Drukuj Powrót do artykułu

Abp Sławoj Leszek Głodź – jaki jest naprawdę?

05 kwietnia 2013 | 15:58 | Grzegorz Polak, rs, mp / br Ⓒ Ⓟ

Jedna z najsilniejszych, a zarazem barwnych osobowości w polskim Episkopacie. Jako pasterz diecezji jest znakomitym organizatorem, potrafi dogadać się ze wszystkimi, także z tymi, którzy uważają go za swego wroga. Ceni tradycje patriotyczne i pielęgnuje je na co dzień.

Uwielbia porządek i bezwzględnie wymaga go od podwładnych. Nadzwyczaj gościnny, zawsze jest duszą towarzystwa. Postać nietuzinkowa, wdzięczny temat dla przyszłych biografów. Posiada wielkie zasługi dla Kościoła i społeczeństwa. Taki jest arcybiskup Sławoj Leszek Głodź, metropolita gdański, przedtem biskup warszawsko-praski, a jeszcze wcześniej pierwszy po wojnie biskup polowy Wojska Polskiego.

Na wyjałowionej ziemi

Wojsko Polskie w czasach PRL-u było jednym z najbardziej indoktrynowanych ideologicznie środowisk. Sławoj Leszek Głódź, który przyszedł do wojska w 1991 r. jako pierwszy biskup polowy od czasów II Rzeczpospolitej, zaczynał do zera. W okresie PRL-u działał wprawdzie Generalny Dziekanat WP, ale była to czysta fikcja. Władze państwowe same mianowały kapelanów wojskowych bez pytania się o zgodę biskupów, często powołując na te stanowiska kapłanów zasuspendowanych, albo takich, którzy byli w konflikcie z hierarchią. Ostatni generalny dziekan WP ks. płk Florian Klewiado jeszcze po wyborach w czerwcu 1989 r. bronił sojuszy ze Związkiem Radzieckim. Pan Bóg nie miał w czasach PRL-u wstępu do koszar. Nawet gorzej – oficerowie za ochrzczenie dziecka, albo ślub kościelny wylatywali z wojska. Kapelani wojskowi byli zupełnie bezużyteczni, a jedyną pożyteczną rzeczą jaką robili, była fundowanie książeczek oszczędnościowych sierotom.

Na taką pustynię duchową przyszedł z rzymskiej Kongregacji ds. Kościołów Wschodnich energiczny biskup Sławoj Leszek Głodź, który za swoją dewizę pasterską obrał słowa „Milito pro Christo” (walczę dla Chrystusa). Praktycznie w ciągu kilku lat zorganizował struktury ordynariatu polowego w Wojsku Polskim. Żeby tego dokonać, musiał umieć rozmawiać także z dawnymi towarzyszami, odpowiedzialnymi za indoktrynację polskiej armii i przekonać ich, że idą nowe czasy. Jednocześnie musiał uspokajać, że nie będzie nowej indoktrynacji: że starych politruków zastąpią nowi – w koloratkach. „Nikt na jego miejscu tak by się nie odnalazł. Przekonywanie do obecności Chrystusa w wojsku nie było łatwe. Nie wszyscy tego chcieli” – wspomina ks. płk Robert Mokrzycki, proboszcz katedry polowej w Warszawie.

Jego zdaniem stworzenie ordynariatu od podstaw było działaniem opatrznościowym, o wymiarze historycznym. „Bp Głódź często powtarzał w kazaniach, że po wielu latach dla Kościoła otwierane są bramy koszar. On pukał do tych bram, aby się otworzyły dla kapelanów głoszących Dobrą Nowinę. Zastał jałową ziemię, ale za jego czasów ordynariat stał się kwitnącą łąką Chrystusowej wiary” – mówi obrazowo ks. płk Mokrzycki.

Świadectwem przemian było historyczne spotkanie Wojska Polskiego z Janem Pawłem II w czerwcu 1991 r. w Koszalinie, kiedy z żołnierskich piersi popłynęły potężne „Boże, coś Polskę” oraz „Błękitne rozwińmy sztandary”. Pierwszy po pół wieku biskup polowy w Polsce Sławoj Leszek Głódź mówił z satysfakcją w obecności papieża: „Następuje powrót do źródeł Bożej wiary i przenikniętych chrześcijańskim duchem polskich tradycji wojskowych”.

„Pamiętam – wspomina Andrzej Drzycimski, rzecznik prezydenta Lecha Wałęsy – jak w kaplicy belwederskiej bp Głodź otrzymywał z rąk prezydenta nominację generalską. Mówił, że się ogromnie cieszy, informował, że zaraz ma samolot do Rzymu i jak doleci od razu zamelduje Ojcu Świętemu, że mamy już w Polsce ordynariat”.

Rozmach młodego biskupa był imponujący. Dbał nie tylko o struktury, ale o jakość kadry duszpasterskiej. Kapelani nie byli brani „ z łapanki”, lecz starannie selekcjonowani i przechodzili szkolenia. Jeżeli któryś z księży miał być kapelanem brygady spadochronowej, to sam musiał umieć skakać ze spadochronem. Bp Głodź sam często brał udział w tych szkoleniach. To budowało autorytet.

„To była imponująca praca. To wyrastało na wyjałowionej ziemi” – zauważa dr Drzycimski.
Na aktywności biskupa polowego skorzystały także inne Kościoły, tworząc swoje struktury. Wkrótce powstały prawosławne i ewangelickie duszpasterstwa wojskowe. Z ich zwierzchnikami bp Głodź świetnie się rozumiał, tak że prawosławny abp Miron, z którym biskup polowy gościł w grudniu 2002 r. w Rosji na zaproszenie ministra obrony Siergieja Iwanowa, na konferencji prasowej w Moskwie zaświadczył, że w Wojsku Polskim współpraca ekumeniczna między ordynariatami jest wzorowa.

„On szedł jak walec, ale miał szacunek dla ludzi o innych poglądach i był nastawiony na dialog” – twierdzi jeden ze współpracowników biskupa polowego.

Tworząc ordynariat polowy bp Głodź skończył ze schizofrenią w wojsku i przywrócił stan normalności: żołnierze i kadra oficerska, pochodzący z katolickich rodzin mogli korzystać z opieki duszpasterskiej. Rola kapelanów z każdym rokiem rosła. Ich obecność w wojsku potrafili docenić nawet oficerowie o poglądach lewicowych, choć laickie media już wtedy atakowały dynamicznego biskupa.

„To było budowanie od podstaw zaplecza duchowego dla Wojska Polskiego. To nie było sztuczne, to wynikało z naturalnych potrzeb społecznych” – twierdzi dr Drzycimski.

„Umiał rozmawiać ze wszystkimi. Ale ponosił też ofiary, co musiało go kosztować sporo zdrowia. Już wtedy zaczęły się pojawiać ataki medialne na jego osobę” – przypomina ks. płk Mokrzycki.

Biskup polowy troszczył się o żołnierzy polskich pełniących służbę za granicą. Często wyjeżdżał z misją duszpasterską do naszych żołnierzy na misjach pokojowych w Afganistanie, Kosowie, Bośni i Hercegowinie, w Libanie, na Wzgórzach Golan i Iraku.
Był też inicjatorem pielgrzymek żołnierzy polskich do sanktuarium maryjnego w Lourdes.

Dobroczyńca i strażnik pamięci

Z podróży do Iraku w 2003 r. wrócił wstrząśnięty sytuacją ludności cywilnej, pozbawionej podstawowej opieki medycznej. Wezwał ówczesnego dyrektora Caritas Ordynariatu Polowego, ks. Roberta Mokrzyckiego, i polecił mu zorganizowanie akcji pomocy.Tak powstał projekt działań charytatywnych obejmujący region Babilu, Karbali i Weritu. Jego realizacja była możliwa dzięki temu, że Caritas wojskowa włączyła się aktywnie w ogólnopolską akcję zbiórki pieniędzy na rzecz ofiar wojen. „Do Iraku jeździłem kilkanaście razy. Nasza Caritas z inicjatywy bp. Głódzia realizowała tam różne projekty. W Al-kut wybudowaliśmy dobrze wyposażoną przychodnię lekarską, z gabinetami specjalistycznymi” – wspomina ks. płk Mokrzycki.

Caritas ordynariatu polowego funkcjonowała znakomicie i niosła pomoc ofiarom wojen i klęsk żywiołowych także w innych miejscach świata. Nie bez znaczenia był fakt, że bp Głodź nakazał księżom kapelanom, aby część swoich dochodów miesięcznych przekazywali na jej funkcjonowanie. „Warto podkreślić, że Caritas Ordynariatu Wojska Polskiego była pierwszą tego typu organizacją na świecie, funkcjonującą w armii” – dodaje ks. Mokrzycki.

Biskup polowy bardzo dbał o historyczną pamięć. Walczył o miejsce dla Polaków wymazanych z kart historii. W tym zakresie znakomicie współpracował z Andrzejem Przewoźnikiem, sekretarzem generalnym Rady Ochrony Pamięci Walk i Męczeństwa. Często przewodniczył uroczystościom upamiętniających Polaków zamordowanych na „nieludzkiej ziemi”- w Miednoje, Charkowie i Katyniu.

W katedrze polowej urządził kaplicę katyńską i patronował sprowadzeniu do Polski prochów wybitnych Polaków, którzy zmarli na emigracji, takich jak płk Ryszard Kukliński czy biskup legionów Władysław Bandurski, złotousty kaznodzieja W tym drugim przypadku biskup polowy WP zaangażował się nad wyraz osobiście, nie mogąc przeboleć, że miejsce pochówku bp. Bandurskiego, w katedrze wileńskiej zostało sprofanowane. Jego kryptę ukryto i zamurowano, a nad grobem w czasach sowieckich urządzono wychodek. Pęknięta rura spowodowała, że fekalia spływały do wnęki, w której znajdowała się trumna. Podczas odwiedzin katedry wileńskiej w 1996 r. bp Głódź postanowił zmienić ten stan rzeczy. Wystarał się o ekshumację i przewiezienie trumny ze szczątkami kapelana legionów do Polski. Złożono ją uroczyście w katedrze polowej w Warszawie.

Dzięki bp. Głódziowi katedra polowa bardzo zmieniła wygląd. „Legła w gruzach, zmartwychwstała, a przyszło mi w udziale ją jeszcze upiększyć” – powiedział abp Głódź otrzymując medal za zasługi dla kultury z rąk ministra Waldemara Dąbrowskiego. Był też pomysłodawcą urządzonego w sposób profesjonalny Muzeum Ordynariatu Polowego WP, działającego od 9 grudnia 2010 r. jako Oddział Muzeum Historycznego m.st. Warszawy. W Muzeum mieszczącym się w podziemiach katedry polowej można zapoznać się z historią duszpasterstwa wojskowego, począwszy od chrztu Polski, aż do czasów współczesnych.

Zwiedzający mogą obejrzeć multimedialne prezentacje przybliżające dzieje katedry oraz losy kapelanów. Szczególnie cennymi eksponatami są wyroby rzemiosła artystycznego pochodzące z połowy XVII stulecia, ołtarze polowe, mundury, paramenty liturgiczne wykorzystywane przez duszpasterzy wojskowych oraz dokumenty i fotografie.

W zbiorach Muzeum znajduje się pastorał pierwszego ordynariusza polowego, Stanisława Galla, ufundowany w 1918 r. przez duchowieństwo wojskowe oraz infuła i rękawiczki pontyfikalne biskupa Józefa Gawliny. W podziemiach katedry jest również sala poświęcona kapelanom, którzy zginęli 10 kwietnia 2010 r., w katastrofie lotniczej pod Smoleńskiem.

Jako biskup polowy Sławoj Leszek Głódź przeżył wiele rządów o różnej proweniencji politycznej. Nie przeszkadzało mu to budować ordynariat na najwyższym poziomie. Polski ordynariat wojskowy w strukturach NATO był podawany jako wzorowy.

Zawsze uważano go za człowieka dialogu, który szanował poglądy innych. „W różnych układach politycznych zdołał sobie zjednać sympatię i przychylność do swoich działań. Odbywały się u niego spotkania polityków i wojskowych różnych orientacji: przychodzili ludzie z prawa i z lewa, dawno nawróceni i dopiero co nawróceni, rozmawiali o przyszłości wojska, ordynariatu. To tworzyło dobrą atmosferę dla obecności Kościoła w wojsku” – mówi Drzycimski.

Dawne sympatie, szacunek i przyjaźnie przetrwały do czasów, kiedy abp Głódź już dawno odszedł z wojska. Świadectwem tego może być jego piękna homilia wygłoszona na pogrzebie wywodzącego się z SLD byłego ministra obrony Jerzego Szmajdzińskiego, który zginął 10 kwietnia 2010 r. w katastrofie samolotu prezydenckiego. Swoimi słowami abp Głódź pokrzepił rodzinę i przyjaciół zmarłego.

Dowcipem, bezpośredniością budził sympatię, potrafił „rozbroić”. Znana jest anegdota o tym, jak abp Głódź podtrzymał lewicową wiceminister obrony Danutę Waniek, która się potknęła. „Jednak Kościół się na coś przydaje” – miał powiedzieć Ksiądz Arcybiskup. Zawsze lubił ludzi i cieszył się, kiedy mógł im sprawić radość. Podczas jednej z pielgrzymek zarwał noc, aby napisać ponad sto kartek z pozdrowieniami do znajomych.

Patriotyczne kazania

W homiliach wygłaszanych w czasie Mszy św. odprawianych z okazji świąt narodowych: 3 maja, 15 sierpnia i 11 listopada, nieraz bardzo surowo oceniał negatywne zjawiska w życiu społecznym i politycznym.

Ubolewał, na przykład, że choć minęło już tyle od odzyskania przez Polskę wolności, która kosztowała nas tak wiele, „czasem odnosimy wrażenie, że w ciągu tych lat pomieszały się w niej języki, racje, poglądy, twarze, normy i wartości, tak, że nasza Polska przypomina biblijną wieżę Babel”. „Mówimy: państwo prawa, a dotyka nas bezprawie, nie tylko na wielkomiejskiej ulicy, ale i w strukturach państwa. Mówimy: ojczyzna, a regionalizmy stawiamy ponad rację państwa; mówimy: solidarność, a gdzie Pawłowe słowa «jedni drugich brzemiona noście»? Kto zatrzyma budowę polskiej wieży Babel? Kto uspokoi chaos? Kto wprowadzi wewnętrzny ład? Kto przywróci jedność narodu?” – stawiał dramatyczne pytania.

Przekonywał, że siła państwa tkwi w sile jego obywateli. Mało aktywni obywatele to słabe państwo, a słabość tę deklaracje i hasła tylko przykrywają. „Widzieliśmy szanse rozwoju naszej Ojczyzny w rozwijaniu modelu społeczeństwa obywatelskiego. Wydawało nam się, że te piękne cechy, które uzewnętrzniły się w czasach politycznego zniewolenia – społeczna solidarność, altruizm, myślenie kategoriami wspólnoty – będą dalej twórczo rozwijane i umacniane w wolnej Polsce. Tymczasem jest inaczej i w wielu miejscach naszego życia społecznego trwa chocholi taniec duchowo zawiedzionych, duchowo martwych ludzi” – mówił biskup polowy.

Ważnym wątkiem patriotycznych kazań biskupa polowego były wyzwania jakie niesie wejście Polski do Unii Europejskiej. Przyznawał, że Europa, do której wchodzimy, pełna jest duchowych zagrożeń, wśród których wymieniał m.in. postępującą obojętność religijną, zsekularyzowany humanizm, często agresywny ateizm, subiektywny indywidualizm, etyczny relatywizm i pogłębiający się materializm, a także zjawisko rozpadu pamięci historycznej. Jego zdaniem Europa przeżywa „dramat społeczeństw, które straciły więź z religijną osnową życia”. Wyrazem tego zjawiska jest brak odniesienia do Boga i chrześcijaństwa w traktacie konstytucyjnym Unii Europejskiej. W tej sytuacji wielu mieszkańców Europy oczekuje od Polaków, że przypomną wartości jakie niesie nasza wiara. „Może właśnie przed nami, Polakami, postawiła Boża Opatrzność zadanie, aby dopomóc ludziom Europy odkryć na nowo korzenie ich tożsamości?” – zastanawiał się abp Głódź.

Kiedy w 2004 r. abp Głódź odchodził z wojska, zostawił swojemu następcy, bp. Tadeuszowi Płoskiemu ordynariat znakomicie zorganizowany na wszystkich poziomach aktywności.

Mimo, że już od dziewięciu lat abp Głodź nie jest biskupem polowym, nadal cechuje go troska o los Ordynariatu. A kiedy podczas rządów obecnej koalicji stan osobowy diecezji polowej zaczął być ograniczany, wypowiedział się na ten temat dosadnie: „Trzeba pamiętać o tym, że stosunki między państwem a Kościołem mierzone są relacją do ordynariatu polowego. To jest papierek lakmusowy, zasada, która się sprawdza w różnych krajach: ilekroć jest atak na ordynariat polowy pod pozorem budżetu, redukcji etatów itd., tylekroć jest duszpasterstwo wojskowe upokarzane a jednocześnie upokarzany jest Kościół. Tego doświadczamy dzisiaj w Polsce”.

Odnowiona Praga

17 lipca 2004 r. jako biskup polowy został podniesiony przez Jana Pawła II do godności arcybiskupa „ad personam”. 26 sierpnia tego roku abp Głódź został mianowany przez papieża biskupem diecezji warszawski-praskiej. Jego rządy od samego początku charakteryzował duży wysiłek organizacyjny.

Jako biskup warszawsko-praski starał się bardziej zintegrować Pragę z Warszawą. Była to bowiem najbardziej zapuszczona dzielnica stolicy, pozbawiona niemal jakichkolwiek instytucji kultury. Nowy biskup powołał więc duszpasterstwo środowisk twórczych i sportu. Przystosował do tego rodzaju potrzeb podziemia bazyliki katedralnej. Zainicjował koncerty w upiększonej z jego inicjatywy katedrze św. Floriana oraz Praskie Drogi Krzyżowe. Pozytywnym echem odbił się list do niewierzących abp. Głódzia pt. “Pokój ludziom dobrej woli” wystosowany przed świętami Bożego Narodzenia w 2006 r.

Przyczynił się do beatyfikacji ks. Ignacego Kłopotowskiego, założyciela sióstr loretanek. Założył także katolicki tygodnik „Idziemy”, jeden z najprężniejszych periodyków katolickich, który od 1 marca tego roku posiada swoją mutację także w archidiecezji łódzkiej. Pozostawił na Pradze dwa pomniki – ks. Ignacego Skorupki przed katedrą warszawsko-praską i grających muzykantów przy ul. Floriańskiej.

„Bez wątpienia wpisał się w tworzenie bazy materialnej nowej diecezji. Pozostawił jednak po sobie nie tylko dwa pomniki i nową siedzibę kurii diecezjalnej, ale także wycisnął swoje piętno na duszpasterstwie” – twierdzi biskup pomocniczy warszawsko-praski Marek Solarczyk, którego abp Głódź był współkonsekratorem. W swoim nauczaniu ówczesny biskup warszawsko-praski podkreślał bardzo mocno tożsamość diecezjan, ich odpowiedzialność za dziedzictwo wiary i kultury religijnej, którą odziedziczyli. Zawsze cechowała go duża dyscyplina, także gdy chodziło o funkcjonowanie i podnoszenie poziomu seminarium diecezjalnego. Bp Solarczyk wie co mówi, bo w tym czasie był wicerektorem seminarium warszawsko-praskiego. „Był bardzo zaangażowany jako pasterz, potrafił wskazywać nowe kierunki” – twierdzi biskup pomocniczy warszawsko-praski.

Abp Głódź zreorganizował sieć duszpasterską, m.in. utworzył w swej diecezji wiele nowych parafii oraz rozpoczął budowę kilkunastu świątyń. Zaczęły one rosnąć na olbrzymich i wciąż rozbudowywanych blokowiskach, gdzie napływały dziesiątki tysięcy przybyszów osiedlających się w Warszawie.

W dowód uznania, 17 grudnia 2007 r. abp Głódź został uhonorowany medalem „Zasłużony dla Mazowsza” za: „niestrudzone angażowanie się w realizację inicjatyw społecznych, kulturalnych i patriotycznych na rzecz społeczności Warszawy i Mazowsza”. Wśród najistotniejszych zasług arcybiskupa wymieniono wówczas kultywowanie pamięci i ochrony miejsc walk niepodległościowych, takich jak Rzeź Pragi, Powstanie Listopadowe i Styczniowe, wojna polsko-bolszewicka w 1920 r.

Władze sejmiku województwa, przyznając wyróżnienie, podkreśliły ponadto zainicjowanie przez abp. Głódzia Ogólnopolskiej Parady Patriotycznej, Jarmarku Floriańskiego, budowy pomnika ks. Ignacego Skorupki na starej Pradze oraz pomnika Kapeli Praskiej. Doceniono i to, że w trosce o bezpieczeństwo ruchu drogowego hierarcha kieruje do wiernych listy pasterskie dotyczące tego problemu.

Abp Głódź patronował projektowi edukacyjnemu „Katyń – ocalić od zapomnienia”, który popularyzował wśród polskiej młodzieży wiedzę o zbrodni katyńskiej. Poświęcił też symboliczną mogiłę Ofiar Katyńskich na cmentarzu poległych w Radzyminie. Chętnie uczestniczy też w uroczystościach organizowanych przez ordynariat polowy.

Przewodniczący Rady ds. Środków Społecznego Przekazu

Abp Sławoj Leszek Głódź po śmierci bp. Jana Chrapka objął przewodnictwo Rady Konferencji Episkopatu Polski ds. Środków Społecznego Przekazu. Wybrany został 29 listopada 2001 r. Już na samym początku zapowiedział, że uporządkuje wiele spraw w katolickich mediach.

Z jego inicjatywy 9 marca 2005 r. Konferencja Episkopatu Polski promulgowała normy dotyczące występowania osób duchownych w mediach. Dokument ten jest aplikacją na grunt polski szczegółowych zapisów prawa kościelnego w tym zakresie. Deklaracja ta przypomina m.in., że: „Wypowiadając się w sprawach nauki katolickiej lub obyczajów, duchowni i zakonnicy winni pamiętać, że są powołani do głoszenia nauki Chrystusa, a nie własnych opinii. Dlatego zobowiązani są do wiernego przekazu katolickiej nauki, zgodnie z doktryną głoszoną przez Urząd Nauczycielski Kościoła. Powinni również respektować zdanie Konferencji Episkopatu w kwestiach, które były przedmiotem jej oficjalnego stanowiska. Stanowisko Konferencji Episkopatu prezentuje jej rzecznik.”.

Dokument przypomina również, że: „Do podjęcia przez duchownego lub osobę zakonną stałej współpracy z rozgłośnią radiową lub stacją telewizyjną wymagana jest zgoda własnego ordynariusza” oraz, że „nikt nie ma prawa przemawiać w imieniu Kościoła ani sugerować, że jest jego rzecznikiem, jeżeli nie został do tego zgodnie z prawem upoważniony.”

Natomiast wierni świeccy „nie powinni brać udziału w programach czy audycjach przynoszących szkodę wierze lub dobrym obyczajom, tendencyjnie antykościelnych i budzących zgorszenie”.

Z inicjatywy abp. Głódzia w 2003 r. rozpoczęto prace nad założeniem w Polsce Katolickiego Stowarzyszenia Komunikacji Społecznej Signis. Międzynarodowe „Signis” powstało w listopadzie 2001 roku z połączenia Międzynarodowego Stowarzyszenia Katolickiego Radia i Telewizji UNDA oraz Międzynarodowej Katolickiej Organizacji Filmu i Audiowizji OCIC. „Signis” jest jedyną uznaną przez Stolicę Apostolską organizacją skupiającą katolickie media audiowizualne.

„Signis Polska” została zarejestrowana formalnie w dwa lata później. Jej asystentem kościelnym został abp Głódź, a prezesem zarządu ks. Krzysztof Ołdakowski SI.

Łącznik z Komisją Historyczną

Na spotkaniu Rady Stałej Episkopatu i biskupów diecezjalnych 12 stycznia 2007 r. abp Sławoj Leszek Głódź został „łącznikiem” pomiędzy Konferencją Episkopatu a Kościelną Komisją Historyczną, która podjęła się przebadania akt wszystkich urzędujących polskich biskupów.

Komisja – po kilku miesiącach żmudnej pracy – zakończyła swe badania w czerwcu 2007 r. W udostępnionych jej przez IPN materiałach SB znalazły się informacje o kilkunastu spośród 132 biskupów Kościoła rzymskokatolickiego w Polsce, którzy zostali zarejestrowani przez organy bezpieczeństwa PRL jako tajni współpracownicy lub kontakty operacyjne bądź informacyjne, a jeden jako agent wywiadu PRL. Ponadto niektóre osoby zostały zarejestrowane jako kandydaci na TW.

Abp Głódź powiedział, że stan materiałów archiwalnych wskazuje na znaczne zniszczenia dokumentacji byłej Służby Bezpieczeństwa dokonane głównie w 1989 roku oraz na początku 1990 roku. „Zachowane i przedstawione Komisji materiały archiwalne SB – znajdujące się obecnie w zasobach IPN, a dotyczące duchownych, którzy zostali mianowani biskupami – są niekompletne i chaotyczne. Nie pozwala to rzetelnie określić zakresu, intensywności i szkodliwości ewentualnej i rzeczywistej, i świadomej współpracy tych osób z organami bezpieczeństwa PRL”.

Abp Głódź stwierdził też, że w odniesieniu do reszty spośród 132 żyjących biskupów nie ma podstaw do mówienia o jakiejkolwiek współpracy z SB. IPN nie dostarczył dokumentacji, że byli oni rejestrowani.

16 czerwca 2007 na zebraniu plenarnym w Kamieniu Śląskim, Konferencja Episkopatu powołała dodatkowy Zespół ds. Oceny Etyczno-Prawnej Dokumentów dotyczących Duchownych Katolickich – przechowywanych w archiwach IPN.

Praca obu zespołów została podsumowana na spotkaniu Rady Stałej Episkopatu 12 lutego 2008 r. Ks. Józef Kloch – rzecznik obu gremiów, nad którymi pieczę sprawuje abp Głódź – poinformował, że przygotowywana jest teraz publikacja dla Stolicy Apostolskiej, zawierająca szczegółowe omówienie wyników prac zarówno Kościelnej Komisji Historycznej jak i Zespołu ds. Oceny Etyczno-Prawnej. Będą to – przetłumaczone na język włoski – końcowe sprawozdania tych obu gremiów, łącznie z indywidualnymi materiałami dotyczącymi konkretnych biskupów, których akta były badane. Towarzyszyć temu będzie ogólna charakterystyka zgromadzonych materiałów.

Nad morzem

17 kwietnia 2008 r. abp Sławoj Leszek Głódź został mianowany przez Stolicę Apostolską nowym arcybiskupem metropolitą gdańskim. „W Gdańsku praktyki religijne są wyższe niż w innych regionach. Uderza dojrzały sposób uczestnictwa we Mszy św.” – mówił w wywiadzie dla KAI przeprowadzonym na samym początku swego pobytu. Wyjaśniał, że jest zachwycony religijnością mieszkańców Trójmiasta, a w szczególności Kaszubów.

Jednakże, przechodząc na arcybiskupstwo gdańskie zastał w spadku po swoim poprzedniku olbrzymie, wielomilionowe długi. Człowiek o miękkim charakterze, mógłby się załamać. Zablokowane konta kurii, meble i sprzęty opieczętowane przez komornika. Długi powstały wskutek nadużyć w kościelnym wydawnictwie „Stella Maris”. Arcybiskup odkrył, że miliony, które zastał na kontach gdańskiej archidiecezji jako zwrot podatku, zostały przez fiskusa wypłacone bezpodstawnie.

Zabrał się energicznie do spłacania długów, wypowiedział pracę dotychczasowym prawnikom kurii, zatrudnił kancelarię adwokacką z Warszawy. Wydał dekret, który ma umożliwić uregulowanie kościelnych należności wobec skarbu państwa. Co miesiąc każdy diecezjalny kapłan – nie wyłączając biskupów i emerytów – płaci na specjalne konto 50 zł. Prócz tego proboszczowie na to samo konto przelewają kwotę zależną od liczby mieszkańców w parafii (po 5 gr od osoby). Długi mają zniknąć za kilkanaście lat.

Mimo trudnej sytuacji finansowej archidiecezji niestrudzenie zabiega o poprawę stanu obiektów kościelnych. W ciągu minionych pięciu lat pod jego gospodarskim okiem dokonało się wiele remontów świątyń. Gruntowne remonty przeszły też budynki Gdańskiego Seminarium Duchownego. W jego murach powstała nowa kaplica, a dotychczasowa, stanowiąca część oliwskiej katedry, powróciła do publicznego użytku. Po wielu latach swoje oblicze zmieniła też część mieszkalna. Przebudowane kleryckie pokoje, choć bez przepychu, są dużo bardziej funkcjonalne.

Tak, jak w poprzednich miejscach swego pasterskiego posługiwania, dba o pamięć historyczną. Swoim patronatem obejmuje ważne wydarzenia kulturalne. Wspiera też budowę pomników upamiętniających postaci, które wpisały się w historię narodową i lokalną. W ostatnim czasie, podczas uroczystej Mszy św. będącej dziękczynieniem za życie i posługę kard. Józefa Glempa, odsłonił tablicę pamiątkową ku czci prymasów Glempa i Wyszyńskiego. Wytrwale spotyka się z wiernymi. Są takie dni, kiedy przewodniczy nawet trzem uroczystościom w różnych częściach diecezji, a wierni wyraźnie doceniają jego zaangażowanie.

„Niemal wszyscy zwracają uwagę na generalski styl arcybiskupa Głódzia, wyniesiony z wojska, kiedy pełnił funkcję biskupa polowego. Tymczasem jest też druga twarz arcybiskupa, która ma rys ojcowski. Jak ojciec nieraz podnosi głos, ale potrafi też szybko wybaczyć i puścić w niepamięć przewinienia” – mówi red. Adam Hlebowicz, dyrektor gdańskiego Radia Plus.

„Arcybiskup pochodzi ze wschodu Polski, gdzie ludzie są serdeczni, gościnni i szczodrzy. Nikt nie wychodzi od niego z pustymi rękoma, każdy z gości arcybiskupa otrzymuje od niego jakiś prezent” – dodaje red. Hlebowicz.

Jako metropolita gdański abp Głodź wprowadził nową dynamikę w działalność struktur diecezjalnych, wymienił i bardziej zdyscyplinował personel. Z jego inicjatywy Wydział Katechetyczny Kurii Archidiecezjalnej opublikował własny podręcznik do katechezy. Poprzedni bowiem, choć bardzo dobry, autorstwa biskupa Zygmunta Pawłowicza, trochę się zestarzał. Podręcznik został wprowadzony do szkół we wrześniu 2012 r.

Abp Głódź podjął kilka cennych inicjatyw medialnych. Powołał do życia „Biuletyn Archidiecezji Gdańskiej”. Ustanowił także Centrum Informacyjne Archidiecezji Gdańskiej, powiązane z lokalną edycją „Gościa Niedzielnego”.

Jak podkreśla red. Hlebowicz, jest biskupem otwartym na inicjatywy świeckich. Chętnie bierze patronat nad takimi inicjatywami, jak Orszak Trzech Króli czy Misterium Męki Pańskiej, co organizatorom stwarza szersze możliwości działania i pomaga w promocji tych przedsięwzięć. Z kolei Marcin Przeciszewski z KAI przyznaje, że bardzo dobrze się układa współpraca abp. Głódzia ze świeckimi. Wyjaśnia, że metropolita docenia pracę świeckich oraz potrafi im bardzo skutecznie pomagać. „Jeśli Ksiądz Arcybiskup dostrzeże, że zaangażowanie kogoś ze świeckich na rzecz Kościoła jest autentyczne, to osoba taka zawsze może liczyć na jego wsparcie i pomoc” – wyjaśnia.

Interesuje się warunkami pracy księży posługujących w parafiach archidiecezji. Rozumie też ich ambicje naukowe. Prośby o pozwolenie na rozpoczęcie studiów doktoranckich zawsze spotykają się z jego aprobatą. Podobnie dzieje się w przypadku księży pragnących podjąć pracę na misjach bądź rozwijać swoje powołanie na drodze zakonnej.

Niektóre media – kierując się faktem, że abp Głódź przez wiele lat pełnił role przewodniczącego zespołu Episkopatu ds. radia Maryja a teraz jest delegatem KEP ds. TV Trwam – próbują metropolitę gdańskiego wstawić w określone ramki polityczne, co jest olbrzymim uproszczeniem.

Abp Głódź pytany o to przez KAI w jednym z wywiadów wyjaśnia, że „Kościół nie wiąże swej przyszłości ani z prawą nogą ani z lewą, ani z żadną inną protezą na scenie politycznej. Zawsze to powtarzałem i powtarzam. Partie polityczne powstają z woli ludzi: rosną, obejmują władzę, odgrywają większą bądź mniejszą rolę, bądź zanikają. Po 1989 roku widzieliśmy wiele takich ugrupowań, których rola się już skończyła, po prostu ich bytowanie wygasło na scenie politycznej”.

„Osobiście należę do ludzi otwartych. Jestem otwarty na dialog ze wszystkimi – także z politykami różnych opcji” – dodaje metropolita gdański.

 

Wersja do druku
Portal eKAI prezentuje część tekstów publikowanych w płatnym serwisie agencyjnym Katolickiej Agencji Informacyjnej.
Nasza strona internetowa używa plików cookies (tzw. ciasteczka) w celach statystycznych, reklamowych oraz funkcjonalnych.