Drukuj Powrót do artykułu

Abp Gocłowski: wieś wobec integracji

08 czerwca 2000 | 00:00 | Ⓒ Ⓟ

Referat wygłoszony przez abp. Tadeusza Gocłowskiego podczas konferencji na temat “Polska wieś wobec wyzwań integracji europejskiej” zorganizowanej przez Katolickie Biuro Informacji i Inicjatyw Europejskich oraz Ministerstwo Rolnictwa i Rozwoju Wsi w dniach 7-8.06.2000

Eminencjo, Księże Kardynale,
Panie Marszałku,
Panie Ministrze, Panie i Panowie
Problematyka dotycząca Unii Europejskiej jest bardzo bogata. Niemniej jednak wydaje się, że nie można żadnego ze szczegółowych problemów omawiać bez szerszego tła, a to dla tego, że szczegółowy problem jest położeniem akcentu na mały wycinek, który może niepokoić – by nie powiedzieć odstraszać – pewne grupy od pełnej europejskiej integracji. Mamy tego zresztą dowody, na przykład w mediach: niekiedy kładąc akcent na trudne sprawy rolnicze, przekreśla się całą integrację europejską. Wystarczy sięgnąć po bardzo schematycznie sformułowany zestaw, chociażby spraw pro- i contra, by zwolenników utwierdzić w pozytywnym stosunku do Unii, a przeciwników – w ich negatywnym nastawieniu do wejścia Polski w struktury unijne. To zestawienie spraw zabierze nam kilka sekund, może pół minuty, ale zaryzykujmy tę stratę czasu, by przypomnieć sobie jawiący się na horyzoncie bilans. Myślę tu o zestawieniu, którego dokonano w bardzo obiegowym czasopiśmie, ale które ukazuje problematykę – jakie będą korzyści i koszty integracji Polski z Unią.
Te pierwsze:
• zwiększenie poczucia bezpieczeństwa narodowego, wiarygodności międzynarodowej oraz stabilizacji ekonomiczno-politycznej; czy ktoś w to wątpi?
• przyspieszenie i umocnienie przemian ustrojowych w Polsce,
• gwarancje dla stabilności kursu walutowego i dyscyplina wydatków budżetowych,
• większa stabilność polskiego prawa oraz polityki gospodarczej,
• zwiększenie atrakcyjności Polski dla inwestorów zagranicznych;
• napływ kapitału zagranicznego w formie inwestycji stanowiący niezbędny warunek modernizacji i konkurencyjności gospodarki itd. Ale te negatywne:
• rezygnacja z samodzielnego i autonomicznego kształtowania niektórych polityk: rolnej, transportowej, handlowej,
• wpłaty do budżetu Unii,
• obniżenie konkurencyjności polskiego eksportu.
– po co dalej czytać. Wszyscy mamy tego świadomości. Natomiast do ludzi, którzy chcą widzieć całość problemu, należy rozeznanie sytuacji. Należy ukazać pozytywne i ewentualne negatywne zjawiska po to, by ten bilans pozwolił Polsce na wejście w struktury Unii w pełnym partnerstwie i w pełnej korzyści dla narodu, państwa, europejskiego kontynentu.
Ogólny temat konferencji: “Polska wieś wobec wyzwań integracji europejskiej” zwraca naszą uwagę na określony temat. Problem rolnictwa jest trudny, nie tylko gdy chodzi o państwa, które już znajdują się we wspólnocie. Nie do mnie jednak należy omawianie tych spraw. Mój temat to “Polska w Europie”, który brzmi trochę prowokacyjnie, ma być pewnym tłem do rozważań szczegółowych. Czy ktoś ma wątpliwość gdzie znajduje się Polska? Niestety 200 ostatnich lat, a zwłaszcza minione półwiecze, prowokuje tego typu pytanie. Układ jałtański zepchnął Polskę i inne państwa Europy Środkowowschodniej na margines kontynentu. Współcześni Europejczycy powinni przyspieszyć działania, by tamtą krzywdę, nie spowodowaną przez Polaków naprawić. W zasadzie -jak sądzę – nie ma tu wątpliwości politycznych, a tylko interes gospodarczy, którego nie lekceważymy, ale który nie powinien być decydujący. Więc gdzie jest Polska? Oczywiście w Europie. Dobiegł końca w minionym październiku Synod Biskupów Europy. W czasie pożegnalnego obiadu z udziałem Ojca Świętego przemawiał kard. Kazimierz Świątek, były więzień łagrów sowieckich, dziś arcybiskup Mińska na Białorusi. Teza, którą podjął ten przeszło osiemdziesięcioletni pasterz była jednoznaczna: przestańmy dzielić Europę na wschodnią i zachodnią, zakończmy tę historyczną krzywdę.
A jakie były te więzy Polski z Europą?
Jestem arcybiskupem w Gdańsku. Miasto to szczyci się tym, że ma jednoznaczną metrykę chrztu, którego mieszkańcom udzielał wiosną roku 997 Wojciech, biskup Pragi. Pisze o tym wyraźnie w swym Vita Prima Jan Kanapariusz, gdy stwierdza, że Wojciech przybył do miasta Gdańska, gdzie głosił Ewangelię, sprawował Eucharystię i ochrzcił wielu. Dla gdańszczan to wydarzenie miało szczególne znaczenie, nie tylko ściśle religijne. Po raz pierwszy w roku 999 odnotowano, pewnie w Rzymie, o istnieniu tego miasta. Ważną sprawą było i to, że miasto związało swe dzieje z postacią biskupa Wojciecha, człowieka, który pod koniec pierwszego milenium chrześcijaństwa razem z innymi wielkimi tamtej epoki scalał, jednoczył, ukierunkowywał ówczesną Europę. Właśnie mija 1000 lat od Zjazdu Gnieźnieńskiego, w którym uczestniczyli wielcy twórcy Europy: Otton III, legat papieża Sylwestra II, Bolesław Chrobry, a działo się to właśnie u grobu wielkiego Europejczyka już wówczas świętego męczennika Wojciecha. O ile było to wydarzenie na tyle ważne, by w tym momencie je przywoływać? W świeżo wydanej książce autorstwa Anny Kościeleckiej i Pawła Dziani-sza ukazana jest wizja Ottona, młodego cesarza, zaprzyjaźnionego nie tylko z Wojciechem, Bolesławem Chrobrym, ale i Gerbertem z Auńllac – późniejszym papieżem Sylwestrem II. Autorzy piszą: “Tak zobaczył Otton budowę odnowionego Cesarstwa, obejmującego już nie tylko ziemie z dawna uświęcone, Italię, Galię, Germanię, ale i same kresy Cesarstwa na wschodzie, niedawno dopiero ochrzczone, ale już teraz krwią męczeńską uświęcone, zjednoczone pod jedną władzą między Łabą a Bugiem, a przy jego serdecznych związkach z Węgrami, także cała Panonia. A więc styk ze wschodnim Cesarstwem Rzymskim, a więc jedność cesarza i Bazyleosa, papieża i patriarchy. Europa jednolita w swym ideowym dążeniu, jednolita w swym chrześcijańskim zakorzenieniu, jednolita w swym duchowym związku w pojmowaniu świata” (Z Krzyżem i włócznią, Pelplin 2000 s. 24). Nie można oczywiście przenosić tamtej wizji młodego Ottona na kształt współczesnego kontynentu. Zresztą tamta wizje załamią się już za następcy tego cesarza, a jawiące się konflikty przybiorą kształt nie jednoczącego się, ale skłóconego kontynentu.

Nas jednak interesuje miejsce Polski na kontynencie europejskim.
Przez fakt chrztu, przyjętego w obrządku łacińskim, przez wejście w krąg cywilizacji grecko-rzymskiej, Polska zawsze należała do kulturowych i politycznych struktur europejskich. Co więcej! Polska wpływała na ich duchowy kształt, a także broniła Europę przed niebezpieczeństwami w ciągu jej długich dziejów. Papież Jan Paweł II pyta czy zawsze było to oparte na zasadach wzajemności. Mając na uwadze to wszystko, czasami rodzi się pytanie, czym wytłumaczyć powściągliwość dzisiejszej wspólnoty europejskiej odnośnie do kandydatury polski do struktur zjednoczonej Europy?
Europa scala się ekonomicznie, politycznie, militar-nie. Te kierunki są konieczne i słuszne. Europa jednak musi pamiętać o swej jedności kulturowej i swym dziedzictwie przez wieki wypracowanym, które stanowi o jej tożsamości.
Ciekawe zjawisko sygnalizował w czasie ubiegłorocznego sympozjum zorganizowanego przed synodem biskupów europejskich w Rzymie w dniach 11-14 stycznia 1999 kardynał Pauł Poupard. Mówił: “dziś największego niebezpieczeństwa nie przedstawiają nurty antyreligijne wewnątrz kultury, ale pokusa, by umieścić wszystkie dziedziny ludzkiej egzystencji poza chrześcijańską kompetencją” (// nuovo areopago, XVIII, 1-2/1999, 13). Obrona obecności chrześcijaństwa we współczesnej Europie jest ważną sprawą. Odczuwa się niestety wśród chrześcijan na Zachodzie pewien rodzaj kompleksu niższości wobec zalaicyzowanej Europy. I to staje się niekiedy argumentem w rękach eurosceptyków również w Polsce. Nie można powiedzieć, by w obronie tożsamości nie było wysiłków we współczesnej Europie. Są! I mają one duże znaczenie również ze względu na fakt globalizacji. To będzie się powiększać, bo taka jest konieczność, która jest wynikiem, czy rezultatem obserwowanego rozwoju. Ale globalizacja nie może zniszczyć bogactwa ani zachwiać tożsamości poszczególnych kontynentów. Nie można europeizować Azji, ani amerykanizować Europy. A jeśli się to dzieje, trzeba coś robić, by te procesy zahamować. Działania kulturowe przybierają różne formy. Ważną jest refleksja historyczna, z której płynące wnioski pozwalają nam lepiej dostrzec problem.
Fenomenem nazwałbym twórczość Normana Da-viesa. Gdyby Davies był Polakiem, można by łatwo go zrozumieć i szybciej przejść obok jego twórczości. Ale on jest obywatelem Zjednoczonego Królestwa, a to ma już nieco inne, bardziej obiektywne znaczenie. Takie książki jak Boże igrzysko. Serce Europy, czy Orzeł biały odnoszą się wprost do Polski. Mnie dziś bardziej interesuje jego najnowsza książka Europa – rozprawa historyka z historią (Kraków 1999). Spójrzmy na Polskę i jej miejsce, jej rolę właśnie oczyma Normana Daviesa. Ale razem z nim zacytujmy inną wypowiedź: “Kultura europejska nie jest narzędziem ani w służbie kapitalizmu, ani socjalizmu, nie jest wyłączną własnością ani eurokratów z EWG, ani nikogo innego. Być jej winnym posłuszeństwo, nie znaczy rościć sobie pretensje do wyższości nad innymi kulturami… Jedność kultury europejskiej jest po prostu produktem końcowym trwającego przez trzy tysiące lat trudu, podejmowanego przez naszych różniących się od siebie przodków. Jest to dziedzictwo, którego odrzucenie oznacza naszą zgubę i zbrodnią byłoby pozbawiać go ludzi młodszych od nas oraz przyszłe pokolenie. Naszym zadaniem jest raczej to dziedzictwo zachować i odnawiać” (H. Seton-Watson, N. Davies, Europa, Kraków 1999, s. 40). Nie ma powodów, by kłócić się, gdzie znajduje się serce Europy, choć niektórzy mówią, że trzeba je umieścić w punkcie, który jest geograficznym środkiem Europy, a ten znajduje się ponoć na przedmieściach Warszawy (Tamże, s. 38). To nie jest obojętne. Nie ulega wątpliwości, że aktualnie znajdujemy się w bardzo delikatnym momencie ruchów jednoczących Europę. Czy zakończą się one sukcesem, czy porażką? To zależy od nas wszystkich: od polityków z krajów Unii, od społeczeństw tychże krajów, od klimatu panującego w krajach kandydujących, od akcentu położonego na korzyściach czy stratach, od mądrze rozumianej i prezentowanej suwerenności i autonomii, a także obrony własnej tożsamości. Nam wszystkim potrzebna jest wyobraźnia i nie tylko dotycząca nas i tego pokolenia, ale dotycząca tych, którzy zbliżają się do tego by po nas jeszcze mądrzej i sprawiedliwiej wziąć w swoje własne ręce losy Polski i Europy. “Wcześniej czy później musi powstać jakiś nowy, przekonywujący obraz przyszłości Europy, który będzie mógł towarzyszyć nowym aspiracjom Europy na przyszłość” (Tamże, s. 74). Podzielam opinie N. Daviesa, że do zjednoczeniowego sukcesu przyczynią się historycy, którzy pomogą Europie stworzyć poczucie własnej wspólnoty. Pomogą zbudować duchowy dom dla tych milionów Europejczyków, których wielorakie tożsamości i wielorakie lojalności już dziś wykraczają poza istniejące granice.

Chciałbym na chwilę, zachęcony przez cytowanego autora powrócić do refleksji historycznej. Europa przeżywała różne trudne momenty. W tych trudnych momentach Polska wnosiła swoją myśl i czyn zbrojny w obronę zwartości politycznej i tożsamości naszego kontynentu. Za jedną z najbardziej istotnych uważam wypowiedź Pawła Włodkowica, dotyczącą wolności religijnej. Teza zaprezentowana przez rektora Akademii Krakowskiej na Soborze w Konstancji miała stać się fundamentem ewangelizacyjnej działalności Kościoła i jego przekonania, że prawda musi się stawać bliska mocą samej prawdy, a nie w wyniku fizycznego czy psychicznego nacisku, przymusu. Oto wkład polskiej myśli w kształtowanie się duchowego oblicza Europy. Nie o to chodzi, żebyśmy się chwalili, ale żeby ci, którzy dzisiejszą Europę stanowią dostrzegli tego typu wartości. Trudne czasy rozbicia chrześcijaństwa na Zachodzie powodowały ludzkie dramaty, które niekiedy łączyły się z naruszaniem fundamentalnych praw. Postawa króla polskiego, który odrzuca tezę cuius regio eius religio a ogłasza, iż nie będzie królem ludzkich sumień – to wielki wkład w duchowość europejskiej tożsamości. Historyk odnotuje, iż Polska w tym czasie mogła się poszczycić swoją rola zarówno przedmurza chrześcijaństwa przed zagrożeniem ze strony Tatarów i Turków, jak i największej w Europie przystani tolerancji religijnej (por. N. Davies, Europa s. 544).
Czy warto współczesnej Europie przypominać wydarzenia z XIII, czy XVII wieku i o obronie jej tożsamości, a w pewnym sensie i bytu politycznego podjętej przez Jana Sobieskiego pod Wiedniem? Czy warto przypominać rok 1920 i powstrzymanie okrutnej, w swojej pierwszej, wysokiej fali bolszewickiej rewolucji w czasie bitwy pod Warszawą? Dotknięta marksistowskimi hasłami Europa Zachodnia, która spotkałaby się z bolszewicką armią, mogłaby całkowicie zmienić kierunek swego rozwoju. O tym też się zapomina.
Tysiącletni Gdańsk miał w swych dziejach różne wydarzenia. Jego historia, jak powiedzieliśmy łączy się ze św. Wojciechem. Gdańsk miał okresy wspaniałe. Zasłużył na miano “perły w Koronie Rzeczypospolitej”. W najnowszej, dwudziestowiecznej historii stał się wielorakim symbolem. W wyniku traktatu Wersalskiego stał się po raz wtóry “Wolnym Miastem” i znalazł się poza organizmem Polski, z którą był związany przez wieki. Ta decyzja w roku 1919 stała się pretekstem do wybuch II wojny światowej właśnie w tym mieście. Tu jednak zrodziła się idea bezkrwawego odesłania do historii krwawego systemu totalitaryzmu komunistycznego. Zaistniał nowy ład europejski. Czy ma to odnotować tylko historia, czy też powinno to jakoś rzutować na miejsce Polski we współczesnej Europie? Czy tylko trzeba mówić o zburzeniu muru berlińskiego, czy też o innej przyczynie, która stała się podstawą tamtego wydarzenia. Europo, bądź prawdziwa w ocenie zjawiska!
Omawiając ten temat nie można nie sięgnąć po papieska myśl. dotyczącą jedności Europy i miejsca Polski we wspólnocie państw naszego kontynentu. A myśl ta przewija się w różnych wypowiedziach Jana Pawła II. Niedwuznacznie wynika ona z dokumentu opublikowanego w związku z 50. rocznicą wybuchu II wojny światowej, a zwłaszcza z wypowiedzi papieskich podczas jego wizyt apostolskich do naszej i jego własnej Ojczyzny. Już w czasie swej pierwszej pielgrzymki do Gniezna mówił Jan Paweł II o duchowej jedności chrześcijańskiej Europy, na którą składają się dwie wielkie tradycje: Zachodu i Wschodu. To był jeszcze rok 1979 i myśl o zjednoczeniu Europy pozostawała w sferze marzeń. Zupełnie inna sytuacja panowała 18 lat później, gdy Jan Paweł II przemawiał również w Gnieźnie i to w obecności prezydentów państw europejskich. Papież mówił: Zjazd Gnieźnieński otworzył dla Polski drogę ku jedności z cała rodziną państw europejskich. U progu drugiego tysiąclecia naród polski zyskał prawo, by na równi z innymi narodami włączyć się w proces tworzenia nowego oblicza Europy. Nowa Europa ma być złączona więzami solidarności”. Papież jest realistą i dlatego powiedział w Gnieźnie w roku 1997, iż “do prawdziwego zjednoczenia kontynentu europejskiego droga jest jeszcze daleka”. Ale pewnie ten człowiek, który przyspiesza myśli ludzkie mówiąc “droga daleka”, wcale nie wykraczał poza 3 czy 4 lata. Jestem o tym przekonany. Ale dodaje: “Nie będzie jedności Europy, dopóki nie będzie ona wspólnotą ducha… A obecny brak jej duchowej jedności wynika głównie z kryzysu jej chrześcijańskiej tożsamości”.
Jednocząca się Europa nie lekceważy – i słusznie -praw ekonomicznych, uwarunkowań gospodarczych, w tym również problemów rolniczych. Ale jeśli tylko one zdecydują lub nie, o jedności kontynentu – to Europa nie skorzysta z tej wyjątkowej okazji jaką jest nasz czas. Czy budować swą jedność, tak polityczną jak kulturalną i gospodarczą, na silniejszych fundamentach, o których mówimy, że są chrześcijańskie? Papież mówi:
“bez Chrystusa nie można budować trwałej jedności. Nie można tego robić, odcinając się od tych korzeni, z których wyrosły narody i kultury Europy i od wielkiego bogactwa minionych wieków”. Można by zapytać, czy polityczna i gospodarcza jedność Europy będzie sprzyjać jedności ducha? Chrześcijanie o ksenofobicznym nastawieniu bronią się przed wejściem Polski w struktury europejskie. Mówią o tym publicznie, powołując się na chrześcijańskie korzenie, a nawet na
Ewangelię. Ale to nie jest autentyczny duch chrześcijański. Chrystus mówi: “Idąc na cały świat nauczajcie wszystkie narody” (Mt 28,19), nie tylko słowami, nauczajcie postawą w dziedzinie etycznej również. Najbardziej jednoznaczna jest wypowiedź Ojca Świętego w polskim parlamencie z ubiegłego roku. Ojciec Święty wprost mówi: “Zamiast oczekiwanej wspólnoty ducha dostrzegamy nowe podziały i konflikty. Sytuacja ta niesie dla polityków, dla ludzi nauki i kultury i dla wszystkich chrześcijan pilną potrzebę działań służących integracji Europy” (l l.VL1999). Nie ma żadnych wątpliwości co do stosunku Ojca Świętego do sprawy integracji europejskiej. Jest rzeczą oczywistą, że papież mówi o wkładzie Kościoła w integrację europejską w określonym wymiarze. Mówi o Kościele, który:
“wniósł w europejską kulturę jednolity zbiór wartości”. To skłania papieża do tego, by popierając integrację, przestrzegać przed redukowaniem zjednoczenia Europy wyłącznie do aspektów ekonomicznych i politycznych. A nade wszystko Jan Paweł II przestrzega przed bezkrytycznym stosunkiem do konsumpcyjnego modelu życia. Trzeba powiedzieć, że papież myśli o wielkiej Europejskiej Wspólnocie Ducha. Czy przy takim stanowisku papieża, dotyczącym zjednoczonej Europy, jest możliwe, by mieć zastrzeżenia do działań idących w tym kierunku? Nie jest to rezygnacja z pozycji partnerskiej, nie jest to rezygnacja z własnej tożsamości. Jest to natomiast historyczna chwila, dotycząca tak Europy, jak również państw i narodów, które poważnie myślą o swojej przyszłości. Jest to również pewne wyzwanie dl? Kościoła, który jest w Polsce. Izolacja narzucona sytuacją polityczną, nigdy nie była w pełni szczelna. Ks. Prymas wspominał przed chwilą o tym, że Polska ma wielką szansę, bo nigdy nie została skolektywizowana, jak to się działo w innych krajach, ale też można powiedzieć, że Polski nigdy nie udało się odciąć od Europy, również w najbardziej drastycznym okresie. Dlatego powrót Polski do pełnej jedności europejskiej, jest w pewnym sensie procesem ciągłym. To pozwalało w Polsce na żywy kontakt kulturowy z Europą. Coraz bardziej ożywiające się kontakty z Komisją Episkopatów Krajów wchodzących w skład Unii (COMECE) pozwoli Kościołowi w Polsce na działania przygotowawcze do zadań, które staną przed nami po wejściu Polski do Wspólnoty Europejskiej.
W naszej refleksji często sięgaliśmy do źródeł historycznych. Sięgnijmy raz jeszcze. Tym razem spójrzmy jakie były tendencje po zakończeniu II wojny światowej. Najpierw jak wyglądała ówczesna Europa?
Winston Churchii miał ostre sformułowania. Oto jedno z nich z roku 1945: “Czym jest Europa? Kupą gruzu, kostnicą, wylęgarnią zarazy i nienawiści”. Trzy lata później ten sam polityk oświadczył: “Musimy głosić misję takiej zjednoczonej Europy, której moralne fundamenty zdobędą sobie szacunek i wdzięczność ludzkości i której siła fizyczna będzie tak potężna, że nikt nie odważy się zakłócić jej spokojnego władania. …Mam nadzieję ujrzeć taką Europę, w której mieszkańcy i mieszkanki każdego kraju uwierzą, że «być Europejczykiem» znaczy tyle, co należeć do ich własnej ojczyzny, a w każdym zakątku tej rozległej krainy będą czuć, że są naprawdę u siebie w domu”.
Ale… “Fiat Europa” nie przychodziło łatwo. Byli jednak ludzie (“ojcowie założyciele”) i była wola pokonywania trudności. Rok 1945 był rokiem klęski jednego totalitaryzmu. Pragnienie zjednoczenia Europy nie dotyczyło tylko państw zachodnich. Ale jeśli zaistniała Jałta musiało się ono ograniczyć do Zachodu. Od roku 1989 upłynęło 11 lat. A przecież można powiedzieć, że rok 1989 był – tym razem bez dramatu wojny – upadkiem drugiego totalitaryzmu, równie krwawego. Dlaczego takie opóźnienia? Myślę, że to pokolenie zbyt mocno przelicza, a za mało myśli o wartości nadrzędnej, jaką jest zjednoczona Europa. Wiek XXI być może przesunie punkt ciężkości z basenu Morza Śródziemnego na Pacyfik, ale wówczas Europa tym bardziej musi być zjednoczona i nie tylko politycznie, ekonomicznie czy militarne. Europa musi mieć swoją duszę i w takiej Europie powinna być i chce być Polska. Jeszcze raz powrócę do Gdańska, tym razem z Janem Pawłem II, który mówił w roku ubiegłym: “Wyrażam radość, że obecne pielgrzymowanie rozpoczyna się w Gdańsku, w mieście, które weszło na zawsze w dzieje Polski, Europy, chyba także i świata. Tutaj bowiem w sposób szczególny dał się słyszeć głos sumień wołających o poszanowanie godności człowieka, zwłaszcza człowieka pracy, głos wołający o wolność, o sprawiedliwość i międzyludzką solidarność. To wołanie obudzonych sumień zabrzmiało tak potężnie, iż otworzyło przestrzeń upragnionej wolności, która stała się i pozostaje nadal dla nas wielkim zadaniem i wyzwaniem na dzisiaj i na jutro” (5.06.1999). To jest nie tylko wezwanie, które stoi przed Polską, ale i przed Europą, pod warunkiem, że ta się zjednoczy i to zjednoczy wokół nie tylko spraw ekonomicznych, ale nade wszystko wokół spraw duchowych, co pozwoli przeciwstawić się nie tylko zagrożeniom politycznym, ale i zagrożeniom w dziedzinie idei, a także tożsamości kontynentu europejskiego.

Wersja do druku
Nasza strona internetowa używa plików cookies (tzw. ciasteczka) w celach statystycznych, reklamowych oraz funkcjonalnych. Możesz określić warunki przechowywania cookies na Twoim urządzeniu za pomocą ustawień przeglądarki internetowej.
Administratorem danych osobowych użytkowników Serwisu jest Katolicka Agencja Informacyjna sp. z o.o. z siedzibą w Warszawie (KAI). Dane osobowe przetwarzamy m.in. w celu wykonania umowy pomiędzy KAI a użytkownikiem Serwisu, wypełnienia obowiązków prawnych ciążących na Administratorze, a także w celach kontaktowych i marketingowych. Masz prawo dostępu do treści swoich danych, ich sprostowania, usunięcia lub ograniczenia przetwarzania, wniesienia sprzeciwu, a także prawo do przenoszenia danych. Szczegóły w naszej Polityce prywatności.