Abp Kowalczyk: Zaufania Ojca Świętego nie zdradziłem ani nie nadużyłem

mp/a., 2009-01-06

strona 1 z 4

Abp Kowalczyk: Zaufania Ojca Świętego nie zdradziłem ani nie nadużyłem abp Józef Kowalczyk, zdj. Wojciech Łączyński

Nigdy nie nadużyłem zaufania Stolicy Apostolskiej i samego Ojca Świętego – zapewnia w wywiadzie dla KAI abp Józef Kowalczyk.

W związku z własną prośbą do Komisji Historycznej Metropolii Warszawskiej o przebadanie akt na jego temat znajdujących się w IPN, Nuncjusz Apostolski opowiada o swej pracy w Stolicy Apostolskiej. Informuje, że do jego obowiązków należały m. in. oficjalne kontakty z władzami PRL i ich dyplomatycznymi przedstawicielami w Rzymie. Dodaje, że miał świadomość, iż był przedmiotem zainteresowania wywiadu PRL, który działał wówczas w strukturach polskiej dyplomacji.

A oto pełen tekst wywiadu z abp. Józefem Kowalczykiem, Nuncjuszem Apostolskim w Polsce:

KAI: Ksiądz Arcybiskup jako młody polski kapłan został powołany do pracy w strukturach Kurii Rzymskiej. Jak rozpoczęła się praca Księdza Arcybiskupa w Watykanie?

Abp Józef Kowalczyk: W ramach umiędzynarodawiania Kurii Rzymskiej, co było realizacją postanowień Soboru Watykańskiego II, zostałem przedstawiony przez kard. Stefana Wyszyńskiego, działającego w imieniu Konferencji Episkopatu Polski, jako kandydat do pracy w Kongregacji ds. Dyscypliny Sakramentów. Propozycja ta została przedłożona na prośbę ówczesnego Prefekta tejże Kongregacji, Kard. Antonio Samorè. Zostałem przyjęty do pracy 19 grudnia 1969 roku, a oficjalne dokumenty wręczono mi 1 lutego 1970 roku.

KAI: Oprócz pracy w Kongregacji zostały Księdzu Arcybiskupowi powierzone inne obowiązki, polegające na bezpośrednim prowadzeniu kontaktów ze strony watykańskiej z ówczesnymi władzami PRL. Na czym konkretnie to polegało?

- To prawda. Poczynając od 1976 roku jako pracownik Kurii Rzymskiej zostałem włączony, po uzgodnieniu z Konferencją Episkopatu Polski, w skład utworzonego wówczas Zespołu Stolicy Apostolskiej do Stałych Kontaktów Roboczych z władzami PRL-u, co dawało dodatkowe obowiązki. Były to przede wszystkim okresowe wyjazdy, wraz z delegacją Zespołu, do Polski na rozmowy z przedstawicielami KEP, przede wszystkim z abp. Bronisławem Dąbrowskim jako sekretarzem generalnym Konferencji, a także władzami PRL, głównie z Urzędem ds. Wyznań.

Równolegle władze PRL-u ustanowiły analogiczny Zespół Rządowy do Stałych Kontaktów Roboczych ze Stolicą Apostolską, na czele którego stanął minister pełnomocny Kazimierz Szablewski, pierwszy kierownik tego zespołu. Rezydował on w Rzymie w siedzibie ambasady PRL-u przy rządzie włoskim. Objął tę funkcję na przełomie lat 1974-1975 i pełnił ją do początków 1982 r. Wspomagał go w tej pracy sekretarz ambasady Edward Kotowski, który pracował w tym Zespole od sierpnia 1979 do września 1983 roku.

Komentarze (11)

ksad

3 lata, 4 miesiące temu

Nie mogę zgodzić się z takim oglądem spraw, który zakłada, że jeśli jest się wiernym (li tylko) papieżowi i Watykanowi, to wszystko jest już w porządku. - Czy wierność największym i lojalność wobec instytucji wyczerpują zagadnienie odpowiedzialności moralnej za fakt współpracy?

Odpowiedz

wiejski pleban

3 lata, 4 miesiące temu

abp Kpowalczyk zawsze robił wrażenie człowieka, które nie jest szczery

Odpowiedz

smutne to

3 lata, 4 miesiące temu

jakoś ks. nuncjusz w wydawaniu opinii w sprawie abpa Wielgusa nie był tak powściągliwy jak we własnej sprawie; można by rzec, iż teraz "odbiera swoją nagrodę". Czas na jego consortes.

Odpowiedz

Stach

3 lata, 4 miesiące temu

Sam byłem światkiem tej współpracy na różnych szczeblach partyjnej wiedzi. Ja nawet swojej koszuli nie wierzę bo tak było z Ks. Kowalczykiem, wielkie kariery ale i przekupstwo też.

Odpowiedz

stach

3 lata, 4 miesiące temu

To dziwne ze moja opinia została wymazana tak szybko, no jak sie ma władze, alpo poparcie w UB i jeszcze innych swerach. Ale pi,eć teczek originały czekają i będą ujawnione, szybko.

Odpowiedz

Katolik

3 lata, 4 miesiące temu

Do chwili odwołania każdy funkcjonariusz, formalnie biorąc, cieszy sie zaufaniem przełożonych. Otwarte pozostaje pytanie czy abp Kowalczyk cieszy się jeszcze zaufaniem wiernych.

Odpowiedz

Psycholog

3 lata, 4 miesiące temu

Można wiele zrozumieć między wierszami: z tego, jak człowiek się tłumaczy. Wypowiedź abpa nasuwa przypuszczenia, że tłumaczy się fałszywie. Co innego intuicja psychologa, a co innego dowody? To tak, jakby Pan Bóg musiał udowaniać grzesznikowi, że zgrzeszył przez wykładanie dowodów przed opinią publiczną i przez zmuszanie grzesznika do pójścia do konfesjonału. Lepiej się przyznać...

Odpowiedz

Jerry

3 lata, 3 miesiące temu

Nie nam maluczkim dokonywać osądu doczesnych zasług i popełnionych win przez ks. Abp. Józefa Kowalczyka. Pozostawmy to w duchu prawdy i bezgranicznej sprawiedliwosci Bożej, wyrażonej w stosownym czasie przez Papieża Benedykta XVI lub jego następców na stolicy Piotrowej.

Odpowiedz

Dla Jerrego

3 lata, 3 miesiące temu

To bardzo nieodpowiedzialne. Bo będąc konsekwentnym powinienieś glosić, że nikogo w tym kraju nie wolno osądzać, a więc należy otworzyć więzienia, pozwolić by zabijano, dokonywano bezkarnie kradzieży, gwałtów itd.

Odpowiedz

Ks. Jan

3 lata, 3 miesiące temu

Dziwię się, skąd tyle złośliwości w tych wypowiedziach i brak zaufania do ks. abpa Kowalczyka. Chyba komunizm nam wszystkich wpoił podejrzliwość i nie jestesmy w stanie zaufać ludziom, którzy byli wierni. Ks. Nuncjusz trwał i trwa na stanowisku, a urzędnicy dypolomacji i wywiadu zmieniali się. Kto dziś sprawdzi, co oni pisali. Nie ufamy zainteresowanemu, lecz tym, którzy się sprzedawali za "judaszowe srebrniki". Przecież mogli zrezygnować z pracy, gdy się zorientowali, jaką grę prowadzi komunizm i komu ostatecznie służą...

Odpowiedz

Ks. Muł

3 lata, 3 miesiące temu

Dziwię się, że mój przedmówca zapomniał, że nie tylko arcykapłani spiskowali przeciwko Jezusowi, ale również kolaborował z nimi jeden z apostołów - Judasz.Oczywiście możemy powiedzieć, że w poprzednim ustroju nikt na nikogo nie donosił. Mógłbym w taką bajkę uwierzyć, gdybym w 1980 r. w sierpniu nie miał rewizji w domu, gdyby o moim życiu w Seminarium nie wiedzieli przełożeni mojego brata w wojsku w drugim końcu Polski. Przypadki? Wątpliwe.

Odpowiedz

Reklama

Powrót na górę strony