Drukuj Powrót do artykułu

Czasu nie marnuję – bp Tadeusz Pieronek w 50-lecie kapłaństwa

26 października 2007 | 13:24 | im//mam Ⓒ Ⓟ

O swoim rozumieniu kapłaństwa, rosnącej w Polsce obojętności i wrogości wobec księży, złym rozumieniu wolności oraz wielości zajęć pomimo emerytury mówi w rozmowie z KAI bp Tadeusz Pieronek.

26 października, były sekretarz generalny KEP i rektor Papieskiej Akademii teologicznej obchodzi 50. rocznicę przyjęcia święceń kapłańskich.
Oto pełna treść rozmowy KAI z jubilatem:

KAI: Czym jest dla Księdza Biskupa kapłaństwo?
Bp Tadeusz Pieronek: To służenie Ewangelii z całym ciężarem własnej słabości i przy okolicznościach, które tej służbie pomagają i szkodzą. Trzeba wchodzić w świat, który nie zawsze jest otwarty na Ewangelię. To nie jest łatwa droga, trzeba szukać sposobów dotarcia do człowieka, któremu chce się przekazać Dobra Nowinę.

KAI: Czy z czasem zmienia się spojrzenie na kapłaństwo?
– Porównałbym to do sytuacji członka rodziny. Najpierw troszczy się o dzieci, potem o wnuki, ale idea troski o człowieka jest cały czas ta sama. Podobnie jest z kapłaństwem: sposób patrzenia na zadania, jakie stoją przed księdzem, nie zmienia się mimo upływu lat. Wstępowałem do seminarium z zamiarem służenia Ewangelii i to się nie zmieniło. Inna sprawa, czy robiłem to bardziej lub mniej skutecznie. Ale samo nastawienie było zawsze takie samo.

KAI: Czy jest coś, co pomaga w pełnieniu tej służby?
– Myślę, że to samo, co pomaga każdemu wierzącemu człowiekowi, który dąży do Pana Boga. Wiara, że służymy słusznej sprawie i nadzieja, że nawet, jeśli nasza posługa jest mierna, to jednak może być skuteczna w Bożym planie. To w końcu Bóg jest sprawcą dobra, które się dokonuje za naszym pośrednictwem. Ważne, żebyśmy nie przypisywali niczego sobie, ale jednocześnie starali się robić to, na co nas rzeczywiście stać. To jest taka dziwna ekonomia zbawienia – choć to nie nasze dzieło, to powinniśmy włożyć w nie wszystkie siły, jakie mamy.

KAI: Czy obecnie do seminariów przychodzą inni kandydaci niż kilkadziesiąt lat temu?
– My, ludzie wzrastający przed 60 laty, żyliśmy w bardzo trudnych warunkach zewnętrznych: wojny, potem szalejącego komunizmu. Ale wynosiliśmy z domu, z parafii przekonanie, że podążanie do Boga jest słuszne. Nie mieliśmy też takich pokus materialnych jak obecnie, chodziliśmy kilka lat w tych samych ubraniach, jedliśmy byle co. Jako młodzi księża byliśmy otoczeni wrogością władz stalinowskich, ale mieliśmy życzliwość ludzi. Dziś sytuacja jest odwrotna: poza atmosferą tworzoną przez środki przekazu czy środowiska wrogie Kościołowi, nie spotykamy się z urzędowymi trudnościami. Kościół rozwija się w miarę spokojnie w atmosferze przyjaznej ze strony państwa. Nie ma już natomiast tej ludzkiej życzliwości, jest obojętność albo wrogość i to jest wielkie utrudnienie dla współczesnych, młodych księży.

KAI: W mediach pojawiają się często doniesienia o odejściach księży z kapłaństwa lub o spadku powołań.
– Jeśli porównamy sytuację Polski z Zachodem, to od 1966 roku nasz kraj miał wysoką, wyrównaną liczbę powołań. Rzeczywiście, w tym roku jest mniej kandydatów do seminariów duchownych, ale jesteśmy w kryzysie demograficznym. A do tego mamy czas zmasowanych ataków na Kościół. Media nagłaśniają przypadki osób duchownych uwikłanych w sprawy lustracji czy pedofilii, podkreślając to w sposób szczególny. Pewne straty w liczbie powołań można odnotować z tego tytułu.

KAI: Jak, patrząc z perspektywy pięciu dziesięcioleci kapłaństwa Księdza Biskupa, zmienił się Kościół?
– Myślę, że co do istoty w ogóle się nie zmienił, bo to byłoby zaprzeczeniem jego misji. Zmienił się w pewnych formach swoich działań, w nastawieniu do ludzi. I musiał sobie radzić z całą tą “nowoczesnością” w formie totalitaryzmów: hitlerowskiego i bolszewickiego. To było jak zetknięcie się z czasami pierwszych chrześcijan, bo w wielu miejscach świata Kościół powszechny musiał zejść do podziemi, np. w Rosji, na Ukrainie, w Chinach. Trzeba było zająć stanowisko bardzo radykalne, zasadnicze. I myślę, że – co by nie mówić – Kościół dał sobie z tym radę, ponosząc wielkie ofiary, czasem błądząc w ludziach, ale ostał się i umocnił.
Z drugiej strony Kościół zetknął się z tym, czym Zachód żył od wielu lat, czyli nieokiełznaną wolnością, którą dawano, a nawet narzucano ludziom, mącąc im w głowach. Pojęcie wolności zostało przedstawione fałszywie. Wolność nie jest bowiem możliwością robienia wszystkiego, co człowiekowi przyjdzie do głowy. Jest to natomiast godne zachowanie się człowieka, szanującego drugiego i zachowującego pewne nieprzekraczalne zasady. Myślę, że ta źle pojmowana wolność, to jest także duże niebezpieczeństwo dla misji Kościoła. Tak jak przedtem był – można to powiedzieć – prześladowany, tak w tym drugim okresie jest kuszony dobrami ponętnymi, łatwymi, pociągającymi, ale jednak sprowadzającymi na manowce.
Oczywiście, w ostatnich 50 latach niezwykle ważny był Sobór Watykański II, który umiejętnie wszedł we współczesny świat bez zmiany tego, co istotne w Kościele. Zmienił się język liturgii, zmieniło się nastawienie do wolności religijnej – to jest bardziej odkrycie ewangelicznej prawdy niż zmiana w sensie doktrynalnym. Sobór Watykański II jest punktem odniesienia do tego, co się stało po nim i punktem porównawczym do tego, czym był Kościół przedtem.

KAI: A jak Ksiądz Biskup ocenia zmiany w relacjach państwo-Kościół w Polsce?
Do 1989 roku Kościół walczył o swoją wolność, o wyzwolenie od państwowego aparatu władzy i był współtwórcą zwycięstwa nad komunizmem. Potem stosunki z państwem zaczęły się poprawiać. Trzeba jednak pamiętać, że ustawa o stosunku państwa do Kościoła katolickiego była przygotowana jeszcze w czasach Polski Ludowej i uchwalona za Polski Ludowej, bo w maju 1989 roku. Ta ustawa funkcjonuje do dziś, wcielona w jakiejś mierze w Konkordat, który został zawarty i którego nie chciało już wolne państwo, opanowane jednak przez lewicę komunistyczną. Trzeba było na ratyfikowanie Konkordatu czekać 5 lat. To też była walka, ale skazana na wygranie. Myślę, że po uchwaleniu Konkordatu stosunki państwo-Kościół są dobre. Ze wszystkimi ekipami rządowymi od 1999 roku można się było dogadać – łatwiej lub trudniej. Ale nie było kontrowersji, zakończonych powiedzeniem “nie”, bo nie było żądań przekraczających granice Konstytucji i ustalonych w świecie norm autonomiczności wspólnoty politycznej i religijnej.

KAI: Ksiądz Biskup kierował pracami II Synodu Plenarnego w Polsce. Jak po 10 latach ocenia Ksiądz Biskup recepcję postanowień synodalnych?
– To był synod pastoralny i ważne było nie tyle to, co uchwalił, bo nie uchwalił wiele, ale to, że miał miejsce. Kto się zaangażował w synod, ten zyskał, a ponieważ wielu się nie zaangażowało, to te zyski są nieproporcjonalne do wysiłku, jaki w to włożono.
Owoce synodu mogłyby być większe, gdyby ludzie się w to włączyli – ludzie czyli biskupi, duchowni i świeccy. Żadnej z tych grup nie wyjmuję – każdy ma coś na sumieniu, że Synod nie odniósł takiego sukcesu, jaki mógł odnieść. Ludzie mogliby się wiele nauczyć nie tylko w sensie poznania prawd wiary, ale i pewnych zachowań, ocen sytuacji, w których się dzisiaj znajdujemy i gdzie jest potrzebne wyrobione prawe sumienie.
Wszelka praca we wspólnocie sama w sobie jest wartością – wtedy poznaje się ludzi, dzielimy się tym, co mamy dobrego, odbieramy to, co inni dobrego wnoszą. Synod taką pracę wykonywał.
Nie liczono na to, że Synod wprowadzi rewolucyjne zmiany, bo nie miał zamiaru ich wprowadzać i nie wprowadził. Chodziło o zaangażowanie się ludzi w życie Kościoła.
KAI: Jakie plany na przyszłość ma teraz Ksiądz Biskup?
– Planów specjalnych nie mam. Jestem już na emeryturze na uczelni, ale jest ciągle coś do roboty i mam więcej zajęć, niż kiedy miałem obowiązki oficjalne. Czasu nie marnuję i byłoby dobrze, żeby można było być sprawnym do momentu kiedy Pan Bóg powie: “Skończył się okres ziemskiej wędrówki”.

Rozmawiała Izabela Matjasik
***
Bp Tadeusz Pieronek urodził się 24 października 1934 r. w Radziechowach k. Żywca. Święcenia kapłańskie otrzymał 26 października 1957 r. z rąk abp. Eugeniusza Baziaka. Studiował prawo kanoniczne na KUL, tam też obronił pracę doktorską, a habilitował się na wydziale Prawa Cywilnego Papieskiego Uniwersytetu Laterańskiego w 1975 r. Od 1965 r. był kolejno asystentem, adiunktem, docentem i profesorem PAT, w latach 1971-79 był sekretarzem Duszpasterskiego Synodu Archidiecezji Krakowskiej, a od 1991 sekretarzem II Synodu Plenarnego w Polsce. W 1992 r. został biskupem pomocniczym diecezji sosnowieckiej, sakrę biskupią przyjął 26 kwietnia tegoż roku w Rzymie z rąk Jana Pawła II. W latach 1993-98 był sekretarzem generalnym Episkopatu Polski. Od 1998 r. do 2004 r. był rektorem PAT. Nadal jest przewodniczącym Kościelnej Komisji Konkordatowej. Jest też wiceprzewodniczącym Rady Programowej KAI.

Drogi Czytelniku,
cieszymy się, że odwiedzasz nasz portal. Jesteśmy tu dla Ciebie!
Każdego dnia publikujemy najważniejsze informacje z życia Kościoła w Polsce i na świecie. Jednak bez Twojej pomocy sprostanie temu zadaniu będzie coraz trudniejsze.
Dlatego prosimy Cię o wsparcie portalu eKAI.pl za pośrednictwem serwisu Patronite.
Dzięki Tobie będziemy mogli realizować naszą misję. Więcej informacji znajdziesz tutaj.
Wersja do druku
Nasza strona internetowa używa plików cookies (tzw. ciasteczka) w celach statystycznych, reklamowych oraz funkcjonalnych. Możesz określić warunki przechowywania cookies na Twoim urządzeniu za pomocą ustawień przeglądarki internetowej.
Administratorem danych osobowych użytkowników Serwisu jest Katolicka Agencja Informacyjna sp. z o.o. z siedzibą w Warszawie (KAI). Dane osobowe przetwarzamy m.in. w celu wykonania umowy pomiędzy KAI a użytkownikiem Serwisu, wypełnienia obowiązków prawnych ciążących na Administratorze, a także w celach kontaktowych i marketingowych. Masz prawo dostępu do treści swoich danych, ich sprostowania, usunięcia lub ograniczenia przetwarzania, wniesienia sprzeciwu, a także prawo do przenoszenia danych. Szczegóły w naszej Polityce prywatności.