Drukuj Powrót do artykułu

Bp Kenney o skutkach zmian klimatu: Bezczynność wywoła katastrofę

17 listopada 2008 | 11:36 | Marcin Trepczyński // ro Ⓒ Ⓟ

Jeśli pozostaniemy bezczynni wobec skutków zmian klimatycznych, wywołamy katastrofę – powiedział bp William Kenney, rzecznik ds. europejskich Konferencji Episkopatu Anglii i Walii.

W wywiadzie dla KAI angielski duchowny wskazał, jak zmiany te wpływają na ludność najbiedniejszych regionów świata, i jak mogą temu zaradzić politycy, zwykli ludzie i europejscy biskupi.
KAI: Kto najbardziej cierpi z powodu zmian klimatycznych?

– Największy problem mają te kraje rolnicze, w których rolnictwo uzależnione jest od deszczu. U nas, w Europie, jeśli już istnieje gdzieś tego typu rolnictwo, gromadzi się wodę i w razie potrzeby używa jej do woli. Tam zaś, jeśli nie spadnie deszcz, ludziom grozi śmierć głodowa. Mówimy tu o milionach ludzi, żyjących z tego typu rolnictwa na terenach Afryki subsaharyjskiej. Gdy w wyniku zmian klimatycznych nie pada deszcz, ludzie nie mają co jeść i przenoszą się w inne miejsca, gdzie wydaje im się, że znajdą pożywienie. Duże masy ludności przemieszczają się bowiem nie tylko z powodu wojny, jak ostatnio w Demokratycznej Republice Konga, ale również z powodu głodu, jak w Sudanie. Gdy przeniosą się jednak na obszary, gdzie rolnictwo jest szczątkowe, wówczas i tam pojawi się problem braku żywności. Mamy wtedy efekt domina.

Nie przeżywaliśmy tego w Europie, ale w innych krajach widziałem ludzi przemieszczających się w tak wielkiej liczbie, że niemożliwe było, by ich zatrzymać. Zobaczyłem coś takiego w latach 80. w Afganistanie, z którego uchodźcy po inwazji Rosjan emigrowali do północnego Pakistanu. Stałem i widziałem, jakby ruszały się całe wzgórza.

KAI: Jak to zmienić? Czy jedyny sposób to dostarczać pożywienie?

– Nie. Jedzenie musimy oferować tylko w nagłych sytuacjach. Powinniśmy natomiast poczynić w tych krajach ogromne inwestycje, które zmodernizują system dystrybucji żywności. W Europie mamy system, dzięki któremu prawdopodobieństwo głodu jest nikłe. Taki sam potrzebny jest również w krajach najbiedniejszych. Jeśli tego nie zrobimy, coraz większe będą naciski na kraje bogate ze strony głodujących, oczekujących na żywność.

KAI: Zwykli ludzie zazwyczaj nie czują się odpowiedzialni za skutki ocieplenia klimatu. Czy mogą jednak spowodować realną poprawę?

– Zwykli ludzie mogą zrobić bardzo wiele rzeczy na różnych poziomach. Dlatego w wielu krajach prowadzi się kampanie, mające uświadomić im, jak wiele od nich zależy. W Wielkiej Brytanii Kościół katolicki realizuje taką kampanię pod hasłem „Żyj prosto”. Chodzi w niej o to, by zwykli ludzie wzięli odpowiedzialność za proste czynności wykonywane na co dzień. Przekonujemy, by zastanowili się nad częstszym korzystaniem z transportu publicznego, i mówimy: zamiast używać samochodu 5 dni w tygodniu, używaj go 4 dni. Ponadto, zakręcaj wodę, gdy myjesz zęby, bierz raczej prysznic niż kąpiel. Jeśli jedna osoba będzie tak postępować, nie zauważymy różnicy, ale przy dużej liczbie ludzi, będzie to poważna zmiana. Odniesiemy dzięki temu dwie korzyści: zrozumiemy, że wszyscy odpowiadamy za zmiany klimatyczne, i dostrzeżemy, że nawet jako jednostki o ograniczonych możliwościach, jesteśmy w stanie zrobić coś ważnego. Eksperci mówią mi, że zmiana ta nie musi być radykalna. Wystarczy, jeśli będzie stopniowa i wprowadzana z umiarem. Czasem ludzie mówią mi: jako biskup nie powinieneś używać samochodu. Ale moja diecezja Birmingham jest tak duża, że niektórych parafii nigdy bym w takim wypadku nie odwiedził. To pierwszy poziom, na którym można zacząć działać – codzienne czynności.

Ponadto zwykli ludzie, skoro żyją w demokracji, powinni mówić politykom: chcemy, byście coś zmienili, jesteśmy gotowi do pewnych poświęceń. Znam brytyjskich polityków, którzy, gdy dostaną 40 listów, nazywają to nawałnicą. Wyobraźmy sobie teraz, że tysiąc katolików napisze, żeby zrobić coś ze zmianami klimatycznymi.

KAI: Co robią europejscy biskupi w kwestii przeciwdziałaniu skutkom ocieplenia?

– Niedawno biskupi europejscy dostali raport dotyczący etycznego wymiaru zmian klimatycznych, gdyż tym, czym powinniśmy się zajmować, są jedynie zagadnienia etyczne. Nie jesteśmy naukowcami, ani politykami. Mamy zaś obowiązek mówić ludziom, co zdaniem Kościoła jest dobre, a co złe. Będziemy przypominać o ich obowiązkach politykom, ale też zwykłym ludziom, bez których wsparcia politycy nie rozwiążą problemów klimatycznych.

Musimy też dopilnować, by biednych z reszty świata nie finansowali biedni z Europy, ale przede wszystkim liczna europejska klasa średnia. W każdym kraju, także w Polsce, słyszałem to samo: na razie mamy wystarczająco dużo własnych problemów. Każdy je ma, ale jeśli ciągle będziemy czekać, nie zrobimy nic i wywołamy katastrofę.

KAI: Jak ocenia biskup propozycję zawartą w raporcie złożonym Komisji Episkopatów Wspólnoty Europejskiej (COMECE), by Stolica Apostolska podpisał protokół z Kioto o ograniczeniu emisji gazów?

– Podpisanie przez Stolicę Apostolską protokołu z Kioto byłoby aktem symbolicznym. Watykan stara się dawać dobry przykład, np. montując na swoich budynkach baterie słoneczne. Ale nie mogę powiedzieć, czy Stolica Apostolska powinna podpisać protokół, to sprawa dyplomacji. Jestem jednak przekonany, że powinna i będzie zachęcać państwa, by podjąć inicjatywę z Kioto, skoro już w latach 90. wydawała oświadczenia, w których nawoływała do zmiany trybu życia, by uniknąć dalszych zmian klimatu.

KAI: Czy Konferencja Episkopatu Anglii i Walii współpracuje z innymi organizacjami, by przeciwdziałać skutkom tych zmian?

– Tak, najczęściej z organizacjami pozarządowymi. Współdziałają one z nami np. przy kampanii „Żyj prosto”. Jedną z nich jest „Christian Aid”, skupiająca różne organizacje protestanckie. Współpracujemy ponadto z wykładowcami z różnych uniwersytetów. Zapraszani są oni m.in. na poświęcone zmianom klimatycznym posiedzenia Konferencji. Biskupi mają świadomość, że w wielu dziedzinach nie są ekspertami. Bardzo często jesteśmy od nich zależni, choćby w dziedzinie bioetyki. Patrzymy jednak na te sprawy przez inny pryzmat. Pytamy często po pierwsze, czy w centrum ma być człowiek, czy gospodarka. Po drugie, jeśli coś zrobimy, to jaki będzie to miało wpływ na najbiedniejszych.

Pytam o to, ponieważ jest to mój obowiązek przede wszystkim wobec Anglii, ale także wobec całego świata.

Rozmawiał Marcin Trepczyński (KAI)

Wersja do druku

Nasza strona internetowa używa plików cookies (tzw. ciasteczka) w celach statystycznych, reklamowych oraz funkcjonalnych. Możesz określić warunki przechowywania cookies na Twoim urządzeniu za pomocą ustawień przeglądarki internetowej.
Administratorem danych osobowych użytkowników Serwisu jest Katolicka Agencja Informacyjna sp. z o.o. z siedzibą w Warszawie (KAI). Dane osobowe przetwarzamy m.in. w celu wykonania umowy pomiędzy KAI a użytkownikiem Serwisu, wypełnienia obowiązków prawnych ciążących na Administratorze, a także w celach kontaktowych i marketingowych. Masz prawo dostępu do treści swoich danych, ich sprostowania, usunięcia lub ograniczenia przetwarzania, wniesienia sprzeciwu, a także prawo do przenoszenia danych. Szczegóły w naszej Polityce prywatności.