Drukuj Powrót do artykułu

Bóg w internecie – rozmowa o rekolekcjach on-line

04 marca 2002 | 12:52 | Rozmawiał Marcin Perfuński //mr Ⓒ Ⓟ

Rekolekcje internetowe skłaniają do myślenia, formułowania pytań i do modlitwy – podkreśla w wywiadzie ks. Dariusz Kowalczyk, jezuita, który od 5 lat prowadzi rekolekcje w sieci.

*- Czy istnieje “łaska Boża internetowa”?*
– Sformułowałem tę tezę w sposób trochę prowokacyjny, jednak ze ściśle teologicznego punktu widzenia nie jest ona bezsensowna. Łaska jako taka jest jedna, ale od ludzkiej strony doświadczamy ją w różnych sytuacjach: przed, w trakcie i po uczynku, w stanie grzechu i po grzechu, w związku z sakramentami itd.
Myślę więc, że można mówić o łasce Bożej internetowej, czyli dotyku, działaniu, a nawet dawaniu się Boga przy okazji bycia w sieci. Śmiem twierdzić, że takiej łaski doświadczyłem w kontaktach z internautami, którzy pytali, prosili o modlitwę i obiecywali modlitwę. Często też dziękowali za jakiś tekst, zdanie, rozważanie czy odpowiedź, dzięki której coś zrozumieli, coś im się otworzyło, a nawet jakoś doświadczyli obecności Pana Boga.
*- Ma Ksiądz na to jakieś dowody lub chociaż przykłady?*
– W tej dziedzinie trudno mówić o dowodach, ale przykładów jest dużo. W duszpasterzowaniu jednym z “dowodów” tego, że łaska Boża działa, są świadectwa. W różnych grupach w Kościele ludzie opowiadają, że w ich życiu coś się wydarzyło. Przy okazji rekolekcji internetowych takich wypowiedzi jest wiele. Co prawda nie mamy żadnego miernika czy sposobu weryfikacji, ale myślę, że można tym ludziom zaufać. Jeśli ktoś mówi, że dzięki tekstowi z internetu zrozumiał, iż Bóg nie jest srogim sędzią, ale przede wszystkim Bogiem miłości, to jest to coś. Takich “zrozumień” jest wiele.
Oprócz tego są też rzeczy wymierne, konkretne. Zdarza się, że ktoś ma jakiś poważny problem i na skutek oczywistych ograniczeń internetu wyczerpują się możliwości pomocy. Wówczas kontaktujemy tego kogoś z konkretnym kapłanem, który mieszka w jego mieście. Dochodzi wtedy do spotkania, czasem do spowiedzi.
Zdarzyło się nawet, że kilka osób dzięki internetowi powróciło do Kościoła. Ktoś ostatni raz był w kościele kilkanaście lat temu, chce wrócić, ale nie wie jak to zrobić. Dla niego nie jest to proste. Trudno mu sobie wyobrazić, że może po prostu wejść do kościoła i uklęknąć przy konfesjonale. Zresztą to też jest ryzykowne, bo może źle trafić… Po krótkiej wymianie e-maili zaproponowaliśmy paru osobom osobiste rozmowy z konkretnym kapłanem. Wiem, że niektóre z nich zakończyły się spowiedzią.
*- Czy ta forma duszpasterstwa nie jest niebezpieczna?*
– Internet wkomponowany w całą sieć duszpasterzowania ma swoją ważną rolę do spełnienia. Często jest tak, że ktoś słyszy o “duszpasterstwie internetowym” i od razu woła, że grozi to stworzeniem duszpasterstwa bez wspólnoty, mówi tylko o niebezpieczeństwach.
A przecież każdy rodzaj duszpasterstwa niesie ze sobą pewne niebezpieczeństwa. Nawet gdy ktoś jest w jakiejś wspólnocie, to ograniczając kontakty tylko do tej grupy może popaść w sekciarstwo. Byłoby to zaprzeczeniem bycia w Kościele.
Internet, jak każda forma ewangelizacji, musi być połączony z innymi elementami życia Kościoła. Zapewniam, że przez te kilka lat nie spotkałem nikogo, kto by ograniczał swoje życie religijne do internetu czy jakiejś konkretnej strony. Nie spotkałem i myślę, że nie spotkam. Owszem, można zgłupieć na tle gier komputerowych czy pornografii, ale nie na punkcie stron religijnych.
*- Czy takie rekolekcje on-line mogą zastąpić tradycyjne rekolekcje w kościele?*
– Zaryzykowałbym tezę, że tak, ale pod warunkiem, że ktoś taki rzeczywiście podejmie osobisty trud przeżywania tych rekolekcji, połączony ze spowiedzią wielkopostną. Mogę sobie wyobrazić człowieka, który świadomie decyduje się na tę formę rekolekcji, wchodzi w podejmuje rozważania, spełnia wskazówki moderatorów i łączy to wszystko ze spowiedzią – oczywiście nie internetową. Wtedy miałoby to sens.
Na Opoce każde z rozważań kończymy zestawem pytań, zadaniami czy lekturami do przeczytania, które mają pomóc internaucie w wejściu w głąb siebie. Jeśli ktoś łączy rekolekcje on-line z modlitwą osobistą, to na pewno można mówić o dobrych rekolekcjach wielkopostnych. Ale nie spotkałem jeszcze nikogo, kto by powiedział, że na rzecz rekolekcji w sieci zrezygnował z tych w kościele.
Są jednak osoby, które łączą się z nami zza granicy z miejsc, gdzie nie ma rekolekcji. Ci ludzie, pamiętając tradycję rekolekcji adwentowych czy wielkopostnych w Polsce, mogą przez internet do tej tradycji powracać.
*- Jednak zwykłemu internaucie, który przy tym samym komputerze gra w gry, ogląda filmy czy słucha muzyki, znacznie trudniej się skupić na rekolekcjach. Na dodatek w każdej chwili może zamknąć okienko przeglądarki. Natomiast w kościele nie da się księdza “wyklikać”.*
– No nie da się, bo jak ksiądz stanie przy mikrofonie, to mówi i już. Można co najwyżej wyjść w kościoła albo “się wyłączyć”. Bo w tradycyjnym duszpasterstwie też można być bardzo biernym.
Zgadzam się z tym, że nie można mówić o duszpasterstwie, jeśli brakuje tego bezpośredniego kontaktu. Ale nie przesadzajmy – tradycyjne formy głoszenia rekolekcji wcale nie są bezpośrednie, nie są spotkaniem twarzą w twarz. Często bywają bardzo bierne, anonimowe. To, że ja widzę twarz gadającego przy mikrofonie nie oznacza, że go spotkałem. Tłum przychodzi, siedzi w ciszy i wychodzi. Nie wiadomo co dalej, kto w którą stronę poszedł.
Podczas zwykłych rekolekcji w kościele często nasuwają się pytania, które tak zaprzątają głowę człowieka, że blokują go na inne treści. Tradycyjny sposób nie daje możliwości wyjaśnienia wątpliwości. Rekolekcje internetowe ułatwiają człowiekowi bycie aktywnym, skłaniają do myślenia, formułowania pytań i do modlitwy. To się rzeczywiście dzieje.
Oczywiście może być tak, że ktoś założy nogi na stół i zupełnie wyluzowany z piwem w ręku będzie czytał rozważania wielkopostne. Wtedy będzie to dla niego niewiele warta papka informacyjna.
W dzisiejszym świecie, gdzie media odgrywają coraz większą rolę, świadomego i krytycznego korzystania z nich powinniśmy uczyć się zarówno w szkołach, jak i przez czytanie odpowiednich artykułów czy książek. Nic nam nie da oglądanie Anioła Pańskiego w telewizji, jeśli będziemy na niego patrzyć bezmyślnie, jak na Big Brothera. To wymaga od samego zainteresowanego pewnej świadomości tego, co robi i jak robi.
*- Gdy odpowiada Ksiądz na pytania internautów, to nie ma ryzyka, że odpowiedź będzie zbyt szczątkowa? Może być tak, że dany człowiek potrzebuje akurat głębszego wniknięcia w temat lub nawet rozmowy osobistej.*
– To da się wyczuć po iluś tam e-mailach. Rzeczywiście, w pewnym momencie trzeba przestać udawać, że przez internet można wiele załatwić i jasno powiedzieć, że wyczerpało się pewne możliwości. Trzeba znać ograniczenia internetu. Nie rozwiąże się wszystkich ludzkich problemów.
W internecie nie można jednak pisać dużych tekstów. Trzeba się skupić i napisać maksymalnie kilkunastozdaniową odpowiedź. To sprawia, że czuję się zmuszony do pewnej jasności, syntezy, do strzelenia w dziesiątkę. Bo jak się zacznie robić wielkie koła, to nic z tego nie wyjdzie.
Zresztą, jak się czyta ewangelie, to wszystkie przypowieści, odpowiedzi czy riposty Jezusa są bardzo krótkie. To jest genialne z każdego punktu widzenia. Słuchacz rozumie, o co w nich chodzi, a zarazem są one szalenie głębokie i otwarte na wielość interpretacji.
Powinniśmy uczyć się od Pana Jezusa tego zwięzłego języka. Mam świadomość, że moje odpowiedzi są czasami zbyt intelektualne.
*- A jak przekonać “sieciosceptyków” do rekolekcji on-line?*
– Jan Paweł II powiedział, że Ewangelię trzeba głosić na dachach, to znaczy wszędzie. Jeśli pojawia się jakiś środek do głoszenia, mówienia, pisania, przepowiadania Słowa Bożego, to trzeba go wykorzystywać. To wynika z samej tajemnicy Wcielenia. Bóg stał się człowiekiem, wszedł we wszystko, co ludzkie, w związku z tym wszystko, co ludzkie może służyć przepowiadaniu. Internet też.
Po drugie: istnieje zapotrzebowanie na “duszpasterstwo internetowe”. My niczego nie wymyślamy na siłę. Nie staramy się być nowoczesnymi. Gdy zaczynałem pierwsze rekolekcje w sieci, to właśnie tak pomyślałem: “po co wysilać się na nowoczesność?”. Potem w trakcie zauważyłem, że przez internet można wielu ludziom pomóc. Dla mnie jest oczywiste, że jeśli są osoby, które korzystają z sieci i takich ludzi jest coraz więcej, to pytanie nie powinno brzmieć “czy”, ale “jak” to robić.
Rok temu podaliśmy adres e-mailowy do prywatnej korespondencji. Gdy ktoś miał intymny problem i nie chciał się odsłonić z nim na forum publicznym, wtedy wchodził z nami w kontakt osobisty. Czasem były to bardzo szczere i głębokie wymiany myśli.
Ludzie często żyją w środowiskach, w których czują się samotni. Internet może być dla nich pierwszą próbą wyrwania z kręcenia się wokół własnego ogona, z bicia się z własnymi myślami, z niemożności skonfrontowania się z drugim człowiekiem. Daj Boże, żeby od internetu przechodzić ku formom bardziej bezpośrednim.
Marzy mi się, by za jakiś czas zaproponować internautom zjazd z Mszą św. i spotkaniem po niej. Kiedyś zażartowałem, że wyglądałoby to jak spotkanie Rodziny Radia Maryja, ale to dobre porównanie. Ci ludzie dzięki radiu poczuli jakąś więź i zaczęli się spotykać. To jest bardzo dobry pomysł, by od środków komunikowania przechodzić ku wspólnemu celebrowaniu Eucharystii.
*- Jak spośród mnóstwa rekolekcji w internecie wybrać te najlepsze?*
– Po prostu zajrzeć na kilka serwisów i samemu wybrać te najlepsze dla siebie. Przestrzegałbym jednak przed zaglądaniem wszędzie i uczestniczeniem w kilku rekolekcjach na raz. Takich ludzi można spotkać też w zwykłym świecie: chodzą na spotkania wielu wspólnot, jeżdżą po Polsce na różne rekolekcje. Jak się później z nimi rozmawia, to widać, że jest w tym coś chorego, że nie pcha to do przodu, nie rozwija. Św. Ignacy z Loyoli mówił, że ważna jest nie wielość, ale “smakowanie”.
Również w internecie trzeba dokonywać wyborów. Zwątpienie czy nuda nie powinny być łatwymi wytłumaczeniami do przeskoczenia na inną stronę i rozpoczęcia kolejnych rekolekcji. Z tego nic nie wynika, a w środku człowieka zaczyna się robić bałagan.
Często jest tak, że jakiś sposób głoszenia Słowa Bożego zachwyci nas, ale za jakiś czas znudzi. Wobec tego przeskakujemy z kwiatka na kwiatek i szukamy czegoś innego. Należy pamiętać, że każda propozycja w pewnym momencie zaczyna być wymagająca i trudna. Trzeba się wysilić, przeżyć nudę, a najlepiej wpleść ją w modlitwę.
*Ks. dr Dariusz Kowalczyk* od 5 lat prowadzi rekolekcje internetowe – najpierw w serwisie Mateusz.pl, potem na stronach Opoka.org.pl. Swoje pierwsze doświadczenia z duszpasterstwem przez sieć spisał w książce “Poszukując Boga w komputerze”. Na co dzień wykłada teologię dogmatyczną i fundamentalną na Papieskim Wydziale Teologicznym – sekcja “Bobolanum” w Warszawie. Jest redaktorem “Przeglądu Powszechnego”.

Wersja do druku

Drukuj Powrót do artykułu

Bóg w internecie – rozmowa o rekolekcjach on-line

04 marca 2002 | 12:22 | per //mr Ⓒ Ⓟ

Rekolekcje internetowe skłaniają do myślenia, formułowania pytań i do modlitwy – podkreśla w wywiadzie ks. Dariusz Kowalczyk, jezuita, który od 5 lat prowadzi rekolekcje w sieci.

*- Czy istnieje “łaska Boża internetowa”?*
– Sformułowałem tę tezę w sposób trochę prowokacyjny, jednak ze ściśle teologicznego punktu widzenia nie jest ona bezsensowna. Łaska jako taka jest jedna, ale od ludzkiej strony doświadczamy ją w różnych sytuacjach: przed, w trakcie i po uczynku, w stanie grzechu i po grzechu, w związku z sakramentami itd.
Myślę więc, że można mówić o łasce Bożej internetowej, czyli dotyku, działaniu, a nawet dawaniu się Boga przy okazji bycia w sieci. Śmiem twierdzić, że takiej łaski doświadczyłem w kontaktach z internautami, którzy pytali, prosili o modlitwę i obiecywali modlitwę. Często też dziękowali za jakiś tekst, zdanie, rozważanie czy odpowiedź, dzięki której coś zrozumieli, coś im się otworzyło, a nawet jakoś doświadczyli obecności Pana Boga.
*- Ma Ksiądz na to jakieś dowody lub chociaż przykłady?*
– W tej dziedzinie trudno mówić o dowodach, ale przykładów jest dużo. W duszpasterzowaniu jednym z “dowodów” tego, że łaska Boża działa, są świadectwa. W różnych grupach w Kościele ludzie opowiadają, że w ich życiu coś się wydarzyło. Przy okazji rekolekcji internetowych takich wypowiedzi jest wiele. Co prawda nie mamy żadnego miernika czy sposobu weryfikacji, ale myślę, że można tym ludziom zaufać. Jeśli ktoś mówi, że dzięki tekstowi z internetu zrozumiał, iż Bóg nie jest srogim sędzią, ale przede wszystkim Bogiem miłości, to jest to coś. Takich “zrozumień” jest wiele.
Oprócz tego są też rzeczy wymierne, konkretne. Zdarza się, że ktoś ma jakiś poważny problem i na skutek oczywistych ograniczeń internetu wyczerpują się możliwości pomocy. Wówczas kontaktujemy tego kogoś z konkretnym kapłanem, który mieszka w jego mieście. Dochodzi wtedy do spotkania, czasem do spowiedzi.
Zdarzyło się nawet, że kilka osób dzięki internetowi powróciło do Kościoła. Ktoś ostatni raz był w kościele kilkanaście lat temu, chce wrócić, ale nie wie jak to zrobić. Dla niego nie jest to proste. Trudno mu sobie wyobrazić, że może po prostu wejść do kościoła i uklęknąć przy konfesjonale. Zresztą to też jest ryzykowne, bo może źle trafić… Po krótkiej wymianie e-maili zaproponowaliśmy paru osobom osobiste rozmowy z konkretnym kapłanem. Wiem, że niektóre z nich zakończyły się spowiedzią.
*- Czy ta forma duszpasterstwa nie jest niebezpieczna?*
– Internet wkomponowany w całą sieć duszpasterzowania ma swoją ważną rolę do spełnienia. Często jest tak, że ktoś słyszy o “duszpasterstwie internetowym” i od razu woła, że grozi to stworzeniem duszpasterstwa bez wspólnoty, mówi tylko o niebezpieczeństwach.
A przecież każdy rodzaj duszpasterstwa niesie ze sobą pewne niebezpieczeństwa. Nawet gdy ktoś jest w jakiejś wspólnocie, to ograniczając kontakty tylko do tej grupy może popaść w sekciarstwo. Byłoby to zaprzeczeniem bycia w Kościele.
Internet, jak każda forma ewangelizacji, musi być połączony z innymi elementami życia Kościoła. Zapewniam, że przez te kilka lat nie spotkałem nikogo, kto by ograniczał swoje życie religijne do internetu czy jakiejś konkretnej strony. Nie spotkałem i myślę, że nie spotkam. Owszem, można zgłupieć na tle gier komputerowych czy pornografii, ale nie na punkcie stron religijnych.
*- Czy takie rekolekcje on-line mogą zastąpić tradycyjne rekolekcje w kościele?*
– Zaryzykowałbym tezę, że tak, ale pod warunkiem, że ktoś taki rzeczywiście podejmie osobisty trud przeżywania tych rekolekcji, połączony ze spowiedzią wielkopostną. Mogę sobie wyobrazić człowieka, który świadomie decyduje się na tę formę rekolekcji, wchodzi w podejmuje rozważania, spełnia wskazówki moderatorów i łączy to wszystko ze spowiedzią – oczywiście nie internetową. Wtedy miałoby to sens.
Na Opoce każde z rozważań kończymy zestawem pytań, zadaniami czy lekturami do przeczytania, które mają pomóc internaucie w wejściu w głąb siebie. Jeśli ktoś łączy rekolekcje on-line z modlitwą osobistą, to na pewno można mówić o dobrych rekolekcjach wielkopostnych. Ale nie spotkałem jeszcze nikogo, kto by powiedział, że na rzecz rekolekcji w sieci zrezygnował z tych w kościele.
Są jednak osoby, które łączą się z nami zza granicy z miejsc, gdzie nie ma rekolekcji. Ci ludzie, pamiętając tradycję rekolekcji adwentowych czy wielkopostnych w Polsce, mogą przez internet do tej tradycji powracać.
*- Jednak zwykłemu internaucie, który przy tym samym komputerze gra w gry, ogląda filmy czy słucha muzyki, znacznie trudniej się skupić na rekolekcjach. Na dodatek w każdej chwili może zamknąć okienko przeglądarki. Natomiast w kościele nie da się księdza “wyklikać”.*
– No nie da się, bo jak ksiądz stanie przy mikrofonie, to mówi i już. Można co najwyżej wyjść w kościoła albo “się wyłączyć”. Bo w tradycyjnym duszpasterstwie też można być bardzo biernym.
Zgadzam się z tym, że nie można mówić o duszpasterstwie, jeśli brakuje tego bezpośredniego kontaktu. Ale nie przesadzajmy – tradycyjne formy głoszenia rekolekcji wcale nie są bezpośrednie, nie są spotkaniem twarzą w twarz. Często bywają bardzo bierne, anonimowe. To, że ja widzę twarz gadającego przy mikrofonie nie oznacza, że go spotkałem. Tłum przychodzi, siedzi w ciszy i wychodzi. Nie wiadomo co dalej, kto w którą stronę poszedł.
Podczas zwykłych rekolekcji w kościele często nasuwają się pytania, które tak zaprzątają głowę człowieka, że blokują go na inne treści. Tradycyjny sposób nie daje możliwości wyjaśnienia wątpliwości. Rekolekcje internetowe ułatwiają człowiekowi bycie aktywnym, skłaniają do myślenia, formułowania pytań i do modlitwy. To się rzeczywiście dzieje.
Oczywiście może być tak, że ktoś założy nogi na stół i zupełnie wyluzowany z piwem w ręku będzie czytał rozważania wielkopostne. Wtedy będzie to dla niego niewiele warta papka informacyjna.
W dzisiejszym świecie, gdzie media odgrywają coraz większą rolę, świadomego i krytycznego korzystania z nich powinniśmy uczyć się zarówno w szkołach, jak i przez czytanie odpowiednich artykułów czy książek. Nic nam nie da oglądanie Anioła Pańskiego w telewizji, jeśli będziemy na niego patrzyć bezmyślnie, jak na Big Brothera. To wymaga od samego zainteresowanego pewnej świadomości tego, co robi i jak robi.
*- Gdy odpowiada Ksiądz na pytania internautów, to nie ma ryzyka, że odpowiedź będzie zbyt szczątkowa? Może być tak, że dany człowiek potrzebuje akurat głębszego wniknięcia w temat lub nawet rozmowy osobistej.*
– To da się wyczuć po iluś tam e-mailach. Rzeczywiście, w pewnym momencie trzeba przestać udawać, że przez internet można wiele załatwić i jasno powiedzieć, że wyczerpało się pewne możliwości. Trzeba znać ograniczenia internetu. Nie rozwiąże się wszystkich ludzkich problemów.
W internecie nie można jednak pisać dużych tekstów. Trzeba się skupić i napisać maksymalnie kilkunastozdaniową odpowiedź. To sprawia, że czuję się zmuszony do pewnej jasności, syntezy, do strzelenia w dziesiątkę. Bo jak się zacznie robić wielkie koła, to nic z tego nie wyjdzie.
Zresztą, jak się czyta ewangelie, to wszystkie przypowieści, odpowiedzi czy riposty Jezusa są bardzo krótkie. To jest genialne z każdego punktu widzenia. Słuchacz rozumie, o co w nich chodzi, a zarazem są one szalenie głębokie i otwarte na wielość interpretacji.
Powinniśmy uczyć się od Pana Jezusa tego zwięzłego języka. Mam świadomość, że moje odpowiedzi są czasami zbyt intelektualne.
*- A jak przekonać “sieciosceptyków” do rekolekcji on-line?*
– Jan Paweł II powiedział, że Ewangelię trzeba głosić na dachach, to znaczy wszędzie. Jeśli pojawia się jakiś środek do głoszenia, mówienia, pisania, przepowiadania Słowa Bożego, to trzeba go wykorzystywać. To wynika z samej tajemnicy Wcielenia. Bóg stał się człowiekiem, wszedł we wszystko, co ludzkie, w związku z tym wszystko, co ludzkie może służyć przepowiadaniu. Internet też.
Po drugie: istnieje zapotrzebowanie na “duszpasterstwo internetowe”. My niczego nie wymyślamy na siłę. Nie staramy się być nowoczesnymi. Gdy zaczynałem pierwsze rekolekcje w sieci, to właśnie tak pomyślałem: “po co wysilać się na nowoczesność?”. Potem w trakcie zauważyłem, że przez internet można wielu ludziom pomóc. Dla mnie jest oczywiste, że jeśli są osoby, które korzystają z sieci i takich ludzi jest coraz więcej, to pytanie nie powinno brzmieć “czy”, ale “jak” to robić.
Rok temu podaliśmy adres e-mailowy do prywatnej korespondencji. Gdy ktoś miał intymny problem i nie chciał się odsłonić z nim na forum publicznym, wtedy wchodził z nami w kontakt osobisty. Czasem były to bardzo szczere i głębokie wymiany myśli.
Ludzie często żyją w środowiskach, w których czują się samotni. Internet może być dla nich pierwszą próbą wyrwania z kręcenia się wokół własnego ogona, z bicia się z własnymi myślami, z niemożności skonfrontowania się z drugim człowiekiem. Daj Boże, żeby od internetu przechodzić ku formom bardziej bezpośrednim.
Marzy mi się, by za jakiś czas zaproponować internautom zjazd z Mszą św. i spotkaniem po niej. Kiedyś zażartowałem, że wyglądałoby to jak spotkanie Rodziny Radia Maryja, ale to dobre porównanie. Ci ludzie dzięki radiu poczuli jakąś więź i zaczęli się spotykać. To jest bardzo dobry pomysł, by od środków komunikowania przechodzić ku wspólnemu celebrowaniu Eucharystii.
*- Jak spośród mnóstwa rekolekcji w internecie wybrać te najlepsze?*
– Po prostu zajrzeć na kilka serwisów i samemu wybrać te najlepsze dla siebie. Przestrzegałbym jednak przed zaglądaniem wszędzie i uczestniczeniem w kilku rekolekcjach na raz. Takich ludzi można spotkać też w zwykłym świecie: chodzą na spotkania wielu wspólnot, jeżdżą po Polsce na różne rekolekcje. Jak się później z nimi rozmawia, to widać, że jest w tym coś chorego, że nie pcha to do przodu, nie rozwija. Św. Ignacy z Loyoli mówił, że ważna jest nie wielość, ale “smakowanie”.
Również w internecie trzeba dokonywać wyborów. Zwątpienie czy nuda nie powinny być łatwymi wytłumaczeniami do przeskoczenia na inną stronę i rozpoczęcia kolejnych rekolekcji. Z tego nic nie wynika, a w środku człowieka zaczyna się robić bałagan.
Często jest tak, że jakiś sposób głoszenia Słowa Bożego zachwyci nas, ale za jakiś czas znudzi. Wobec tego przeskakujemy z kwiatka na kwiatek i szukamy czegoś innego. Należy pamiętać, że każda propozycja w pewnym momencie zaczyna być wymagająca i trudna. Trzeba się wysilić, przeżyć nudę, a najlepiej wpleść ją w modlitwę.
*Ks. dr Dariusz Kowalczyk* od 5 lat prowadzi rekolekcje internetowe – najpierw w serwisie Mateusz.pl, potem na stronach Opoka.org.pl. Swoje pierwsze doświadczenia z duszpasterstwem przez sieć spisał w książce “Poszukując Boga w komputerze”. Na co dzień wykłada teologię dogmatyczną i fundamentalną na Papieskim Wydziale Teologicznym – sekcja “Bobolanum” w Warszawie. Jest redaktorem “Przeglądu Powszechnego”.

Wersja do druku

Nasza strona internetowa używa plików cookies (tzw. ciasteczka) w celach statystycznych, reklamowych oraz funkcjonalnych. Możesz określić warunki przechowywania cookies na Twoim urządzeniu za pomocą ustawień przeglądarki internetowej.
Administratorem danych osobowych użytkowników Serwisu jest Katolicka Agencja Informacyjna sp. z o.o. z siedzibą w Warszawie (KAI). Dane osobowe przetwarzamy m.in. w celu wykonania umowy pomiędzy KAI a użytkownikiem Serwisu, wypełnienia obowiązków prawnych ciążących na Administratorze, a także w celach kontaktowych i marketingowych. Masz prawo dostępu do treści swoich danych, ich sprostowania, usunięcia lub ograniczenia przetwarzania, wniesienia sprzeciwu, a także prawo do przenoszenia danych. Szczegóły w naszej Polityce prywatności.