Wiele osób odnalazło się we współczesnym świecie dzięki abp. Życińskiemu

ks. Adam Jaszcz / br, Lublin, 2016-02-11

Wiele osób odnalazło się we współczesnym świecie dzięki abp. Życińskiemu Krzysztof Zanussi; fot. Arkadiusz Karon, foto.ekai.pl

Krzysztof Zanussi wspomina w 5 lat po śmierci abp. Józefa Życińskiego.

Może należałoby zrobić intelektualny eksperyment i wyobrazić sobie, co by było, gdyby nie było abp. Życińskiego. Arcybiskup był człowiekiem, który w tak wielu dziedzinach odcisnął swoje piętno. Wokół niego gromadzili się przedstawiciele bardzo ważnego nurtu dla polskiego katolicyzmu, w którym nie unikano tematów pogłębionych, trudnych, angażujących intelektualnie. Dzięki niemu wiele osób odnalazło się we współczesnym świecie – uważa Krzysztof Zanussi. W rozmowie z KAI wybitny reżyser wspomina śp. abp. Józefa Życińskiego w 5. rocznicę jego śmierci.

Ks. Adam Jaszcz (KAI): Pamięta Pan Profesor swoje pierwsze spotkanie ze śp. abp. Życińskim?

Prof. Krzysztof Zanussi: Nie jestem pewien, ale wydaje mi się, że spotkaliśmy się jeszcze w Krakowie u pana Jerzego Turowicza w siedzibie „Tygodnika Powszechnego” przy ul. Wiślnej. Tam mu się wtedy przedstawiłem. Wcześniej znałem jego teksty, które czytałem z zainteresowaniem. Poznałem go bliżej, jak już był biskupem w Tarnowie. Bywałem czasem u niego, by zwyczajnie porozmawiać.

KAI: Z lat kleryckich utkwił mi w głowie taki obrazek: abp. Życiński przechadzający się po korytarzach seminaryjnych w towarzystwie Państwa Zanussich. Jak opisałby Pan relację, która Was połączyła?

- Strasznie trudno nazwać taką relację. Deklarując, że była to przyjaźń, musiałbym mieć zgodę drugiej strony, której niestety nie ma już między nami. Była to na pewno wielka bliskość myśli, ale także poza sferą czysto intelektualną, była to też taka zwykła ludzka bliskość. Z niej wynikały wizyty Księdza Arcybiskupa w naszym domu i dyskusje na wszelkie możliwe tematy. Wymienialiśmy poglądy, dzieliliśmy się wrażeniami, nie chodziło więc tylko o dysputy intelektualne.

KAI: Były jeszcze spotkania w Wiecznym Mieście. Współpracowaliście razem w Papieskiej Radzie ds. Kultury.

- Spotkania w ramach tej papieskiej rady były spotkaniami ludzi reprezentujących wszystkie kontynenty. Zdawaliśmy sobie sprawę z tego, jak kultura jest odbierana w różnych szerokościach geograficznych. Miały one budować most między światem kultury a światem Kościoła, a to jest oczywiście proces wieczny nigdy niekończący się. Nierzadko bywało tak, że wystąpienia abp. Życińskiego poziomem przerastały wystąpienia innych uczestników obrad.

KAI: Często współczesna kultura przeciwstawia sobie wiarę i naukę. Czy ten dialog dzięki abp. Życińskiemu jest łatwiejszy?

- Bez wątpienia. On sam jest tym dialogiem. Abp Życiński, jak również ks. prof. Michał Heller, to kluczowe postacie dla nowoczesnego chrześcijaństwa. Wiele osób odnalazło się we współczesnym świecie dzięki ich spojrzeniu, które jest spojrzeniem przyszłościowym. Wspominam też zaangażowanie abp. Życińskiego w organizowanie dni kultury chrześcijańskiej, które dzięki jego osobowości i autorytetowi miały tak szeroki wydźwięk.

KAI: W 2007 roku abp. Życiński zachęcał młodych do kontynuowania dziedzictwa wielkich twórców kultury: Herberta, Zanussiego i Kieślowskiego. Dlaczego odwołał się akurat do tych trzech nazwisk?

- Ten wybór Arcybiskupa mi pochlebia, i choćby dlatego nie mogę go komentować (śmiech). Tak czy inaczej jestem pewien, że abp Życiński miał „czujne oko” i umiał w kulturze rozróżniać sferę pozorów: czyli to, co jest wyrazem mody i koniunktury, od tego, co jest poważne i warte uwagi.

KAI: Niedawno na KUL odbyła się konferencja naukowa poświęcona abp. Życińskiemu: „Między empirią a teorią”. Czy to trafne ujęcie jego życia i zaangażowania na wielu płaszczyznach?

- Takie sformułowanie może dotyczyć absolutnie każdego człowieka. Bardzo obszerny był ten worek, do którego wrzucono tematy związane z Arcybiskupem. Z drugiej strony, jego postawa intelektualisty, działalność biskupa, ofiarność, zainteresowanie losem ludzi biednych, pokrzywdzonych, były to rzeczy, które wiele osób po ludzku zaskoczyły.

KAI: Czy umiemy to docenić 5 lat po jego śmierci?

- Może należałoby zrobić taki intelektualny eksperyment i wyobrazić sobie, co by było, gdyby nie było abp. Życińskiego. Arcybiskup był człowiekiem, który w tak wielu dziedzinach odcisnął swoje piętno. Wokół niego gromadzili się przedstawiciele bardzo ważnego nurtu dla polskiego katolicyzmu, w którym nie unikano tematów pogłębionych, trudnych, angażujących intelektualnie. Z drugiej strony wiedziałem o jego kontaktach z bezdomnymi, wiedziałem, że pochylał się nad potrzebującymi. Jeśli to robił tak wybitny intelektualista, to znaczy, że był prawdziwy w swoim biskupstwie i pasterzowaniu.

KAI: W swoim filmie „Barwy ochronne” każe Pan Profesor zastanowić się widzowi nad światem, w którym zawiera się kompromisy z własnym sumieniem. Abp. Życiński pokazywał ten problem przy pomocy pióra i ambony.

- Wydaje mi się, że w Polsce nie rozumie się jednej rzeczy. Trzeba wyraźnie rozróżnić kompromis moralny, który jest rzeczą naganną i kompromis jako warunek współżycia społecznego. Człowiek cywilizowany układa sobie relacje z innymi, z którymi się w wielu sprawach nie zgadza, z którymi może być nawet w pełnym konflikcie. Ten kompromis jest konieczny. Jeśli go nie ma, mamy do czynienia z barbarzyństwem, musimy się zabijać.

KAI: Trudno było abp. Życińskiemu ułożyć sobie relacje ze zwolennikami dzikiej lustracji, przyznającymi absolutną wiarę materiałom zgromadzonym w IPN. Polemika z takimi osobami nie była łatwa. Czy historia przyznała mu rację w tej sprawie?

- Jak najbardziej. Lustracja została przegrana przez to, że stała się narzędziem aktualnej walki politycznej, a nie moralnego rozliczenia narodu. Sam abp. Życiński padł ofiara pomówień, które nie były poparte żadnymi dowodami. On nie był przeciwnikiem lustracji. Domagał się jednak, by odbywała się w sposób moralny. Należy mu to dzisiaj poczytywać jako zasługę.

KAI: Arcybiskup mówił o sobie, ze nie ma jakiegoś jednego wielkiego krzyża, za to ma porcję codziennych małych krzyżyków. Oprócz wspomnianej lustracji, dostrzegał Pan inne krzyżyki?

- Ja myślę, że te jego krzyże były dość duże, to nie były małe krzyżyki. Z czasem stawał się coraz bardziej samotny, szczególnie po śmierci Jana Pawła II, który był człowiekiem bardzo podobnie do niego myślącym.

KAI: Jeden z blogerów opublikował niedawno autorski ranking duchownych, którzy najlepiej zrozumieli media. Abp Życiński zajął drugie miejsce za o. Janem Górą. Wyprzedził za to biskupów Chrapka i Pieronka, a także ks. Bonieckiego. Jak Pan odbierał jego aktywność medialną?

- Myślę, że miał duży talent polemiczny, co bardzo sprzyja obecności w mediach. Wykazywał się ogromną inteligencję i był człowiekiem odważnym. Nie wycofywał się w kontakcie z mediami, co staje się często mechanizmem obronnym ludzi Kościoła przed nielojalnością ze strony mediów, które często przeinaczają prawdziwe intencje i fakty. Ucieczka nie jest jednak odpowiedzią na ten problem. Abp Życiński nigdy nie uciekał.

KAI: Przeciwnicy zarzucali mu zbytnie zaangażowanie polityczne.

- On bywał człowiekiem gwałtownym. Czasem wypowiadał się ostro, choć może trzeba było wypowiedzieć się łagodniej. Ja nie nazwę tego zaangażowaniem politycznym. To było zaangażowanie moralne. Dawał świadectwo prawdzie w sposób bardzo wyrazisty.

KAI: Ufundowaliście Państwo kaplicę w Bochotnicy niedaleko Kazimierza Dolnego. Będzie nam ona również przypominała o śp. abp. Życińskim, który wspierał tę inicjatywę.

- Od początku pomagał nam w tej budowie. Dzięki niemu pokonywaliśmy różne trudności. Dziś zewsząd szukamy pomocy, by dokończyć to dzieło. Kaplica jest już przykryta dachem, ale przed nami jest jeszcze wiele pracy.

Rozmawiał ks. Adam Jaszcz

 

Komentarze (0)

Reklama

Powrót na górę strony
Wykonanie: ALX - szkolenia i specjaliści IT
Twitter
Facebook