Niemiecki ruch oporu prosił Piusa XII o nie interweniowanie wobec Hitlera

ml (KAI Rzym) / kw, Watykan, 2010-02-06

Niemiecki ruch oporu prosił Piusa XII o nie interweniowanie wobec Hitlera Papież Pius XII, fot. www.csus.edu

„Hiperkrytyka grozi często wyeliminowaniem wszelkiego świadectwa, poza tym, które jest na rękę”. Tak kończy się w dzisiejszym wydaniu „L'Osservatore Romano” artykuł Roberto Petriciego pt. „Dokumenty potwierdzają, że antynazistowski niemiecki ruch oporu prosił Piusa XII, by nie interweniował wobec Hitlera”.

Już w podtytule znajduje wyraz krytyki historiografii, lansującej tezę, że papież Pacelli milczał w sprawie zagłady narodu żydowskiego w czasie II wojny światowej. Dokumenty, o których mowa, znajdują się w wydanej w 1978 roku przez Ennio Di Nolfo pracy na temat relacji między Watykanem i Stanami Zjednoczonymi w latach 1939-1952. książka ta, dodaje Pertici, „nie jest nieznana, nie zawsze jednak pamiętają o niej ci, którzy w ostatnich latach poruszali te złożone wydarzenia”.

Chodzi świadectwo złożone już w czerwcu 1945 roku bawarskiego adwokata Josefa Müllera (1898-1979), działacza katolickiego w Republice Weimarskiej, a po wojnie jednego z założycieli chrześcijańsko-demokratycznej CSU. „Podczas reżimu nazistowskiego był on jednym z najbardziej aktywnych działaczy opozycji i znany jest przede wszystkim ze stałych kontaktów, jakie miał z Watykanem między 1939 i 1940. Müller pracował w niemieckim wywiadzie Abwehrze, kierowanym przez admirała Canarisa, który był jednym z tajnych ośrodków antyhitlerowskiej opozycji. Wysłano go do Rzymu pod jakimś pretekstem, w rzeczywistości po to, by skontaktował się z otoczeniem papieża, w którym było wielu duchownych niemieckich i zapoznać Piusa XII z programem niemieckiej opozycji i planami obalenia Hitlera i budowy demokratycznych Niemiec. Przede wszystkim prosił papieża, by był pośrednikiem i gwarantem wobec rządu angielskiego, na co Pius XII, narażając się na niebezpieczeństwo, zgodził się uczynić, za pośrednictwem angielskiego ambasadora przy Stolicy Apostolskiej Osborne'a” – czytamy w artykule.

Petrici przypomina, że plany te się nie powiodły. W 1943 r. Müller został aresztowany i zesłany do obozu Flossenbürgu, ale udało mu się dostać do Górnej Adygi i przeżyć. Uwolniony w 5 maja 1945 przez Amerykanów, 2 czerwca był już w Watykanie, na tradycyjnym przyjęciu z okazji imienin papieża (Eugeniusza). Wtedy, podkreśla autor artykułu, Pius XII po raz pierwszy poruszył publicznie problem stosunku Kościoła do nazizmu. Papież powiedział wówczas: „Widzicie, co pozostawia po sobie koncepcja i działanie państwa, której nie liczy się z najświętszymi uczuciami ludzkości, które depcze nienaruszalne zasady chrześcijańskiej wiary. Cały świat, zdumiony, kontempluje dziś ruinę, jaką to przyniosło... Ruinę tę widzieliśmy już z daleka i niewielu, jak sądzimy, z większym skurczem serca śledziło rozwój i nieuchronny upadek”.

Roberto Petrici przyznaje, że „niektórym nie podobało się to przemówienie: zwrócono uwagę, że tak szczere słowa dały się słyszeć dopiero wówczas, gdy nazizm został już pokonany, natomiast we wcześniejszych latach wystąpienia papieża były mniej bezpośrednie i bardziej dyplomatyczne”. „Wielu skojarzyło to z obecnością w Watykanie samego Müllera, który - jak mówiono – miał odegrać pewną rolę w zredagowaniu tego przemówienia. O tym wszystkim bawarski adwokat rozmawiał 3 czerwca 1945 r. wieczorem z Haroldem H. Tittmannem, młodym amerykańskim charge d'affaires, akredytowanym przy Stolicy Apostolskiej, który od 1940 roku mieszkał w Rzymie, a po Pearl Harbor, w samym Watykanie. Następnego dnia Tittmann wystosował szczegółowy raport na temat tej rozmowy do swego przełożonego Myrona Taylora, osobistego przedstawiciela prezydenta Stanów Zjednoczonych przy papieżu” – pisze Petrici.

Autor artykułu cytuje fragmenty tego raportu. „Doktor Müller – pisał Tittmann – powiedział, że w czasie wojny jego antynazistowska organizacja w Niemczech nalegała bardzo, by papież powstrzymywał się od jakichkolwiek publicznych deklaracji, które mogłyby być odebrane jako potępienie nazistów i radziła, aby jego uwagi ograniczały się do ogólników. Doktor Müller powiedział, że musiał udzielać papieżowi takich rad, bo gdyby poruszył szczegóły, Niemcy oskarżyliby go o uleganie naciskom obcych mocarstw i to rzuciłoby większe jeszcze podejrzenia na niemieckich katolików, ograniczając znacznie ich swobodę działania w oporze wobec nazizmu. Doktor Müller powiedział, że katolicki ruch oporu w Niemczech był zdania, że papież powinien trzymać się na uboczu, podczas gdy hierarchia niemiecka prowadziła walkę z nazizmem w Niemczech, tak by nie były widoczne wpływy z zewnątrz. Doktor Müller powiedział, że papież trzymał się tej rady przez całą wojnę (...) Uważa on, że papież zdecydował się teraz otwarcie wystąpić przeciwko nazistom, ponieważ implikacje jego oskarżeń są aktualnie niezwykle istotne i wydają mu się przerastać inne uwagi” – czytamy w artykule.

Roberto Petrici zauważa na koniec swego artykułu, że „można dyskutować, czy [Pius XII] słusznie postąpił, czy też mylił się, stosując się do tych rad... nie można jednak nie brać ich pod uwagę”. Jego zdaniem szczególnej wagi nadaje temu świadectwu fakt, ze złożone zostało zaraz po wojnie, „kiedy krytyki wobec Piusa XII nie wychodziły poza nieliczne dyplomatyczne podszepty, natomiast powszechnie uznana była i pochwalana humanitarna działalność Watykanu podczas wojny”.

„Hiperkrytyczny historyk mógłby skwitować to wszystko, stwierdzając, że katolik Müller nie miał innego celu, jak 'krycie' papieża przed tymi pierwszymi zastrzeżeniami. Jednakże hiperkrytyka grozi często wyeliminowaniem wszelkiego świadectwa, poza tym, które jest jej na rękę” - kończy swe uwagi autor „L'Osservatore Romano”.

Komentarze (1)

Piotr Ciompa

2 lata, 3 miesiące temu

Z wyjątkiem pojedynczych, niezorganizowanych osób jaką to walkę prowadzili z Hitlerem katolicy w Niemczech, której mogłaby zaszkodzić publiczna wypowiedź papieża? Dlaczego episkopat Niemiec miał się kontaktować z Watykanem za pośrednictwem Abwehry? Na jakiej podstawie prośby Abwehry, nawet te zgłaszane przez ochrzczonego katolika uznawane były przez Watykan za głos katolików niemieckich? Przecież związani z nią byli różni przeciwnicy Hitlera, od ewangelickiego pastora Dietricha Bonhoeffera aż po zlaicyzowaną inteligencję, która chyba w tej strukturze dominowała. Gdyby autor publikacji próbował sam ocenić słabe strony tego świadka historii, odebrałbym tę publikację jako poszukiwanie prawdy. Ale tak chyba nie jest, artykuł ma bronić podjętych już decyzji. Krytyka przygotowań do beatyfikacji Piusa XII ze strony organizacji żydowskich, a nawet słabo udokumentowane napaści nie usprawiedliwiają naciągania prawdy przez dziennik Stolicy Apostolskiej, niczym pierwsza lepsza gazeta laicka.

Odpowiedz

Reklama

Powrót na górę strony