Drukuj Powrót do artykułu

Autokefalia Prawosławnego Kościoła Ukrainy wielką szansą dla ekumenizmu

25 stycznia 2019 | 00:16 | Rozmawiali Marcin Przeciszewski i Krzysztof Tomasik (KAI) | Kijów Ⓒ Ⓟ

Sample Fot. Tomasz Rytych / REPORTER

Otrzymanie autokefalii przez Prawosławnego Kościoła Ukrainy (PKU) otwiera nowe możliwości dla dialogu ekumenicznego. Zabłysło światło nadziei dla procesu jednoczenia Kościoła katolickiego i prawosławnego – uważa arcybiskup większy kijowsko-halicki Światosław Szewczuk. “Nasze społeczeństwo uznało Sobór Zjednoczeniowy Kościoła prawosławnego jaki miał miejsce 15 grudnia 2018 r. za najważniejsze wydarzenie nie tylko ubiegłego roku, ale i w najnowszych dziejach Ukrainy” – mówi zwierzchnik Ukraińskiego Kościoła Greckokatolickiego.

Zwraca też uwagę, że prawosławni, katolicy, protestanci oraz przedstawiciele innych religii: żydzi i muzułmanie oraz agnostycy i ateiści uznali powstanie PKU także jako akt konstytuujący niepodległość państwową.

Marcin Przeciszewski. Krzysztof Tomasik (KAI): Jakie znaczenie ma dla narodu, państwa, chrześcijaństwa, przyznanie autokefalii Prawosławnemu Kościołowi Ukrainy (PKU)?

Abp Światosław Szewczuk: Do końca jeszcze nie wiemy jakie to ma znaczenie, gdyż akt ten wykracza poza ramy naszego państwa i narodu. Jeśli chodzi o rozwój historyczny Kościoła kijowskiego to zawsze ta część jego chrześcijan, która identyfikowała się z Kościołem prawosławnym a nie greckokatolickim, szukała swojej tożsamości. Z jednej strony dążyli do niezależności a z drugiej do uniwersalności. Było to napięcie między świadomością lokalną, identyfikacją z narodem i państwem ukraińskim a dążeniem do bycia częścią Kościoła powszechnego. W przypadku Kościoła greckokatolickiego to się dokonało poprzez odnowienie unii z papieżem. Komunia ta pozwoliła nam pozostawać Kościołem związanym z kulturą ukraińską i kijowskimi korzeniami a z drugiej strony otworzyła nas na cały świat. Jesteśmy zatem Kościołem kijowskim i katolickim czyli powszechnym. Mądrość – “sofija kijowska” jest uniwersalna.

Jak mawiał nasz metropolita Andrzej Szeptycki, jeśli Kościół identyfikuje się tylko z jednym narodem to prowadzi to do izolacji, podziałów i konfrontacji. Jeśli natomiast otwiera się na uniwersalny wymiar człowieczeństwa, na tajemnicę zbawiania ludzkości, to wtedy zachowuje swoją chrześcijańską tożsamość.

KAI: A jak to odnosi się do Kościoła prawosławnego?

– W przypadku Prawosławnego Kościoła Ukrainy poprzez otrzymanie Tomosu o autokefalii od Patriarchy Konstantynopola włączył on ten Kościół lokalny w komunię z całym światem prawosławnym. Oczywiście to wydarzenie przekracza ramy życia religijnego. Nasze społeczeństwo uznało Sobór Zjednoczeniowy Kościoła prawosławnego jaki miał miejsce 15 grudnia 2018 r. za najważniejsze wydarzenie nie tylko ubiegłego roku, ale i w najnowszych dziejach Ukrainy. Prawosławni, katolicy, protestanci oraz przedstawiciele innych religii: żydzi i muzułmanie oraz agnostycy i ateiści uznali powstanie Prawosławnego Kościoła Ukrainy także jako akt konstytuujący niepodległość państwową. Dla nas, katolików takim aktem było nawiązanie przez państwo ukraińskie pełnych stosunków dyplomatycznych ze Stolicą Apostolską, przed ponad 20 laty. Dzięki temu Ukraina stała się pełnoprawnym podmiotem prawa międzynarodowego.

KAI: Czy poprzez autokefalię świat prawosławny też uznał niepodległość Ukrainy?

– Są niestety Kościoły prawosławne, które nie uznają podmiotowości narodu ukraińskiego. Chodzi przede wszystkim o Rosyjski Kościół Prawosławny, który głosi ideę “ruskiego świata”. Nie chce on uznać istnienia odrębnego narodu ukraińskiego mającego swoją historyczną tożsamość, kulturę, język, prawo do własnej państwowości i samostanowienia a także, zgodnie z kanonami prawosławnymi, do autokefalicznego Kościoła prawosławnego.

KAI: Otrzymanie autokefalii przez PKU otwiera nowe możliwości dla dialogu ekumenicznego…

– Oczywiście, ale będzie to wymagać dużo dobrej woli i zaangażowania z obu stron. Na razie zabłysło światło nadziei dla procesu jednoczenia Kościoła katolickiego i prawosławnego. Z drugiej strony nie pojawiło się coś zupełnie nowego, bowiem wierni należący do Patriarchatu Kijowskiego i Ukraińskiego Autokefalicznego Kościoła Prawosławnego stanowią od lat mocno okrzepłe wspólnoty. Problemem dla nich było przede wszystkim to, że Rosyjski Kościół Prawosławny nie uznawał ich życia sakramentalnego.

Dla nas katolików obrządku bizantyjsko-ukraińskiego i łacińskiego nie był tak ważny wymiar polityczny przyznania autokefalii, ale wymiar duszpasterski, gdyż na co dzień kontaktowaliśmy się z osobami należącymi do tych Kościołów, a w niektórych miejscach dzieliliśmy z nimi nawet tę samą świątynię. Problemem było to, jak mamy ich traktować od strony eklezjalnej i na to odpowiedź mogli dać nam tylko sami prawosławni. Jako katolicy uznawaliśmy sakrament chrztu św. udzielany przez te wspólnoty. Natomiast uznanie innych sakramentów nie było już takie łatwe, gdyż nie leżało to w naszych kompetencjach. Pragnę w tym kontekście zaznaczyć, że jako katolicy szanujemy kanony Kościoła prawosławnego i nie mamy prawa ich kwestionować.

Zaostrzenie dyskusji wokół problemu uznania sakramentów miało miejsce w zeszłym roku. Mianowicie chodzi o tragicznie zmarłego chłopca w Zaporożu. Był on ochrzczony w Ukraińskim Kościele Prawosławnym Patriarchatu Kijowskiego. Gdy kapłan należący do Patriarchatu Moskiewskiego dowiedział się o tym, nie chciał odprawić jego pogrzebu, gdyż uznał jego chrzest za nieważny i potraktował go jako poganina. Całe wydarzenie wywołało duży rezonans i oburzenie na Ukrainie a nawet poza jej granicami i stało się to tematem gorącej dyskusji społecznej. Kapłan argumentował swoją decyzję między innymi tym, że chłopca ochrzczono w Kościele, którego sakramenty nie mają mocy zbawczej i którego nie uznaje cały świat prawosławny. Wtedy zaczęto powszechnie pytać, czy stanowisko Patriarchatu Moskiewskiego w sprawie pogrzebu chłopca jest zgodne z prawosławnymi kanonami. Wewnętrzny problem prawosławia stał się przedmiotem dyskusji społecznej.

Moim zdaniem sprawa chłopca była katalizatorem wydarzeń ubiegłego roku. Dla nas z duszpasterskiego punktu widzenia było to bardzo ważne, że Kościół prawosławny sam wypowiedział się na ten temat. Trzeba było dać odpowiedź, czy Kościół Patriarchatu Kijowskiego i Kościół Autokefaliczny są Kościołami czy też nie, czy udzielany przez nie chrzest jest ważny. Na te pytania dał ostatecznie odpowiedź patriarcha Konstantynopola Bartłomiej uznając powstanie PKU i nadanie mu autokefalii. Z punktu widzenia duszpasterskiego sytuacja została uzdrowiona.

KAI: To otwiera nowe możliwości dialogu ekumenicznego

– Oba Kościoły jednocząc się i wychodząc z izolacji eklezjalnej zrodziły nadzieję, że teraz możemy rozpocząć autentyczny teologiczny dialog ekumeniczny w Ukrainie. Do tej pory nie prowadziliśmy rozmów, mieliśmy tylko sporadyczne kontakty, od czasu do czasu się spotykaliśmy, współpracując w ramach Wszechukraińskiej Rady Kościołów i Organizacji Religijnych. W istotnych kwestiach, takich jak dążenie do jedności, dialog z Kościołem Patriarchatu Moskiewskiego był niemożliwy. Ponadto uzurpował on sobie prawo do wypowiadania się również w imieniu ukraińskiego prawosławia.

Podczas spotkania w 2011 r. z metropolitą Hilarionem, przewodniczącym Wydziału Zewnętrznych Kontaktów (OWCS) Kościelnych Patriarchatu Moskiewskiego zapytał mnie, kto dla nas w Ukrainie jest podmiotem dialogu ekumenicznego. Odpowiedziałem, że Ukraiński Kościół prawosławny, gdyż dla wszelkich kontrowersji rozwiązania należy szukać tylko w naszym kraju a nie poza jego granicami. Metropolita Hilarion zaprzeczył argumentując, że Kościół prawosławny na Ukrainie nie jest podmiotem i nie dojrzał do prowadzenia dialogu. Dla nas jest to polityka depersonalizacji Kościoła prawosławnego w Ukrainie przez Rosyjski Kościół Prawosławny.

Tutaj muszę wspomnieć świętej pamięci metropolitę Włodzimierza Sabodana, wówczas zwierzchnika Kościoła Prawosławnego Patriarchatu Moskiewskiego w Ukrainie, który był otwarty na dialog i mieliśmy nadzieję, że będzie on prowadzony. Niestety po jego śmierci rozmowy zostały przerwane.

KAI: Teraz katolicy mają partnera w PKU.

– Prawosławny Kościół Ukrainy gdy został uznany jako kanoniczny ma poprzez autokefalię pełnię praw, żeby mówić we własnym imieniu. Z danych statystycznych wynika, że jest najliczniejszą wspólnotą prawosławną w Ukrainie, gdyż tworzą go duchowni i wierni z trzech Kościołów: Patriarchatu Kijowskiego, Autokefalicznego i części Patriarchatu Moskiewskiego. Jego dynamika będzie zależeć od tego, czy zdoła zniwelować odrębności istniejące między nimi do tego czasu, na ile będzie w stanie zjednoczyć episkopat, księży i wspólnoty monastyczne. Ważnym elementem scalającym poprzednie trzy struktury jest obecny statut PKU zatwierdzony przez Patriarchat Konstantynopolitański. Jego autorytet będzie zależeć od stopnia wewnętrznego porozumienia. Jeśli uda się pokonać rozbieżności to będzie on miał odwagę i potencjał oraz możliwość prowadzenia dialogu ekumenicznego.

KAI: Tuż po Soborze Zjednoczeniowym spotkał się Ksiądz Arcybiskup z metropolitą Epifaniuszem i rozmawialiście na temat “mapy drogowej” wzajemnych relacji. Na czym będzie ona polegała?

– Nie mamy jeszcze konkretnych ustaleń. Ważne jest to, iż wspólnie z Prawosławnym Kościołem Ukrainy pragniemy utworzyć plan wspólnych działań. Metropolita Epifaniusz zapewnił mnie, że będzie dążyć do tego, by w ramach synodu zostały powołane specjalne struktury do kontaktów z Kościołem katolickim obu obrządków. Musimy uzbroić się w cierpliwość i chwilę poczekać aż zostaną stworzone pełne struktury PKU.

KAI: Przed PKU stoi jeszcze wyzwania jakim będzie uznanie go przez inne Kościoły prawosławne.

– Oczywiście jest to jedno z ważniejszych zadań stojących obecnie przed PKU. Wiadomo, że niektóre Kościoły prawosławne nie mają jednoznacznego stanowiska. Ale ten proces współpracy na pewno zostanie podjęty. Winniśmy troszkę poczekać, gdy po euforii związanej z powstaniem, PKU przejdzie w etap pracy nad formowaniem relacji międzyprawosławnych i ekumenicznych.

KAI: “Przywrócenie łączności eucharystycznej między Rzymem a Konstantynopolem nie jest utopią” – cytuję Księdza Arcybiskupa. Czy i pod jakimi warunkami mogłoby dojść do jedności?

– Wydaje się, że mamy do czynienia z pewnym kryzysem ekumenizmu i ruchu ekumenicznego. Powstaje takie wrażenie, iż ekumenizm jest rozumiany jako pewna forma międzykościelnych relacji dyplomatycznych, prowadzimy rozmowy szanując swoją odrębność i tożsamość. W takim kontekście dialog sprowadza się do tolerancji drugiej strony. Oczywiście winniśmy uczyć się tolerancji i wzajemnego poszanowania, ale nie na tym polega ekumenizm. Zbyt mało albo w ogóle nie mówimy o istocie ekumenizmu, czyli odnowie pełnej i widzialnej jedności Kościoła. Żyjemy w świecie, który ceni sobie niezwykle różnorodność ale już w o wiele mniejszym stopniu jedność i komunię, a przecież mamy wypełnić życiem modlitwę Jezusa, który prosi Ojca abyśmy stanowili jedno. Niezwykle jasno cel ruchu ekumenicznego określił papież Jan Paweł II mówiąc od dążeniu do jedności eucharystycznej. Nie chodzi o to, aby stworzyć jakąś nową super strukturę, z dwóch różniących się Kościołów stworzyć jakiś trzeci. Mamy odzyskać komunię między Kościołami, tak jak to było w pierwszym tysiącleciu. Mamy na przykład wspólną Międzynarodową Komisję Mieszaną ds. Dialogu Teologicznego między Kościołem Katolickim i Kościołem Prawosławnym. Większość Kościołów prawosławnych ma w niej swoich przedstawicieli. Obecnie jej współprzewodniczącym ze strony katolickiej jest kard. Kurt Koch a ze strony prawosławnej przedstawiciel Patriarchatu Konstantynopola, arcybiskup Telmessosu Hiob Getcha. Po wydarzeniach w Ukrainie wycofał się z niej przedstawiciel Patriarchatu Moskiewskiego.

Niestety, prace komisji są mało znane nie tylko w Ukrainie, ale i w innych krajach. Na przykład od lat cieszymy się wzajemnym uznaniem sakramentu chrztu św. i o tym w Ukrainie prawie nikt nie wie. Ponadto to raczej tylko strona katolicka wciela w życie postanowienia wypracowane w tym gremium a wiele Kościołów prawosławnych nic o tym nie wie. Czy nam się to podoba, czy nie, dialog i ruch ekumeniczny żyje i pracuje. Głęboko wierzę, że ekumenizm jest dziełem Ducha Świętego, gdyż to On jest twórcą jedności i komunii. Sprawia, że mamy coraz większą świadomość, że bez jedności tracimy wiarygodność naszej ewangelizacji w sekularyzowanym świecie współczesnym. Bez niej nasze głoszenie Ewangelii jest mało skuteczne, a przecież powinniśmy ją głosić jednym głosem.

KAI: Jakie warunki powinny być spełnione by doszło na przykład do jedności eucharystycznej między Kościołem greckokatolickim a PKU?

– Mówiliśmy o dwóch biegunach naszej eklezjalnej rzeczywistości: lokalnym i uniwersalnym. Na poziomie lokalnym winniśmy szukać takich form współpracy aby dojść do jedności na poziomie uniwersalnym. Kiedyś ruchy zjednoczeniowe powstawały od dołu, zawieraliśmy unie lokalne i nasz Kościół jest owocem takiej jedności pomiędzy Kościołem prawosławnym i katolickim. Teraz taki model już nie wystarcza. Jedność zawarta na poziomie lokalnym ma być katalizatorem jedności eucharystycznej na poziomie uniwersalnym.

Wydarzenia w Ukrainie mogą stać się impulsem dla unii na poziomie powszechnym. Mam na uwadze jedność eucharystyczną pomiędzy Konstantynopolem i Rzymem, do czego dąży prowadzony dialog ekumeniczny. Oczywiście obecne podziały dla jednych pokazują, że aby do tego doszło potrzebujemy jeszcze dużo czasu. Dla innych, którzy myślą o jakiejś krótkiej perspektywie, jedność chrześcijaństwa wydaje się utopią. Ja ze swej strony jestem jednak dobrej myśli: to nie jest utopia! Nie bójmy się, dążyć do jedności współpracując z Duchem Świętym.

Są jednak Kościoły w których ekumenizm jest traktowany jako herezja. Na przykład w klasztorach Patriarchatu Moskiewskiego w Ukrainie można kupić książki mówiące o herezji ekumenizmu. Koncentracja na samym sobie, zamknięcie na dialog i okopanie się na własnych pozycjach jest dla niektórych środowisk prawosławnych dowodem na prawdziwość i wyłączność. Moim zdaniem jest to fałszywe pojmowanie własnej tożsamości. Jezus nawoływał do czegoś innego, pragnął jedności.

KAI: Jakie warunki muszą być spełnione?

– Warunki są omawiane w ramach prac międzynarodowej komisji katolicko-prawosławnej. Obecnie trwa dyskusja na temat papieskiego prymatu i synodalności. Strona prawosławna uświadamia, że rozdrobnienie i podział między Kościołami nie jest czymś naturalnym i nie odpowiada jego istocie. Szukają instrumentów prowadzących do uniwersalizacji prawosławia aby odpowiedzieć adekwatnie na wyzwania naszych czasów. W tym duchu został zwołany w 2016 r. Sobór Wszechprawosławny na Krecie. Jego celem było poszukiwanie porozumienia nie tylko na poziomie Kościołów lokalnych ale również na poziomie uniwersalnym.

Z kolei papież Franciszek mówi o zdrowej decentralizacji Kościoła katolickiego. Kontynuuje on ideę Jana Pawła II, który w encyklice “Ut unum sint” prosi o pomoc w sprawowaniu prymatu Piotrowego w taki sposób, aby służył on jedności całego chrześcijaństwa w naszych czasach. Zatem ze strony prawosławnej szuka się autorytetu uniwersalnego a ze strony katolickiej szuka się zdrowej decentralizacji i odnowy synodalności Kościoła. Dokument, nad którym pracuje obecnie komisja mieszana dotyczy synodalności i papieskiego prymatu. Jesteśmy na dobrej drodze, ale czegoś nam jeszcze brakuje. Czy będziemy omawiać te tematy w duchu dyplomatycznym, czy teologicznym, czy też na poziomie idei? Z gdy chodzi o życie praktyczne, to uzgodnione przez komisję idee nie zawsze docierają i kształtują nasze codzienne życie.

Niestety, z obserwacji relacji między Kościołem katolickim a prawosławnym wynika, iż wiele wspólnych uzgodnień postrzeganych jest jako czysta teoria lub nawet utopia. Aby tak nie było, winniśmy dogłębnie zmienić nasz sposób myślenia i bycia chrześcijanami.

KAI: Czy PKU będzie członkiem komisji mieszanej?

– Bardzo bym chciał aby PKU uczestniczył w pracach komisji, gdyż nasz Kościół ma w niej swego przedstawiciela.

KAI: Wróćmy do autokefalii. Jaka rolę odegrał prezydent Petro Poroszenko w procesie starań o autokefalię dla prawosławia na Ukrainie?

– Uzyskanie autokefalii dla Prawosławnego Kościoła Ukrainy było też w pewnym sensie powiązane z działaniami politycznymi, i prezydent w tym procesie aktywnie uczestniczył. Z drugiej strony, prezydent zrobił dokładnie to, o co prosił patriarcha Konstantynopola Bartłomiej. Nie można tego określić jako wtrącanie się państwa w wewnętrzne sprawy Kościoła. Była to raczej pomoc jakiej Kościół prawosławny na Ukrainie potrzebował od państwa. A gdzie dokładnie biegnie granica w relacjach między państwem i Kościołem, winna odpowiedzieć strona prawosławna, gdyż katolicy w tej kwestii mają nieco inne kryteria.

Relacje między Kościołem a państwem, wedle nauki społecznej Kościoła katolickiego nie przewidują tak aktywnego udziału państwa. Ale faktem jest, że bez poparcia prezydenta Ukrainy i parlamentu, nie doszłoby do przyznania autokefalii. Wynika to także z faktu, że ani Patriarchat Konstantynopola, ani Kościół prawosławny w Ukrainie, nie są podmiotami prawa międzynarodowego, tak jak np. Stolica Apostolska. A więc na płaszczyźnie międzynarodowej musi pojawić się pośrednik, będący podmiotem prawa międzynarodowego. W tym przypadku było to państwo ukraińskie, które pełniło rolę pośrednika.

Trudno mi jednak oceniać stopień zaangażowania, gdyż podejście katolickie jest inne niż prawosławne w tej kwestii. O ocenę należałoby zapytać metropolitę Epifaniusza lub prezydenta. Ale dzięki temu, iż obie strony zgodnie współdziałały, temu doszło do uzyskania autokefalii, to jest fakt.

KAI: Księże Arcybiskupie, wiemy skądinąd, że w procesie uzyskania autokefalii zaangażowany był także Kościół greckokatolicki. Tak przynajmniej twierdzi Patriarchat Moskiewski.

– Moja odpowiedź jest taka, że strach ma wielkie oczy. I widzi się wroga tam, gdzie go nie ma. Patriarchat Moskiewski, przez długie lata nie przyznawał grekokatolikom, prawa do istnienia. Zabraniał nam wypowiadania się na temat Kościoła prawosławnego w Ukrainie. Tymczasem Kościół greckokatolicki rozwija się i bierze aktywny udział w dialogu, nie tylko na poziomie lokalnym, ale i na poziomie międzynarodowym. Spotykamy się i prowadzimy rozmowy oraz współpracujemy z przedstawicielami innych Kościołów i innych państw. W procesie uzyskania autokefalii przez PKU, nie uczestniczyliśmy, ponieważ nie leży to w naszych kompetencjach, a w kwestii współdziałania pomiędzy państwem i Kościołem mamy nieco odmienne podejście. I z tego powodu nie mogliśmy być częścią, ani nawet konsultantami tego procesu. Ale oczywiste jest, że jesteśmy zadowoleni z jego skutków.

KAI: Patriarchat Moskiewski odrzucił autokefalię prawosławia na Ukrainie a nawet obłożył anatemą patriarchę Konstantynopola Bartłomieja. Czy możemy teraz obawiać się jakichś prowokacji z tamtej strony, wojny religijnej na Ukrainie? Czy istnieje takie zagrożenie? A może skończy się tak jak z autokefalią Estonii, którą Moskwa po pewnym czasie zaakceptowała?

– Jeśli chodzi o prowokację, to musimy pamiętać, że wrogowie Ukrainy wyznają logikę: czym gorzej się dzieje tym lepiej. Gdyby doszło do jakichś zamieszek, do zaburzenia spokoju społecznego, to kto na tym wygra? Tylko przeciwnicy Ukrainy. Jest to jasne i opinia publiczna zdaje sobie z tego sprawę.

Pokój religijny w Ukrainie jest sprawą bezpieczeństwa państwowego. Nikt nie może dopuścić do zamieszek. Wypowiadał się na ten temat patriarcha Konstantynopola i prezydent Poroszenko oraz nowy metropolita Epifaniusz. Nie można dopuścić do konfliktów na tle religijnym w Ukrainie, powodujących jakiekolwiek antagonizmy. Kościół chce a państwo musi zabezpieczyć pokój. Czy ze strony moskiewskiej będą jakieś prowokacje, zobaczymy. Czy państwo oraz społeczeństwo ukraińskie chce porozumienia, oczywiście, że tak. Czy spokoju chronić będą skutecznie, zobaczymy. Ale wszyscy powinni współpracować ze sobą.

Jeśli chodzi o zerwanie komunii eucharystycznej z Konstantynopolem przez Moskwę, z powodu przyznania autokefalii Prawosławnemu Kościołowi Ukrainy, myślę, że to jest tymczasowy akt. Podobnie było w latach 90., po przyznaniu autokefalii Kościołowi prawosławnemu w Estonii. Spodziewam się, że dojdzie w końcu do porozumienia między różnymi Kościołami prawosławnymi. Tym bardziej, że to rozerwanie komunii jest jednostronne. Nastąpiło tylko ze strony Moskwy, wyłącznie z motywów politycznych a Konstantynopol tego nie uznał. Patriarcha Konstantynopola nie zerwał kontaktów z Rosyjskim Kościołem Prawosławnym i cały czas wspomina patriarchę moskiewskiego podczas Liturgii. Należy się modlić, aby rozbieżności nie były trwałe i nastąpiło uświadomienie, iż Ukraina jest terenem nadziei, wzajemnego spotkania i nowego życia.

Jestem przekonany, że to, co aktualnie dzieje się w Ukrainie, jest prawdziwym laboratorium ekumenizmu, tak jak o tym powiedział Jan Paweł II. Nie jest to utopia lecz rzeczywistość duszpasterska, społeczna, istniejąca w relacjach między Kościołami oraz w naszych relacjach międzynarodowych, związanych z powstaniem Prawosławnego Kościoła Ukrainy.

KAI: A jak przeciętny Ukrainiec przyjął autokefalię Kościoła Prawosławnego Ukrainy?

– Społeczeństwo ukraińskie przyjęło to bardzo pozytywnie. Nie ma także zdrowo myślących polityków w Ukrainie, którzy wypowiadaliby się przeciwko autokefalii.

KAI: A prorosyjska Partia Regionów?

– Przeciwko autokefalii wypowiadają się wyłącznie ci politycy, którzy podtrzymują pozycję Moskwy. Jesteśmy państwem demokratycznym, wobec tego nawet takie partie mają prawo na istnienie. Ale są one w mniejszości.

KAI: Zapytamy o stanowisko Stolicy Apostolskiej wobec Prawosławnego Kościoła Ukrainy. Stolica Apostolska prowadzi także dialogi z poszczególnymi Kościołami prawosławnymi, np. z moskiewskim. Czy – zdaniem Księdza Arcybiskupa – zaistnieje taki dialog z Prawosławnym Kościołem Ukrainy?

– Sposób oceny tej sytuacji ze strony Stolicy Apostolskiej jest bardzo wyważony. Pojawiły się opinie, że do kompetencji Stolicy Apostolskiej nie należy ocenianie wewnętrznych działań Kościoła prawosławnego. My jesteśmy tego samego zdania. Z drugiej strony, Stolica Apostolska stara się o zachowanie stosunków symetrycznych. Gdy dochodzi do konfliktów między lokalnymi Kościołami, Stolica Apostolska stara się pozostawać ponad nimi, aby móc pełnić posługę arbitra. Nawet w czasach podziałów między chrześcijanami, Stolica Apostolska zachowuje pozycję arbitra świata chrześcijańskiego i nie przyjmuje pozycji jednej ze stron.

Uznanie autokefalii, uzależnione jest od tego, jaka będzie recepcja tego aktu przez inne patriarchaty i autokefaliczne Kościoły prawosławne. Jeżeli Prawosławny Kościół Ukrainy zostanie uznany i przyjęty do wspólnoty świata prawosławnego, wtedy Stolica Apostolska będzie mieć argument, aby sformułować własne stanowisko i nawiązać bezpośrednie kontakty.

KAI: Czyli uznanie Prawosławnego Kościoła Ukrainy przez Patriarchę Ekumenicznego, nie wystarcza Watykanowi?

– Na razie nie. Papież ma wielki szacunek do patriarchy Bartłomieja. Spotyka się z nim regularnie, przynajmniej dwa razy w roku. Z patriarchą moskiewskim widuje się bardzo rzadko, ostatnio doszło do spotkania tylko w Hawanie. Teraz co roku w Moskwie będą świętować rocznicę tego spotkania, gdyż nie wiadomo czy dojdzie do kolejnego.

Papież z wielkim szacunkiem przyjmuje decyzje patriarchy Konstantynopola. Ale w obecnej sytuacji chodzi o odrębny Kościół autokefaliczny, dlatego nie wystarczy uznanie go tylko przez Patriarchę Konstantynopola, gdyż Kościół ten musi wchodzić w odrębne relacje z innymi Kościołami świata prawosławnego, jako autonomiczny podmiot.

KAI: Kiedy Ksiądz Arcybiskup spotykał się z papieżem Franciszkiem, czy rozmawialiście na ten temat?

– Dłuższe spotkanie na ten temat mieliśmy w lipcu ub.r. a jego celem było przedstawienie pozycji Kościoła greckokatolickiego, gdyż wówczas pojawiły się zarzuty, że autokefalia będzie nowym rodzajem „uniatyzmu”. Po utworzeniu nowego Kościoła i uzyskaniu przezeń autokefalii nie miałem jeszcze sposobności, aby rozmawiać z Franciszkiem na temat tego, co się wydarzyło. Mam nadzieję, że kolejne spotkania z papieżem, które odbywamy dosyć regularnie, będą temu służyć.

KAI: Jakie osobiste relacje ma Ksiądz Arcybiskup z metropolitą Epifaniuszem, nowo wybranym zwierzchnikiem Kościoła Prawosławnego Ukrainy?

– Znamy się od dłuższego czasu, chociaż jest on ode mnie o 10 lat młodszy. Dotąd miałem poczucie, że byłem najmłodszym zwierzchnikiem Kościoła, ale on mnie teraz w tym przeskoczył. Metropolita Epifaniusz jest człowiekiem otwartym, mądrym, pobożnym i bardzo dobrze wykształconym. Studiował w Atenach i mówi językiem nowogreckim, więc może rozmawiać z patriarchą Bartłomiejem bez tłumacza. Ma dobre zamiary i chce zbudować jedność w episkopacie swego Kościoła. Życzę mu więc powodzenia. Bardzo dobrze też zna i rozumie tradycje dawnej metropolii kijowskiej, która będąc Kościołem prawosławnym była jednocześnie otwarta na Zachód i na papiestwo. Łączy nas ta „kijowsko-centryczność”, charakterystyczna zarówno dla Kościoła greckokatolickiego jak i Prawosławnego Kościoła Ukrainy. Chcemy więc skupić się na tym, co nas łączy, a nie akcentować różnice.

KAI: Na Ukrainie zbliżają się wybory prezydenckie. Jak Ksiądz Arcybiskup ocenia sytuację w swej ojczyźnie?

– Społeczeństwo ukraińskie jest dziś wielkim wulkanem, swego rodzaju tyglem, gdzie współistnieją różne światopoglądy, gorące debaty polityczne, itd.

KAI: Wulkany czasami wybuchają i powstają wielkie zniszczenia…

– Tak, ten wulkan wciąż wybucha, gdyż wewnętrzne napięcia na tle politycznym są silne. Najważniejsza jednak dla Ukrainy, moim zdaniem, jest potrzeba zbudowania prawdziwego systemu politycznego.

KAI: To znaczy jakiego?

– Dotąd nie mieliśmy prawdziwych partii politycznych. Mieliśmy grupy sformowane przez niektórych polityków, wspierane przez niektórych oligarchów. To było źródłem korupcji politycznej. Bo jeśli dochodzi do zjednoczenia się oligarchii biznesowej i polityki państwowej, jest to źródłem korupcji. Nie chodzi wówczas o dobro ludu i całego narodu lecz o dobro tych czy innych grup, które dbają same o siebie. Myślę, że po tych wyborach w jakiś sposób dojdzie do nowej jakości w życiu politycznym Ukrainy. Mam taką nadzieję.

Ale jest też i poważne niebezpieczeństwo. Jest za naszą granicą państwo, gotowe zainwestować duże pieniądze w zbliżającą się kampanię wyborczą. A tym państwem nie jest Polska, nie są Stany Zjednoczone ani nawet Watykan, jest to Rosja. To jest kraj, który wciąż szuka sposobu jak podbić Ukrainę, używając dziś mechanizmów państwa demokratycznego. Jest to bardzo niebezpieczna rzeczywistość.

Z drugiej strony idea zbudowania prawdziwego, europejskiego modelu demokracji na Ukrainie jest tym, do czego dąży nasz naród. W ostatnich latach, wraz z innymi Kościołami Ukrainy, zainicjowaliśmy Narodowe Forum Transformacji Ukrainy. Chcieliśmy aby społeczeństwo obywatelskie skonkretyzowało to, czego pragnie od polityków, i od swojego państwa. Zastanawialiśmy się jaki model naszego narodowego bytu chcemy popierać i wprowadzać w życie. Model ten określają kryteria z Kopenhagi. Są to te kryteria, wedle których te czy inne państwo może, bądź nie może być przyjęte do Unii Europejskiej.

Dążeniem Kościołów i innych podmiotów społeczeństwa obywatelskiego jest to, żeby nie mógł objąć władzy na Ukrainie ktoś, kto nie bierze odpowiedzialności za zrealizowanie takiego właśnie modelu. Jestem pewien, że większość tych polityków, którzy mają szanse na zwycięstwo, w ten czy inny sposób będą ten projekt realizować. Inni nie mają szans, chyba że dojdzie do jakiejś wielkiej politycznej korupcji ze strony Moskwy. Ukraińska opinia publiczna deklaruje wyraźnie, że chcemy być państwem suwerennym, chcemy być państwem europejskim, gdyż jesteśmy państwem o zupełnie odrębnej kulturze w stosunku do Rosji. Nasza suwerenność musi być chroniona i rozwijana.

KAI: A jakie wyzwania stoją dziś przed Kościołem greckokatolickim? Jakie największe problemy?

– Problemy są zawsze i wszędzie. A są one związane z szybkim rozwojem naszego Kościoła. Potrzeby wobec których stajemy, przekraczają nasze możliwości. Tytułem przykładu: kilka tygodni temu przyjechał nasz proboszcz z Kramatorska, leżącego w strefie przyfrontowej. Kramatorsk był okupowany przez Rosjan, a później został wyzwolony przez armię ukraińską. Proboszcz poinformował mnie, że na spotkaniu różnych organizacji pozarządowych zapytano go, kiedy będziemy mieć tutaj szkołę katolicką? On był totalnie zaskoczony, gdyż nigdy nie zajmował się szkolnictwem i przyjechał do mnie prosząc o radę. Ja też byłem zaskoczony, gdyż od lat pracuję nad tym, aby w Kijowie otworzyć szkołę katolicką, ale nie jest to takie proste. A tymczasem w Kramatorsku pragną szkoły katolickiej i inicjatywa ta nie wychodzi bynajmniej od Kościoła. Większość ludzi tam nie identyfikuje się z Kościołem katolickim, ale potrzebuje katolickiej szkoły. A chodzi im o inny sposób wychowania dzieci. Jest to dla nich nadzieja, że w końcu coś się zmieni. Teraz mam problem, co z tym fantem zrobić. Oczywiście musimy odpowiadać w sposób pozytywny, ale też pragmatyczny. Jak kształcić katolickich nauczycieli w Kramatorsku, tak aby mogli realizować model szkoły katolickiej? Skąd wziąć na to wszystko pieniądze, gdyż budynek nam już dają?

Są to przykłady jak nasz Kościół greckokatolicki jest atrakcyjny dla zwykłych ludzi i jakie są oczekiwania wobec niego. Widać, że świadectwo jakie tam daliśmy poprzez okazanie solidarności i przez pomoc społeczną, jest dla tego regionu bardzo ważne. I to otwiera przed nami nowe wyzwania. Już zaczynamy odczuwać brak księży, mimo wysokiego poziomu powołań.

KAI: Pod względem powołań kapłańskich Kościół greckokatolicki jest fenomenem na skalę światową…

– W mojej, kijowskiej diecezji, która obejmuje pięć województw, brakuje obecnie 50 księży. W seminarium w Kijowie tylko na pierwszy rok zgłosiło się 30 nowych kleryków: dwa razy więcej niż rok wcześniej. Nawet nie mamy gdzie ich pomieścić. Widać więc tu niejako pozytywny „wybuch” naszego Kościoła i rosnące nim zainteresowanie. Szczególnie widzimy to w centralnej i wschodniej Ukrainie, gdyż w dawnej Galicji Kościół greckokatolicki od dawna jest już dobrze zakorzeniony.

Rozwoju wymaga także nasza patriarchalna kuria, tu w Kijowie. Odczuwamy, że zapotrzebowanie na naszą obecność jest tak duże, i to w różnych obszarach życia społecznego: na poziomie posługi społecznej i charytatywnej, szkolnictwa i edukacji, relacji z państwem i innymi Kościołami, na które musimy odpowiadać, że stwarza to sytuację, w której kuria musi się szybko rozwijać, otwierając nowe komórki, które podejmą te zadania.

Jest też olbrzymie zapotrzebowanie na głos naszego Kościoła w przestrzeni publicznej, szczególnie jeśli chodzi o obecność w mediach. Codziennie ktoś przychodzi prosząc o wywiad. W związku z tym nasz departament informacji tworzy telewizję internetową, radio, itd. Zatrudniamy coraz więcej dziennikarzy, aby to wszystko obsłużyć. Chodzi o to, by nasz głos słyszany był w takim stopniu, w jakim jest na to zapotrzebowanie. I to są te najważniejsze wyzwania.

KAI: Widać, że mając takie wyzwania Ksiądz Arcybiskup jest szczęśliwym człowiekiem, chyba jednym z najszczęśliwszych biskupów na świecie…

– Tak, to są te kłopoty i problemy związane z rozwojem działania Kościoła i odpowiedzią na wciąż nowe potrzeby ukraińskiego społeczeństwa, korzystającego z wolności i odbudowującego swoją tożsamość. Smutne jest, że w wielu innych krajach Kościół ma kłopoty związane ze „zwijaniem się”, np. łączeniem parafii, bo nie ma ich kto obsłużyć czy ze sprzedażą kościołów, do których już nikt nie chodzi. I w tym się różnimy.

Wersja do druku
Portal eKAI prezentuje część tekstów publikowanych w płatnym serwisie agencyjnym Katolickiej Agencji Informacyjnej.
Nasza strona internetowa używa plików cookies (tzw. ciasteczka) w celach statystycznych, reklamowych oraz funkcjonalnych.