ŚDM to szansa na spotkanie żywego i prawdziwego Boga

Przemysław Radzyński / br, Kraków, 2016-01-17

ŚDM to szansa na spotkanie żywego i prawdziwego Boga Fot. Piotr Bednarczyk - fotoKAI

„Młodzi ludzie, którzy przyjadą do Krakowa na ŚDM, będą dla Polski i dla Polaków apostołami Dobrej Nowiny. Będą głosić, że Bóg nadal chodzi po tym świecie; będą apostołami Boga, który jest miłością” – mówi KAI ks. Michał Olszewski SCJ.

Popularny rekolekcjonista i ewangelizator poprowadził drugie spotkanie rekolekcji przygotowujących do Światowych Dni Młodzieży „Dla nas i całego świata”, które 16 stycznia odbyły się w Sanktuarium Bożego Miłosierdzia w Krakowie-Łagiewnikach.

Przemysław Radzyński, KAI: Światowe Dni Młodzieży – co to będzie za wydarzenie dla młodego człowieka, jakie szanse rodzi?

Ks. Michał Olszewski SCJ: Wydaje mi się, że przede wszystkim będzie to szansa na spotkanie Boga żywego. Dzisiejsza rzeczywistość jest bardzo zglobalizowana i do siebie podobna we wszystkich częściach świata. Europa niewiele różni się od Stanów Zjednoczonych czy innych miejsc na świecie, gdzie dominuje kultura konsumpcjonizmu i inne idee, zgodnie z którymi wszystko jest relatywne, nie ma stałych prawd. W takim świecie, jeśli w ogóle mówi się o Bogu, to myśli się o nim, jako tym, który robi za świętego Mikołaja.

To wszystko sprawia, że młodzież na całym świecie ma dziś podobne problemy a kontekst przeżywania przez nich wiary też jest do siebie zbliżony. Dlatego dla wszystkich, którzy przyjadą w lipcu do Krakowa, będzie to wielka okazja do tego, by spotkać Boga żywego i wrócić z tym doświadczeniem do swoich krajów. To jest szansa, przed którą staje każdy, kto weźmie udział w Światowych Dniach Młodzieży. Tam Bóg na pewno objawi się jako żywy i prawdziwy. Pozostaje tylko pytanie: czy będziemy chcieli z tego skorzystać?

Polacy będą gościć najprawdopodobniej kilka milionów młodych ludzi z całego świata. Co to będzie za wydarzenie dla naszego społeczeństwa?

- To będzie świadectwo młodego Kościoła wbrew liberalnym nurtom, które – także w ramach Kościoła – nierzadko stoją na stanowisku, że Kościół należy powoli wygaszać, a wierzących traktować ewentualnie jako „kulturalną kastę” w społeczeństwie. Dlatego właśnie Światowe Dni Młodzieży mogą być manifestacją wiary w Boga żywego. Społeczeństwo polskie w lipcu tego roku może zobaczyć młody Kościół z całego świata, który mówi: „Mylicie się twierdząc, że Boga nie ma. Bóg jest, Bóg żyje! I my, młody Kościół, jesteśmy tego świadkami!”.

Młodzi ludzie, którzy tutaj przyjadą, będą dla Polski i dla Polaków apostołami Dobrej Nowiny. Będą głosić, że Bóg nadal chodzi po tym świecie; będą apostołami Boga, który jest miłością.

Światowe Dni Młodzieży w Krakowie odbywać się będą w Roku Miłosierdzia i przebiegać pod hasłem: „Błogosławieni miłosierni albowiem oni miłosierdzia dostąpią”. Młodzież i miłosierdzie to dwa światy równoległe czy może mają jakieś punkty wspólne. Gdzie Ksiądz je widzi?

- Punktem wspólnym dla miłosierdzia i dla młodego człowieka jest to, co charakterystyczne dla młodego wieku – nazwałbym to dynamizmem poszukiwania, co wiąże się także z upadkami i odejściami. Człowiek młody jest dzisiaj narażony na to, by często lądować – jak to mówi papież Franciszek – na peryferiach społeczeństwa, Kościoła; potrafi czasami trwać w grzechu przez dłuższy czas, myśląc że to dobro – grzech nazywając dobrem. Punktem stycznym miłosierdzia i młodzieży jest doświadczenie grzechu, ale rozumiane w sensie pozytywnym, w którym moment grzechu i odejścia staje się spotkaniem z Bogiem, który jest miłosierny. Miłosierdzie staje się drogą powrotu syna do ojca czy też powrotu zagubionej owcy do stada, niesionej na ramionach dobrego pasterza.

W tym miejscu myślę, że warto odwołać się do logotypu, przygotowanego na Rok Miłosierdzia przez o. Rupnika. Widzimy w nim, jak Chrystus niesie człowieka na swoich ramionach i przyprowadza go z powrotem – to Chrystus wyprawia się po nas. Myślę, że większość z nas w młodości miała takie doświadczenie, że Chrystus się po nas wyprawił.

To właśnie poszukiwanie, którego Chrystus dokonuje, poszukiwanie młodego człowieka zagubionego w grzechu nazywamy miłosierdziem. Miłosierny Bóg, które przyjmuje na powrót do siebie czasem bardzo pogubionego człowieka łączy te dwa pozornie odległe światy.

Jak młody człowiek może doświadczyć miłosierdzia?

- Bp Grzegorz Ryś w „Skandalu miłosierdzia” mówi, że miłosierdzie jest miłością „rahamim”, czyli miłością matki. Miłością, która jest czułością. Miłością, która jest nie do opowiedzenia. Bóg miłosierny to ten, który kocha nie do opowiedzenia czułą miłością matki. Bardzo mocno polecam „Skandal miłosierdzia” Biskupa Grzegorza – moje odkrycie ostatnich tygodni – w którym dobitnie mówi o tym, gdzie i jak można doświadczyć Bożego miłosierdzia. Zwraca też uwagę na to, że często jesteśmy jak tak zwany syn marnotrawny, który w pewnym momencie doświadczając upodlenia, dna i lęku – nawet o swoje życie – z powodu tego lęku wraca do ojca. To jest przecież częste doświadczenie w życiu młodego człowieka, który z powodu konsekwencji swoich grzechów i odejścia doświadcza lęku – nawet o swoje życie. Bóg to wykorzystuje, by historia tego konkretnego człowieka, była historią syna, który wraca i ojca, który czeka.

Gdzie Ksiądz, jako nastolatek, doświadczał Bożego miłosierdzia?

- Z pewnością konfesjonał był miejscem, w którym doświadczałem Bożego miłosierdzia. Starałem się spowiadać zawsze przed pierwszym piątkiem, przynajmniej raz w miesiącu. Wtedy jeszcze nie odkryłem, że moim życiem powinno być przebywanie w łasce i że powinienem spowiadać się od razu po grzechu. Ale w sakramencie pokuty szukałem zawsze Bożego miłosierdzia.
Myślę, że to miejsce odkryłem dzięki mojej mamie, która – odkąd pamiętam – mówiła mi o tym, że w konfesjonale czeka Bóg i że w konfesjonale dokonuje się to, co się dokonało w życiu syna, który wrócił do ojca.

Ksiądz poprowadził drugie spotkanie rekolekcji przygotowujących do Światowych Dni Młodzieży „Dla nas i całego świata”. Podczas tego spotkania rozważane były kolejne uczynki miłosierdzia: „umarłych grzebać” oraz „modlić się za żywych i umarłych”. Jak dziś młodzi mogą je realizować?

- Przede wszystkim w pozytywnym myśleniu o śmierci. W tym sensie, że jest ona przejściem. Dla młodego człowieka temat śmierci jest dziwny. Pamiętam, że prowadziłem kiedyś rekolekcje dla maturzystów w domu rekolekcyjnym i na koniec dnia udzielam im błogosławieństwa mówię: „Noc spokojną i śmierć szczęśliwą niech nam da Bóg Wszechmogący, Ojciec i Syn i Duch Święty”. Patrzę na nich, a nikt nie robi znaku krzyża. Patrzą na mnie, rozdziawili usta i jedna dziewczyna mówi do mnie: „ale jaką śmierć szczęśliwą, o czym ksiądz mówi?”. Pojęcie śmierci szczęśliwej, śmierci, która nas przeprowadza przez bramę do życia jest zupełnie obce człowiekowi, szczególnie człowiekowi młodemu. I te uczynki „umarłych grzebać”, „modlić się za żywych i umarłych” myślę, że powinny budzić w nas i w młodym pokoleniu świadomość przejścia. Świadomość tego, że tu jesteśmy na chwilę, a że to, co najlepsze, dopiero przed nami.

Co Ksiądz doradziłby młodemu człowiekowi, który przyszedłby do Księdza i powiedział, że ma trudności z modlitwą, nie znajduje na nią czasu, albo nie widzi w niej sensu?

- Myślę, że to jest tak, jak z dziewczyną, w której się chłopak zakocha. Jak się zakocha, a nigdy jej o tym nie powie, no to ona się o tym nie dowie i nie spędzą ze sobą ani chwili, nie spotka ich nic wspólnego. Tak samo jest z Panem Bogiem. Nie da się nauczyć modlitwy, jeśli się nie będzie modlić. Nie możemy zapomnieć o tym, że modlitwa jest wysiłkiem, wysiłkiem spotkania. Ale nie będzie zażyłości, nie będzie smakowania, nie będzie z tego radości, jeśli nie będziemy się po prostu spotykali. Jeśli będziemy znali się tylko z widzenia, to życie nam ucieknie. Jeśli będziemy chcieli się spotykać, nawet pomimo trudności, to będzie to coraz piękniejsze. Wówczas będzie realizowało się to, co powiedział Benedykt XVI do kleryków w czasie wizyty w Niemczech, gdzie odbywały się Światowe Dni Młodzieży: „Im bardziej znasz Chrystusa, tym bardziej chcesz Go szukać”. Myślę, że to jest taka zależność, która tutaj jest nieunikniona.

Na trudności jest jedna odpowiedź – wysiłek. Z modlitwą jest jak ze sportem. Nic się nie osiągnie, jeśli nie ma wysiłku. Ale warto, naprawdę warto.

***

Ks. Michał Olszewski SCJ jest rekolekcjonistą, ewangelizatorem, dyrektorem Grupy Medialnej Profeto, twórcą Radia profeto.pl, autorem książek: „Żyć w Duchu Świętym”; „Egzorcyzm. Posługa miłości”; „Bóg daje charyzmaty”; „Być jak Hiob. Doświadczenie Boga w kryzysie”; „Być uczniem Pana. Głosić, uzdrawiać, uwalniać”; „Przyjmij Jego wezwanie. Zaproszenie do życia z Jezusem”. Prowadzi popularnego bloga z komentarzami liturgicznymi na każdy dzień (slowopana.com).

 

Komentarze (4)

duch

7 miesięcy, 1 tydzień temu

A skąd pewność, że Bóg nie był czarny?

Odpowiedz

teresa

7 miesięcy, 1 tydzień temu

Lęk kieruje nas ku Bogu.Pozostaje nam konfesjonał i szczera modlitwa. Bez Boga nic nie możemy -może kiedyś to zrozumiemy(odczujemy).

Odpowiedz

12345

7 miesięcy, 1 tydzień temu

Ściema - kto Go zobacz,dotknie?

Odpowiedz

gaździna

7 miesięcy, 1 tydzień temu

My Go nie dotkniemy inaczej, jak przez drugiego człowieka.
Ale On może dotknąć nas bezpośrednio... Czego Ci życzę z całego serca! :)

Odpowiedz

Reklama

Powrót na górę strony
Wykonanie: ALX - szkolenia i specjaliści IT
Twitter
Facebook