Drukuj Powrót do artykułu

A. Mularczyk, scenarzysta filmu “Katyń”: chciałem zrobić film o stracie

05 września 2007 | 12:18 | im//mam Ⓒ Ⓟ

Chciałem zrobić film o stracie, o więzi łączącej tych, którzy przez zbrodnię katyńską utracili ojców, mężów, synów i braci – powiedział w wywiadzie dla KAI Andrzej Mularczyk, scenarzysta filmu “Katyń”, który wyreżyserował Andrzej Wajda.

KAI: Dlaczego zajął się Pan właśnie tematem zbrodni katyńskiej?

Andrzej Mularczyk: To jest pytanie, które sam sobie zadawałem. Zazwyczaj piszę to, co życie ofiarowuje mi jako temat. Muszę wziąć swojego bohatera za rękę i przejść z nim kawałek drogi. A sam nie miałem żadnych związków z Katyniem. Kiedy więc Andrzej Wajda zaproponował mi ten temat, rozejrzałem się za kimś, kto mógłby mi coś opowiedzieć o tamtych odległych wydarzeniach. I okazało się, że mój najbliższy sąsiad zza płotu jest dzieckiem pogrobowcem oficera zamordowanego w Katyniu. Rozmawiałem z nim i z jego rodziną, wszedłem w temat i poczułem się uprawniony do próby opisania ich zmagań ze stratą.

Jako pisarz czułem się też trochę współwinny za to, że przez kilkadziesiąt, a przynajmniej ostatnie kilkanaście lat, w sztuce nie był poruszany temat Katynia, bardzo ważny dla historii naszego narodu. To na nas, twórcach, ciąży odpowiedzialność za ten brak.

Ale na propozycję podjęcia tego tematu odpowiedziałem dopiero wtedy, gdy odkryłem potencjalnych bohaterów mojej opowieści, którą zatytułowałem “Post mortem”.

KAI: Co Pana zdaniem sprawiło, że Andrzej Wajda wybrał właśnie Pański scenariusz?

– Myślę, że Wajda bardzo długo nosił w sobie ten temat, musiał rozliczyć się z tą sprawą, ze swoim życiem. Połączyła nas idea zrobienia filmu o ludziach, którym zbrodnia katyńska zabrała ojców, mężów, braci i synów. Obaj, i ja i Andrzej Wajda, chcieliśmy pokazać, że Katyń to nie tylko zbrodnia dokonana na tysiącach oficerów, ale też symbol straty narodowej, śmierci pewnej klasy społecznej.

KAI: Inspirował się Pan doświadczeniami rodziny Andrzeja Wajdy?

– Nie, zupełnie nie. Moją inspiracją byli moi znajomi, którzy podzielili się ze mną swoim doświadczeniem i swoimi emocjami. Chciałem zrobić film o stracie, bo każdy los ludzki zmierza od straty do straty – tracimy dzieciństwo, młodość, złudzenia. Oczywiście zyskujemy też nowe doświadczenia, ale życie jest ciągłą stratą.

Zgromadziłem dużo materiału, zamknąłem się na wiele tygodni i oddałem reżyserowi już gotowy scenariusz. Wiedziałem, że zostanie on potraktowany jako materiał wyjściowy do filmu, bo takie jest prawo kina i tak wygląda praca z Andrzejem Wajdą.

KAI: A jak przebiegała ta współpraca?

– Na naszą współpracę nałożył się sposób, w jaki ja piszę. Najpierw spotykaliśmy się, by omówić temat, wymienić swoje myśli. Bez inspiracji wizją Andrzeja Wajdy nie odważyłbym się podjąć tego tematu. Potem zamknąłem się, by napisać scenariusz. W trakcie pisania nie jestem w stanie przyjmować żadnych interwencji lub sugestii z zewnątrz, bo czuję się wtedy zagrożony w swojej integralności. Oddałem Andrzejowi Wajdzie gotowy już tekst i obaj zachowaliśmy na dalszym etapie autonomię swoich wizji. On wziął do filmu z mojej opowieści to, co mu odpowiadało. Ja z kolei na podstawie tego scenariusza napisałem książkę.

KAI: W której główny akcent pada na losy krewnych pomordowanych oficerów.

– Nie byłem zainteresowany opowiadaniem tego, co można wyczytać w podręcznikach historii. Nie chciałem pisać o strzałach w tył głowy i padających ciałach. Bohaterem mojej opowieści jest major Andrzej, syn, mąż i ojciec. Ale ja nie opowiadam o nim, tylko o trzech kobietach: matce, żonie i córce, o relacjach, jakie je łączą z nim, z jego wspomnieniem. Chciałem pokazać więź łączącą ludzi dotkniętych sprawą Katynia.

KAI: Z myślą o jakim odbiorcy pisał Pan scenariusz?

– Dla mnie – czy piszę scenariusz filmowy, książkę czy słuchowisko radiowe – jest tylko jeden odbiorca; ten, kogo interesuje podjęty przeze mnie temat. Piszę dla jednego widza, dla jednego czytelnika. Wiem, że ten film będzie miał walor edukacyjny – nadal przecież są miliony osób, które nie wiedzą co stało się w Katyniu. Ale ja swoją książkę o zbrodni katyńskiej napisałem dla osób, które opowiedziały mi swoją historię. Które do dzisiaj niosą swoją traumę. Poznałem wiele dojrzałych, siwych ludzi, którzy nie mogą się pogodzić ze stratą, z tym, że ich życie potoczyło się w taki a nie inny sposób, bo dotknęła ich ta straszna zbrodnia. I dla nich właśnie jest moja książka.

KAI: Film obejrzy jednak bardzo dużo młodych, urodzonych w latach 80., 90. Jakie przesłanie ma do nich dotrzeć?

– Takie, że wszyscy musimy odpowiedzieć sobie na pytanie: jak ja bym się zachował w takiej sytuacji? I że nie wolno nam żyć spokojnie bez pochowania naszych zmarłych. Ale boję się, że to do nich nie dotrze.

KAI: Czy gotowy już film odpowiada Pańskiemu zamysłowi?

– Nigdy albo prawie nigdy nie jest tak, by zamysł scenarzysty i reżysera był identyczny. Z góry wiedziałem, że mój scenariusz zostanie przez Andrzeja Wajde przebudowany i zgadzałem się na to. Obaj chcieliśmy przeciąć milczenie o zbrodni katyńskiej, stawić czoła pytaniu, czy można normalnie żyć ze świadomością tej zbrodni.

Ja widziałem ten film bardziej kameralnie, jako historię trzech kobiet i trzech mężczyzn. Wajda widział to bardziej panoramicznie jako obraz tamtych czasów. I myślę, że dobrze się stało. Każdy, kto po obejrzeniu filmu zajrzy do mojej książki, znajdzie tam pewne uzupełnienie, inny klimat, więcej refleksji, próbę odpowiedzi na pytanie do jakich granic obowiązuje nas wierność wobec tych, którzy byli naszymi ojcami, mężami i synami.

Rozmawiała Izabela Matjasik

Andrzej Mularczyk (ur. 1930 r. ), pisarz, reportażysta, autor słuchowisk radiowych, scenarzysta. Debiutował w 1943 roku drukowanym anonimowo w konspiracyjnym piśmie “Dźwigary”. Od 1949 roku zajmował się pracą dziennikarską. W latach 1951-55 studiował dziennikarstwo na Uniwersytecie Warszawskim. Od 1955 roku członek Związku Literatów Polskich. Reportażysta wielu czasopism i wieloletni pracownik Polskiego Radia (dział audycji dokumentalnych i reportażu). Wielokrotny laureat licznych konkursów na słuchowiska radiowe i widowiska telewizyjne oraz na reportaże. Od 1964 członek Stowarzyszenia Filmowców Polskich. W latach 1970-77 kierownik literacki Zespołu Filmowego “Iluzjon”.

Napisał scenariusze do m.in. serialu “Dom”, filmów “Sami swoi”, “Kochaj albo rzuć”, “Nie ma mocnych”, “Wyjście awaryjne”.

Drogi Czytelniku,
cieszymy się, że odwiedzasz nasz portal. Jesteśmy tu dla Ciebie!
Każdego dnia publikujemy najważniejsze informacje z życia Kościoła w Polsce i na świecie. Jednak bez Twojej pomocy sprostanie temu zadaniu będzie coraz trudniejsze.
Dlatego prosimy Cię o wsparcie portalu eKAI.pl za pośrednictwem serwisu Patronite.
Dzięki Tobie będziemy mogli realizować naszą misję. Więcej informacji znajdziesz tutaj.
Wersja do druku
Nasza strona internetowa używa plików cookies (tzw. ciasteczka) w celach statystycznych, reklamowych oraz funkcjonalnych. Możesz określić warunki przechowywania cookies na Twoim urządzeniu za pomocą ustawień przeglądarki internetowej.
Administratorem danych osobowych użytkowników Serwisu jest Katolicka Agencja Informacyjna sp. z o.o. z siedzibą w Warszawie (KAI). Dane osobowe przetwarzamy m.in. w celu wykonania umowy pomiędzy KAI a użytkownikiem Serwisu, wypełnienia obowiązków prawnych ciążących na Administratorze, a także w celach kontaktowych i marketingowych. Masz prawo dostępu do treści swoich danych, ich sprostowania, usunięcia lub ograniczenia przetwarzania, wniesienia sprzeciwu, a także prawo do przenoszenia danych. Szczegóły w naszej Polityce prywatności.