Abp Życiński: ważne, byśmy nie zapomnieli stanu wojennego

mj / kw, Lublin, 2009-12-13

Abp Życiński: ważne, byśmy nie zapomnieli stanu wojennego Abp Józef Życiński; fot. Arkadiusz Karon - fotoKAI

Mówiono, by nie oceniać, historia nas oceni. Dziś to nie historia, ale osoby wkraczające w kompetencje historyków próbują ocenić stan wojenny. Ważne, byśmy go nie zapomnieli - mówi abp Józef Życiński w rozmowie z KAI.

13 grudnia przypada 28. rocznica wprowadzenia stanu wojennego.

Czy sprawa stanu wojennego jest dziś nadal kwestią moralną?

- Jest, i dzięki Bogu, że jest. Ważne, byśmy stanu wojennego nie zapomnieli. Wtedy dokonały się rzeczy straszne. Popatrzmy na internowanych, których wtedy pozamykano. Przecież to były czołowe postaci polskiej kultury i sceny politycznej. Myślałem sobie kiedyś, że jak się zaprosi kogoś do dialogu, a potem się go zamknie, to jest wypisz-wymaluj reakcja stalinowskich władz przy procesie szesnastu. Oni wtedy zaprosili polskich przywódców do Moskwy, a potem ich pozamykali. A tu dzielne grono dzierżyniaków demonstruje, że w 1981 roku potrafią zachować ten sam styl. I kogo internowali? Bartoszewski, zamknięty najpierw przez hitlerowców w Oświęcimiu, potem przez władze stalinowskie w wolnej Polsce, trafił znów na listę osób niepraworządnych. Dopiero reakcja władz Izraela doprowadziła do jego uwolnienia. Podobnych nazwisk można by przytaczać wiele. A przecież ktoś, kto przygotowywał listę, mógł mieć odrobinę wyczucia, że uczciwy Mazowiecki na pewno nie będzie terrorystą, i że Bartoszewski jest niemniej groźny dla władz w internowaniu, jak i poza nim. To żenujące, że nie znalazł się żaden sprawiedliwy w partyjnej Sodomie.

Wyliczanie dziś zasług partii, która rzekomo dialogicznie siadała od razu do Okrągłego Stołu, miałoby swe podstawy, gdyby wcześniej nie było internowań. Tym, którzy sławią otwartość i dialogiczność partii, można by odpowiedzieć: przyznalibyśmy wam rację, gdyby Okrągły Stół zrobiono w 1981 roku.

Czy osoby odpowiedzialne za wprowadzenie stanu wojennego powinni zostać rozliczone?

- Jaką formę rozliczeń stosować do ludzi, którzy ledwo nogami włóczą? To jest zasadnicza rzecz. Ważne, by nie opuszczały nas oceny etyczne sytuacji, wartościowanie naszych sumień. Nie sądzę, by w Polsce była jakaś reprezentatywna grupa ludzi, której marzeniem jest pozamykanie członków WRON. W stosunku do WRON zawsze zresztą mieliśmy postawę, w której ironia wygrywała z nienawiścią, a subtelności ukazujące szkodliwość tego typu instytucji bardziej nas pociągały niż dążenie do tego, by ich członków spotkało jakieś nieszczęście. Pamiętam, jak ktoś kiedyś śpiewał w obecności mojej i Tischnera: „będą tańczyć wśród zgliszczy Gwiazda, Jurczyk i Michnik wokół trumny Siwaka Albina”. Tischner mu powiedział wtedy – nie rób z siebie takiego bohatera i przy trumnach nie tańcz.

Ostatnia publikacja IPN opiera się na dokumentach, wedle których gen. Jaruzelski miał prosić o pomoc wojskową ZSRR. Czy to rzuca nowe światło na jego postać?

- Ja tych dokumentów nie widziałem, nie czuję się więc kompetentny, by stosować logikę zerojedynkową: zdrajca lub bohater. Mogę tylko powiedzieć, że z gen. Jaruzelskim przez długi czas wymienialiśmy listy. Przysłał mi w jednym przypadku pięćdziesięciokilkustronicowy tekst dowodzący, że musiał tak zrobić, jak zrobił. Po tym tekście napisałem mu: „Panie generale, nie ma sensu powtarzać w kółko tak długich tekstów. Jeśli przysyła pan list, licząc na moją radę, to radziłbym panu przygotować osobistą dokumentację na spotkanie z najwyższym sędzią”. Na to on odpisał: „Tak, tylko takiej postawy nie można sobie narzucić, do tego trzeba dojrzeć”. I od tej pory nie przysyła mi już listów.

Uczestnikom tamtych wydarzeń łatwo ocenić intencje władzy, ale gdy dziś młodzi słyszą, że gen. Jaruzelski chciał ratować naród, co mogą myśleć?

- Gdybym chciał przypisać jako intencję pierwszorzędną ratowanie narodu, to zauważyłbym, że powinno być dużo więcej szacunku w traktowaniu tego narodu. Tymczasem w stosunku do ludzi, od Mazowieckiego po bojkotujących telewizję artystów, każdy poczynając od Jerzego Urbana po kogoś, kto tylko miał jakieś krzesło w KC, demonstrował wielką arogancję. Obrońcy mają trochę inny etos niż ci, którzy odnosili się z taką arogancją do społeczeństwa.

Jakie najmocniejsze wrażenia pozostały w Księdzu Arcybiskupie ze stanu wojennego?

- Pierwszy psychologiczny szok przeżyłem, gdy zacząłem się golić przy włączonym radiu i usłyszałem przemówienie Jaruzelskiego. Pobiegłem do moich studentów, mieszkałem wtedy w seminarium, powiedziałem im o komunikacie, a w ich modlitwę została już włączona dramatycznie nowa sytuacja Polski, Solidarności, społeczeństwa.

Inny typ szoku przeżyłem czytając po latach dzienniki Mieczysława Rakowskiego, opisujące jego udział w obradach toczącego się wtedy Kongresu Kultury. Rakowski witał się z wielkimi twórcami, których nazwiska widział wcześniej na listach osób przeznaczonych do internowania, i nie miał żadnego wyrzutu sumienia, żadnego poczucia, że wita się z tymi, którzy przy jego aprobacie jutro wylądują w miejscach odosobnienia. Cyniczne podejście pragmatyka, który wyprany jest z ludzkich uczuć. W tych dziennikach Rakowski, który uważany jest za jednego z najinteligentniejszych członków PZPR, z bólem odnotowuje, że nie przywitano ich z nazwiska, tylko wszystkich ogólnie. Sypał się system, ludzie mieli trafić do internowania i do więzień, a dla elit partyjnych najważniejsze było, żeby ich należycie przywitać. To jest świadectwo poziomu intelektualnego i degrengolady tamtego systemu.

Pamiętam też, że w wigilię świąt Bożego Narodzenia w 1981 roku odprawiłem dwie pasterki – jedną na mieście, dla sióstr, a drugą w seminarium, dla Adama i Jadwigi. Wracałem do domu z rekolekcji, był późny wieczór, kiedy pod budynkiem seminarium częstochowskiego z mroku wyszły dwie postaci. Byli to Adam z Sosnowca i Jadwiga ze Śląska. Uciekli stamtąd jako działacze miejscowej Solidarności do Krakowa, mówiono, że tu jest łagodniej. Nie mieli gdzie zamieszkać i przyszli z prośbą, żeby ich ukryć. Ja tych miejsc do ukrycia tak dużo nie miałem, niektóre z nich w miejscach publicznych były pod dużym nadzorem milicji, ale wprowadziłem ich do infirmerii, gdzie leżeli chorzy. Zamieszkali w dwóch sąsiednich pokoikach, a o sytuacji wiedziała tylko siostra przełożona, która kucharce powiedziała, że to rodzina ks. prefekta Życińskiego. Wpadałem do nich od czasu do czasu na długie Polaków rozmowy.

Po tej pasterce, którą wtedy dla nich odprawiłem, zaczęli się kłócić, bo ona miała poglądy bardzo prawicowe, a on pochodził z Zagłębia z rodziny lewicowej, ale oboje byli przeciwko PZPR. Adama nie spotkałem potem już nigdy, o Jadwidze ktoś żartował, że ukrywała się aż do czasów rządów Jana Olszewskiego. Spotkałem ją, gdy pracowała w Telewizji Katowice, czasem widzę jej teksty w „Rzeczpospolitej”.

Czy wraca Ksiądz Arcybiskup pamięcią do tamtych dni?

- Z perspektywy czasu mocne reakcje wywołują u mnie cyniczne komentarze na temat tych, którzy zapłacili kiedyś cenę życia. Mówiono w stanie wojennym: nie oceniajmy, historia nas oceni. Dziś to nie historia, ale osoby wkraczające w kompetencje historyków próbują oceniać, i mówią np.: „a żona Kuklińskiego powiedziała, że jej synowie żyją”. Jest to wyjątkowa dawka prymitywizmu w stosunku do rodziny, która przeżyła śmierć dwóch synów. Spotkałem Kuklińskiego w Chicago, po spotkaniu z Polonią podszedł do mnie i poprosił, bym pomógł mu uzyskać audiencję u Jana Pawła II. Mówił, że po śmierci synów nie zależy mu już na niczym i jego życie stało się puste, ale chciałby opowiedzieć Ojcu Świętemu o tym, co złożyło się na jego decyzje. Ten człowiek, ukazując swój ból i swój dramat, w rozmowie osobistej, na pewno nie pozowanej i nie teatralnej, miał tylko jedną tęsknotę: móc opowiedzieć Ojcu Świętemu o swoim życiu. Dziś oskarżanie go, że ukrywał synów po to, by pozować na cierpiętnika, jest głęboko niemoralne. Można się dziwić pewnym środowiskom, które powtarzają swoje zarzuty raniąc od nowa ludzi, którzy zapłacili cenę tak wysokiego cierpienia.

Przypomina mi się całkiem inna sytuacja z tamtego czasu, kiedy już po doświadczeniu kilku miesięcy stanu wojennego byłem z prof. Barbarą Skargą na Kongresie Filozofii Polskiej w Montrealu. Zapytałem któregoś dnia, czy słyszała, że jeden z ukrywających się przywódców Solidarności miał wystąpienie w telewizji i wzywał do ujawnienia się, bo opór nie ma sensu. Wtedy ona zareagowała w sposób znamienny. „Jego na pewno zaczynali szantażować, że jakąś krzywdę zrobią dzieciom albo żonie. W tej sytuacji nie należy mieć do tego człowieka pretensji, że się załamał” – powiedziała. Wiedziałem trochę, w jakim kierunku szedł tamten szantaż, ale patrzyłem z podziwem na humanizm osoby, która z dala od Polski potrafiła tak bronić Polaków, że nawet w doświadczeniu ich małości starała się zrozumieć i uwzględnić te czynniki, które stanowiły stały element funkcjonowania sytemu.

Rozmawiała Marta Jachowicz

Komentarze (6)

JanKo

2 lata, 2 miesiące temu

Nikt nie zapomina tego co było.Ale wolę wspominać,to co przyjemne.Zawsze z rozkoszą wspominam:sukcesy naszych piłkarzy,wybór Karola Wojtyły,4 czerwca 1989,koncerty Rolling Stones i U2 oraz wiele,wiele zdarzeń znacznie bardziej przyjemnych.

Odpowiedz

Kuciborski

2 lata, 2 miesiące temu

Wszystko zgoda, ale czy uprawnione są takie określenia których pełno w prasie:"zdrajca",bandyta", "powiesić","Eichmann" itp. Generał przepraszał za ofiary, a czy Piłsudski - bohater narodowy przeprosił za zabitych w zamachu majowym/379 osób w tym 164 cywili/? Czy bardziej wiarygodny jest sowiecki generał od polskiego?

Odpowiedz

stach

2 lata, 2 miesiące temu

Ten Zycinski to spragniony famy, chce zaistniec, chyba go nikt nie lubi dlatego spragniony miłosci.

Odpowiedz

Przemek,Sandomierz

2 lata, 2 miesiące temu

Nie przepadam za metropolitą lubelskim,ale za jedno go cenię:za pogonienie Radia z Torunia ze swojej diecezji na cztery wiatry,no może nie tak zupełnie:biura i koła działają,mają do tego prawo,ale nie ma na szczęście najazdów toruńskiej rozgłośni na teren archidiecezji lubelskiej i spotkań z wiernymi,w czasie których Najświętsza Ofiara Miłości miesza się ze słowami pełnymi jadu,zawziętości,a Bogojczyźniana retoryka służy wyciąganiu datków na rzecz Radia Ojca Dyrektora od skołowanych wiernych.

Odpowiedz

Robert

2 lata, 2 miesiące temu

trudno się dziwić, że oceny są tak niejednoznaczne. Trzeba pamiętać, że mnóstwo ludzi czerpało i tak naprawdę nadal czerpie profity z tamtego systemu...Kto jak kto ale Życiński na pewno wie coś na ten temat...Śmieszna sprawa, że takim ludziom na takim portalu (na onecie to bym się nie zdziwił) pozwala się zabierać głos w takiej sprawie... Ale w sumie czemu się dziwić do publicznej tv dzięki Lisowi do gry wraca Jaruzelski i to on ma komentować wydarzenia z 13 XII 1981 !!! A może by tak zaprosić rodziny pomordowanych, tych którym złamano kariery zawodowe, powyrzucano ze szkół i uczelni... Jednak głupcy byli ci co się nie powpisywali do PZPR.. Znam wiele osób które szczerze żałują...

Odpowiedz

Nikodem

2 lata, 2 miesiące temu

Księże Biskupie, a jak to jest z chrześcijańskim przebaczeniem. Mnie uczono, że jak się przebacza, to już się nie pamięta urazów. A tutaj stale podgrzewana jest nienawiść, pretensje, żale. Może jeszcze nie przebaczyliśmy sobie do konca i to aż 77 razy.
Przypomina mi się list biskupów polskich do niemieckich: Przebaczamy i prosimy o przebaczenie. Retoryka komumistów była jednoznaczna: Nigdy nie zapomnimy, stale będziemy wspominać 1 września 1939r. Więc gdzie tu jest Prawda Ewangelii? Bo zaczynam się gubić?

Odpowiedz

Reklama

Reklama

wiara
Powrót na górę strony