Drukuj Powrót do artykułu

Biskup na Przystanku Woodstock

04 sierpnia 2002 | 14:16 | Rozmawiał: Marcin Perfuński //ad Ⓒ Ⓟ

– Nie chcemy nagabywać ludzi do kościoła, my dajemy świadectwo – powiedział w rozmowie z KAI biskup pomocniczy zielonogórsko-gorzowski Edward Dajczak, który uczestniczy w ewangelizacji prowadzonej na Przystanku Woodstock w Żarach.

Bp Dajczak od kilku dni stale przebywa w Żarach i razem z innymi ewangelizatorami z Przystanku Jezus odbywa masę osobistych rozmów z młodzieżą, która bawi się na Przystanku Woodstock. Często można tu zobaczyć, jak do biskupa podchodzi młody człowiek z irokezem na głowie.
Publikujemy pełny tekst wywiadu, jakiego w Żarach udzielił KAI:

*Czy “Przystanek Jezus” znalazł już swoje miejsce na “Przystanku Woodstock”?*
Myślę, że się odnaleźliśmy. Formalnego zgrzytu nie ma, bo nie rozbiliśmy swojego namiotu w sposób “partyzancki”. Zgłosiliśmy się do Jerzego Owsiaka i otrzymaliśmy jego zgodę – to była jego dobra wola. Mogę spokojnie powiedzieć, że spotkaliśmy ze zrozumieniem i ta relacja między nami jest dobra, choć zawsze będzie jakaś różnica, bo “Przystanek Woodstock” nie jest spotkaniem ewangelizacyjnym. My jesteśmy ludźmi Ewangelii i nie wszystkim to musi odpowiadać. Ale jesteśmy tu z naszym programem i myślę, że został on zaakceptowany.

*Dlaczego tak bardzo zależało wam być na “Przystanku Woodstock”?*
Jeżeli się weźmie na serio słowa, że człowiek jest drogą Kościoła, to właściwie nie ma takiego miejsca, gdzie człowiek mógłby być pozostawiony bez świadków. To było nasze pierwsze założenie. Tu przyjeżdżają ludzie, którzy czegoś szukają, albo jeszcze nie wiedzą, o co im chodzi, lub są po prostu poplątani. Szukają różnych dróg. Na “Przystanku Woodstock” pojawiają się różne propozycje. Gdyby wśród nich nie było propozycji Ewangelii, byłoby bardzo niedobrze. Uznałbym to za niewierność nakazowi Chrystusa. I to jest główny powód naszej obecności.

*Co konkretnie robicie?*
Najważniejsze jest świadectwo. Tu było trochę nieporozumień. My nie chcemy nagabywać ludzi, aby przyszli do Kościoła. Młodzi ludzie od nas idą do innych młodych i mówią im, dlaczego chcą żyć tak, a nie inaczej. Są “oznakowani” koszulką z napisem “Jezus OK”, tacy trochę prowokujący. I nie chodzi tu o to, że my, lepsi, idziemy do tych gorszych. W oczach Boga każdy jest tak wiele wart, że tego typu wartościowanie w ogóle nie wchodzi w grę. Można tylko spotkać człowieka, który z różnych powodów nie zna Chrystusa i Jego Ewangelii, lub jej nie przyjął. Nie znamy do końca historii, wpisanej głęboko w sercu człowieka. Wiemy tyle, na ile on się otworzy. Podchodzimy z delikatnością i szacunkiem do każdego człowieka i jego przekonań. Podczas rekolekcji, poprzedzających “Przystanek Jezus” mówiłem, że najpierw trzeba uświadomić sobie własną tożsamość, a dopiero później mówić o tym innym. Wtedy słowa brzmią pokojowo, a ten, który mówi, jest utwierdzony w tym, co robi. To znacznie poprawia wiarygodność świadectwa.

*Czy widzicie jakieś efekty swej pracy?*
Tak, widzimy. Nawet podchodzili do mnie młodzi ludzie, którzy mówili, że poznali Jezusa właśnie tu, na “Przystanku Jezus”. Oni mnie ogromnie cieszą, dają to świadectwo bardzo ciepło. Myślę, że jest tutaj sporo ludzi, którzy byli za mało kochani w domu. Może to nie jest odkrywcze stwierdzenie, ale jest to problem całego społeczeństwa. Dlatego właśnie serdeczne dzielenie się z innymi jest najbardziej owocne.

*Dzielicie się nie tylko Słowem, ale i jedzeniem?*
Rozdajemy chleb i herbatę. Jemy śniadania w grupach animatorskich. Gdy dziś rano chodziłem wśród tych grup zauważyłem, że są one poszerzone. Byli tam ludzie z “Woodstocku”, którzy przyszli głodni i usiedli do wspólnego posiłku. Nie chcemy żeby ktoś nam powiedział, że jest głodny, a my tylko mówimy mu o Panu Bogu. Oczywiście, nie wyżywimy tej ogromnej masy ludzi, bo nie mamy na to środków. Ale jak przychodzi głodny i spragniony człowiek, trzeba dać mu choćby kromkę chleba. Przypomina mi się metoda Matki Teresy z Kalkuty. Ona wypełniała nakaz Jezusa nie przez głoszenie jakiejś ideologii, lecz gdy spotykała głodnego człowieka, po prostu dawała mu jeść. Jej świadectwo bardzo przemawia. Trzeba robić tyle, ile można zrobić.
Na “Przystanku Jezus” jest także sporo kultury. Jest muzyka, pokazywane są filmy, grane są spektakle.
Uczymy się tutaj sztuki komunikacji, znajdowania języka. Kultura to jest dotknięcie człowieka jakimś pięknem. Ono sprawia, że zaczyna on reagować na zupełnie innym poziomie. O to nam chodzi. Kościół zmaga się dziś z problemem znalezienia takiej formy głoszenia Ewangelii, by była ona czytelna. Dotyczy to zwłaszcza młodego pokolenia. W nim zmiany następują tak szybko, że gdy zaczyna używać się jakiegoś znaku, nieraz okazuje się on już nieaktualny. Niemal z roku na rok pojawiają się nowe formy komunikacji. Kiedy pytałem uczestników “Przystanku Jezus” co jest tutaj dla nich ważne, mówili, że oprócz doświadczenia wiary, ciepła i miłości najważniejsze jest to, że zupełnie inaczej spojrzeli na Kościół. To pokolenie ma kłopot z przebiciem się przez organizacyjną strukturę Kościoła, zwłaszcza tam, gdzie sformalizowanie jest przesadne. Będąc ludźmi wierzącymi nie mogą sobie poradzić z tym, co jest wokół nich. Są inaczej skonstruowani, odbierają inne znaki, inaczej wyrażają to, co przeżywają. I wcale nie muszą być mniej wierzący od dorosłego człowieka, który wierzy w sposób tradycyjny. Przyjeżdżają tu, by doświadczyć wspólnoty, której nie potrafią odnaleźć w parafii.

*Czy zabierają to doświadczenia do domu, do swoich parafii?*
Jak najbardziej! W parafiach powstają wspólnoty, związane z “Przystankiem Jezus”. Tak jest w archidiecezji poznańskiej i gdańskiej oraz diecezji tarnowskiej. W innych diecezjach odbywają się spotkania tych, którzy byli na “Przystanku”. Oni zapraszają innych ludzi, którzy się w to wciągają, i za rok przyjeżdżają na “Przystanek Jezus”. Wygląda to tak jak głoszenie Ewangelii w początkach chrześcijaństwa: Byłem, przeżyłem, doświadczyłem, a teraz mówię to wam.

Wersja do druku

Nasza strona internetowa używa plików cookies (tzw. ciasteczka) w celach statystycznych, reklamowych oraz funkcjonalnych. Możesz określić warunki przechowywania cookies na Twoim urządzeniu za pomocą ustawień przeglądarki internetowej.
Administratorem danych osobowych użytkowników Serwisu jest Katolicka Agencja Informacyjna sp. z o.o. z siedzibą w Warszawie (KAI). Dane osobowe przetwarzamy m.in. w celu wykonania umowy pomiędzy KAI a użytkownikiem Serwisu, wypełnienia obowiązków prawnych ciążących na Administratorze, a także w celach kontaktowych i marketingowych. Masz prawo dostępu do treści swoich danych, ich sprostowania, usunięcia lub ograniczenia przetwarzania, wniesienia sprzeciwu, a także prawo do przenoszenia danych. Szczegóły w naszej Polityce prywatności.