Drukuj Powrót do artykułu

Bp Jerzy Mazur dla KAI: Misjonarz często nie widzi plonów

11 czerwca 2015 | 09:34 | Tomasz Królak / br Ⓒ Ⓟ

Powinniśmy uczyć się inności i bogactwa innych religii i nie postrzegać ich w kategorii zagrożenia lecz wzbogacenia – mówi KAI bp Jerzy Mazur. Przewodniczący Komisji Episkopatu ds. Misji uważa, że powinniśmy przyjąć uchodźców, ale zadaniem mocarstw jest dołożenie starań, aby pomagać ludziom potrzebującym żyć w pokoju w ich własnych krajach. Bp Mazur wyraża też nadzieję na reaktywację Instytutu Misyjnego Laikatu, który koordynowałby działania polskich misjonarzy.

Tomasz Królak (KAI): Zapowiadając IV Krajowy Kongres Misyjny, który rozpocznie się 12 czerwca br., powiedział Ksiądz Biskup, że głównym celem tego wydarzenia jest ożywienie ducha misyjnego w naszym Kościele. Jest źle?

Bp Jerzy Mazur: Nie jest źle, ale zawsze może być lepiej. Wedle danych z 1 października 2014 r. na świecie pracowało 2065 polskich misjonarzy. Wierni Kościoła w naszym kraju zawsze byli hojni w pomocy misjonarzom, wspierali zarówno struktury zakonne, jak i diecezjalne. Działają też Papieskie Dzieła Misyjne oraz struktury Komisji Episkopatu ds. Misji, np. Dzieło Pomocy Ad Gentes czy MIVA Polska.

Chcemy jednak jeszcze bardziej ożywić Kościół w Polsce, doprowadzić do przebudzenia misyjnego czy, jak to ujmuje papież Franciszek, nawrócenia misyjnego. Chcemy, aby wszyscy jeszcze bardziej uświadomili sobie, że sprawa działalności misyjnej jest najważniejszym i najświętszym zadaniem Kościoła. Bo wolą Boga jest, aby wszyscy byli zbawieni.

Jan Paweł II przypomniał, że wszyscy ochrzczeni powołani są do świętości i do działalności misyjnej. Jedni realizują to powołanie bezpośrednio, tzn. wyjeżdżają na misje, głoszą Słowo Boże i budują lokalny Kościół. Inni angażują się poprzez modlitwę, ofiarowanie cierpień i wsparcie materialne, dzięki którym misjonarze mogą pomagać biednym, a jednocześnie budować kaplice, kościoły, szkoły, ośrodki zdrowia, studnie itd. Jeszcze inni służą misjom, przekazując informacje o misjach: o pracy poszczególnych księży, sióstr czy świeckich, a także o ludziach, którzy cierpią głód i prześladowania.

KAI: Czy tych 2065 polskich misjonarzy i misjonarek, duchownych i świeckich, to w porównaniu z innymi krajami – i biorąc pod uwagę możliwości Kościoła w naszym kraju – dużo czy mało?

– Cieszymy się z tej liczby. Trzeba przy tym wspomnieć o księżach i siostrach zakonnych zaangażowanych w ewangelizację na Wschodzie (w sumie ponad tysiąc osób) oraz o księżach pracujących w krajach Europy Zachodniej czy Stanach Zjednoczonych.

Ale czy to jest dużo? Na pewno nie w porównaniu z tymi krajami, w których komunizm nie przeszkadzał Kościołowi w formacji misjonarzy i kształtowaniu u wiernych odpowiedzialności za misje. Tamtejsi księża, siostry, świeccy mogli wyjeżdżać i w czasach obfitych w powołania – w dużych liczbach byli posyłani na cały świat.

U nas tymczasem Centrum Formacji Misyjnej w Warszawie rozpoczęło działalność dopiero 31 lat temu. Wcześniej było zbyt wiele przeszkód, które jednocześnie uśpiły naszą wrażliwość misyjną. Trzeba jednak wziąć pod uwagę okoliczności historyczne: wielu księży zginęło w obozach, tereny zachodniej Polski wymagały kapłanów.

Trzeba dziś pilnie przypominać, że serce i umysł każdego kapłana powinny być misyjne. Zarówno w dekrecie soboru o działalności misyjnej Kościoła, jak i w encyklikach i orędziach kolejnych papieży ponawiana jest prośba o misjonarzy. Rzeczywiście nie możemy spać spokojnie, kiedy ludzie nie znają Chrystusa. Podobnie, jak nie możemy spać spokojnie, kiedy ludzie cierpią prześladowania, głód.

Papież Franciszek w adhortacji „Evangelii Gaudium” mówi o konieczności umisyjnienia struktur. Myślę, że to bardzo ważne wskazanie. W każdej diecezji powinien działać referat czy wydział misyjny. Są już delegaci biskupów ds. misji i dyrektorzy Papieskich Dzieł Misyjnych, ale powinno się też powoływać dekanalnych referentów misyjnych, co umożliwiłoby dotarcie z informacją misyjną do wszystkich parafii.

KAI: Wydaje się, że Franciszek jest papieżem na wskroś misyjnym: przychodzi z kontynentu, na którym pracuje wielu misjonarzy, a po drugie jednym z jego kluczowych słów jest „wychodzenie” w znaczeniu docierania z Ewangelią absolutnie do wszystkich.

– Tak, chodzi o Kościół w drodze, Kościół, który powinien wychodzić. Przecież Pan Jezus powiedział: idźcie i głoście, idźcie i czyńcie innych moimi uczniami, nie czekajcie. Kościół w Argentynie, ojczyźnie obecnego papieża, wychodził do ludzi, do biednych. W swojej adhortacji Franciszek mówi o Kościele wyruszającym w drogę.

Nadchodzący Kongres powinien być czasem rozprostowania nóg, aby przygotować się jeszcze bardziej do tego wychodzenia każdego człowieka już tutaj, w naszym polskim środowisku: na tej samej ulicy, klatce schodowej, w domu. Nie trzeba od razu iść na krańce ziemi: one są tutaj, bo i tutaj często brakuje miłości, nadziei, celu życia, jedności i wiary.

KAI: „Kalkuta jest wszędzie”, jak mawiała matka Teresa…

– Kalkuta jest wszędzie. I wszędzie jest pole misyjne. Z kolei jeszcze większe, ogromne potrzeby są w Afryce, Azji, Oceanii, Ameryce Łacińskiej, bo prawie 5 mld ludzi nie zna Chrystusa. I to jest nasze wielkie zadanie. Nie wystarczy znać Chrystusa. Trzeba uczynić wszystko, aby inni go poznali – i ci najbliżsi, i ci, którzy żyją na innych kontynentach. Kongres powinien pomóc nam rozprostować nogi i przygotować do wyjścia, ale też uświadomić nam, że mamy zginać kolana i wypraszać łaskę nawrócenia i prosić o łaski dla misjonarzy.

KAI: Obiecał Ksiądz Biskup specjalny „dar kongresowy” w związku z 1050. rocznicą chrztu Polski: 105 nowych misjonarzy i misjonarek. Uda się?

– Wierzę, że tak, choć nie będzie łatwo, bo liczba powołań, zwłaszcza w zakonach – zarówno męskich, jak i żeńskich – spada. Mam jednak nadzieję, że uda się zgromadzić tę grupę 105 kapłanów, zakonników i fideidonistów [księży diecezjalnych pracujących na misjach – przyp. KAI], sióstr zakonnych i osób świeckich. Jeśli pomnożymy 105 osób przez 10 lat ich pracy, otrzymamy liczbę 1050…

KAI: Udział świeckich w pracy misyjnej będzie się zwiększał?

– Myślę, że tak. Bardzo ważne jest przy tym dokładne rozpoznanie potrzeb, czyli: gdzie i kogo potrzebują Afryka, Ameryka Łacińska, a kogo Azja.

KAI: Chodzi więc o stworzenie czegoś w rodzaju misyjnego banku danych?

– Tak. Uważam, że jest to kolejne zadanie dla Kongresu, to znaczy wytyczenie drogi przygotowań. Najpierw, żeby poznać potrzeby. Można to związać z misjonarzami fideidonistami, którzy po rozmowie z lokalnymi biskupami przekazywaliby do swojej polskiej diecezji zapotrzebowanie na osobę z konkretnymi predyspozycjami, wykształceniem itp. Można byłoby nawiązać współpracę między odpowiednimi diecezjami, w Polsce i na misjach, zaś Centrum Formacji Misyjnej oferowałoby odpowiednie przygotowanie językowe, duchowe, misjologiczne takiej osoby. Podobnie można byłoby zorganizować to na poziomie zakonów, bo pracując na miejscu, ksiądz czy siostra zakonna dokładnie wiedzą, kogo potrzebują.

Kongres powinien przyczynić się do reaktywacji Instytutu Misyjnego Laikatu, który koordynowałby działania, m.in. poprzez publikację informacji, że tu i tu potrzebny jest np. inżynier budowlany, lektor angielskiego, szef szkoły katolickiej czy ośrodka zdrowia.

KAI: Wiele takich zadań mogą podejmować świeccy.

– Jak najbardziej. Wspomniany Instytut powinien zająć się także kwestiami wolontariatu misyjnego. A wolontariusze, co wiem z doświadczenia naszej diecezji, po pobycie na misjach świetnie sprawdzają się jako propagatorzy tej wielkiej sprawy wśród wiernych.

KAI: Francuzi, Włosi czy Hiszpanie mają te różne mechanizmy misyjne od dawna wypracowane – co skądinąd nie dziwi, bo ich dzieje biegły spokojniej. W każdym razie mamy chyba skąd czerpać wzorce?

– Pamiętam, że w czasach mojego seminarium, ale i jakiś czas potem, animację misyjną prowadziło jedynie kilka typowo misyjnych zgromadzeń, Papieskie Dzieła Misyjne po wieloletniej przerwie rozpoczęły oficjalnie działalność od 1989 r. W 1967 r. została powołana do istnienia Komisja Episkopatu Polski ds. Misji. Dziś jest ona prowadzona na zupełnie innym poziomie, bo jest internet i wiele fachowych czasopism.

Przyszedł jednak czas na profesjonalizację działań, dlatego w 1984 r. powstało Centrum Formacji Misyjnej, a w 2005 r. – Dzieło Pomocy Ad Gentes, które zarówno zbiera fundusze, jak i zajmuje się formacją. Warto wspomnieć o MIVA Polska – organizacji zbierającej ofiary na środki transportu dla misjonarzy: samochody, rowery, motocykle, ambulanse, łodzie…

KAI: Jak ocenia Ksiądz Biskup obecny poziom przygotowań do pracy ewangelizacyjnej na innych kontynentach?

– Każde zgromadzenie typowo misyjne prowadzi siedmioletnie przygotowania. Z kolei w wypadku księży fideidonistów wygląda to zupełnie inaczej, bo np. nie wszystkie seminaria dbają o wykłady z misjologii, nad czym ubolewam. Ksiądz diecezjalny potrzebuje więc odpowiedniego przygotowania. Taką możliwość dają dziewięciomiesięczne zajęcia w Centrum Formacji Misyjnej.

Bazując na własnym doświadczeniu – jako misjonarza w Afryce i duszpasterza na Wschodzie – wydłużam nieco przygotowanie kapłana deklarującego gotowość do pracy misyjnej. Przez pierwszy rok taki kapłan studiuje misjologię na UKSW, a na drugim kształci się w Centrum Formacji Misyjnej i kończy misjologię licencjatem. Misjonarz nie może powtarzać: u nas było tak i tak. Otóż nie: musi być otwarty na inność, musi nieść niezmienną Ewangelię do ludzi innych kultur i tradycji. Kościół musi się bowiem inkulturować. Także misjonarz musi wejść w proces inkulturacji.

KAI: Wymaga to chyba od „młodego” misjonarza umiejętności przestawienia się na nowy sposób myślenia…

– Gdy misjonarz nie jest otwarty, lecz wciąż przywiązany do własnych schematów, wówczas zamiast się inkulturować, zaczyna narzucać własne idee: nabożeństwa, do których on sam był przyzwyczajony, tradycje, które on sam uważa za najistotniejsze itp. Tymczasem jego zadaniem jest troska o to, by przekazać istotę Ewangelii; o to, by dzielić się doświadczeniem wiary i Kościoła w duchu dialogu. Misjonarz musi ukochać tych ludzi, którym chce głosić Ewangelię. I to jest istotne. Otwartość i dialog pomagają przezwyciężyć wszelkie trudności. Jeżeli jest nastawiony na dialog, to zawsze ma chęć uczenia się, a my musimy się uczyć.

Jednak jeżeli tego zabraknie i przeważy nastawienie typu „będę nawracał” – to od razu się spali.
Kapłan ma sobie powtarzać: jadę z Ewangelią, jadę, żeby dzielić się Chrystusem, natomiast otwieram się na te wszystkie zwyczaje, tradycje, żeby w ich duchu Ewangelia się inkulturowała. Trzeba dostrzegać dobro tkwiące w danej kulturze, danym Kościele lokalnym, a także uczyć się słuchać starszych misjonarzy, którzy pomagają młodszym wejść na tę drogę.

Pamiętajmy przy tym, że to Duch Święty jest nadrzędnym podmiotem ewangelizacji i że dokądkolwiek idziemy, On działał już przed nami. Trzeba otwierać się na działanie Ducha Świętego i wsłuchiwać się w Jego głos. Dlatego misjonarz nie może powtarzać: ja, ja, ja. Nie, idź do wieczernika, uwolnij się od strachu i lęku, z odwagą głoś i dawaj świadectwo wszystkim, których napotykasz na swojej drodze.

KAI: Czy misjonarze przeżywają kryzysy? Na jakim tle?

– Największym problemem i przeszkodą w dziele misyjnym jest samotność. Misjonarze pracują w innej kulturze, wśród innych zwyczajów i często po prostu sami. Ta samotność dobija. Zgromadzenia starają się więc dbać o to, by misjonarze nie pracowali w pojedynkę, a jeśli już, to żeby gdzieś w pobliżu był inny kapłan i możliwość jakiegoś kontaktu. Posyłając misjonarzy, biorę to pod uwagę.
Ale ta samotność doskwiera, zwłaszcza wtedy gdy nieco zabraknie życia duchowego, gdy – jak mówią
misjonarze – nie bije się głową w tabernakulum, czyli nie prowadzi wystarczająco głębokiego życia duchowego.

Mówi się, że misjonarz powinien posiadać trzy ważne cechy: cierpliwość, cierpliwość i cierpliwość. Misjonarz sieje, a wyjeżdżając, powinien mieć świadomość, że nie zobaczy plonów. Jego zadaniem jest siać. Nie trzymajmy więc ziarna w rękach, tylko siejmy dobro. Ale pamiętajmy, że to Pan Bóg daje wzrost. Konieczne jest to zjednoczenie misjonarza z Bogiem na modlitwie i wypraszania łask wzrostu wiary, miłości.

KAI: Biskupi afrykańscy zdegustowani sekularyzacją Europy, jej permisywizmem i sytuacją demograficzną zapowiadają, że już wkrótce to księża z Afryki będę przyjeżdżać tu na misje. Czy taka perspektywa wydaje się Księdzu Biskupowi realna?

– Patrząc na historię Kościoła w Afryce w ostatnich 150 latach, można być pod wrażeniem wielkiego dynamizmu, rozwoju i ogromu pracy misjonarskiej. Widzę to na przykładzie Kościoła w Ghanie, w której kiedyś pracowałem. Pojechałem tam ponownie po 27 latach już jako przewodniczący Komisji Episkopatu ds. Misji. W parafiach mojej dawnej diecezji Akra przed laty pracowali w większości biali misjonarze – z Europy i Ameryki. Dzisiaj są tam już księża miejscowi, a biali misjonarze w mniejszości.
Trzy kraje, które odwiedziłem – Togo, Ghana i Wybrzeże Kości Słoniowej – mają bardzo dużo kleryków i już posyłają księży także do innych diecezji oraz innych krajów afrykańskich.

Dziesięć lat temu uczestniczyłem w pewnym spotkaniu biskupów z krajów europejskich i afrykańskich i już wtedy niektórzy biskupi afrykańscy deklarowali: jesteśmy gotowi przysłać do Europy naszych misjonarzy. Mówili: wy macie pieniądze, a my mamy ludzi. Pomóżcie nam ich wykształcić, a my później poślemy ich do was.

Czymś niesłychanie ważnym jest przy tym budowanie poczucia powszechności Kościoła. W Polsce był z tym pewien problem, bo przez lata byliśmy zamknięci. Ciekawe, że kwestię tę dostrzegają biskupi z Afryki. Mówią nam tak: mamy wystarczająco wielu swoich księży, ale przyślijcie nam swoich fideidonistów, bo musimy pokazać naszym wiernym uniwersalność Kościoła, a naszym kapłanom, że ksiądz diecezjalny jest także misjonarzem.

KAI: Być może, taka lekcja przydałaby się także nam, Europejczykom?

– Tak, dlatego na naszym kontynencie pracują już afrykańscy i azjatyccy kapłani. Musimy wzajemnie dzielić się własnym doświadczeniem Kościoła – tego samego przecież, choć przeżywanego w odmienny nieco sposób. Myślę, że swoje bogactwo ma Polska, ma je także Rosja czy Białoruś. Pracując na Białorusi, powtarzałem: pokażmy swoje doświadczenia, nie mówmy, że jesteśmy biedni, bo komunizm nas zniszczył. Jesteśmy bogaci wiarą, która została oczyszczona wielkim cierpieniem i prześladowaniami. Tym bogactwem jest żywa wiara i zaufanie Bogu – i tym się dzielmy.

Z kolei dla kapłanów z Afryki czymś świętym jest rodzina i życie – im więcej dzieci, tym większe Boże błogosławieństwo. Poza tym: szacunek dla natury wywodzący się z przekonania, że Pan Bóg jest wszędzie. I to jest z kolei ich wielki kapitał.

KAI: Który byłby bardzo cenny dla Europy – sytej, zapatrzonej w siebie i przeżywającej demograficzny schyłek.

– Europejczycy chcą często postawić siebie na miejscu Pana Boga. Nauka, filozofia, kultura w centrum stawiają człowieka i jego egoistyczne potrzeby. Z kolei dla Afrykańczyka jest jasne, że wszystko zależy od Boga. Nawet taki, który nie zna jeszcze Chrystusa, ma poczucie zależności od bóstwa i tego, że ono rządzi światem. Jest to poczucie z jednej strony bliskości Boga, a z drugiej – wielkiego respektu wobec Niego.

Moglibyśmy się też uczyć ekumenizmu „praktycznego”: w Afryce często zdarza się wzajemna pomoc katolików i protestantów przy wznoszeniu swoich kaplic, w edukacji… Poza tym, pomimo sygnałów o fanatyzmie religijnym i różnych jego przejawach, mamy też przykłady, jak w wielu lokalnych Kościołach wręcz wspaniale układa się dialog międzyreligijny.

KAI: A czy dopuszcza Ksiądz Biskup taką ewentualność, że za 20-30 lat Europa stanie się kontynentem misyjnym, to znaczy, że będzie to ziemia jałowa, a w każdym razie już nie chrześcijańska?

– Pamiętam, że kiedy w 1995 r. zostałem zaproszony przez współbraci werbistów, misjologów do Sankt Augustin koło Bonn, już wtedy zastanawialiśmy się czy Europa nie jest już dla naszego zgromadzenia, typowo misyjnego, terenem misyjnym właśnie.

Działalność misyjna prowadzona jest tam, gdzie są ludzie nieochrzczeni, gdzie nie znają Chrystusa. Jeżeli dzisiaj widzimy, że tacy ludzie żyją także w Europie, to działalność wśród tych ludzi jest misją ad gentes. Dziś możemy użyć też sformułowania „nowa ewangelizacja”, bo często są to jeszcze ludzie ochrzczeni, którzy odeszli od Boga.

KAI: A może za lat 30 będzie to już Europa islamska? Wówczas z jakąkolwiek działalnością ewangelizacyjną byłoby już gorzej…

– Europa odrzuca wartości chrześcijańskie, na których wyrastała. Model rodziny chrześcijańskiej to jedno, góra dwoje dzieci, podczas gdy w rodzinach muzułmańskich – od pięciorga wzwyż. Liczba katolików zmniejsza się, a muzułmanów – wzrasta.

Wydaje się, że istnieją siły, które robią wszystko, żeby zniszczyć Kościół i rodzinę, także w Polsce. Ideologia gender, która oddziałuje choćby przez ratyfikowaną niedawno konwencję, pod płaszczykiem walki z przemocą uderza w rodzinę, tradycję, kulturę. Mówi też o płci kulturowej czy też wyborze płci, co, zaznaczmy, jest absolutnie obce Afrykańczykom, bo jest przeciw naturze. Ale i do Afryki wprowadza się i narzuca wzorce i programy związane z aborcją, sterylizacją itd., uzależniając pomoc finansową od wprowadzenia różnych tego typu rozwiązań. To jest już niemal barbarzyństwo.

KAI: Czy to, że w naszej globalnej wiosce informacje i obrazy z całego świata dostępne są dla każdego, dzięki czemu mieszkaniec wioski w Ghanie wie, jak żyje się w Europie czy USA, sprzyja działalności misyjnej czy ją utrudnia?

– Z jednej strony sprzyja, a z drugiej utrudnia, i to bardzo. Sprzyja wtedy, kiedy umożliwia wymianę informacji, korzystanie z różnych środków technicznych służących edukacji, rozwojowi, służbie zdrowia i dziełu ewangelizacji. Jednak utrudnia, kiedy – wbrew tradycji, kulturze, obyczajom – chce się narzucać pewne wzorce dotychczas obce krajom Afryki, Ameryki Łacińskiej czy Azji. Kiedy np. narzuca im się aborcję, antykoncepcję i to wszystko, co jest sprzeczne z nauką Kościoła, z ich tradycją. Wówczas są na rozdrożu, bo w wielu wypadkach bywają po prostu szantażowani przez wielkie koncerny, o czym głośno się nie mówi.

To bardzo ważne, by Afrykańczycy zdołali obronić swoją tradycję. Na ubiegłorocznym synodzie biskupi z tego kontynentu bardzo mocno bronili klarowności nauki o rodzinie, pomimo że mają inne trudności, zwłaszcza utrwaloną kulturowo poligamię. Jednak nie ma homoseksualizmu, nie ma dewiacji.

KAI: Wspomniał Ksiądz Biskup o 5 mld ludzi nieznających Chrystusa. Pojawia się pytanie, jak długo, biorąc pod uwagę siły i środki Kościoła, potrwa, nim wszyscy oni poznają Ewangelię? Czy w ogóle misjonarze i Kościół powinni stawiać sobie takie pytania?

– Światem rządzi Pan Bóg. To On powołuje, Duch Święty jest obecny także tam, gdzie nie ma misjonarzy. Pan Bóg może zbawić także ludzi innych religii. Święty Cyprian powiedział: „Poza Kościołem nie ma zbawienia”. Należy rozumieć to tak, że poza Chrystusem nie ma zbawienia, ale wszyscy są zbawieni w Chrystusie, który jest jedynym Zbawicielem świata. Zadaniem Kościoła i wszystkich ludzi wierzących jest to, aby wypełniać nakaz Chrystusa: idźcie i głoście.

KAI: Nie patrząc na liczby, nie opierając się na własnych rachubach?

– Tak, bo jestem posłany, aby iść i głosić, a rządzi Pan Bóg. Pan Bóg może także poradzić sobie bez nas, ale czy my, którzy mamy świadomość, że naszym zadaniem jest głosić – głosimy? Nie wystarczy, że sam poznałem Chrystusa. Muszę zrobić wszystko, by poznali Go inni – poprzez moje świadectwo, głoszenie i pomoc misjonarzom.

Z kolei Kościół nie sporządza wyliczeń, słupków, rachub misyjnych, bo wiara jest łaską. Dlatego tak ważna jest modlitwa za tych, którzy jeszcze nie znają Ewangelii, aby znaleźli się ci, którzy będą ją głosić. Święty Paweł powiedział: biada mi, gdybym nie głosił Ewangelii.

KAI: Był Ksiądz Biskup misjonarzem w Ghanie, prowadził też ewangelizację na Białorusi i Syberii. Czy i jak praca w tak odmiennych realiach wzbogaciła Księdza jako chrześcijanina i kapłana?

– Bardzo mi to pomaga. Przekonałem się, że zawsze i we wszystkim trzeba szukać w drugim człowieku pierwiastków pozytywnych; że trzeba być otwartym na inność, trzeba ukochać człowieka, któremu chcę mówić o Jezusie. Nauczyłem się też, że muszę wychodzić do ludzi, a nie czekać na nich w zakrystii czy kancelarii, że muszę wykorzystać każdy moment do ewangelizacji. Na przykład prowadząc działalność w Caritas czy jakąkolwiek inną pracę charytatywną, człowiekowi, któremu pomagam, powinienem ukazać Chrystusa.

Te różne doświadczenia pokazały mi konieczność ścisłej współpracy ze świeckimi. Parafia powinna być wspólnotą wspólnot, i to wspólnot o bardzo różnym charakterze – modlitewnym, charytatywnym, formacyjnym. W przeciwnym razie będzie parafią wymierającą. Tej współpracy z laikatem uczyłem się w Afryce, ale też na Białorusi i Syberii, gdzie zainaugurowałem działalność Kolegium Katechetycznego, kształcącego nauczycieli do pracy w szkołach, ale i w parafiach.

KAI: Czy Polska powinna przyjąć uchodźców z Afryki? Nie chodzi mi wyłącznie o tych, którzy już dotarli do Europy, ale i kolejne fale, które będą tu zapewne przybywać w kolejnych latach.

– Czy inne kraje przez wieki przyjmowały Polaków? Stany Zjednoczone, Brazylia, Argentyna, Niemcy, Anglia, Irlandia, Australia? Przyjmowały, i to tysiącami. Trudno wskazać miejsce na świecie, w którym nie byłoby Polaków. Uważam, że Polska powinna się zastanowić nie czy, tylko, jak ich przyjąć. Ale wiem, że nawet Polaków ze Wschodu nie chciano przygarnąć, bo rząd nie miał koncepcji. Sam słyszałem na Syberii gorzkie wyznania tych, którzy chcieli do nas przyjechać: nikt na nas nie czeka, nikt nas nie zaprasza, nikt nas tam nie chce… To było straszne.

Tak więc dziś powinniśmy przyjąć uchodźców, dać im pewien start, a stać nas na to. Ale też czynić wszystko, aby im pomóc żyć w pokoju w swoim kraju. To jest zadanie wielkich mocarstw. To są chrześcijanie i jako chrześcijanie powinniśmy tak właśnie uczynić.

KAI: A jeśli to nie będą chrześcijanie?

– Ale to są ludzie stworzeni na Boży obraz i podobieństwo. Przyjmijmy ich z czysto ludzkiej życzliwości. A także w imię naszej chrześcijańskiej wiary. Gość w dom, Bóg w dom. Może gość wymuszony, ale Bóg w dom.

KAI: Czy Kościół w Polsce – myślę o całej wspólnocie – jest przygotowany na to, że nasza katolicka monokultura będzie się stopniowo przemieniać i z tego „mono” przekształcać w społeczeństwo coraz mocniej urozmaicone kulturowo i religijnie? Byłaby to dla nas szansa czy zagrożenie?

– Tak jak my wyjeżdżamy, tak inni będę przyjeżdżać do nas – to naturalne i musimy być na to gotowi. Będą przywozić swoje bogactwo, ale i zagrożenia. Dlatego istotna jest i polityka państwa, i postawa Kościoła, który jeszcze mocniej powinien zastanawiać się i uruchomić zgromadzenia typowo misyjne, aby zaczęły pracować wśród obecnych już w Polsce przybyszów z różnych kontynentów. Oczywiście są różne trudności, bo wielu z tych ludzi nie ma dokumentów, wiz i boi się, by ktoś ich nie wydał. Ale tak czy inaczej Kościół nie może zostawić ich samych.

KAI: Sobór wyraził przekonanie, że Kościół nie odrzuca niczego, co w innych religiach jest prawdziwe i święte. Może warto byłoby przypomnieć dziś w Polsce to nauczanie?

– Powinniśmy uczyć się inności i bogactwa innych religii. Nie powinniśmy postrzegać ich w kategorii zagrożenia, lecz wzbogacenia. Trochę podobnie jest w dialogu ekumenicznym. Niejednokrotnie prosiłem prawosławnych: pomóżcie nam być lepszymi katolikami, a my pomożemy wam być lepszymi prawosławnymi.

KAI: Bo każdy ma jakąś ciekawą specyfikę?

– Tak, swoje charyzmaty, akcenty, bogactwa. Ale należy robić wszystko, by nie doprowadzić do fanatyzmu, do walki, prześladowań, odrzucania. Czy stać nas na takie świadectwo i ukazanie innym Chrystusa, by wzbudzić u nich autentyczne i wolne pragnienie zostania katolikiem?

Rozmawiał Tomasz Królak

***

IV Krajowy Kongres Misyjny odbędzie się od 12 do 14 czerwca br. w Warszawie pod hasłem “Radość Ewangelii źródłem misyjnego zapału”. Na program złożą się liczne wykłady, debaty i imprezy ukazujące pracę misjonarzy w dziesiątkach krajów świata, specyfikę kultur i zwyczajów oraz problematykę animacji misyjnej i inkulturacji. Poznamy też męczeńską kartę pracy misyjnej w dzisiejszym świecie. Organizatorem Kongresu są: Komisja KEP ds. Misji i Papieskie Dzieła Misyjne.

 

Wersja do druku
Nasza strona internetowa używa plików cookies (tzw. ciasteczka) w celach statystycznych, reklamowych oraz funkcjonalnych. Możesz określić warunki przechowywania cookies na Twoim urządzeniu za pomocą ustawień przeglądarki internetowej.
Administratorem danych osobowych użytkowników Serwisu jest Katolicka Agencja Informacyjna sp. z o.o. z siedzibą w Warszawie (KAI). Dane osobowe przetwarzamy m.in. w celu wykonania umowy pomiędzy KAI a użytkownikiem Serwisu, wypełnienia obowiązków prawnych ciążących na Administratorze, a także w celach kontaktowych i marketingowych. Masz prawo dostępu do treści swoich danych, ich sprostowania, usunięcia lub ograniczenia przetwarzania, wniesienia sprzeciwu, a także prawo do przenoszenia danych. Szczegóły w naszej Polityce prywatności.