Drukuj Powrót do artykułu

Archidiecezja gnieźnieńska: pielgrzymujemy nie tylko na Jasną Górę

24.07.2018 , Bernadeta Kruszyk, Gniezno Ⓒ ℗

Sample Fot. ks. Paweł Kłys

Koniec lipca, a zwłaszcza sierpień to czas tzw. szczytu pielgrzymkowego. Najliczniej pątnicy podążają na Jasną Górę, ale i mniejsze, lokalne miejsca łaski nie są puste. Wśród dwunastu sanktuariów archidiecezji gnieźnieńskiej osiem to sanktuaria maryjne, nawiedzane przez wiernych od stuleci.

Pani Gniezna

Naszą wędrówkę zaczynamy w Gnieźnie, w kościele ojców franciszkanów, przed obliczem Matki Bożej Pocieszenia Pani Gniezna. Obraz sprowadzono do świątyni w połowie XVII wieku, a XVIII-wieczni kronikarze franciszkańscy określali go w swoich dziełach jako „imago gloriosa” czyli słynący łaskami. To malowidło typowo kultowe, które sposobem przedstawienia postaci przypomina ikonę. Autor ukazał Madonnę tronującą w tzw. pozycji Hodegetrii, czyli trzymającą na lewym ręku Dzieciątko Jezus i gotową do odbierania hołdów. Widzimy Ją wychodzącą z częściowo rozwartej kurtyny. Piękna kolorystyka tej tkaniny oznacza wielkie bogactwo zbawcze tajemnic wiary, a ciemnozielony kolor tła tajemnicę Ducha Świętego oraz Jego stałą obecność w życiu Maryi. Niezwykłą symbolikę ma także skupiona, zamyślona i głęboko pobożna twarz Madonny. Oczy nie patrzą na Jezusa, ale na nas. Są duże, szeroko otwarte, tak jakby chciały wszystko zobaczyć, niczego i nikogo nie pominąć. Usta zamknięte, o pięknym wykroju, kryją słowa modlitwy. Głowa otoczona aureolą w kolorze złotym symbolizuje moc i potęgę Boga, który jest w niebie. Obrazem tego nieba jest Dzieciątko Jezus –blisko człowieka, w ramionach Matki, niemal w zasięgu ręki. Wokół Jego głowy widnieje aureola. Inna jednak, mająca kształt krzyża, jakby zwiastująca przyszłą mękę. Dziecię w jednej ręce trzyma Ewangelię, drugą zaś błogosławi. Dwa rozwarte palce dłoni mają podkreślić, iż jest Drugą Osobą Trójcy Świętej, Synem Bożym. Podobnie jak Matka, spogląda przed siebie. Maryja odziana jest w szaroniebieski, spłowiały płaszcz. Na rąbku przykrywającym czoło widnieje krzyż oznaczający, iż pamiętała Ona o przeznaczeniu swego Syna i przypominający nam, iż w chwili chrztu św. naznaczeni zostaliśmy niezatartym znakiem przynależności do Kościoła Bożego. Na lewym ramieniu natomiast błyszczy gwiazda – symbol Jej Niepokalanego Poczęcia oraz ciążącego na nas obowiązku walki z grzechem. Również ten obraz ozdabiają papieskie korony. Nałożył je w czasie swojej drugiej wizyty w Gnieźnie w 1997 roku papież Jan Paweł II. W czasie swojej ziemskiej wędrówki na ołtarze przed pięknym obliczem Pani Gniezna modlili się też m.in. św. Maksymilian Maria Kolbe, bł. Rafał Chyliński i bł. Michał Kozal.

Gościeszyńska Madonna w Ogrodzie

Z Gniezna ruszamy w stronę Żnina, zbaczając z drogi do Gościeszyna. Tutaj, w kościele noszącym wezwanie Nawiedzenia NMP, czci doznaje Matka Boża Gościeszyńska nazywana także Matką Bożą z Dzieciątkiem w ogrodzie mistycznym. Wizerunek związany jest z kolejnymi pokoleniami miejscowych parafian od XV wieku. Obraz powstał w latach 1480-1490 i przez niektórych historyków sztuki uznawany jest za dzieło Jana Schylinga. Inna hipoteza mówi, że malowidło wyszło ze szkoły niderlandzko-flamandzkiej, być może z kręgu mistrza Diericka (Dirka) Boutsa, urodzonego ok. roku 1410 i działającego głównie w Louvain w Belgii. Co do autorstwa nie ma więc pewności, w kronikach natomiast znajdujemy informacje o otaczającym wizerunek wielowiekowym kulcie. W spisie inwentarza z roku 1785 zapisanych zostało 37 wot przy obrazie, dwie srebrne korony i jedna sukienka na obraz. Wota te świadczą o łaskach otrzymywanych za pomocą Matki Bożej Gościeszyńskiej i kulcie, jakim wizerunek był otaczany. Ks. kan. Feliks Dietrich, kustosz sanktuarium w latach 1967-2007 taką nam oto w tym temacie zostawił relację: „Tradycja przekazała, że od niepamiętnych czasów parafianie i pielgrzymi wypraszali łaski u Boga za wstawiennictwem Matki Bożej Gościeszyńskiej. Parafianie pamiętają, że przed wojną w prezbiterium wisiały dwie kule, jako wota zostawione po cudownym uzdrowieniu. Przy rozbiórce kościoła i budowie nowego, kule zginęły. Z okazji odpustów pątnicy przybywali do Gościeszyna na dwa dni przed uroczystością. Sto metrów od kościoła pielgrzymi klękali i na klęczkach szli przed Cudowny Obraz Matki Bożej”.

Ukoronowana Madonna z Kawnic

Z Gościeszyna jedziemy na południe, na skraj archidiecezji gnieźnieńskiej, w stronę Goliny, nieopodal której ulokowane jest kolejne wiekowe sanktuarium maryjne. Kawnice, bo o nich mowa, szczycą się historią sięgającą XII wieku. Wtedy to miał we wsi stanąć pierwszy z siedmiu wybudowanych tu kościołów. Po tym pierwszym wzniesiono jeszcze cztery drewniane świątynie, a czasie międzywojnia stanął wreszcie dom boży murowany, który w czasie II wojny światowej rozebrali Niemcy. Wybudowano więc szósty, który spłonął od uderzenia pioruna. Siódma świątynia stoi do dziś, a łaskami słynący obraz Matki Bożej Pocieszenia został w niej uroczyście umieszczony 1 lipca 1951 roku. Wizerunek pochodzi z XVII wieku. Zakupiono go jako wotum ekspiacyjne (wynagradzające za grzechy). Historycy sztuki bardzo wysoko oceniają wartość artystyczną malowidła, choć czas oraz miejsce powstania obrazu są ciągle przedmiotem sporów. Warto dodać, że sposób przedstawienia Maryi i Dzieciątka Jezus wskazuje na szereg zapożyczeń z obrazu Matki Bożej Częstochowskiej oraz obrazu Matki Bożej Śnieżnej z rzymskiej Bazyliki Santa Maria Maggiore. O tym, jak wielkiej czci wizerunek ten doznawał świadczy fakt, że w 1778 roku papież Pius VI ustanowił dla kawnickiego sanktuarium trzydniowy odpust wyznaczony na niedzielę po 28 sierpnia. Świadczą o tym także papieskie korony, którymi skronie Maryi i Dzieciątka Jezus przyozdobił 1 września 1974 roku kard. Stefan Wyszyński. I choć obraz zmieniał swój wygląd (w 1868 roku został przemalowany), to jednak Matka Boża jest w nim od wieków niezmiennie czczona i wciąż tak samo pociesza strapionych.

Złotkowska Pani Śnieżna

Z Kawnic jedziemy niedaleko, zaledwie pół godziny, do Złotkowa. To kolejna wiekowa wieś, która należała niegdyś do kapituły gnieźnieńskiej i jest wzmiankowana w dokumentach z 1284 roku. Parafię erygowano tu jednak dopiero na początku XIV wieku. Najprawdopodobniej stał tu już wówczas drewniany kościół pw. św. Jana Chrzciciela, który pod koniec XVI wieku został gruntownie odremontowany. Dalsze losy świątyni są nieznane. Z kronik parafialnych wynika, że nowy kościół z palonej cegły wzniesiono w Złotkowie w 1880 roku, dzięki ,,pilnej pracy ks. Apolinarego Kędzierkiego i ofiarności parafian”. W ołtarzu głównym znajdziemy obraz Matki Bożej trzymającej na ręku Dzieciątko Jezus. Historycy oceniają, że powstał w XVII wieku, dokładniej około 1640 roku i jest jedną z wielu kopii obrazu Matki Bożej Śnieżnej. Według lokalnego podania sprowadzono go z Kleczewa i umieszczono w kapliczce postawionej w miejscu ukazania się Matki Bożej jednemu z miejscowych chłopów. A chociaż ten obraz później na powrót do Kleczewa zabierano – pisał ksiądz Alojzy Fridrich w wydanych w Krakowie w 1908 roku „Historyjach cudownych obrazów Najświętszej Maryi Panny w Polsce” – za każdym jednak razem cudowną jakąś siłą do Złotkowa bywał przeniesiony. W 2005 roku abp Henryk Muszyński ustanowił w Złotkowie sanktuarium, a we wrześniu 2006 roku nałożył korony na skronie Matki Bożej i Dzieciątka Jezus. Wizerunek doznaje szczególnej czci wiernych do dziś i ozdobiony jest licznymi wotami będącymi dziękczynieniem za łaski otrzymane za wstawiennictwem Matki Bożej Złotkowskiej. Ich mnogość potwierdzają także kroniki parafialne, w których skrupulatnie odnotowano podziękowania wiernych za wysłuchane modlitwy i prośby.

W Dąbrówce Kościelnej

Z krańca archidiecezji wracamy do jej serca, gdzie niedaleko Gniezna i Poznania, w urokliwej Dąbrówce Kościelnej znajduje się sanktuarium Matki Bożej Dąbrowieckiej. W starej broszurze autorstwa ks. Stryjakowskiego czytamy, że: „(…) w dawnych czasach, wśród gęstwiny borów, przy drodze prowadzącej od Dąbrówki do Poznania, na dębie (…) zajaśniał, jak wieść pobożna niesie, obraz Matki Boskiej niebieską światłością, która we dnie i w nocy nie ustawała”. Liczne łaski doznane za sprawą Matki Bożej Dąbrowieckiej potwierdzały wota, które wdzięczni pątnicy ofiarowywali miejscowej parafii. Źródła donoszą, że w 1710 roku w kościelnym skarbcu przechowywano sto srebrnych tablic, tyleż samo wotów wyobrażających serca, ręce, nogi, a także moc złotych pierścionków i krzyżyków. Wota w liczbie 220 zdobiły również cudowny wizerunek Matki Bożej. Po pożarze kościoła w 1774 roku te, które uległy stopieniu, zostały przeznaczone na budowę nowej świątyni. Służyła ona wiernym do 1925 roku, kiedy i ją pochłonęły płomienie. Cudowny obraz – o ile przetrwał poprzedni żywioł – tym razem na pewno spłonął. Postanowiono więc wykonać kopię, którą w czasie II wojny światowej ówczesny proboszcz wywiózł dla ochrony do Kutna. Nie uchroniło to jednak wizerunku przed zniszczeniem. Zaginął pod gruzami domu, w którym go przechowywano. Nie było to niestety jedyne nieszczęście. Niemcy ścięli też dąb, na którym – według tradycji – jaśniał nadzwyczajnym blaskiem pierwotny obraz Matki Bożej. Po wojnie na jego miejscu posadzono nowe drzewo. Na podstawie zachowanej ikonografii sporządzono też kolejną kopię cudownego obrazu. W ołtarzu głównym dabrowieckiego kościoła znajduje się jeszcze jedna, młodsza kopia, namalowana na życzenie kard. Stefana Wyszyńskiego przez prof. Torwirta z Torunia. Obraz ten w 1969 roku został przez Prymasa Tysiąclecia uroczyście przyozdobiony koronami papieskimi. Niestety w 1989 roku korony wraz z wieloma cennymi wotami skradziono. Rekoronacji dokonał w 1994 roku abp Henryk Muszyński.

“Uparta” Madonna z Markowic

Znów ruszamy w dłuższą trasę, tym razem na Kujawy. Kościoła i zabudowań klasztornych przy trasie Strzelno-Inowrocław przeoczyć nie sposób. Tutaj od wieków czczona jest Matka Boża Królowa Miłości i Pokoju Pani Kujaw. Historia figury jest długa i zaskakująca. Rzeźbę wykonano najprawdopodobniej pod koniec XV wieku w jednym z warsztatów śląskich i według jednej z hipotez należała pierwotnie do sióstr boromeuszek z Trzebnicy k. Wrocławia. Później trafiła do klasztoru sióstr norbertanek w Strzelnie, które z kolei podarowały ją bernardynowi bratu Michałowi Widzińskiemu. W 1630 roku zakonnik, uciekając przed epidemią cholery, przybył do Markowic i schronił się w dworze właścicieli wsi, państwa Bardzkich. Ich córka Marianna ciężko wówczas chorowała. Zrozpaczeni rodzice złożyli ślub, że jeśli tylko dziecko wyzdrowieje, wybudują w swoich dobrach kościół ku czci Matki Bożej. I tak się stało. Dziewczynka została przywrócona do zdrowia, a wieść o tym obiegła całą okolicę. Nękana epidemią cholery ludność Kujaw zaczęła zjeżdżać do Markowic, by szukać ratunku u Tej, za przyczyną której cud się dokonał. I nie prosiła na darmo. W kronikarskich zapiskach czytamy, że w 1635 roku specjalna komisja biskupa zbadała 132 przypadki uzdrowień, uznając 32 za cudowne, pozostałe zaś za znaki wielkiej łaski Bożej. Komisja rozpatrzyła też pozytywnie prośbę sióstr norbertanek, dotyczącą zwrócenia im cudownej figury Matki Bożej. Miała ona wrócić do klasztoru w Strzelnie. Nigdy jednak tam nie dotarła. Tych, którym zlecono przewiezienie rzeźby za każdym razem dopadała niemoc i choroba. Ludzie rozprawiali, że Matka Boża tak ukochała Markowice i tutejszy lud, że nie chce go opuścić. O jej pozostaniu ostatecznie zadecydował abp Maciej Łubieński. Po raz drugi chciano „upartą” Madonnę wywieźć z Markowic w czasie II wojny światowej. W zajętym kościele Niemcy urządzili magazyn, a w klasztorze szkołę dla Hitlerjugend. Figura miała trafić do muzeum w Berlinie. Uratowało ją dwóch braci zakonnych, którzy z narażeniem życia ukryli rzeźbę najpierw na strychu, a potem w wiosce, gdzie przechowywana była w piwnicach, kopcach ziemniaków, pod węgłami i słomą. W końcu, za zgodą władz kościelnych, postanowiono wywieźć ją z Markowic. Jak niegdyś, przeszkodziła w tym choroba. W dniu akcji brat Stanisław Latosi, który podjął się przewiezienia figury, trafił do szpitala. Później stwierdził, że wypadek ten dał mu do zrozumienia, że Matka Boża Markowicka nie chce opuszczać swojego ludu, który mimo jego surowego charakteru, tak bardzo ukochała.

Łaskawa Pani z Pierania

Niedaleko od Markowic leży niewielkie Pieranie. Największym skarbem miejscowości jest piękna, XVIII-wieczna świątynia – perła architektury drewnianej i zabytek klasy zero, a niej obraz Madonny z Dzieciątkiem, o którym pierwsza pisana wzmianka pojawia się w spisie inwentarza kościelnego z 1712 roku. 3 września 1967 roku kard. Stefan Wyszyński Prymas Tysiąclecia nałożył na wizerunek papieskie korony. Wskazał wówczas i podkreślał znaczenie sanktuariów jako duchowego szlaku maryjnego, gdzie skupia się i odnawia nasze życie religijne. Pieranie jest na tym szlaku miejscem wyjątkowym. Nazywane Częstochową Kujaw od stuleci gromadzi pielgrzymów. W Księdze Łask z 1721 roku czytamy, że: „wsławiony łaskami, cudowny obraz Matki Bożej, znajdował się w kościele pierańskim od 200 już lat, a jego autorem jest Bernard z Moschovy, który malując swoje dzieło wzorował się na obrazie Matki Bożej Śnieżnej, znajdującym się w rzymskiej bazylice Sancta Maria Magiore”. Obraz cieszył się tak wielką czcią parafian i licznych pielgrzymów, że po raz pierwszy został ukoronowany już w 1722 roku. Według Katarzyny Hewner, autorki książki „Sanktuarium Maryjne w Pieraniu” obraz pierański był koronowany jako drugi w Polsce, zaledwie 5 lat po Jasnogórskim Wizerunku Czarnej Madonny.

Maryja z jabłkiem

Tym razem przenosimy się nie tylko w przestrzeni, ale i w czasie. Była niedziela 12 września 1976 roku. Do sanktuarium w Biechowie przybyły tłumy wiernych, by uczestniczyć w uroczystej koronacji tutejszego wizerunku Matki Bożej Pocieszenia i za Jej wstawiennictwem prosić o potrzebne łaski. – Ileż bowiem łask przejrzenia duchowego , ileż łask zobaczenia Boga w sercach swoich i odczuciach, poznania, że Bóg jest na tym świecie i nie zostawił nas sierotami, miało tutaj miejsce! Któż to obliczy? – pytał w kazaniu kard. Stefan Wyszyński, dodając, że w Biechowie działa przecież w szczególny sposób Święta Boża Wspomożycielka. Działa skutecznie i od wieków. Wedle kronikarskich zapisków pielgrzymi przybywali do Biechowa już w XVII wieku, doznając pociechy od Tej, która – jak zapisano – zdrowie przywracała. Łaskami słynący obraz Matki Bożej Biechowskiej przedstawia Maryję trzymającą w prawej ręce jabłko królewskie lub brzoskwinię, a na lewej Dzieciątko Jezus, które podnosi prawą rączkę w geście błogosławieństwa, a lewą ma położoną na otwartej księdze, spoczywającej na Jego kolanach. Najstarsza wzmianka źródłowa o tym wizerunku pochodzi z 1695 roku. Niemałą sensacją było odkrycie dokonane w 1962 roku. Okazało się wówczas, że pod widniejącym obrazem Matki Bożej znajduje się drugi wizerunek, nieco pomniejszony i pochodzący z 1460 roku. Wiadomo, że to starsze malowidło, którego autor pozostaje nieznany, powstało w tzw. szkole bizantyjsko-włoskiej. Młodszy obraz pochodzi natomiast z XVII wieku i został namalowany przez ks. Krzysztofa Boguszewicza, proboszcza parafii pw. św. Wojciecha w Poznaniu. Należy wspomnieć, że opiekujący się sanktuarium ojcowie paulini przybyli do Biechowa w 1969 roku, a w latach 80-tych ubiegłego wieku było to miejsce modlitwy członków „Solidarności” z całej Wielkopolski.

Wersja do druku
Portal eKAI prezentuje część tekstów publikowanych w płatnym serwisie agencyjnym Katolickiej Agencji Informacyjnej.
Nasza strona internetowa używa plików cookies (tzw. ciasteczka) w celach statystycznych, reklamowych oraz funkcjonalnych.