Bądź na bieżąco!

Otrzymuj najnowsze informacje wybrane specjalnie dla Ciebie.

Portal eKAI prezentuje część tekstów publikowanych w płatnym serwisie agencyjnym Katolickiej Agencji Informacyjnej. Szczegóły na stronie www.kai.plX
Drukuj Powrót do artykułu

„Amoris laetitia”: Liberalizacja czy aktualizacja nauczania Kościoła?

04.02.2017 , Warszawa / Marcin Przeciszewski / mz Ⓒ ℗

Sample Fot. CP / REX / Shutterstock / EAST NEWS

Od kwietnia ub. r. czyli od momentu publikacji adhortacji „Amoris laetitia” trwa dyskusja czy papież Franciszek dopuścił do możliwości przyjmowania Eucharystii rozwodników żyjących w ponownych związkach – zmieniając tym samym dyscyplinę sakramentów?

Odpowiedź wydaje się dość prosta. W sensie doktrynalnym, czyli rozumienia sakramentu małżeństwa i jego konsekwencji, a w tym stosunku do przyjmowania Eucharystii przez osoby rozwiedzione a żyjące w nowych związkach – nic nie zostało zmienione. Natomiast papież Franciszek patrząc z punktu widzenia przede wszystkim duszpasterskiego, stara się zrozumieć trudną sytuację takich osób, stara się wyjść im naprzeciw i realnie pomóc im na ich indywidualnej drodze ku zbawieniu. „Rozwiedzeni nie tylko nie powinni czuć się ekskomunikowani, ale mogą żyć i dojrzewać jako żywe członki Kościoła, traktując go jako matkę, która ich zawsze przyjmuje” – zapewnia.

A generalnie rzecz biorąc, Franciszek podtrzymuje to, o czym już mówił Jan Paweł II w swej adhortacji „Familiaris consortio” z 1981 r. czyli, że osoby takie nie są wykluczone ze wspólnoty Kościoła i mają w niej swoje miejsce oraz przyznaje im możliwość uzyskania rozgrzeszenia a ślad za tym przystępowania do Komunii św., o ile – nie mogąc zerwać drugiego, niesakramentalnego związku np. ze względu na dobro dzieci – zdecydują się na wstrzemięźliwość w sferze seksualnej.

„Razem z Synodem wzywam gorąco pasterzy i całą wspólnotę wiernych – pisał Jan Paweł II w par. 84 „Familiaris consortio” – do okazania pomocy rozwiedzionym, do podejmowania z troskliwą miłością starań o to, by nie czuli się oni odłączeni od Kościoła, skoro mogą, owszem, jako ochrzczeni, powinni uczestniczyć w jego życiu. Niech będą zachęcani do słuchania Słowa Bożego, do uczęszczania na Mszę świętą, do wytrwania w modlitwie, do pomnażania dzieł miłości oraz inicjatyw wspólnoty na rzecz sprawiedliwości, do wychowywania dzieci w wierze chrześcijańskiej, do pielęgnowania ducha i czynów pokutnych, ażeby w ten sposób z dnia na dzień wypraszali sobie u Boga łaskę. Niech Kościół modli się za nich, niech im dodaje odwagi, niech okaże się miłosierną matką, podtrzymując ich w wierze i nadziei”.
Jan Paweł II przypominał zarazem, że „Kościół jednak na nowo potwierdza swoją praktykę, opartą na Piśmie Świętym, niedopuszczania do komunii eucharystycznej rozwiedzionych, którzy zawarli ponowny związek małżeński. Nie mogą być dopuszczeni do komunii świętej od chwili, gdy ich stan i sposób życia obiektywnie zaprzeczają tej więzi miłości między Chrystusem i Kościołem, którą wyraża i urzeczywistnia Eucharystia”.

Otwierał jednakże drogę do przyjmowania Komunii św. dla tych, „którzy żałując, że naruszyli znak Przymierza i wierności Chrystusowi, są szczerze gotowi na taką formę życia, która nie stoi w sprzeczności z nierozerwalnością małżeństwa. Oznacza to konkretnie, że gdy mężczyzna i kobieta, którzy dla ważnych powodów — jak na przykład wychowanie dzieci — nie mogąc uczynić zadość obowiązkowi rozstania się, postanawiają żyć w pełnej wstrzemięźliwości, czyli powstrzymywać się od aktów, które przysługują jedynie małżonkom” (FC 84).

Z kolei Franciszek nie zmieniając nauczania swych poprzedników, w swoim nauczaniu stosuje nieco inną logikę wykładu niż jego poprzednicy – i to rodzi właśnie rodzi wątpliwości niektórych. Mianowicie uznając, że Kościół powinien być przede wszystkim „szpitalem polowym”, uważa, że winien on skoncentrować swe wysiłki o wiele bardziej na otwarciu się na błądzących i poranionych (logika zagubionej owcy) niż na przypominaniu twardych zasad. Papież pochyla się więc nad ludźmi poranionymi fizycznie i duchowo, ludźmi, którzy subiektywnie czuli się przez katolików odrzucani i potępiani. Wskazuje działanie Jezusa, który nie wahał się iść do grzeszników, cudzołożnic, celników – ludzi z marginesu, odrzuconych i wyklętych przez faryzeuszy. Jest przekonany, że ci ludzie cierpią i spragnieni są akceptacji i miłości, dlatego apeluje o jeszcze większe otwarcie się na nich wspólnoty Kościoła. Przeciwstawia się więc często stosowanemu przez ludzi Kościoła podziałowi na „białe i czarne”, czyli dobrych i złych chrześcijan. W związku z tym przyznaje, że „nie należy rozwijać zimnej moralności przy biurku w traktowaniu kwestii najbardziej delikatnych”.

O tym jednak, że Franciszek nie zamierza zmieniać dotychczasowego nauczania Kościoła odnośnie do sakramentu małżeństwa i wynikającej zeń dyscypliny, świadczą wyraźnie słowa z jego adhortacji: „Nie należy oczekiwać od Synodu ani też od tej adhortacji nowych norm ogólnych typu kanonicznego, które można by stosować do wszystkich przypadków” (Amoris laetitia 300).

Franciszek dodaje, że „możliwa jest tylko nowa zachęta do odpowiedzialnego rozeznania osobistego i duszpasterskiego indywidualnych przypadków, które powinno uznać, że ponieważ stopień odpowiedzialności nie jest równy w każdym przypadku, to konsekwencje lub skutki danej normy niekoniecznie muszą być takie same” (AL 300).

Wyjaśnia ponadto, że „ze względu na uwarunkowania i czynniki łagodzące możliwe jest, że pośród pewnej obiektywnej sytuacji grzechu osoba, która nie jest subiektywnie winna, albo nie jest w pełni winna, może żyć w łasce Bożej, może kochać, a także może wzrastać w życiu łaski i miłości, otrzymując w tym celu pomoc Kościoła” (AL 305). A w przypisie do tego punktu dodaje, że „w pewnych przypadkach mogłaby to być również pomoc sakramentów”. Nie jest to jednak furtka do udzielania Komunii św. osobom rozwiedzionym i żyjącym w nowych związkach, gdyż Franciszek nie znosi norm ogólnie obowiązujących.

Nie ma w tym też sprzeczności z nauką Jana Pawła II, który pisał w „Familiaris consortio”: „Niech wiedzą duszpasterze, że dla miłości prawdy mają obowiązek właściwego rozeznania sytuacji. Zachodzi bowiem różnica pomiędzy tymi, którzy szczerze usiłowali ocalić pierwsze małżeństwo i zostali całkiem niesprawiedliwie porzuceni, a tymi, którzy z własnej, ciężkiej winy zniszczyli ważne kanonicznie małżeństwo. Są wreszcie tacy, którzy zawarli nowy związek ze względu na wychowanie dzieci, często w sumieniu subiektywnie pewni, że poprzednie małżeństwo, zniszczone w sposób nieodwracalny, nigdy nie było ważne (FC 84).

Franciszek apeluje następnie do kapłanów o „towarzyszenie osobom zainteresowanym na drodze rozeznania”, podkreślając zarazem, że winno być to dokonywane „zgodnie z nauczaniem i wytycznymi biskupa” (AL 300). A nauczanie Kościoła na ten temat zostało wyraźnie zdefiniowane w Katechizmie Kościoła Katolickiego, adhortacji „Familiaris consortio” i innych dokumentach, które – jak zakłada papież – są dobrze znane duszpasterzom, którzy podjęliby się takiego towarzyszenia.

Natomiast nowość adhortacji „Amoris laetitia”, wyraża się w tym, że papież apeluje o zmianę optyki patrzenia, polegającą na tym, iż przypomina kapłanom, że istotą ich pracy wobec takich osób winno być nie tylko przypominanie obowiązujących norm, ale podjęcie wraz z nimi drogi, na której na nowo – w świetle nauczania Kościoła – będą mogli spojrzeć na swoją sytuację. Franciszek sam mając olbrzymią praktykę duszpasterską, doskonale zdaje sobie sprawę, że nie jest to ani łatwe, ani proste. A to dlatego, że „podmiot, choć dobrze zna normę, może mieć duże trudności w zrozumieniu wartości zawartych w normie moralnej” (AL 301).

„Dlatego – wyjaśnia Franciszek – nie można już powiedzieć, że wszyscy, którzy żyją w sytuacji tak zwanej nieregularnej, żyją w stanie grzechu śmiertelnego, pozbawieni łaski uświęcającej” (AL 301). A dzieje się tak, gdyż „mogą istnieć czynniki, które ograniczają zdolność podejmowania decyzji”. W ślad za tym odwołuje się do KKK, który stwierdza, że „poczytalność i odpowiedzialność za działanie mogą zostać zmniejszone, a nawet zniesione, na skutek niewiedzy, nieuwagi, przymusu, strachu, przyzwyczajeń, nieopanowanych uczuć oraz innych czynników psychicznych lub społecznych”.

Biorąc to pod uwagę Franciszek, we wcześniejszych swoich decyzjach dokonał licznych ułatwień w procesie orzekania nieważności zawartego małżeństwa.

Próbując zrozumieć Franciszka, należy przypomnieć także, że jest on jezuitą, a w formacji tego zakonu kwestie „rozeznania” i „towarzyszenia” mają znaczenie kluczowe. Nie jest to jednak droga łatwa, a ponadto trudna do zastosowania w duszpasterstwie masowym, gdyż wymaga szczególnego wysiłku i odpowiedniej ilości czasu od kapłanów. Może też w niektórych wypadkach prowadzić na manowce, jeśli kapłan sam nie jest dostatecznie uformowany i przywiązany do nauczania Kościoła. A takie sytuacje mogą zachodzić w szczególności w tych Kościołach lokalnych, gdzie rozpowszechniła się praktyka powszechnego udzielania Komunii św. bez odpowiedniej dyspozycji ze strony wiernych, czyli – w sytuacji grzechu ciężkiego – uprzedniego rozgrzeszenia w sakramencie pojednania.

Zarzuty

Powagę sytuacji – jaka zaistniała w Kościele po publikacji „Amoris laetitia – ukazały wątpliwości, „związane z integralnym przekazem wiary”, które wyraziło czterech emerytowanych kardynałów w liście do papieża z 19 września, a następnie publicznie 14 listopada ub. r.. Jego autorzy kardynałowie Walter Brandmüller, Raymond Burke, Carlo Caffarra i Joachim Meisner zadali papieżowi pięć pytań, na które zażądali odpowiedzi: „tak” lub „nie”.

Pytania czterech kardynałów dotyczą tego, po pierwsze, czy dokument dopuszcza –pod pewnymi warunkami – do Komunii świętej osoby rozwiedzione żyjące w nowych związkach, które nie zdecydowały się na życie we wstrzemięźliwości seksualnej?
Po drugie, czy nadal należy uważać za obowiązujące, oparte na Piśmie Św. i Tradycji Kościoła, nauczanie z encykliki „Veritatis Splendor” o istnieniu bezwzględnych norm moralnych, które są wiążące bez wyjątków?
Po trzecie, czy nadal można twierdzić, że osoba, która notorycznie żyje z sprzeczności z przykazaniami prawa Bożego, np. w przypadku cudzołóstwa, znajduje się w obiektywnej sytuacji ciężkiego grzechu.
Po czwarte, czy po stwierdzeniu, że okoliczności mogą zmniejszać moralną odpowiedzialność za czyny, nadal należy uważać za ważne nauczanie św. Jana Pawła II z encykliki „Veritatis splendor”, zgodnie z którym „okoliczności lub intencje nie zdołają nigdy przekształcić czynu ze swej istoty niegodziwego ze względu na przedmiot w czyn „subiektywnie” godziwy lub taki, którego wybór można usprawiedliwić”.
Po piąte, czy należy nadal uważać za ważne nauczanie z encykliki „Veritatis splendor”, które wyklucza twórczą interpretację roli sumienia i podkreśla, że sumienie nigdy nie jest upoważnione do legitymizowania wyjątków do absolutnych norm moralnych, które zabraniają czynów ze swej istoty złych ze względu na ich przedmiot.

W podobnym duchu zaapelowali w liście do papieża z 18 stycznia 2017 r. biskupi z Kazachstanu: abp Tomasz Peta, abp Jan Paweł Lenga oraz bp Athanasius Schneider. Proszą oni Ojca Świętego o jasne potwierdzenie nauczania Kościoła dotyczącego nierozerwalności małżeństwa. „Czynimy to wezwanie do modlitwy świadomi tego, że zaniechanie tego kroku byłoby poważnym zaniedbaniem. Chrystus, Prawda i Najwyższy Pasterz, osądzi nas, kiedy powtórnie przyjdzie. Prosimy Go z pokorą i ufnością, aby nagrodził wszystkich Pasterzy i wszystkie owce niewiędnącym wieńcem chwały” – wyjaśniają.

Biskupi z Kazachstanu dodają także, że „po ogłoszeniu adhortacji Amoris laetitia w niektórych kościołach publikowane były zasady jej praktycznego zastosowania, według których rozwodnicy, którzy pomimo dawnego węzła sakramentalnego, wstąpili w nowy cywilny związek, są dopuszczani do sakramentów pokuty i Eucharystii, nie wypełniwszy ustanowionej przez Boga powinności zaprzestania pogwałcania istniejącego, sakramentalnego małżeństwa”.

A taka interpretacja „Amoris laetitia” została faktycznie przyjęta przez niektóre lokalne Episkopaty. Biskupi Malty (Charles Scicluna i Gozo Mario Grecha) napisali 14 stycznia br., że: „Jeśli w rezultacie procesu rozeznania, dokonanego z pokorą, dyskrecją i miłością do Kościoła i jego nauczania, w szczerym poszukiwaniu woli Boga i pragnieniu bardziej doskonałej odpowiedzi na nią, osoba w separacji lub rozwiedziona, która żyje w nowym związku, zdoła z sumieniem ukształtowanym i oświeconym uznać i wierzyć w to, że jest w pokoju w Bogiem, nie można zabronić przystąpienia do sakramentu pokuty i pojednania i sakramentu Eucharystii”.

Podobnie biskupi niemieccy w liście pasterskim z 1 lutego br., wyjaśniają, że „rozwiedzeni żyjący w nowych związkach w pojedynczych przypadkach, mogą być dopuszczeni do Komunii”. Ale – jak zaznaczają – taka decyzja nie powinna być podejmowana pochopnie; potrzebna jest dokładna samoocena i towarzyszenie duszpasterza w „procesie doprowadzającym do decyzji”.

Na wypowiedź biskupów niemieckich należy patrzeć jako na dramatyczną próbę usankcjonowania praktyki obowiązującej w tym kraju od wielu lat, chcąc przy tym wykorzystać autorytet papieża i jego adhortacji, a nie jako na prawidłowe odczytanie „Amoris laetitia”. Zresztą nie trzeba było długo czekać na odpowiedź ze strony kompetentnych urzędów Stolicy Apostolskiej.

Odpowiedź Watykanu

Czterej wspominani wcześniej kardynałowie nie uzyskali co prawda bezpośrednio od papieża odpowiedzi na swe wątpliwości, ale po publikacji ich listu zabrał głos kard. Gerhard Ludwig Müller, prefekt Kongregacji Nauki Wiary odpowiedzialnej za oficjalną wykładnię nauczania Kościoła, także w tej kwestii. Kardynał podkreślił 1 grudnia ub. r., że adhortacja „Amoris laetitia” nie powinna być przede wszystkim „interpretowana tak jakby nie były już ważne wcześniejsze wypowiedzi papieży i samej Kongregacji na ten temat”.

A odnosząc się do kwestii wywołujących niepokój kardynałów, przypomniał, że to „nierozerwalność małżeństwa musi być niezłomną podstawą dla każdego duszpasterskiego towarzyszenia”. Przy okazji ostrzegł przez „zagrożeniem polaryzacji”, jakie na ten temat może wystąpić w łonie Kościoła.

Podobnie, ale znacznie ostrzej zareagował kard. Müller po ogłoszeniu listu pasterskiego przez biskupów niemieckich. W tym samym dniu, kiedy wypowiedział się niemiecki Episkopat (1 lutego), prefekt Kongregacji oświadczył jasno w wywiadzie dla miesięcznika „Il Timone”, że „warunkiem, by osoby rozwiedzione, żyjące w nowym związku niesakramentalnym mogły przyjmować Komunię świętą jest zachowanie wstrzemięźliwości seksualnej”. Potrzymał zarazem jako obowiązujące nauczanie Jana Pawła II z 84 punktu „Familiaris consortio”.

Kardynał podkreślił też, że nie może istnieć jakakolwiek sprzeczność między nauką Kościoła a osobistym sumieniem. „Jest to niemożliwe. Nie można na przykład powiedzieć, że istnieją okoliczności, w których cudzołóstwo nie byłoby grzechem śmiertelnym. Dla doktryny katolickiej niemożliwe jest współistnienie grzechu śmiertelnego i łaski usprawiedliwiającej. Aby przezwyciężyć tę absurdalną sprzeczność Chrystus ustanowił dla wiernych sakrament pokuty i pojednania z Bogiem i Kościołem” – wyjaśnił.

Następnie wskazał, że adhortację „Amoris laetitia” należy „jednoznacznie interpretować w świetle całej nauki Kościoła”. Wyjaśnił ponadto, że jest „to niewłaściwe, że wielu biskupów interpretuje adhortację według własnego rozumienia nauczania papieża”, gdyż „nie jest to zgodne z linią doktryny katolickiej”. Dodał przy tym wyraźnie, że „biskupi nie są powołani do interpretowania papieża, a taka sytuacja stanowiłaby obalenie struktury Kościoła katolickiego”. W mocnych słowach przypomniał, że „zadaniem kapłanów i biskupów nie jest tworzenie zamieszania, ale wyjaśnianie”.

Ostrzegł, że każdy biskup „jako nauczyciel Słowa musi być najpierw dobrze uformowany, aby mu nie groziło, że ślepy będzie prowadził za rękę innych ślepców”.

A odnosząc się do meritum sprawy, czyli możliwości przyjmowania Komunii św. przez rozwodników żyjących w ponownych związkach, przypomniał aktualność nauczania św. Jana Pawła II zawartego w adhortacji „Familiaris consortio”, zgodnie z którym – jak podkreślił – „osoby rozwiedzione, żyjące w nowym związku niesakramentalnym, które nie mogą żyć w separacji, aby mieć dostęp do sakramentów muszą zobowiązać się do życia we wstrzemięźliwości”.

Dodał z mocą, że „nie można usunąć tego warunku, gdyż nie jest to tylko prawo pozytywne Jana Pawła II, ale wyraził on to, co jest konstytutywnym elementem chrześcijańskiej teologii moralnej i teologii sakramentów”.

Wersja do druku

Przeczytaj także

03 lutego 2017 10:14

Polska mistyczka z XVII w. coraz bliżej chwały ołtarzy

Nasza strona internetowa używa plików cookies (tzw. ciasteczka) w celach statystycznych, reklamowych oraz funkcjonalnych.