ekai.pl
Sobota, 26 maja 2012 Św. Filipa Nereusza, prezbitera
Po pierwsze – usiąść
Alina Petrowa-Wasilewicz / kw, 2010-01-09
fot. Wojciech Łączyński, foto.ekai.pl
Wierni skarżą się, że wizyta trwa kilka minut, jest formalna, a księży interesuje przede wszystkim koperta i „odhaczenie” kolejnego adresu. Księża mówią o przepracowaniu i konieczności porzucenia na kilka tygodni wszelkich innych obowiązków duszpasterskich.
Coroczna wizyta duszpasterska, zwana potocznie kolędą, wciąż budzi emocje. – To bezcenny zwyczaj, trzeba ulepszać go, modyfikować i pielęgnować, bo nie ma lepszego kontaktu z parafianami – mówi abp Damian Zimoń, który także będąc biskupem chodził po kolędzie. Dodaje, że to jedyny sposób, by duszpasterze dotarli i poznali problemy do ludzi, którzy nie pojawiają się w kościele, poznali ich problemy.
Po pierwsze – usiąść
– Po pierwsze: trzeba usiąść. Zawsze tak radzę moim księżom – mówi abp Zimoń. – Jego zdaniem najważniejsze w kolędzie są wspólna modlitwa, spotkanie, słuchanie ludzi. Zdaniem metropolity górnośląskiego nie ma lepszego sposobu poznania wiernych niż odwiedzenie ich w domach, przyjazna rozmowa. To na podstawie tych odwiedzin ksiądz ma możliwość zorientować się w ludzkich problemach, a także czym żyją osoby będące nawet daleko od Kościoła. A do tego trzeba czasu. – Dlatego rozciągnęliśmy kolędę w czasie. W naszej diecezji zaczynamy już w Adwencie – dodaje metropolita.
– Kolęda powinna mieć charakter dialogu, duchowny ma być otwarty na słuchanie, a nie rozliczanie i sprawdzanie wiernych, którzy ich przyjęli – mówi bp koszalińsko-kołobrzeski Edward Dajczak. – I być nastawieni na pomoc, gdyż w ubogich diecezjach to bardzo ważne – dodaje.
Spotkanie z wiernymi różni się w zależności od regionu i parafii. Na wsi, gdzie ksiądz zna swoje „owieczki”, kolęda ma przede wszystkim charakter odwiedzin, zorientowania się, co słychać. Zawsze zaczyna się od modlitwy, potem cała rodzina siada za stołem, a domownicy opowiadają. – W ciągu 14 lat pracy mogę chyba powiedzieć, że znam ludzi – mówi ks. Piotr Sadkiewicz, proboszcz parafii św. Michała Archanioła w Leśnej na Żywiecczyźnie. Dodaje, że księdza przyjmują niemal wszyscy, także osoby, które do kościoła nie chodzą. Najwyżej 5-7 proc. drzwi są dla księdza zamknięte, niewiele, ale z roku na rok ich przybywa. – Przede wszystkim są to osoby, które od niedawna osiedliły się w okolicy, gdyż pobudowali domy.
Ile ksiądz powinien spędzić w każdym domu? – Co najmniej 15 minut, chyba, że jest jakiś problem, wówczas trzeba zostać dłużej – ocenia ks. Sadkiewicz.
Parafia w Korytowie na Pomorzu ks. Sławomira Kokorzyckiego liczy tysiąc osób. Należą do niej mieszkańcy dwóch wiosek i kolonii. Po kolędzie duchowny chodzi trzy tygodnie. – Nie patrzę na zegarek, jeśli jest to potrzebne, zostaję dłużej, nie spieszę się – mówi.
Na taki luksus nie może sobie pozwolić ks. Mariusz Dronszczyk, proboszcz parafii św. Jadwigi w Rybniku. – Parafię zamieszkuje ponad 22 tys. osób, wraz z wikarymi przechodzimy 200 tras – mówi duchowny. Ale wszyscy starają się spędzić w domu parafian choć kwadrans, a ja zawsze chciałbym być dłużej – zapewnia ks. Dronszczyk. W ciągu lat wypracował metodę – jeśli ocenia, że ktoś potrzebuje wsparcia – wraca do tych ludzi.
Chodzimy od poniedziałku do soboty od 16.30 do 21.30, a jest nas czterech – mówi ks. Stanisław Szlassa, proboszcz Matki Boskiej Królowej Polski na warszawskim Marymoncie. – W ciągu dnia jesteśmy w stanie odwiedzić ok. 20 domów, poświęcając 12-15 minut w każdym z nich. A coraz więcej ludzi wraca później z pracy. Jeśli chodzi o czas, też mam niedosyt... – dodaje.
Krajobraz po kolędzie
Kolęda pozwala duszpasterzom zorientować się, co się dzieje z ludźmi, co ich martwi i cieszy. Jaki obraz współczesnych Polaków wyłania się z tych spotkań? – Ks. Szlassa twierdzi, że dostrzega wielki dynamizm zamieszkania – zwłaszcza w blokach wciąż zmieniają się mieszkańcy – studenci lub młode małżeństwa, które przyjechały do stolicy „za chlebem”.
– Mam o wiele lepsze rozeznanie niż Urząd Pracy – twierdzi ks. Kokorzycki, który wie, kto pracuje, kto jest na bezrobociu, a kto wyjechał za granicę. Z wiosek, leżących na terenie jego parafii ludzie wyjechali do Dublina, Edynburga, czy Sewilli. Najważniejsze pytania proboszcza to, czy dorośli mają pracę i czy dzieci się uczą. Duchowny jest wyjątkowo konsekwentny w naleganiu, by młodzi się kształcili. Tłumaczy parafianom, że to jedyny sposób, by młodzi zapewnili sobie lepszy start w życiu. Dla nich założył Ośrodek Wspierania Rodziny, który funduje stypendia. Obecnie korzysta z nich 17 osób – 8 z nich studiuje, 9 uczy się w liceum. – Mamy nawet stypendystę w Tarnowie – informuje ksiądz.
Abp Zimoń twierdzi, że także dzięki kolędzie dostrzegł polepszenie nastrojów na Śląsku. To już nie czasy transformacji, gdy ludzie byli przerażeni, gdyż tracili pracę, kopalnie były zamykane, a nie wiedzieli, co dalej robić. – Nie ma już przygnębienia, jest mniej chaosu, ludzie są spokojniejsi, jest w nich więcej optymizmu. Problemem są wyjazdy zarobkowe, zwłaszcza jednego z małżonków, liczne „eurosieroty”, które zostały w Polsce z dziadkami lub jednym rodzicem, tęsknota za najbliższymi.
Delikatna sprawa kopert
Jeden z księży wspomina, że kiedyś na progu mieszkania powitał go okrzyk: Przyszedł pan po kopertę, co? – Mimo tego wszedł i rozmawiał z gospodarzem do północy. I koperty nie wziął. To drugi, najczęściej wysuwany przez wiernych zarzut – ksiądz przychodzi po „kasę” i po otrzymaniu jej szybko wychodzi. – Trzeba uszanować wolę wiernych i przyjąć ofiarę, jeśli chcą ją złożyć – mówi ks. Dronszczyk. Przyznaje, że jeśli oceni, że rodzina nie jest zamożna, stara się pieniędzy nie brać.
– Bardzo często koperta otrzymana w jednej rodzinie ląduje jeszcze tego samego dnia w innej, ubogiej – zapewnia abp Zimoń.
– To ma być całkowicie dobrowolna ofiara, nie wolno się o nią upominać, nie może być cienia presji na gospodarzy – stwierdza ks. Sadkiewicz. Wikarym, którzy pracują w parafii przypomina, że jeśli rodziny są biedne, „kategorycznie nie bierzemy”.
Bp Dajczak zwraca uwagę, że kwestie związane z pieniędzmi, są zawsze delikatne. Jego zdaniem na temat bogactwa Kościoła krążą obiegowe opinie, przeważnie nieprawdziwe, gdyż sytuacja materialna duchownych w naszym kraju jest bardzo zróżnicowana. W wielkomiejskich parafiach sytuacja materialna księży jest inna, inna jest na wsi, zwłaszcza wówczas, gdy nie mają katechezy w szkole. Wówczas ratują się pieniędzmi, otrzymanymi na kolędzie, kupują za nie opał na zimę.
– Utrzymanie księdza jest warunkiem utrzymania parafii – przypomina biskup. W jego diecezji zaczęto się zastanawiać, czy nie zacząć scalać kilku parafii w jedną, gdyż wielu księży na wsi nie ma na zaspokojenie podstawowych potrzeb, kupienie opału na zimę, utrzymanie kościoła, remonty plebanii.
Oczywiście, koperta nie musi być, ludzie sami powinni ocenić, czy i ile mogą dać, a ubogie rodziny nie powinny czuć z tego powodu dyskomfortu – twierdzi bp Dajczak. Nigdy nie spotkałem się ze skargą, że jakiś ksiądz domagał się pieniędzy. Jeśli są jakieś żale, dotyczące kolędy to te, że poświęcają wiernym za mało czasu – stwierdza bp Dajczak, że ksiądz wpada – i zaraz wypada.
Zachować zmieniając
– To bardzo wyczerpujący czas dla nas księży – wyznaje ks. Dronszczyk. Zwłaszcza dla tych, którzy są katechetami w szkole. Zaraz po skończeniu zajęć szybko jedzą obiad i ruszają po domach. Wracają późnym wieczorem.
Abp Zimoń przypomina, że zwyczaj odwiedzania parafian spotkać można jeszcze w Bawarii, ale to jeden ze specyficznych rysów polskiego duszpasterstwa. – Może wzięło się to z kultury szlacheckiej, może pochodzi od zapraszania duszpasterza do domu – zastanawia się metropolita. – Trzeba ten zwyczaj modyfikować, ale w żadnym razie nie wolno z niego rezygnować – przekonuje.
Jakie zmiany warto sprowadzić? – Ks. Szlassa wspomina, że w poprzedniej parafii na warszawskich Stegnach, kolęda była rozciągnięta na kilka miesięcy. – Zaczynaliśmy w październiku, kończyliśmy w kwietniu – wspomina. Zwraca uwagę, że dzięki temu ksiądz nie musi rezygnować z innych obowiązków duszpasterskich. – Obecnie zawieszamy dyżury w kancelarii, spotkania z grupą oazową, Neokatechumenatem, Odnową w Duchu Świętym. Z punktu widzenia wspólnot parafialnych jest to „martwy miesiąc” – wyjaśnia.
Bp Dajczak proponuje, by podsuwać parafianom temat rozmowy i wysłuchać, co mają do powiedzenia, co ich porusza.
Mimo tych uwag księża bardzo cenią te wizyty. Wszyscy podkreślają, że wiedza, jaką zdobywają, warta jest trudu i zmęczenia. – Zawsze po kolędzie uzbiera się grupa dorosłych do bierzmowania, niektóre pary decydują się na ślub – mówi ks. Szlassa. Chodzenie po domach pokazuje, jak duży jest głód księdza – dodaje.
Wierni bardzo cenią te wizyty. – W małych śląskich miejscowościach do dziś wierni biorą dzień urlopu, by spokojnie podjąć księdza – mówi abp Zimoń. W idealnie wysprzątanych mieszkaniach odświętnie ubrana rodzina czeka na kapłana.
Jeden z warszawskich księży wspomina, jak w czasach PRL na osiedlu, zamieszkałym przez milicjantów i oficerów ludowego wojska, przywitał go mężczyzna z odbezpieczonym rewolwerem. – Wszedłem do mieszkania. Po kilku godzinach okazało się, że ta rozmowa była mu bardzo potrzebna, a przecież do kościoła by nie przyszedł.
Komentarze (17)
JanKo
2 lata, 4 miesiące temuPo pierwsze: przed wejściem do mieszkania wytrzeć solidnie obuwie.Tak,tak.
OdpowiedzMarcin
2 lata, 4 miesiące temuKolęda jest wspaniałym czasem, w którym można zbudować relacje z księdzem, poznać go jako człowieka, zaprzyjaźnić się, a ksiądz może poznać domowników, nie potrzeba nawet wymiany informacji, wystarczy pobyć ze sobą pomarnować trochę czas, powygłupiać się, pokazać twarz człowieka jak to się mówi i poświęcić czas na dłuższą modlitwę,w kościele domowym, to jest piękne i bardzo nam tego brakuje. Kochani bracia kapłani, nic nie zastąpi prawdziwej mocnej relacji, każde głoszenie będzie jak grochem w ścianę do momentu w którym nie usiądziecie z nami i nie nawiążemy relacji. To będzie dopiero czas rozkwitu Kościoła. Jeśli kapłan będzie miał relację z każdym parafianinem osobno to będzie potrafił zgromadzić wszystkich razem, a do relacji wystarczy czasu, spokoju, szacunku wzajemnego, akceptacji i miłości, a na pewno nie potrzeba żadnych słów
Odpowiedzgil
2 lata, 4 miesiące temuW diecezji katowickiej kolęda to masowe zbieranie pieniędzy, rozmowy się nie liczą, księża biegają w ekspresowym tempie.
Odpowiedzleo
2 lata, 4 miesiące temuW Bawarii duszpasterze odwiedzają rodziny w ciągu roku tylko na zaproszenie.
OdpowiedzMarta
2 lata, 4 miesiące temuW małej wiosce na granicy z CR/diec.katowicka/ widziałam kompletnie pijanego księdza "chodzącego" po kolędzie. Powiedziałam -proszę usiąść.
OdpowiedzMichaell
2 lata, 4 miesiące temuJa mialem dziś kolędę.No cóż zachowanie proboszcza zdecydowanie odbiegało od nawet od zwykłej kultury nie mówiąc już o tym że jest "kapłanem", zwykły cham i prostak. Żal tylko że ktoś taki jest proboszczem Sanktuarium i z tego co wiem traktuje ludzi bardzo z góry.Lepsza połowa "Świat". A przykazanie miłości pewnie teraz nosi w kopercie
OdpowiedzKrzysztof
2 lata, 4 miesiące temuKażda sroka swój ogon chwali, ale pozwolę sobie napisać, jak rozwiązano sprawę "kopert" w archidiecezji przemyskiej. Otóż synod uchwalił, że księża zasadniczo nie zbierają ofiar w czasie kolędy, natomiast, jeśli ktoś pragnie złożyć z tej okazji ofiarę, wkłada ją do koperty i wrzuca do koszyczka na składkę w czasie Mszy świętej. Oczywiście, jeśli ktoś mi tłumaczy, że chce złożyć ofiarę, a z racji podeszłego wieku nie chodzi do kościoła i nie może dać na tacę, to przyjmuję. Takie rozwiązanie jest moim zdaniem bardzo dobre, bo pozwala uniknąć niezręcznych sytuacji obu stronom i sprawia, że cel wizyty jest jednoznacznie duszpasterski.
Odpowiedzwierny
2 lata, 4 miesiące temu
kolęda - dobry zwyczaj, choć nieraz widać przerost formy nad treścią. faktycznie, ksiądz mógłby zostać na kilka chwil dłużej. mówcie, co chcecie - dobrze, że jest kolęda...
kilka parafii łączyć w jedno? a może zmniejszyć ryczałt??
ks.Piotr
2 lata, 4 miesiące temu
Jak przeczytałem ten artykuł, to mnie żałość bierze...
człowiek chodzi od domu do domu (15:00-22:00)głodny po śniegu w mrozie, często z mokrymi butami, i nikt nie zaproponuje nawet herbaty księdzu, nie mówiąc już o kanapce. Jak ksiądz zatrzymuje się w jakimś domu i rozmawia z wiernymi, to później inni mają pretensje że muszą czekać na księdza, więc się zastanówcie czego chcecie. Innym razem jak ksiądz chce porozmawiać z wiernymi podczas kolędy, to nie ma o czym, bo wielu nie chodzi do kościoła, nie interesują się parafią i siedzą jak na szpilkach, czekając kiedy pójdzie sobie...w wielu domach, nie zdążyłem odmówić nawet modlitwy a już ludzie kładli sami kopertę na mojej teczce, w której były kartoteki i obrazki. Nie piszcie więc,że to księża wyciągają rękę po kopertę, bo sami wciskacie często ją księdzu...Jak ministranci zaczynają kolędę, to sami ją śpiewają z księdzem bo ludzie w domach jak ryby,nabierają wody w usta i jest wielka cisza.
ks. Piotr
2 lata, 4 miesiące temu
Wiele razy spotkałem się z zarzutem, że parafia w której pracuję nie zajmuje się biednymi, były to zarzuty często z ust bardzo zamożnych ludzi, i bezpodstawne...Kiedy opowiadałem im, że każdego miesiąca w parafii rozdajemy z Zespołem Charytatywnym 1,5 tony żywności, ubrania i obuwie, kupujemy leki, opał na zimę, płacimy rachunki za wodę, światło i gaz, wtedy oni odpowiadali: "naprawdę?" i jakby drętwieli, bo wychodziło z rozmowy, że nie wiedzą co się w ich parafii dzieje, i dodatkowo że nie chodzą do kościoła. Później ja zadaję takim ludziom tylko jedno pytanie, ile przeznaczają miesięcznie ze swoich dochodów na pomoc biednym. Jeszcze się nie zdarzyło, aby jakiś biedny odszedł głodny albo bez pomocy od drzwi mojej plebanii. Nigdy nie wyciągnąłem ręki po kopertę na kolędzie, a wy pod jeden mianownik bierzecie wszystkich księży i przypisujecie im czyny, których nigdy nie popełnili, chcecie ich rozliczać za zło, którego nie uczynili...
ks. Piotr
2 lata, 4 miesiące temuMoże warto napisać artykuły o księżach - których w Polsce jest wielu - tworzących i dbających o parafie i parafian, interesujących się grupami i angażujących się w duszpasterstwo oraz o ludziach, którzy nie mają szacunku dla księży i nie zależy im na dobru parafii, dlatego plują na Kościół i na księży, będąc nawet katolickimi dziennikarzami i "ludźmi kultury"...modlę się za was, aby Bóg dotknął waszych serc...
OdpowiedzSabina
2 lata, 4 miesiące temuMieszkam w Szczecinie. Był u mnie młody ksiądz, właściwie wpadł i wypadł. Wyglądał na zmęczonego. Rozmowa była króciutka - "jak się pani czuje, czy mąż w domu, a dzieci?" Jestem sama, odpowiedziałam, ksiądz wstał, wziął jałmużnę i poszedł. Pytam się po co tu był? Przepraszam, ale nawet pani listonosz bywa na dłuższej pogawędce i bardziej budującej niż ten ksiądz. I przyniósł mi Boże błogosławieństwo? Każdy gość w dom, to Bóg w dom. Nie tylko ksiądz. I tak to jest nasza polska kolęda...
OdpowiedzJan
2 lata, 4 miesiące temuAle skad: ksiadz na koledzie (egzorcyzmy) mowi po modlitwie to usiadzmy, a wlacicielka odpowiada, po co?
OdpowiedzMarco
2 lata, 4 miesiące temuNie ma co urabiać nadbudowy do bazy. Oczywiście, że chodzi o kasę, a rozmowa jest tylko przygrywką do jej zgarnięcia. W Łodzi młody ksiądz opowiadał wrażenia z kolędy. Wpada zmęczony do mieszkania staruszki i klepie modlitwę już po raz enty, w trakcie podnosi głowę i dopiero dostrzegł, że modlił się nie przed świętym obrazem, a przed wielkim aktem. Po modlitwie pyta matronę: "U pani takie afisz". Ona odpowiada, że mąż lubi sobie popatrzeć. Autentyczny cytat z par. Przemienienia Pańskiego, ul. Rzgowska. Po pierwsze chodzi o kasę, po drugie o mydlenie oczu. Bo gdyby to była wizyta duszpasterska, to by ksiądz nie modlił się do aktu, a potem nie opowiadałby takich banialuków, tylko głosił homilię.
Odpowiedzkasia
2 lata, 4 miesiące temukiedyś na kolędę przyszedł do mnie kapłan-usiadł-patrząc w sufit poszukał ręką kartoteki-włożył kopertę ,wstał i poszedł!czy to jest poważne?przenieśli go później za alkohol!takie coś nigdy dotąd nie miało miejsca!pozdrawiam porządnych kapłanów!
OdpowiedzParafianka
2 lata, 4 miesiące temuGratuluję awansu księdzu Mariuszowi ze Św. Jadwigi w Rybniku.
Odpowiedzgreen
2 lata, 4 miesiące temu
A ja tam lubię chodzić "Po Kolędzie"!
Ale całkiem inaczej się chodzi kiedy nazwie się Kolędę poprawnie -Wizytą duszpasterską.
Składam wizytę (krótko bo jest rzeczowa, ale serdeczna bo tego chcę, i chcą ją Ci, którzy otwierają - jak nie chcą to, po co otwierają?) A duszpasterska bo pytam nie z ciekawości lecz z troski. A odpowiadają Ci co mają zaufanie i rozumieją dlaczego pytam. Zresztą i mnie pytają - i odpowiadam życzliwie i konkretnie.
Boli jedynie zdecydowanie mało inicjatyw u parafian. Nie wiedzą czego mogliby chcieć, co mogliby zaproponować parafii.
Pozdrawiam wszystkich nie lubiących Kolędy. Nazwijcie sobie ją Wizytą duszpasterską i zastanówcie się o czym chcielibyście porozmawiać z duszpasterzem i nawet wymuście to na nim a nie zmuszajcie księży by spełniali Wasze wyobrażenia, co do Kolędy nie potrafiąc nazwać tego co chcecie.
Zobacz także
- Tarnów: ponad 1 mln 140 tys. zł zebrali kolędnicy misyjni
- Radom: bilans duszpasterski po tegorocznej kolędzie
- Księża nauczą się asertywności
- Na kolędzie zamiast obrazka dają płyty CD
- „Kolęda nie kończy się z wyjściem księdza”
- Biskup Skworc z wizytą kolędową u Romów
- Kos Ojca Świętego
- Kolęda na telefon lub przez SMS
-
Najchętniej czytane
-
Chętnie komentowane

