Drukuj Powrót do artykułu

“60 proc księży żyje z kobietami”? – niejasne badania prof. Baniaka

28 października 2019 | 17:48 | Małgorzata Bilska | Warszawa Ⓒ Ⓟ

Sample Fot. unsplash.com

Debata o celibacie trwa – w Polsce głównym argumentem za zniesieniem celibatu są od 12 lat wyniki „badań celibatu” prof. Józefa Baniaka z Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza w Poznaniu. Cytowały je prawie wszystkie media i nikt ich nie zweryfikował. – Jeśli tak ma wyglądać naukowa debata, to strach się bać! – pisze Małgorzata Bilska w przesłanym KAI artykule.

Celibat i czystość seksualna księży zawsze budziły skrajne reakcje, od podziwu po szyderstwo. Ta druga optyka przybrała na sile w epoce, w której spełnienie seksualne staje się obligatoryjne, a brak seksu przedstawia się jako zubożenie i powód patologii. Abp Grzegorz Ryś w książce „Celibat” zauważył, że czystość seksualna jest dziś postrzegana jako “perwersja”. W zmianę norm mają też wkład nowe ruchy społeczne (głównie feministyczny i LGBT), od lat sześćdziesiątych XX w. walczące o przewartościowanie seksualności. Ich optykę obrazowo wyraziła Olga Tokarczuk w „Więzi” w 2013 r. Noblistka uznała Maryję za człowieka niepełnego. Jak mówi „pozostając dziewicą, nie jest też w pełni kobietą, pozbawiona jest bowiem aspektu seksualnego. Jest niejako bytem niedojrzałym […].” Czy patrzenie na celibatariuszy jak na byty niedojrzałe pozwala im pełnić funkcję przewodników w wierze?

Debata o celibacie trwa, podsycają ją relacje medialne z „drogi synodalnej” w Niemczech i z Synodu dla Amazonii. W Polsce głównym argumentem za zniesieniem celibatu są od 12 lat wyniki „badań celibatu” prof. Józefa Baniaka z Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza w Poznaniu. Cytowały je prawie wszystkie media i nikt ich nie zweryfikował. Jeśli tak ma wyglądać naukowa debata, to strach się bać!

Zmowa milczenia

Do 2007 r. poza wąskim gronem socjologów religii nikt nie słyszał o prof. Baniaku, co budzi zdziwienie, skoro badania miał zrobić 20-30 lat temu. Są sensacyjne, ale też pionierskie i nowatorskie. Jak sam autor oznajmił we wstępnie do książki „Rezygnacja z kapłaństwa i wybór życia małżeńsko-rodzinnego przez księży rzymskokatolickich w Polsce”, badania te są “prototypowe i skomplikowane”, dlatego książka „ma zapewne wiele różnych niedociągnięć i braków. Mam pełną świadomość tego faktu, ale z drugiej strony nie zamierzam do końca wyjaśniać tego problemu, gdyż nie byłoby to i tak możliwe w praktyce”. Faktycznie, to istna kopalnia rzeczy niemożliwych do pojęcia, od narzędzia badawczego począwszy – pisze Baniak.

Autor pisze, że w wywiadach pogłębionych z byłymi księżmi uzyskał „informacje zgodne z obiektywnym stanem rzeczy”. Dodaje, że w badaniach jak te, jakościowych, uzyskuje się wiedzę subiektywną – taka ich „natura”. Stąd pytanie, czemu samodzielny pracownik naukowy nie odróżnia badań jakościowych od ilościowych? To nie jedyna przesłanka, że profesor ma z tym problem. Dane w mediach pochodzą z badań ilościowych księży czynnych, gdzie wątpliwości są naprawdę poważne – łącznie z tą, czy badania zrobiono. Tymczasem w mediach prof. Baniak funkcjonuje jako wybitny ekspert od seksualności (hetero) księży, łamacz tabu.

Raz postawił się w tej kwestii Szymon Hołownia – ówczesny felietonista „Newsweeka”. W proteście przeciwko manipulacjom w artykule „Nieświęte rodziny” (2012) Renaty Kim i Małgorzaty Święchowicz – odszedł z redakcji. Został wyśmiany. W obronie badań stanął… ks. Wojciech Lemański. Na okładkę kolejnego numeru trafiły 2 głowy katolickich oponentów: Hołownia symbolizował strach i cenzurę a ks. Lemański światłość i heroiczną walkę z hipokryzją. Burza była tak wielka, że portal natemat.pl (własność redaktora naczelnego „Newsweeka”) zwrócił się do socjologa o wyjaśnienie kontrowersji. Wywiad pt. „60 proc. księży jest w związkach z kobietami?”, był jego ostatnim na ten temat, jak się wydaje. Dziś twierdzi, że dziennikarze przekręcają jego wypowiedzi i to nawet po autoryzacji.

Prof. Baniak chętnie przedstawia się jako osoba „prześladowana za poglądy”. Uchodząc za ofiarę może liczyć na wsparcie, niezależnie od oceny dokonań naukowych. Jego badania są cytowane non stop przez dziennikarzy i autorów antykościelnych książek.

Po okładce „Wprost” sprzed roku – z danymi z badań prof. Baniaka – promującej wywiad z aktywistką LGBT Martą Abramowicz o jej książce „Dzieci księży”, który przeprowadził Marcin Dzierżanowski, aktywista LGBT i redaktor naczelny, rozpoczęłam własne „śledztwo”. Przeanalizowałam publikacje naukowe prof. Baniaka, skonsultowałam się z ponad 20 naukowcami, dotarłam do jego pracy magisterskiej, prac doktorskich i dokumentacji 2 przewodów habilitacyjnych – pierwsze kolokwium habilitacyjne na UAM oblał. Rozmawiałam z ludźmi, którzy go znają. Obraz jaki się rysuje, budzi grozę.

Profesor publicznie oskarżył księży o niemoralność, choć nie ma na to dowodów naukowych. Jego oskarżenia opierają się m. in. na nieformalnych kontaktach, plotkach i wiedzy potocznej, którą dysponujemy i bez badań. Nie byłoby to możliwe bez cichego przyzwolenia części kolegów socjologów.

Okazuje się, że samodzielny pracownik naukowy czyli osoba ze stopniem doktora habilitowanego lub tytułem profesora może publikować w książkach i czasopismach opisy swoich badań, lecz gdy są wątpliwości co do ich wiarygodności nie ma procedur umożliwiających kontrolę. Czy zostały zrealizowane? Czy są rzetelne? Czy opis odpowiada temu, jak je robiono? – Da się sprawdzić pracę ankieterów – choć tylko wtedy, gdy osoba zlecająca badania ma dane teleadresowe respondentów, jak wyjaśnia prof. Mirosława Grabowska, dyrektor CBOS.

Ale kto miałby to zrobić w przypadku profesorów? Gdyby ktoś chciał badania fałszować a dane zmyślać, ma otwarte drzwi. W badaniach na przykład historycznych łatwo sprawdzić źródła jakie badacz przywołuje. W socjologii źródłem weryfikacji są albo respondenci, albo wyniki badań prowadzone równolegle (2 sondażownie robią ten sam exit poll itp.). W tym przypadku „ankiet” nikt poza respondentami nie widział, a liczba wątpliwości jest ponad normę. Środowisko naukowe nie ma niestety zwyczaju podważać słów kolegów, a – jak usłyszałam – „brudy to pierzemy we własnym gronie”.

Prof. Jarosław Górniak z Instytutu Socjologii UJ zwraca uwagę na rolę autorytetu w przekazie medialnym: „Uczę studentów już na pierwszym wykładzie z metodologii badań społecznych, że naukowa wiedza wyróżnia się tym, iż opiera się na dowodach, a te uzyskuje się w oparciu o procedury określone w metodologii badań, a nie w oparciu o autorytet lub wiarę. Na wierze i autorytecie opiera się na przykład religia i to nie budzi zastrzeżeń. Inaczej jest jednak w przypadku wiedzy naukowej, przynajmniej w przypadku nauk empirycznych.” Socjolog albo ma twarde dowody, albo mówi „może”, „wydaje mi się”.

Prof. Baniak nie ma wątpliwości co do tego, jak żyją księża. Zachowuje się bardziej jak prorok, niż badacz. Czemu naukowcy na to pozwalają? Profesor religioznawstwa (prosi o anonimowość) mówi: „Nauka jako taka staje się dziś źródłem autorytetu. Naukowość jest tym czymś, co nam wyznacza prawdę, bo Bóg i religia trochę przestają to robić. Jesteśmy zsekularyzowani. Nasz profesor trafił w moment, w którym społeczeństwo się odwraca od Kościoła. Takie wyniki są jak miód na serce. Wierzą mu, bo jest profesorem. A cytują, bo potwierdza ich wizję świata, w której Kościół nie ma już żadnego znaczenia. Mówi to, co ludzie chcą usłyszeć. Dlatego nikt tego nie sprawdzał”.

Jakie to ma konsekwencje? Prof. Robert K. Merton opisał zjawisko „samospełniającego się proroctwa”. Ktoś rzuca plotkę, że dany bank jest na skraju bankructwa. Klienci wycofują pieniądze z banku. Bank bankrutuje. Realny fakt spowodowała fałszywa informacja. A jeśli ktoś ogłasza „bankructwo moralne” Kościoła? Kłamstwa nie bolą tak, jak uderzenie w twarz, więc zwolennicy redukcji etyki do odruchu empatii nie widzą w nim problemu. Cel uświęca środki. Tyle, że nikomu nie uda się zaradzić hipokryzji za pomocą kłamstw.

Badanie – widmo

Pytanie kluczowe – zakładając, że badanie zrobiono – brzmi: czy było reprezentatywne? Jeśli tak, to wynik: 60 proc. księży z badanej grupy (respondentów) ma kochanki, a 15 proc. – ma dzieci, można uogólnić na populację. Prawdziwe byłoby zdanie: 60 proc. polskich księży ma kochanki, a 15 proc. polskich księży ma dzieci. W Polsce jest ponad 34 tys. księży diecezjalnych i zakonnych, a więc ponad 20 tys. kohabitowałoby z kobietami. Liczby mają pochodzić z badania zrobionego w latach 1995-1999 na próbie 744 księży czynnych. Według prof. Baniaka skala stale rośnie.

Osobną sprawą są opisane w książce „Rezygnacja z kapłaństwa…” badania byłych księży przeprowadzone w latach 1986-1989 i 1991-1994. Były jakościowe i nie mogą być podstawą wniosków statystycznych. Prof. Baniak opisał je w dwóch książkach, druga to „Wierność powołaniu i kryzys tożsamości kapłańskiej. Studium socjologiczne na przykładzie Kościoła w Polsce”. Nie badał opinii czy postaw wobec celibatu, lecz powody kryzysu tożsamości księży. Projekt obejmował byłych księży po kryzysach, i tych, którzy kryzys pokonali i w kapłaństwie pozostali. Narzędzie badawcze znane z ww. książek zastosował także (jak twierdzi) w badaniu ilościowym księży czynnych. Zmodyfikował je tylko z uwagi na inną sytuację życiową grup (wypaść musiało np. pytanie: Czy Pan zdradza własną żonę, a żona Pana?). Zastanawia, że socjolog w czasie boomu powołań za papieża Polaka wypytywał eks księży o życie intymne, orientację seksualną, alkoholizm, konflikty itd. 2 lata po zamordowaniu bł. ks. Jerzego Popiełuszki 90 proc. „wyspowiadało mu się” na kilkudziesięciu stronach rękopisu. Większość odesłała to pocztą państwową. Prof. Baniak na moje zdumienie odpisał: „Nie wiem, czy w latach 1986-1989 księża polscy bali się władzy komunistycznej, nigdy nie pytałem ich o to. Wiem natomiast, że wielu moich respondentów obawiało się władzy kościelnej”.

W mailu prof. Baniak wskazał mi na jedno tylko źródło wiedzy o badaniach będących podstawą „medialnych” danych. Polecił artykuł „Czynniki kryzysu tożsamości kapłańskiej wśród księży rzymskokatolickich w Polsce. Studium socjologiczne” w „Teologii Praktycznej” z 2007 r. i dodał: „Innej wersji raportu nie ma. […] Najnowsze badania, jak wyżej wskazałem, nie zostały jeszcze w całości opracowane, tylko niektóre ich elementy są już opracowane”. Obietnica, że lada moment opublikuje raport końcowy jest ta sama od 12 lat. W środowisku naukowym za formę raportu uchodzi… referat jaki wygłosił we wrześniu 2008 roku na kongresie religioznawczym w Poznaniu. Znalazłam go w książce „Tożsamości religijne w społeczeństwie polskim. Socjologiczne studium przypadków” pod red. prof. Marii Libiszowskiej-Żółtkowskiej. Nosi tytuł „Źródła i przyczyny kryzysu tożsamości kapłańskiej księży rzymskokatolickich w Polsce – studium socjologiczne”. W „Teologii Praktycznej” twierdził, że badanie zrobił w latach 1995-1999, księży było 744. Daty podane rok później to: 1998-2000, 2001-2003 i 2004-2006, a ilość księży – 823. Redaktor tomu, prof. Libiszowska-Żółtkowska, obarcza odpowiedzialnością prof. Baniaka. Nie chce komentować jego poczynań, jest jej kolegą… Nieoficjalnie przyznała, że „wpadek” było więcej. Raz trzeba było wycofać z druku książkę pod redakcją profesora, bo posłużył się tłumaczem google’a. Biegle zna niemiecki i rosyjski. Przypisy daje w różnych językach, w tym także po włosku.

Kłopotu z przypisami uniknął w książce „Bezżenność i czystość seksualna księży rzymskokatolickich w świadomości katolików świeckich i osób duchownych w Polsce”. Na ponad 400 stronach opus magnum po prostu ich nie ma. Opis badania zawarty tu jest jeszcze inny niż w artykułach. Inaczej sformułowano problem badawczy i hipotezy, daty to 1995-1996. Intryguje fakt, że w badaniu z lat 2008 i 2010 użył kwestionariusza ankiety tylko z 10 pytaniami (część wysyłał przez Internet), a odmówiło mu prawie 18 proc. spośród 226 księży. W latach 1995-1999 (1996?) nie używał kwestionariusza ankiety. Tamta „ankieta” to zbiór dyspozycji do wywiadu pogłębionego – 158 punktów. Większość z nich składa się z 3-5 pytań, co daje ponad 500 pytań!

Kwestionariusze ankiet zawierają zwykle pytania zamknięte z odpowiedziami do wyboru, dzięki czemu da się je potem zakodować, porównać i policzyć w analizie zbiorczej. Tu mamy setki pytań otwartych, na tematy intymne i drażliwe. 744 księży wzięło udział w badaniu, odmówiło około 10 proc. Dla socjologów to niewiarygodne.

Skan narzędzia badawczego do badania eks księży przesłałam kilkorgu badaczom. Prof. Krzysztof Koseła, kierownik Zakładu Metodologii Badań Socjologicznych w Instytucie Socjologii UW, skomentował: „To nie jest normalne, czyli trafne narzędzie do badań socjologicznych. […] Jest tam wszystko: pytania seksuologa, pytanie psychiatry i psychologa klinicysty, pytania sugerujące i zadawane przez oficera śledczego, pytania tak ogólne, że respondent powinien osłupieć, pytania dla wybitnego eksperta w dziedzinie zarządzania i pytania innych niesocjologicznych dyscyplin.”

Prof. Franciszek Sztabiński z Zespołu Studiów nad Metodami i Technikami Badań Socjologicznych w IFIS PAN napisał: „Pobieżny ogląd owej ankiety przekonuje, iż nie jest to standaryzowane narzędzie stosowane w badaniach surveyowych, służące formułowaniu wniosków o charakterze ilościowym, ale, poza nielicznymi wyjątkami, narzędzie do badania jakościowego (dyspozycje/scenariusz do wywiadu). Z pewnością nie można bowiem uznać za kwestionariusz 158-pytaniowy dokument (mówię o pytaniach numerowanych – nie atomicznych), w którym jedynie kilka/kilkanaście pytań ma strukturę zamkniętą. Pozostałe, to pytania otwarte, na które odpowiedzi winny być kodowane wg przygotowanego ex post klucza (kategorii odpowiedzi)”. Czy badania jakościowe oraz ilościowe można łączyć? Według prof. Sztabińskiego jest to „bardzo pożądane i świadczy o „wrażliwości badawczej. […] Ale narzędzie badawcze nie może być “wspólne” dla tych dwóch różnych typów badania.” Prof. Baniak zrobił je wspólnym narzędziem.

Może je dobrze zmodyfikował? O to, czy tak się da, spytałam dr Barbarę Worek, adiunkt w Zakładzie Socjologii Gospodarki, Edukacji i Metod Badań Społecznych Instytutu Socjologii UJ. Odpisała: „W moim przekonaniu w praktyce nie jest możliwe przeprowadzenie badania ilościowego z zastosowaniem tego narzędzia. Pytania mają w większości charakter otwarty, co jest typowe dla wywiadów swobodnych, rozmów z respondentami, a nie narzędzia, którego wyniki mają być kodowane i poddawane analizie statystycznej. Jeśli by to miało być badanie ilościowe, musiałby powstać gigantyczny klucz kategoryzacyjny, na podstawie którego by się kodowało odpowiedzi, a potem poddawało je analizie. W praktyce takie przedsięwzięcie wydaje mi się a) niezgodne z regułami prowadzenia badań ilościowych, b) przekraczające możliwości sporego zespołu badawczego, nie mówiąc już o jednym badaczu”.

U prof. Baniaka uderza z jednej strony chaos i brak precyzji w opisach metodologii, z drugiej – sterylność w opisach praktycznej realizacji. Jego respondenci nie chorują, nie przeprowadzają się itd. Jedynymi współpracownikami na wszystkich etapach badań byli eks księża i księża w kryzysie; chroni ich tajemnica respondenta. Czemu nie pomogli choćby studenci socjologii, co jest powszechną praktyką? Jak badacz zliczył wyniki? W książce “Bezżenność…” z 2017 r. przyznał, że żadne jego badanie dotyczące celibatu i czystości seksualnej nie było reprezentatywne. Uogólnianie wyników na polskich księży jest kłamstwem. Każdy ksiądz może oskarżyć prof. Baniaka i media o zniesławienie.

Kariera eks kleryka

Księża doświadczający kryzysów tożsamości mogą szukać pociechy u socjologa, bo ten jest byłym klerykiem. Pod koniec V roku wstrzymano mu święcenia diakonatu, co wiem od niego, a potwierdziłam w dwóch źródłach – w tym u osoby mieszkającej w jego rodzinnej wsi Bucze. Wieś kiedyś należała do Mokrzysk, zamieszkuje ją około 1200 osób. Położona jest 7 km od Szczepanowa słynącego z kultu św. Stanisława (woj. tarnowskie). Bucze dało Kościołowi 19 księży (i 14 sióstr zakonnych), w tym ks. prof. Władysława Piwowarskiego, a pięciu innych, w tym o. Jan Góra OP, miało tu rodzinne korzenie. To fenomen.

W 1969 r. Baniak wstąpił do Wyższego Seminarium Duchownego we Wrocławiu. Pod koniec V roku ówczesny rektor, ks. prof. Józef Majka otrzymał pismo od proboszcza z Bucza, u którego interweniowały parafianki. Usłyszały w kościele zapowiedź święceń. Baniak robił awanse pewnemu dziewczęciu, a rodzina (jak twierdzi moje źródło) nie wiedziała, że to kleryk! Buczanki powołania traktują serio. Ks. prof. Majka dał mu do wyboru – idzie na parafię poznać realia życia, albo rezygnuje i kończy studia jako świecki na ATK lub KUL. Wybrał KUL. Szefem Katedry Socjologii Religii na kierunku teologicznym był znajomy z Bucza, ks. prof. Piwowarski.

Jaki był jako kleryk? Na roku było ich 54, święcenia prezbiteratu przyjęło 25. Jeden z kolegów (prosi o anonimowość) opisał go tak: „Niczym szczególnym się nie zapisał. Czasem chciał pokazać, jaki jest twórczy. Jak przygotowywał referaty czy opracowania, to całe passusy przepisywał tylko i to miało być dowodem na to, że interesuje się tematem. To, co zapamiętałem, to że koledzy się uśmiechali: o, Józio będzie się produkował. Jego produkcja polegała na tym, że dosłownie wszystko przepisywał”. Klerycy nie zauważyli, kiedy zniknął. W przenosinach pomógł ks. prof. Majka. Napisał 2-zdaniowe pismo do dziekana Wydziału Teologicznego KUL, żeby przyjął go na kurs niższy teologii dla świeckich.

18 marca 1975 r. Józef Baniak otrzymał dyplom magistra teologii. Socjologiem stał się w 1982 r. broniąc doktorat u doc. Edwarda Ciupaka na UW – w stanie wojennym. Po 2 miesiącach obronił też doktorat z filozofii u doc. Henryka Pisarka, absolwenta uniwersytetu Łomonosowa w Moskwie i kierownika Katedry Filozofii Marksistowskiej na Uniwersytecie Wrocławskim. W obu przypadkach recenzentem był ks. prof. Piwowarski. Zrecenzował też habilitację w 1990 r. Prof. Baniak często powołuje się na autorytet zmarłego w 2001 r. duchownego. Opowieść o tym, że był jego uczniem jest mocno naciągana co potwierdza doktorantka i wieloletnia asystentka ks. Piwowarskiego na KUL, dr Teresa Podgórska. Jej opinia jest zgodna z dokumentacją obu przewodów habilitacyjnych prof. Baniaka. Pierwsze kolokwium oblał w 1991 roku na Wydziale Nauk Społecznych UAM w Poznaniu, po bardzo ostrej krytyce prof. Stanisława Kozyr-Kowalskiego. Odwołał się od decyzji Rady Wydziału Spraw Społecznych UAM do Centralnej Komisji ds. Tytułu Naukowego i Stopni Naukowych. Odwołanie uznano i przewód został otwarty na Wydziale Filozoficznym UJ. Dokumentacja przewodów zawiera przedziwne sceny z posiedzeń Rady Wydziału, pół-prywatne pisma Baniaka do dziekana, jego kłamstwa w pismach do Komisji. O habilitację walczył 5 lat. Dziwi fakt, że choć żalił się wtedy na załamanie nerwowe, robił badania kryzysu powołań byłych księży. Lata 1991-1994 pokrywają się z batalią. Dziwi też to, że w wykazie osiągnięć badacz nie wspomniał o tym wybitnym dokonaniu.

Podstawą habilitacji Baniaka na UJ była ta sama praca „Religijność miejska w warunkach uprzemysłowienia i ruralizacji na przykładzie Kalisza”. Baniak zaliczył kolokwium, oblał wykład habilitacyjny. Powtórzył. Stopień nadano mu w 1996 roku. Po drodze była sprawa o 3 plagiaty, wytoczona przez ks. prof. Piwowarskiego. Zwrot w jego postawie nastąpił w 1992 r., po plagiacie w „Studiach Socjologicznych”. Pierwszy raz zdecydowanie się postawił.

Według prof. Marka Wrońskiego, specjalisty od przekrętów w nauce, umorzenie postępowania wobec dr. Baniaka przez rzecznika dyscyplinarnego UAM, prof. Macieja Tarnawskiego, było niesłuszne. Jak napisał: „Formalne potwierdzenie plagiatu przez komisję dyscyplinarną UAM zatrzymałoby przewód habilitacyjny Józefa Baniaka na Uniwersytecie Jagiellońskim i prawdopodobnie zakończyłoby jego karierę naukową na UAM w Poznaniu”. Wykorzystanie fragmentów publikacji ks. prof. Piwowarskiego i ks. prof. Zdaniewicza było faktem. Habilitant tłumaczył się, że to wina redakcji, zapomniał dodać przypisy… Sprawa była przedmiotem dyskusji na posiedzeniu Rady WF UJ przed kolokwium habilitacyjnym. W protokole jest dziwny zapis: „Dr Baniak wyjaśniał, że nie wiedział jakie są dokładnie zasady wykorzystywania prac innych autorów w pracach nienaukowych”. Tekst nienaukowy był jeden! W „Tygodniku Polskim”. Dwa pozostałe ukazały się w „Studia Religiologica” i w „Studiach Socjologicznych”. Wyjaśnienia Baniaka były kuriozalne – w latach 1979-1981 był członkiem Stowarzyszenia PAX i kierował lokalnym wydziałem „Słowa Powszechnego”. Musiał znać zasady publikacji w gazecie.

W CV i biogramach przedstawia się jako „magister socjologii religii”. Okłamał CK tłumacząc istnienie 2 książek habilitacyjnych wydanych pod tym samym tytułem, w różnych wydawnictwach. Książka „krakowska” jest ulepszoną wersją rozprawy. Książki habilitacyjne były 3… Prof. Libiszowska-Żółtkowska oceniła jedną, pozostali recenzenci – rozprawę i jakąś inną książkę, rzekomo część dalszą projektu. W bibliotekach jej nie ma. W 1996 r. ks. prof. Piwowarski napisał do Centralnej Komisji ds. Tytułu Naukowego i Stopni Naukowych: „zarówno dorobek naukowy, jak i rozprawa habilitacyjna, a także sposób przeprowadzenia przewodu, dyskwalifikują prof. Baniaka jako samodzielnego pracownika nauki”. 2 lata po jego śmierci Baniak został jednak profesorem! Za osiągnięcie życia uznano… badania byłych księży.

***

Obiecany raport z badań księży powinien wyglądać tak, jak „Duchowieństwo parafialne a integracja europejska” z 2003 r. Badanie na próbie 600 kapłanów przeprowadziło 6 badaczy (nie licząc ankieterów) pod kierunkiem prof. Leny Kolarskiej-Bobińskiej. Wiarygodność naukowca mogą sprawdzić władze uczelni, ale po sprawie z plagiatami nie ma co na to liczyć. Prof. F. Sztabiński z IFIS PAN zaproponował replikację badania ilościowego. To znana procedura. Propozycję współpracy przyjął ks. dr Wojciech Sadłoń, dyrektor Instytutu Statystyki Kościoła Katolickiego (współpracuje m. in. z Pew Research Center z USA). Według danych ISKK liczba odejść z kapłaństwa księży diecezjalnych (tylko tymi dysponuje) za lata 2004-2015 jest zdecydowanie niższa od liczb rzucanych przez prof. Baniaka i wynosi średnio 61,5 polskiego księdza na rok. Zarówno prof. Sztabiński jak i ks. dr Sadłoń są otwarci za współpracę z innymi ośrodkami. Do replikacji trzeba udostępnić część dokumentacji, co nie szkodzi ochronie anonimowości badanych. Może zaszkodzić reputacji prof. Baniaka, ale on kocha trzepanie dywanów! Nigdy niczego pod dywan nie zamiata.

Wersja do druku
Nasza strona internetowa używa plików cookies (tzw. ciasteczka) w celach statystycznych, reklamowych oraz funkcjonalnych. Możesz określić warunki przechowywania cookies na Twoim urządzeniu za pomocą ustawień przeglądarki internetowej.
Administratorem danych osobowych użytkowników Serwisu jest Katolicka Agencja Informacyjna sp. z o.o. z siedzibą w Warszawie (KAI). Dane osobowe przetwarzamy m.in. w celu wykonania umowy pomiędzy KAI a użytkownikiem Serwisu, wypełnienia obowiązków prawnych ciążących na Administratorze, a także w celach kontaktowych i marketingowych. Masz prawo dostępu do treści swoich danych, ich sprostowania, usunięcia lub ograniczenia przetwarzania, wniesienia sprzeciwu, a także prawo do przenoszenia danych. Szczegóły w naszej Polityce prywatności.