Drukuj Powrót do artykułu

“Czy wszechmoc Boża jest niezrozumiała?” – debata Dwóch Ambon u lubelskich dominikanów

29.01.2009 , mj Ⓒ ℗

O tym, dlaczego współczesny świat nie lubi mówić o wszechmocy Boga i co może stracić, jeśli przestanie mówić w ogóle – rozmawiali uczestnicy Debaty Dwóch Ambon 28 stycznia wieczorem w Lublinie. Debatę „Święty Tomasz – o wszechmocy Boga” w lubelskiej bazylice dominikanów zorganizowały Dominikańska Fundacja „Ponad Granicami” i Instytut Tomistyczny.

Pretekstem do spotkania było nowe tłumaczenie traktatu De potentia św. Tomasza, wydane przez dominikański Instytut Tomistyczny w Warszawie. Debatę prowadził o. Tomasz Dostatni.

Dr Piotr Napiwodzki OP, rektor Kolegium Filozoficzno-Teologicznego Dominikanów w Krakowie zaznaczył, że sama propozycja mówienia o Bożej wszechmocy budzi w nim swoistą niemoc, bo jako człowiek współczesny ma dużo wątpliwości, czy warto o wszechmocy mówić. – Mam wrażenie, że o wszechmocy mówimy dziś w Kościele niechętnie. Przepowiadamy Boga, który jest Bogiem raczej słabym niż mocnym, raczej potrzebującym niż udzielającym – zauważył.

Niemoc dotyczącą mówienia o wszechmocy tłumaczył współczesnym myśleniem, także teologicznym. – Coraz chętniej jako teologowie, jako duszpasterze, jako chrześcijanie, chcemy myśleć o świecie jako czymś w pełni autonomicznym. Nawet jeśli uznajemy wszechmoc, to ona jest co najwyżej przedmiotem spekulatywnych dyskursów, ale w naszym świecie Pan Bóg tak naprawdę wszechmocny nie jest – mówił. Dodał, że dziś chętniej postrzega się Boga jako kogoś, kto stoi po stronie ofiar, prześladowań, niesprawiedliwości, nie popisuje się swoją wszechmocą, nie jest dyktatorem. Nie jest stosowne także pytanie o cuda, o to, co może a czego nie może Bóg. – Wystarczy uznanie stworzenia świata i Wcielenia, mówienie o tym, w jaki sposób ta wszechmoc się ujawnia, nie interesuje nas – powiedział.

Mówienie o wszechmocy Boga utrudnia też, zdaniem dominikanina, współczesna niechęć do doskonałości. – Dziś w każdej dziedzinie życia pytamy o możliwości rozwoju, plany, perspektywy poprawy. Wyjęcie czegoś spod tego uniwersalnego prawa jest problematyczne nawet dla kogoś, kto się zajmuje Panem Bogiem. Bóg ostatecznie doskonały, wszechmocny, nie wzbudza pobożnego trwania w zachwycie, raczej budzi litość – zauważył. W pojęciu współczesnego człowieka zbyt duża doskonałość to zagrożenie dla autonomii, wolności, skostnienie.

O. Napiwodzki zwrócił też uwagę, że pojęcie wszechmocy w ujęciu św. Tomasza może się wydawać zbyt skomplikowane i dlatego jest odrzucane. – Nie chodzi o intelektualną niezdolność. To raczej jest świadome odrzucenie pewnego sposobu myślenia – zaznaczył. Jego zdaniem jest to związane z pastoralizacją teologii, która manifestuje niechęć do wszystkiego, co skomplikowane i nie dające się łatwo przełożyć na przepowiadanie, ewangelizację czy katechezę. – Zbyt poukładane myślenie o Bogu nie jest dobre, bo my tacy nie jesteśmy. Deus omnipotens jawi się jako nieprzystający do niczego – stwierdził.

Mówca z drugiej ambony, dr Mateusz Przanowski OP z Krakowa wskazał, jakie zarzuty wobec wszechmocy Boga bywają wysuwane i jak odpowiedziałby na nie Akwinata. Przypomniał, że teologię doskonałości Boga uznaje grupa, wywodząca się od św. Augustyna, św. Anzelma i św. Tomasza, jednak dziś w większości są teolodzy, którzy zgadzają się wprawdzie, że Bóg jest doskonały, ale pytają, co to znaczy być doskonałym? – Pytają, czy to nie znaczy raczej uniżyć samego siebie, dokonać kenozy, dać miejsce na drugiego? I mówią, że gdy Bóg stworzył świat, to się wycofał, dając miejsce dla świata – wyjaśniał.

Pierwszym zarzutem wobec doskonałości Boga, przypominał teolog, jest obojętność. Jeśli Bóg jest doskonały, to znaczy, że jest samowystarczalny, a to z kolei znaczy, że jest obojętny na człowieka i historię. Po drugie, jeśli głosi się wszechmoc, czy nie znaczy to, że człowiek i świat są przedmiotem niczym nieograniczonego Bożego panowania, arbitralnej woli, która nie bierze pod uwagę niczego oprócz siebie samej? Czy zatem nie głosi się Boga-tyrana? – przytaczał argumenty.

W odpowiedzi wskazał, że św. Tomasz z Akwinu łączy wszechmoc z dobrocią. – Być wszechmocnym oznacza największe, nieograniczone dobro. Taki Bóg powołuje świat do istnienia z powodu jakiejś nadobfitości dobroci. Tomasz powie: doskonały, samowystarczalny, ale nie obojętny, bo świat został stworzony z absolutnej bezinteresowności – tłumaczył. – To, że świat istnieje, pochodzi z tego, że Bóg chciał, żeby zaistniał, tak samo jest z człowiekiem. Według Tomasza Boża wszechmoc jest w każdej pojedynczej osobie, dlatego, że ta osoba jest – mówił, dodając, że człowiek nigdy nie jest dla Boga bonum utile, dobrem użytecznym. Odpierał także zarzut, że Bóg wycofał się ze świata. – Według Tomasza jest wręcz przeciwnie. Świat może istnieć dlatego, że Bóg potrafił się rozdać, udzielić. Istniejemy w uczestnictwie. Dla nas Bóg wyszedł z cienia, a nie się ukrył – mówił.

Zauważył także, że rezygnacja z pojęcia Bożej wszechmocy oznaczałaby utratę pewności, że dobro zatriumfuje. – Według Tomasza, Bóg wszechmocny najbardziej objawia się w przebaczeniu. Wszechmoc ujawnia się w tym, że Pan Bóg jako jedyny może wyprowadzić dobro ze zła. Dziś mówi się, że Bóg jest bezradny wobec zła. Tomasz uważa, że są Boże plany, których nie znamy. To właśnie wszechmoc daje ostateczną nadzieję na pokonanie zła – podkreślał.

O. Przanowski stwierdził również, że to, co w epoce Tomasza było oczywiste, dziś musi być przedmiotem iluminacji, dlatego ślady Bożej wszechmocy nie są łatwo dostrzegane. Obaj rozmówcy zauważyli, że dzisiejsze rozumienie Pana Boga jako partnera w dialogu, przyjaciela, utrudnia przyjęcie koncepcji wszechmocy. – Nie wiem, skąd ta potrzeba, by zrobić z Pana Boga kolegę, ale mam wrażenie, że utraciliśmy poczucie, że my jesteśmy ludźmi a Pan Bóg – Bogiem – mówił o. Przanowski. Według o. Napiwodzkiego jest to wyraz wejścia „ducha równości” do teologii.

Dominikanie prowadzili dyskusję stojąc na dwóch przeciwległych ambonach. Jak przypomniał o. Dostatni, na początku XVI wieku, kiedy tych ambon jeszcze nie było, w świątyni odbyło się kilka debat między katolikami a arianami. Wtedy zdarzało się, że wynoszono Najświętszy Sakrament, bo nie było wiadomo, jak debata się skończy. W czasach współczesnych na zaproszenie ojców dominikanów rozmowy z dwóch ambon prowadzili duchowni prawosławni, protestanccy i muzułmanie.

Wersja do druku
Portal eKAI prezentuje część tekstów publikowanych w płatnym serwisie agencyjnym Katolickiej Agencji Informacyjnej.
Nasza strona internetowa używa plików cookies (tzw. ciasteczka) w celach statystycznych, reklamowych oraz funkcjonalnych.