Drukuj Powrót do artykułu

Abp Eustracjusz: wierni zdecydują czy chcą należeć do nowego Kościoła ukraińskiego

07 marca 2019 | 05:00 | Marcin Przeciszewski i Krzysztof Tomasik (KAI) | Kijów Ⓒ Ⓟ

Sample Fot. AP/Associated Press/East News

Jako Kościół wierny Bożemu Słowu, stawiamy na dialog i współpracę – zapewnił w rozmowie z KAI abp Eustracjusz (Zoria), rzecznik Prawosławnego Kościoła Ukrainy (PKU). Przedstawił m.in. proces jednoczenia się nowego Kościoła i jego strategię na najbliższe lata, mówił o stosunkach z innymi Kościołami prawosławnymi, ze Stolicą Apostolską i Kościołem katolickim oraz o zagrożeniach płynących ze strony Rosji.

Marcin Przeciszewski, Krzysztof Tomasik (KAI): Ilu wiernych liczy obecnie Prawosławny Kościół Ukrainy, po zjednoczeniu i uzyskaniu autokefalii?

Abp Eustracjusz: Na Ukrainie zawsze mieliśmy dylemat. Z jednej strony istnieje statystyka parafii zarejestrowanych, a z drugiej badania socjologiczne dotyczące liczby wiernych, deklarujących swoją przynależność do określonego Kościoła. Ich wyniki są przeciwstawne. Jeśli chodzi o zarejestrowane wspólnoty, to Patriarchat Moskiewski ma ich na Ukrainie ponad 11 tys. Natomiast Kościoły, które się zjednoczyły: Ukraiński Kościół Prawosławny Patriarchatu Kijowskiego (UKP PK) miał ich ponad 5 tys. a Ukraiński Autokefaliczny Kościół Prawosławny (UAKP) – ok. 1, 5 tys. Po ich zjednoczeniu nowy Kościół ma obecnie nieco ponad 7 tys. wspólnot parafialnych, licząc także ok. 400 tych, które przeszły dotychczas z Patriarchatu Moskiewskiego. Ich liczba stopniowo się zwiększa.

Natomiast badania socjologiczne, wykazujące liczbę wiernych, pokazują, że z UKP PK utożsamiało się 45 proc. ludności, z UAKP – 1,5 proc. a z Patriarchatem Moskiewskim jedynie 15 proc. Dane te dowodzą, że dziś zjednoczony Prawosławny Kościół Ukrainy ma ok. 22 mln wiernych, czyli 3 razy więcej od Rosyjskiego Kościoła Prawosławnego na Ukrainie (RKPU).

KAI: Z czego wynika taka różnica między nieproporcjonalną liczbą parafii a liczbą wiernych?

– Zgodnie z prawem ukraińskim 10 osób może zarejestrować wspólnotę parafialną. Wystarczy zwołać zebranie, powołać świeckie władze parafii, przyjąć statut i zarejestrować nową jednostkę w urzędzie państwowym. W latach 90-tych władze polityczne sprzyjały temu, aby parafie Patriarchatu Moskiewskiego rejestrowały się wszędzie, a parafiom Ukraińskiego Kościoła Prawosławnego – który odłączył się od RKP i był traktowany jako niekanoniczny – przeszkadzano w tym, w szczególności na wschodzie i południu Ukrainy. Rejestracja parafii należącej do Patriarchatu Kijowskiego była o wiele trudniejsza, w szczególności za prezydentury Leonida Kuczmy, czyli w latach 1994-2004 r. A pierwsze dziesięciolecie po odzyskaniu wolności miało kluczowe znaczenie w procesie odzyskiwania świątyń zrabowanych przez władze sowieckie.

Wiemy, że po 1918 r. władza radziecka wydała dekret o „oddzieleniu Kościoła od państwa”, na mocy którego wszelkie dobra cerkiewne, w tym świątynie i inne budynki stały się własnością państwa. Cerkwie stopniowo były zamykane i przeznaczane na zupełnie inne cele. A kiedy Ukraina uzyskała niepodległość w 1991 r., to te cerkwie, które ocalały, zaczęto zwracać. Jednakże na jedną cerkiew oddaną Kijowskiemu Patriarchatowi przypadało 7 cerkwi przekazanych przez administrację państwową Patriarchatowi Moskiewskiemu. Są takie województwa na Ukrainie, gdzie Patriarchat Kijowski nie otrzymał żadnej świątyni. A w wielu innych oddano mu tylko jedną lub dwie. Podobnie było z najważniejszymi klasztorami, czego najlepszym przykładem jest Ławra Pieczerska w Kijowie, będąca we władaniu RKP. Władza państwowa była wówczas zainteresowana współpracą wyłącznie z Patriarchatem Moskiewskim. I to są właśnie przyczyny tych różnic.

Paradoks Ukrainy aż do Rewolucji Pomarańczowej [2004] polegał na tym, że społeczeństwo było znacznie bardziej przywiązane do Kościoła ukraińskiego, a władze do moskiewskiego.

KAI: Jak się kształtuje się episkopat nowego Kościoła?

– W soborze zjednoczeniowym, który odbył się 15 grudnia ub.r., wzięło udział 43 biskupów UKP PK, 15 z UAKP i 2 biskupów Patriarchatu Moskiewskiego. Dziś więc hierarchia Prawosławnego Kościoła Ukrainy liczy 60 biskupów. Natomiast w RKP na Ukrainie jest 90 biskupów.

Jeśli chodzi o ilość diecezji to Prawosławny Kościół Ukrainy ma ich ok. 40, mniej więcej tyle samo co RKP na Ukrainie. Diecezje obu Kościołów funkcjonują równolegle na tych samych terenach. W wielu województwach działają niezależne od siebie struktury Kościoła zarówno ukraińskiego, jak i rosyjskiego.

KAI: Czy rodzi to konflikty?

– Nie, gdyż taka sytuacja istnieje już od wielu lat. Strategia Prawosławnego Kościoła Ukrainy jest dziś taka, aby na razie uszanować status posiadania Kościołów taki, jaki był przed zjednoczeniem, a nie tworzyć z tego powodu konflikty. W żaden sposób nie chcemy odgórnie przyspieszać procesu przechodzenia parafii z RKP na Ukrainie do naszego Kościoła, gdyż jakiekolwiek napięcia czy radykalne kroki na tym tle byłyby na rękę propagandzie rosyjskiej. Zależy nam na tym, aby był to spokojny, pokojowy, stopniowy proces, podejmowany przez ludzi na dole. Może zająć on nawet 10 czy 20 lat. Nie spieszymy się, nie będziemy nikogo do niczego przymuszać, wiemy że czas pracować będzie na naszą korzyść. Nie chcemy na tym tle sporów pomiędzy diecezjami różnych Kościołów.

Musimy też wiedzieć, że proces budowania świadomości narodowej na Ukrainie nie został zakończony, wciąż jest w trakcie kształtowania się i to też będzie czynnikiem decydującym o przynależności do konkretnego Kościoła. Ale też oczywiste jest, że ci obywatele, którzy czują się Ukraińcami, a są prawosławnymi, coraz bardziej identyfikować się będą z autokefalicznym Prawosławnym Kościołem Ukrainy. Trzeba ludziom pozwolić na spokojne dojrzewanie, aby w pełnej wolności i w odpowiedzialny sposób mogli podejmować decyzje o swojej przynależności kościelnej.

W styczniu parlament Ukrainy przegłosował zmianę ustawy, wprowadzając jasne zapisy, w jaki sposób wspólnota religijna (parafia) może zmienić swoją jurysdykcję kościelną. Taka możliwość istnieje, jeśli co najmniej dwie trzecie uczestników zgromadzenia parafialnego wyrazi taką wolę. Wówczas fakt przejścia z jednego Kościoła do drugiego rejestruje administracja państwowa.

KAI: A jaka musi być liczba uczestników takiego zebrania, aby była reprezentatywna?

– Określa to statut każdej parafii. Mamy teraz Tomos, uzyskaliśmy autokefalię i jest to czas dla PKU; sprawa zmiany przynależności poszczególnych parafii nie ma żadnych ograniczeń czasowych. Nie musimy się spieszyć, a do takiej decyzji poszczególne wspólnoty muszą same dojrzeć. Może to być pół roku, rok czy więcej, nawet 10 lat. Czas pracuje na rzecz PKU. Bardzo zależy nam na tym, aby był to proces dobrowolny i wynikający ze świadomości wiernych. Sami parafianie wraz z księżmi muszą świadomie podjąć decyzję: chcemy czy nie chcemy należeć do Kościoła ukraińskiego? Ten wybór musi być spokojny, jednoznaczny i bez żadnego konfliktu.

Natomiast Rosji zależy, aby wszędzie naokoło były napięcia, żeby odbywały się publiczne protesty, a najlepiej – żeby towarzyszyła temu przemoc i lała się krew. Dobrze chyba znacie to także z polskiej historii. Rosyjskie imperium pod pretekstem obrony prawosławnych zawsze wtrącało się w wewnętrzne sprawy otaczających ją państw. Poczynając od Europy do Bliskiego Wschodu. Dziś Kreml tak samo bronić będzie „praw prawosławnych” jak sowiecki reżim bronił „praw proletariatu”. Rozumiemy, że mogą być jakieś prowokacje, będzie też mnóstwo nieprawdziwych informacji itd. My natomiast, jako Kościół wierny Bożemu Słowu, wyrzekamy się jakiegokolwiek przymusu, on do niczego nie jest nam potrzebny.

Ukraina jest przecież państwem demokratycznym i RKP też ma prawo istnieć, podobnie jak 100 innych związków wyznaniowych w kraju. Ale RKP będzie z czasem znacznie mniejszy niż jest obecnie, będzie też nazywać się Kościołem rosyjskim, gdyż dotąd nazywał się „ukraińskim”, a to powodowało zamieszanie. Będzie on dla tych ludzi, którzy świadomie chcą chodzić do Kościoła rosyjskiego. Podobnie, jak ktoś chce chodzić do buddystów, czy jeśli chce praktykować judaizm bądź islam. Proszę bardzo, dlaczego nie, żyjemy przecież w wolnym kraju, ale RKP musi mieć tu właściwe miejsce i nie może nazywać się ukraińskim.

KAI: To bardzo interesująca strategia, stawiająca na dojrzałość wiernych…

– Jestem pewien, że większość dojrzałych i świadomych wiernych będzie chciała należeć do PKU. A to dlatego, że jest to nasz Kościół, który uzyskał tomos o autokefalii od ekumenicznego patriarchy Bartłomieja I. Kościół ten uzyskał w ten sposób pełną kanoniczność i autonomię, co stworzyło nową sytuację, która dotąd była przeszkodą w zjednoczeniu prawosławia na Ukrainie.

To oczywiste, że Moskwa przeciwko temu protestuje i nawet zawiesiła eucharystyczną łączność z patriarchą Konstantynopola i nazywa go schizmatykiem. Ale od tej chwili sami Ukraińcy mają prawo wyboru: czy chcą należeć do własnego, narodowego Kościoła czy wolą przynależność do Kościoła podlegającego Patriarchatowi Moskiewskiemu.

KAI: Rozmawiamy w Kijowskiej Akademii Teologicznej. Jak przedstawia się proces przygotowywania przyszłych kapłanów, jaki jest stan powołań w Prawosławnym Kościele Ukrainy?

– Sytuacja jest stabilna. Do Kijowskiej Akademii Teologicznej, która jest główną uczelnią naszego Kościoła, co roku wstępuje ok. 40 nowych seminarzystów. Na studiach stacjonarnych mamy blisko 150 słuchaczy. Jest to pierwsza wyższa szkoła należąca do naszego Kościoła, która uzyskała pełnię praw państwowych w dziedzinie teologii. Do 2015 r. na Ukrainie teologia nie była traktowana jako dziedzina nauki. Nie można było więc nadawać żadnych tytułów naukowych. Wydawaliśmy tylko dyplomy, które były uznawane wyłącznie przez Kościół, a nie przez państwo.

Oprócz tego mamy akademie teologiczne w Łucku i we Lwowie, wydział teologiczny w Czerniowcach oraz dwa seminaria duchowne w Równem i we Lwowie. Kształcą one wykwalifikowanych, dobrze przygotowanych duchownych, których bardzo potrzebujemy.

Natomiast w całej Ukrainie olbrzymim problemem jest kryzys demograficzny. Kiedy ja chodziłem do szkoły w swoim mieście, to było w niej 2200 uczniów. Kiedy odwiedziłem ją 10 lat temu, było ich już tylko 900. Rodzi się obecnie ponad 2 razy mniej dzieci niż 15-20 lat temu. Mamy wystarczającą liczbę księży na zachodzie kraju, ale bardzo brakuje ich na Ukrainie Środkowej i Wschodniej.

KAI: A jakie są organizacje religijne, skupiające i formujące ludzi świeckich?

– Jest wiele bractw, mamy także liczne organizacji młodzieżowe. Działają one we wszystkich diecezjach i w wielu parafiach. Znacznie łatwiejsza pod tym względem jest sytuacja Kościoła katolickiego (także greckokatolickiego) na Ukrainie, który choć jest mniejszościowy, może korzystać ze wzorców dobrze wypracowanych gdzie indziej, w Europie czy Ameryce. Może korzystać z doświadczeń różnych systemów oświatowych bądź dotyczących działalności społecznej czy charytatywnej.

My natomiast musimy wszystko to tworzyć niemal od samych podstaw. Bo przecież za czasów radzieckich jakakolwiek działalność Kościoła, poza sprawowaniem kultu, była kategorycznie zakazana. Dotyczyło to nawet głoszenia Słowa Bożego i katechizacji. Podobnie zakazana była działalność charytatywna: kapłan nie mógł nikomu w żaden sposób pomagać, nawet swoim parafianom. Dlatego jesteśmy bardzo zainteresowani współpracą z organizacjami katolickimi np. w Polsce, bo dzięki temu możemy się bardzo wiele nauczyć.

Dotyczy to także działalności charytatywnej czy innych dzieł społecznych. Współpracę z Caritas Polska podjęła już nasza Eleos. A te wszystkie rodzaje działalności są nieodłącznymi elementami misji Kościoła w świecie.

Na Ukrainie sytuacja pod tym względem nie jest łatwa, gdyż działania wojenne na wschodzie powodują zubożenie znacznej liczby ludności. Jest coraz mniej tych, którzy mogą coś dać, a coraz więcej potrzebujących. Stawia to olbrzymie wyzwania przed naszym Kościołem.

KAI: A jak przedstawiają się kontakty Prawosławnego Kościoła Ukrainy z innymi Kościołami prawosławnymi za granicą? Ma to kluczowe znaczenie, gdyż dotąd, poza Konstantynopolem, inne lokalne Kościoły prawosławne nie uznały waszego Kościoła.

– Otrzymawszy Tomos o autokefalii od patriarchy ekumenicznego, wchodzimy na zupełnie inny poziom w zakresie współpracy zagranicznej. Te wszystkie Kościoły, które uznają władzę patriarchy Konstantynopola, będą stopniowo przeprowadzać proces uznania Prawosławnego Kościoła Ukrainy. Spodziewamy się więc, że w krótkim czasie większość lokalnych Kościołów prawosławnych nas uzna. Oczywiście nie uczyni tego Moskwa i jej najbliżsi koalicjanci.

Pragniemy też uczestniczyć w różnych strukturach międzykościelnych, międzynarodowych czy ekumenicznych i współpracować z innymi Kościołami i wyznaniami chrześcijańskimi, np. z Konferencją Kościołów Europejskich (KEK). Chcemy też prowadzić ożywiony dialog z Kościołem katolickim jako takim i ze Stolicą Apostolską jako jego centrum, jak również z poszczególnymi krajowymi episkopatami katolickimi. Choć zarazem trzeba pamiętać o tym, że Kościół nasz powstał niedawno, to nie mamy jeszcze oficjalnych kontaktów z Watykanem. Ale teraz mamy ku temu podstawę.

Chcę podkreślić, że tutaj na Ukrainie mamy bardzo dobre relacje z Kościołem zarówno grecko-, jak i rzymskokatolickim.

KAI: Dla Watykanu możecie stać się chyba ważnym partnerem dialogu na wschodzie Europy?

– Prawosławny Kościół Ukrainy jest teraz jednym z największych prawosławnych Kościołów na świecie, większy jest tylko RKP. Porównywalny co do liczby wiernych z PKU jest Rumuński Kościół Prawosławny. Wszystkie inne lokalne Kościoły prawosławne są znacznie mniejsze. Np. Kościół gruziński ma około 5 mln wiernych, a w naszym jest ich ponad 15 mln. Brak posiadania kontaktów czy dialogu z tak istotnym Kościołem jak nasz byłby wielką stratą dla wszystkich, sądzę, że także dla Watykanu. Krótko mówiąc: jesteśmy otwarci na dialog z Kościołem katolickim i na wszelkie inne formy współpracy.

KAI: Czy spotykaliście się już z nuncjuszem w Kijowie.

– Na razie nuncjusz jako warunek stawia podjęcie takiej decyzji na poziomie watykańskiego Sekretariatu Stanu. Bez tego nie może działać.

KAI: Kiedy – zdaniem Księdza Arcybiskupa – ten dialog może się rozpocząć?

– Wtedy, kiedy zostaną przezwyciężone różne, krzywdzące nas stereotypy myślenia. Dla nas najważniejsze jest, aby świat i inne Kościoły znały prawdę o tym, co się dzieje na Ukrainie. A tymczasem olbrzymia masa nieprawdziwych informacji idzie z Moskwy, która ma świetnie działającą machinę propagandową. Są to albo wprost kłamstwa, albo swoista mieszanka prawdy i kłamstwa, która dość skutecznie oddziałuje na świadomość świata zachodniego.

KAI: Jaka konkretnie jest metoda rosyjskiej dezinformacji?

– Jest to świetnie zaplanowane. Rosyjscy propagandziści biorą pod uwagę mentalność zachodnich Europejczyków, którzy dowierzają mediom. Ludzie Zachodu nie wyobrażają sobie, że to, co mówią media na jakiś temat, może być całkowicie nieprawdziwe. Sądzą, że może coś jest mniej czy bardziej subiektywne, ale ufają, że jakaś prawda w tym jest. I na takiej świadomości żeruje rosyjska dezinformacja. Tymczasem podają oni informacje w 100 proc. nieprawdziwe, wiedząc, że ludzie Zachodu uwierzą w to przynajmniej w jakimś procencie.

Wersja do druku
Portal eKAI prezentuje część tekstów publikowanych w płatnym serwisie agencyjnym Katolickiej Agencji Informacyjnej.
Nasza strona internetowa używa plików cookies (tzw. ciasteczka) w celach statystycznych, reklamowych oraz funkcjonalnych.