wartości samego chrześcijaństwa, czyli praw człowieka, wypływających z zasady miłości, przebaczenia, szacunku dla życia, małżeństwa. Małżeństwo uznawane było za święte i nierozerwalne, prawa żon były chronione, mordowanie dziewczynek, nierzadkie w schyłkowym okresie Imperium czy w Skandynawii, było potępione.

To pojęcia całkowite nowatorskie dla ówczesnego świata, choć do dzisiaj walczymy z naszymi grzechami i próbujemy te zasady wprowadzać, ale oni zaczęli. Dostęp do dziedzictwa całego kontynentu oraz ochrona człowieka - to wielki skarb, otrzymany wraz z darem chrztu. I warto przypominać o wielkiej roli kobiet w przyjmowaniu i rozpowszechnianiu chrześcijaństwa. Polski przykład potwierdza, że była nie do przecenienia.

Rozmawiała Alina Petrowa-Wasilewicz

 

Komentarze (0)

Powrót na górę strony
Wykonanie: ALX - szkolenia i specjaliści IT
Twitter
Facebook