Drukuj Powrót do artykułu

Abp Jan Martyniak: wszyscy jesteśmy wybrani

07 lipca 2019 | 15:07 | Paweł Bugira | Przemyśl Ⓒ Ⓟ

Sample Fot. LUKASZ SOLSKI/East News

U mnie nie ma podziału na ludzi lepszych i gorszych, wybranych i niewybranych. Wszyscy jesteśmy wybrani – mówi w wywiadzie udzielonym KAI abp senior Jan Martyniak. Emerytowany metropolita przemysko-warszawski Kościoła greckokatolickiego 7 lipca w soborze greckokatolickim w Przemyślu świętuje trzy jubileusze: 80. urodziny, 55-lecie kapłaństwa i 30-lecie biskupstwa.

KAI: Co Ekscelencja czuje wobec trzech jubileuszy, które w tym roku przeżywa: 80. rocznicy urodzin, 55-lecia kapłaństwa i 30-lecia biskupstwa?

Abp Jan Martyniak: Ojciec Święty Jan Paweł II w liście „Tertio Millennio Adveniente” pisał, że jubileusze trzeba świętować. Wszystkie, nawet te małe, po pięciu latach, a nawet po roku, bo to też jest jakiś jubileusz. Jubileusz to czas łaski Bożej. Tak było w Starym Testamencie i tak jest w Nowym. To jest wspomnienie o Bożej łasce, o Bożym miłosierdziu i podziękowanie ludziom, którzy w tym wszystkim biorą udział. Biskup, czy kapłan bez ludzi nic nie zrobi. Dzisiaj trzeba iść do wspólnot, trzeba do ludzi wychodzić.

To czas podziękowania Panu Bogu, czas radości, czas refleksji, czas zastanowienia się, że trzeba będzie stanąć przed Bogiem i zdać lepszy rachunek z tego, co się zrobiło – bez upiększania.

KAI: Jak Ekscelencja widzi Kościół i diecezję z perspektywy biskupa seniora?

– Widzę to, do czego dążyliśmy: dokumenty państwowe uznające równe prawa grekokatolików tak jak Kościoła łacińskiego, utworzona metropolia, dwie diecezje, rozbudowane duszpasterstwo, nowe cerkwie, zapewniony skromny byt naszych duchownych. Przez cały czas ich obserwuję i oni się nigdy nie skarżyli. Nie spotkałem u swoich księży, żeby mieli jakieś pretensje materialne. Dosłownie nigdy. Przecież Łemkowszczyzna to jest teren bardzo biedny. Północ tak samo. A ci księża pracują bardzo cierpliwie, niektórzy są żonaci, mają rodziny i jakoś dają radę. Ja ich podziwiam.

Mamy też uregulowaną sprawę co do ziemi i cerkwi. Zawarliśmy porozumienie z Kościołem prawosławnym. Odzyskaliśmy sanktuarium na górze Jawor z cudowną ikoną Matki Bożej. Metropolita Eugeniusz zezwolił na korzystanie z niego prawosławnym, nie stwarzamy żadnych trudności. Mamy seminarium razem z archidiecezją lubelską. Rektor jest obrządku łacińskiego, wicerektor – greckokatolickiego. Powołań mamy na nasze potrzeby sporo, w dużej mierze są to Ukraińcy, których rodzice od lat tutaj pracują.

Ordynariusz jest młody, dużo jeździ po Polsce, otworzył nowe ośrodki duszpasterskie. Tysiące ludzi przyjeżdża z Ukrainy, ale głównie wschodniej. To dobrzy ludzie, jednak z Kościołem mieli niewiele do czynienia. Na Wielkanoc, Boże Narodzenie jest ich więcej, ale w niedziele słabo. Szkoły przyjmują ukraińską młodzież, nie robią różnic, ale religia często schodzi dla tych uczniów na dalszy plan. Młodzi nie chodzą ani do prawosławnych, ani do nas. W tym przypadku trzeba wielkiej pracy w parafiach na Ukrainie, aby wiedzieli, że tutaj też mogą liczyć na nasza pomoc duszpasterską.

Trzeba przyznać, że biskupi łacińscy otwierają kościoły dla naszych wiernych. Nie sprzeciwiają się, a nawet oferują, by ludzie mogli się modlić.

KAI: Gdy rozmawialiśmy w 2015 roku, kiedy następowała zmiana na urzędzie metropolity przemysko-warszawskiego, Ksiądz Arcybiskup uznał, że największym wyzwaniem jest kompleks przyznawania się ludzi do Cerkwi oraz napływ imigrantów z Ukrainy, którym trzeba zapewnić opiekę duszpasterską. Jak Ksiądz Arcybiskup widzi te problemy dzisiaj?

– Opieka duszpasterska jest zapewniona. Zarówno w diecezji wrocławsko-gdańskiej, jak i w przemysko-warszawskiej pracują księża, którzy przyjechali z Ukrainy. Są jednak pewne kręgi, które Ukraińców nie tyle dyskryminują, ale traktują – delikatnie mówiąc – z dystansem. A w jednorodnej masie, obcy zawsze czuje się trochę zagubiony. Uważam, że społeczeństwo polskie dojrzało do tego, żeby do tych ludzi wychodzić. Nie można ciągle żyć historią, nienawiścią. Dziwię się, że tak często wspomina się o Ojcu Świętym, a zapomina o tym, że on zawsze mówił: „Zasypujcie rowy nienawiści”. To są jego autentyczne słowa, które powiedział tu w Przemyślu i na Ukrainie. Jeśli ciągle się będzie żyło wspominaniem, to się nic nie naprawi. Niestety bardzo wybiórczo wybiera się to, co mówił papież.

KAI: Problem przyznawania się wiernych do Cerkwi jest ciągle aktualny?

– Tak, szczególnie u młodych. Zostawiają dom rodzinny, wyjeżdżają i często zatracają siebie, swoją religię, wiarę i narodowość. Czasem i tu na miejscu wolą się ukrywać, nie przyznawać. Nie jest to dobre, bo swego nie można się wstydzić. Każda narodowość jest darem Pana Boga. Tak Bóg stworzył świat, że mamy się szanować.

KAI: Ekscelencji przyszło budować struktury Kościoła greckokatolickiego w Polsce od lat 80. To były trudniejsze zadania, niż te, które stoją przed dzisiejszym Kościołem, kiedy wszystko jest już formalnie ułożone, czy są one po prostu inne?

– To nie jest trudniejsza rzeczywistość, ale na pewno inna. Jeśli chrześcijaństwo będzie polityczne, narodowe, to nie będzie Chrystusowe. Chrześcijaństwo musi być uniwersalne. Bóg jest Ojcem wszystkich ludzi i Chrystus umarł za wszystkich ludzi.

KAI: Jeszcze długo przed biskupstwem, w 1974 roku ksiądz Jan Martyniak chciał wyjechać na misje do Argentyny.

– Władze komunistyczne przez 10 lat nie dawały mi pozwolenia na wyjazd na studia do Rzymu. W rezultacie wysłali mnie do Warszawy na Akademię Teologii Katolickiej. Tam poznałem księdza z Argentyny, który mówił, że potrzebuje księdza, który umie odprawiać liturgię w obrządku łacińskim i wschodnim. Pomyślałem, że jestem młody, studia skończyłem. Co ciekawe, paszport dostałem od razu.

W tym czasie zmarł ksiądz Włodzimierz Hajdukiewicz z Legnicy (duszpasterz greckokatolicki – przyp. KAI) i do biskupa Wilhelma Pluty przyjechał ksiądz Teodor Majkowicz z prośbą, żebym objął duszpasterstwo. Tak poszedłem do Legnicy i zostałem.

KAI: Nigdy później tęsknota za wyjazdem na misje się już nie zrodziła?

– Tak. Zawsze się śmiałem, że jestem „Jan bez ziemi”. Nie byłem przywiązany do miejsca, bo traktuję chrześcijaństwo uniwersalnie. U mnie nie ma podziału na ludzi lepszych i gorszych, wybranych i niewybranych. Wszyscy jesteśmy wybrani. I Polacy, i Ukraińcy, i Litwini, i Argentyńczycy.

KAI: Co dzisiaj budzi największą satysfakcję Księdza Arcybiskupa?

– To, że jest zorganizowany Kościół jako metropolia z parafiami i wszystkimi prawami. Niepokój budzi to, że nie mamy w Warszawie kawałka ziemi, żeby postawić chociaż kaplicę. Korzystamy z kościołów łacińskich, które użyczają nam proboszczowie łacińscy, za co jesteśmy im wdzięczni. Mamy własną cerkiew ojców bazylianów, ale potrzeby są dużo większe i kolejna własna świątynia jest potrzebna.

***

Abp Jan Martyniak urodził się 20 czerwca 1939 r. we wsi Spas koło Starego Sambora (obecnie Ukraina). Święcenia kapłańskie przyjął 29 czerwca 1964 r. we Wrocławiu. Biskupem mianował go Jan Paweł II w 1989 r. W 1991 r. został pierwszym ordynariuszem odradzającej się diecezji przemyskiej obrządku bizantyjskiego, która obejmowała wówczas całą Polskę. W 2015 r. przeszedł na emeryturę.

Wersja do druku

Nasza strona internetowa używa plików cookies (tzw. ciasteczka) w celach statystycznych, reklamowych oraz funkcjonalnych. Możesz określić warunki przechowywania cookies na Twoim urządzeniu za pomocą ustawień przeglądarki internetowej.
Administratorem danych osobowych użytkowników Serwisu jest Katolicka Agencja Informacyjna sp. z o.o. z siedzibą w Warszawie (KAI). Dane osobowe przetwarzamy m.in. w celu wykonania umowy pomiędzy KAI a użytkownikiem Serwisu, wypełnienia obowiązków prawnych ciążących na Administratorze, a także w celach kontaktowych i marketingowych. Masz prawo dostępu do treści swoich danych, ich sprostowania, usunięcia lub ograniczenia przetwarzania, wniesienia sprzeciwu, a także prawo do przenoszenia danych. Szczegóły w naszej Polityce prywatności.