Drukuj Powrót do artykułu

Agroturystyka i inne ciekawostki

05 lipca 2011 | 20:41 | Ks. Ignacy Soler Ⓒ Ⓟ

Od 25 czerwca do 2 lipca musiałem znienacka służyć jako kapelan licznej grupie dziewcząt w zagubionej wiosce Rembów w pół drogi między Kielcami a Sandomierzem. Nie byłem zbyt zadowolony z perspektywy tygodnia pełnego niewiadomej: co powiedzieć dziewczętom w wieku od jedenastu do piętnastu lat? Dla mnie kobieta ciągle jest tajemnicą i młode osoby płci żeńskiej w latach dojrzewania o wiele bardziej. Oprócz tego publiczność ta jest rzadko spotykana w mojej pracy duszpasterskiej, a liczba też była imponująca: prawie dziewięćdziesiąt! Więcej miałem pytań bez konkretnych odpowiedzi: gdzie spać, co jeść, co czynić w wolnych chwilach? Mimo wszystko ruszyłem w drogę mając w głowie jedno hasło: czas na agroturystykę!

Miałem tylko jeden numer telefonu do księdza proboszcza z Kotuszowa i okazało się to opatrznościowe. Ksiądz dał mi kontakt do domu agroturystyki w pobliskiej wsi Korytnica. Dom miał dwa piętra i drugie było całkiem nowe. Bardzo dobre warunki do spania, toaleta czysta i tylko dla mnie, ponieważ drugi pokój był pusty. Sympatyczny rolnik i miła żona – dziadkowie ślicznej pięcioletni Julii – w krótkim czasie mojego pobytu pokazywali jak wygląda normalna rodzina na wsi. Byłem zaskoczony ich inicjatywą uprawiania szparagów. Produkują i sprzedają wszystko, przede wszystkim w Krakowie, a również w Niemczech. Pan Stanisław chwalił się, że podczas pobytu papieża Benedykta XVI w Krakowie pojawiły się na stole papieskim jego szparagi. Pod koniec mojego pobytu podarowali mi trzy słoiki szparagów i mogę potwierdzić, że ich klasa jest ekstra i bardzo mi smakowały. Cieszę się jak rolnicy dają wspaniale sobie radę. Wieś świętokrzyska jest piękna, zadbana i coraz bardziej bogata, co daje powody do dumy i radości.

Już na miejscu zadzwoniłem do księdza Jerzego, proboszcza w Kotuszowie i umówiliśmy się na pogawędkę. Tam odkryłem, że parafia jest pod wezwaniem św. Jakuba i należy do szlaku świętego Jakuba – camino de Santiago. Droga została odnowiona w województwach świętokrzyskim i małopolskich od Sandomierza do Krakowa. Powiedziałem, że w roku 1992 przebyłem tę drogę z Pampelony do Santiago w ciągu dziesięciu dni na rowerze, a także potwierdziłem, że mam zamiar wybrać się tam jeszcze raz. Miły ksiądz Jerzy od prawie dwudziestu lat jest proboszczem, podarował mi bardzo ładny przewodnik „Małopolska Droga św. Jakuba” i dał legitymację pielgrzyma zapisując mnie w tej księdze. Kościół wiele razy był zniszczony i zbudowany od nowa. Wujek księdza Jerzego, który także był proboszczem tej parafii, odnowił wszystko. Ks. Jerzy był jego wikarym, a później został proboszczem. Ciekawe, że ten ksiądz tam się urodził, w tym samym miejscu został wikarym i proboszczem, a wszystko wskazuje na to, że też tam umrze. Ktoś powiedział, że ksiądz zawsze musi zmienić parafię. Czasami jest to potrzebne, ale sam Kościół katolicki w swojej wielowiekowej historii i mądrości zawsze szuka stabilności, by najlepiej służyć ludowi Bożemu.

Następnego dnia, w uroczystość św. Piotra i Pawła, umówiliśmy się na odpust w pobliskiej parafii w Kurozwękach, by modlić się szczególnie za papieża Benedykta z okazji jego sześćdziesiątej rocznicy święceń kapłańskich, które właśnie obchodził w tym samym dniu. Tam pojechaliśmy. Pomagaliśmy co nieco w nabożeństwach, a później zjedliśmy obiad z dziesięcioma księżmi. Jest to fajny polski zwyczaj, by jeść wspólny obiad z księżmi! Zawsze jest to uprzejme i miłe towarzystwo. Po obiedzie ksiądz Jerzy zaproponował odwiedzenie pałacu w Kurozwękach i tam byłem dopiero zaskoczony.

Najpierw, to był raczej przypadek, spotkaliśmy właściciela tego kompleksu turystycznego razem z jego żoną. Jego ojciec był właścicielem tego pałacu w czasach PRL’u, odebrali go i wiadomo co się stało: wielka klapa i zaniedbania. Odzyskał majątek w stanie ruiny pod koniec latach dziewięćdziesiątych i po kilku próbach odkrył, że jego szansa to turystyka na masowe imprezy, a w szczególności dostarczanie miejsce na spotkania dla ekskluzywnych klientów. Ale nie to zwróciło w sposób szczególny moją uwagę, ani stado ponad osiemdziesięciu bizonów amerykańskich, ani piękny szop (raccoon po angielsku czy mapache po hiszpańsku), ani labirynt kukurydziany gdzie pielgrzym może chodzić szlakiem przez pięć kilometrów do figury św. Jakuba, ani piękny i dobrze odnowiony pałać leżący wiele lat w ruinach, ani salon z jadalnią z zadbanym zakrytym stołem dla około pięćdziesięciu osób, ani prawie sto osób pracujących w tym przedsiębiorstwie, ani bardzo dobra kawa którą zostałem poczęstowany, ani że pan Jan Marcin czyta Fernandesa po angielsku…, to co mnie zaskoczyło była jego żona: norweska, matka dziesięciorga dzieci (dwóch już nieżyjących), która zaczęła uczyć się polskiego po pięćdziesiątce. Rozmawialiśmy zaledwie pięć minut, ale to wystarczyło by odkryć, że jest kobietą wielkiej klasy: najlepszą towarzyską życia pana Jana Marcina. Gratuluje im!

Będąc w województwie Świętokrzyskim koniecznie trzeba odwiedzić Łysą Górę gdzie znajduje się Sanktuarium Świętokrzyskie. Warto tam było pojechać i wchodząc do parku narodowego kroczyć „królową ścieżką” z drogą krzyżową aż do sanktuarium. Już na miejscu modliłem się również i słuchałem mądrego opowiadania człowieka średniego wieku, który mówił miłym tonem głosu i wyjaśniał w sposób dostępny i głęboki kawałek historii polskiej. Bardzo dobrą robotę czynią przewodnicy, to bardzo pomaga by pamięć o własnej historii trwała w narodzie, zachowując w ten sposób tożsamość. Nie wiedziałem na przykład, że było kiedyś to wielkie miejsce do którego się pielgrzymowało. Uczestniczyłem w nabożeństwie krzyża w przepięknej kaplicy i pod koniec ojciec misjonarzy udzielał błogosławieństwa relikwią Krzyża. Nawiasem mówiąc, Misjonarze Oblaci Maryi Niepokalanej kierujący tym sanktuarium, mają w tym miejscu własne seminarium z osiemnastoma kandydatami.

Cały tydzień była oktawa Bożego Ciała i mam zwyczaj uczestniczyć w adoracji eucharystycznej podczas całego tygodnia razem z błogosławieństwem. Dzięki nabożeństwu do Serca Jezusa miałem okazję uczestniczyć w wielu błogosławieństwach, każdego dnia w innym kościele. W Rakowie przy Matce Bożej Cudownej Przemiany podziwiałem piękną pieśń na zasłonięcie obrazu „Już Cię Matko żegnamy”. W katedrze Kieleckiej również przy pięknym obrazie Naszej Pani adorowałem naszego Pana przy wielkiej Hostii. W Opatach w ładnej odnowionej kaplicy Najświętszego Sakramentu za kościołem odmawiałem koronkę do Miłosierdzia Bożego razem z małą grupą wiernych. W katedrze Sandomierskiej widziałem przepiękne srebrne tabernakulum. Tam przy bramie spotkałem się z uśmiechniętym księdzem Krzysztofem, starym przyjacielem pracującym w kurii – ale schudłeś Krzysztofie! – Wiesz, jem tylko warzywa i owoce, owoce i warzywa.

Pięknieją polskie kościoły dzięki staraniom księży proboszczów i funduszom z Unii Europejskiej. Kolegiatę pod wezwaniem Narodzenia NMP w Wiślicach warto było odwiedzić. Również kościół parafialny Niepokalanej Maryi Panny w Busko-Zdrój: ale piękne, wygodne i nowoczesne ławki z czerwonymi poduszkami! I kościół w Łagowie i… tysiące więcej kościołów.

Nie miałem żadnego problemu z posiłkami, wręcz przeciwnie odkryłem, że kiedy człowiek kupuje sobie to co jemu najbardziej smakuje, pasuje do własnego zdrowia i do diety (w moim przypadku dieta nisko purynowa i nisko cholesterolowa) jest bliski pełnego szczęścia. Sklepy w polskich wioskach mają wszystko lub prawie wszystko, bardzo smaczne, tanie, zróżnicowane jedzenia. Wpadłem na czereśnie: kilka razy za trzy złote dostałem kilogram słodkich czereśni!

Spotkałem się tylko z miłymi ludźmi. Na pewno tak zawsze i wszędzie nie jest, ale miałem szczęście. Na przykład na stacji paliwowej w Nowej Słupie zostawiłem z roztargnienia kopertę z zawartością trzystu złotych. Już siedząc przy kierownicy w samochodzie miła pani, która obsługiwała mnie przy kasie przebiegła do mnie by oddać pieniądze.

Oprócz tego wszystkiego, trzeba powiedzieć, ze również coś zrobiłem dla dziewcząt. One były również w innym domu agroturystycznym podobnie dobrze wyposażonym. Codziennie rano od 8.45 do 11.00: pół godziny medytacji i Msza święta a później spowiedź; a popołudniu dwie lekcje plus jeszcze raz spowiedź od 17.00 do 19.00. Czasami niektórzy ludzi dają osobie taki wybór: co wolisz być mądra i biedna albo głupia i bogata, albo co wybierasz: być dobra i brzydka albo zła i ładna. Czy nie jest możliwe by człowiek miał przede wszystkim zalety pozytywne? Mogę powiedzieć, że podziękowałem Panu Bogu za ten obóz lub kolonię gdzie spotkałem tak wiele młodych i mądrych, jak dobrych i ładnych dziewcząt z bardzo dobrych rodzin. Może Pan Bóg daje innym osobom charyzmat, by pracować z trudną młodzieżą, podziwiam ich, ale ja mam inny charyzmat i za to również podziękuję mojemu Panu. Między innymi zadaniem tego obozu była organizacja przedstawienia teatralnego. Podobno wszystko poszło bardzo dobrze. Chwała dla opiekunek, tylko dzięki nim obóz został zrealizowany!

Odpocząć oznacza zmienić zajęcia zajmując się rzeczami, które wymagają mniej wysiłku. Tak właśnie czyniłem w tym tygodniu, i odpoczywałem głęboko i intensywnie. Chwała dla agroturystyki!

Wersja do druku

Nasza strona internetowa używa plików cookies (tzw. ciasteczka) w celach statystycznych, reklamowych oraz funkcjonalnych. Możesz określić warunki przechowywania cookies na Twoim urządzeniu za pomocą ustawień przeglądarki internetowej.
Administratorem danych osobowych użytkowników Serwisu jest Katolicka Agencja Informacyjna sp. z o.o. z siedzibą w Warszawie (KAI). Dane osobowe przetwarzamy m.in. w celu wykonania umowy pomiędzy KAI a użytkownikiem Serwisu, wypełnienia obowiązków prawnych ciążących na Administratorze, a także w celach kontaktowych i marketingowych. Masz prawo dostępu do treści swoich danych, ich sprostowania, usunięcia lub ograniczenia przetwarzania, wniesienia sprzeciwu, a także prawo do przenoszenia danych. Szczegóły w naszej Polityce prywatności.