Historia pewnej przyjaźni

Rozmawiał Krzysztof Tomasik / ms, Tarnów, 2012-02-10

strona 1 z 5

Historia pewnej przyjaźni Ks. prof. Michał Heller i abp Józef Życiński; Fot. Arkadiusz Karon - fotoKAI

„W wielu punktach swojej działalności abp Józef Życiński wyprzedzał swoje czasy. Może dlatego jego życie było takie trudne. Wielu ludzi dostawało przy nim zadyszki, gdy chcieli za nim nadążyć” – mówi ks. prof. Michał Heller w rozmowie z KAI.

Światowej sławy kosmolog i filozof przypomina o ludzkich i intelektualnych więzach jakie łączyły go z abp. Życińskim, nieprzeciętnym człowiekiem, świetnym filozofem, naukowcem i publicystą, „subtelnie niosącym pomoc Samarytaninem”. Z okazji pierwszej rocznicy śmierci arcybiskupa lubelskiego, która przypada 10 lutego, ks. prof. Heller przypomina także jego „filozoficzny program” oraz niełatwą posługę biskupa jaką przyszło mu sprawować.

Publikujemy wywiad:

Brakuje Księdzu Profesorowi przyjaciela Józka?

Ks. prof. Michał Heller: Bardzo brakuje. W ostatnich latach, gdy był w Lublinie rzadko się widywaliśmy. Czasami zdarzało nam się spotykać na przykład w Rzymie. Nasze więzi podtrzymywał telefon. Miał taki zwyczaj, że zwykle wieczorem, po całym dniu pracy dzwonił do mnie z samochodu, gdy wracał do Lublina. Pamiętam naszą ostatnią rozmowę przed jego wyjazdem do Rzymu na obrady Kongregacji ds. Wychowania Katolickiego. Rozmawiałem z nim i zauważyłem po jego głosie, że jest bardzo zmęczony. Zwykle w takich sytuacjach bagatelizował to i mówił, że dobrze się czuje. Ale podczas tej ostatniej rozmowy przyznał, że jest bardzo zmęczony i pojechał do Rzymu w swoją ostatnią podróż.

Żegnając abp. Życińskiego w Tarnowie powiedział Ksiądz Profesor, że był nieprzeciętnym człowiekiem. Na czym polegała Jego nieprzeciętność? Czym ujmował ludzi?

– Jeśli ktoś jest nieprzeciętnym człowiekiem, to wie się o tym już po kilku z nim spotkaniach, a czasem nawet po pierwszym. Józek miał w sobie tę iskrę nieprzeciętności, która jednych zjednywała do niego a inni jakoś nie potrafili jej sprostać. Moje pierwsze z nim spotkanie było dosyć prozaiczne. Kiedy jeszcze był studentem, poprosił mnie o recenzję jego pracy licencjackiej. Czytając ją zauważyłem tę wyjątkową iskrę, że jest to człowiek o nieprzeciętnych zdolnościach i trzeba na niego zwrócić uwagę.

Jaki był w przyjaźni?

– Był w przyjaźni bardzo konsekwentny i co się bardzo rzadko zdarza, był bardzo w niej troskliwy. Bardzo się troszczył o swoich przyjaciół. Starał się im służyć i pomagać w trudnościach. Potrafił dostrzec wiele rzeczy trudnych do zobaczenia. Przypomina mi się jeden fakt. W Belgii mieliśmy wielkiego przyjaciela Polski, a była nią pani Françoise, która z ramienia belgijskiego episkopatu zajmowała się pomocą dla Kościołów z Europy Wschodniej. Organizowała m.in. stypendia dla młodych księży. Jednym z nich byłem ja, a potem też był Józek. Była to pani, która niespecjalnie dbała o siebie, a nawet była w pewnym sensie abnegatką, która nic nie robiła dla siebie, lecz całkowicie była oddana innym. Obdarowywała swoich podopiecznych rzeczami, których wówczas w Polsce brakowało. I raz się chyba zdarzyło, że ktoś z Polski przywiózł jej prezent i to dość niebagatelny. Tą osobą był właśnie Józek Życiński, który zauważył, że chodzi ona w zimie w jakimś marnym płaszczyku i przywiózł jej z Polski – kożuszek. To był cały Józek, który troszczył się o przyjaciół i wielu innych ludzi.

Łączyły was nie tylko ludzkie więzi przyjaźni, ale też przyjaźń intelektualna. To rzadkie, aby dwóch wybitnych specjalistów od filozofii i kosmologii napisało wspólnie tyle książek. Co tak was wspólnie fascynowało? Zgłębianie tajemnic Wszechświata?

– Nie wiem, czy tylko zgłębianie tajemnic Wszechświata. Na pewno nasza przyjaźń nie ograniczała się tylko do płaszczyzny osobowościowej, ale także dotyczyła naszych naukowych fascynacji. Ta intelektualna więź była bardzo ważna. Gdy był jeszcze wykładowcą, a później dziekanem na Papieskiej Akademii Teologicznej w Krakowie, mieszkał na Azorach, przeciętnym komunistycznym osiedlu blokowisk. Przychodziłem do jego mieszkania, aby omawiać pewne sprawy organizacyjne, przygotowania seminarium, sympozjów czy wspólnych publikacji. Nasze spotkania zamieniały się zazwyczaj w intelektualne dyskusje, z których później powstawały nasze wspólne książki, czy artykuły. To była wielka rzecz i olbrzymia przyjemność. Rzadko zdarza się w życiu taka intelektualna przygoda i dlatego tak dobrze pamiętam moje wizyty u Józka na Azorach.

Jak scharakteryzowałby Ksiądz Profesor tą waszą więź intelektualną?

– W takich przyjaźniach konieczne są na pewno wspólne cechy charakteru i wspólne zainteresowania. Musi zaistnieć jakiś rezonans dwóch psychik. Ale potrzebna jest też różnorodność. Gdybyśmy obaj byli tacy sami, to po co byłby ten drugi. Józek był do mnie podobny, ale i też bardzo różny, dlatego chyba tak dobrze uzupełnialiśmy się.

Często spieraliście się?

– Nie pamiętam, czy w ogóle spieraliśmy się, ale chyba nie. Na pewno mieliśmy różne zdania w wielu kwestiach, ale nie dochodziło między nami do dzisiejszych kłótni w stylu politycznym.


Komentarze (2)

jar

3 miesiące, 2 tygodnie temu

SANTO SUBITO!

Odpowiedz

gabriela

3 miesiące temu


amialam przyjemnosc sluchac wykladow abp J. Zycimskiego. To byla uczta duchowa.Zawsze bylam pod wrazeniem. G.G

Odpowiedz

Reklama

Reklama

Powrót na górę strony