Drukuj Powrót do artykułu

Duchowieństwo w walce o niepodległość Pomorza

29.10.2018 , Antoni Szymański / mip, Gdańsk Ⓒ ℗

Sample Fot. Ks. Paweł Kłys

W związku z uchwaleniem przez Parlament w październiku 2018 r. święta państwowego tj. Narodowego Dnia Pamięci Duchownych Niezłomnych – który obchodzony będzie corocznie 19 października, warto jest podkreślić szczególną rolę jaką odegrało duchowieństwo w najnowszej historii Pomorza Gdańskiego.

To region szczególny, który cieszył się z odzyskania przez Polskę niepodległości podwójnie – w 1918 i 1920 roku. Przypomnijmy, że w wyniku I wojny światowej i postanowień traktatu wersalskiego Pomorze Gdańskie z dostępem do morza wróciło do odrodzonej II Rzeczypospolitej. Utworzono wówczas Front Pomorski, którego głównym zadaniem miało być przejęcie tych ziem z rąk niemieckich. Jego dowódcą został gen. Józef Haller. Ratyfikacja traktatu wersalskiego nastąpiła 10 stycznia 1920 r. Dokładnie miesiąc później twórca „Błękitnej Armii” dokonał w Pucku symbolicznych zaślubin Polski z morzem. Ta data obchodzona jest na Pomorzu niczym drugi Dzień Niepodległości. Przyczyniła się do niej istotnie wieloletnia patriotyczna, propolska działalność duchownych. Ich sylwetki po dziś dzień dla wielu pozostają anonimowe, dlatego warto przywołać kilka z nich.

Księża Feliks Bolt, Józef Wrycza, Henryk Antoni Szuman i wielu innych duchownych, w warunkach zaboru pruskiego, prowadziło niepodległościową działalność w ramach organizacji pomorskich filomatów. Nierzadko z tego powodu byli szykanowani, wyrzucani ze szkół, aresztowani. Prowadzili również działalność społeczną, gospodarczą, charytatywną. Zakładali i kierowali bankami ludowymi, tworzyli spółdzielnie rolnicze i handlowe, kierowali towarzystwami zajmującymi się zdolną, ale ubogą młodzieżą, opiekowali dziećmi, które straciły rodziców w wyniku I wojny światowej. Na łamach prasy, m.in. kociewskiego „Pielgrzyma” apelowali o wzmocnienie więzi łączących społeczność polską Pomorza z Rzeczpospolitą.

Po wybuchu II wojny światowej, ze względu na swoją postawę, znaleźli się w gronie osób szczególnie narażonych na eksterminację.

Ks. Wrycza związał się z Tajną Organizacją Wojskową „Gryf Pomorski” – największą niepodległościową strukturą na Pomorzu. Skutecznie ukrywał się przed gestapo. Po wojnie stale inwigilowany przez komunistyczną bezpiekę, zmarł w 1961 r. w Tucholi.

Ks. Szuman został rozstrzelany 2 października 1939 r. pod murem kościoła św. Mikołaja w Fordonie k. Bydgoszczy. Według świadków zbrodni, tuż przed pierwszą salwą, krzyknął: „Niech żyje Chrystus Król! Niech żyje Polska!”. Dziś jest jednym ze 122 Sług Bożych, wobec których 17 września 2003 r. rozpoczął się proces beatyfikacyjny drugiej grupy męczenników z okresu II wojny światowej. Warto dodać, że aż 17 kandydatów do beatyfikacji pochodzi z diecezji chełmińskiej.

Ks. Bolt został aresztowany przez Gestapo. 21 marca 1940 r., w Wielki Czwartek, jako nr 9234, trafił do obozu koncentracyjnego Stutthof. Wycieńczony chorobą zmarł kilkanaście dni później.

W tym kontekście należy podkreślić, że Pomorze to region szczególny ze względu na daninę krwi, jaką ponieśli jego mieszkańcy w okresie II wojny światowej. Tylko w ciągu pierwszych miesięcy niemieckiej okupacji, podczas jesieni 1939 roku, zostało zamordowanych ok. 30 tys. osób.

Wśród osób dotkniętych niemiecką eksterminacją szczególną grupę stanowiły osoby duchowne. W samej diecezji chełmińskiej Niemcy podczas wojny zamordowali 311 polskich księży, czyli blisko połowę wszystkich kapłanów. Tylko w Lesie Szpęgawskim życie straciło ok. 70 księży, m.in. przedstawiciele chełmińskiej kurii biskupiej, profesorowie seminarium duchownego w Pelplinie, a także wykładowcy słynnego Collegium Marianum.

Miejscem kaźni duchownych był również Las Piaśnicki. To tam rozstrzelana przez Niemców została przyszła błogosławiona s. Alicja Kotowska ze Zgromadzenia Sióstr Zmartwychwstanek. Przed wojną kierowała żeńskim gimnazjum w Wejherowie. Gestapo przyszło po nią 24 października 1939 r. 11 listopada, w dniu narodowego święta Rzeczypospolitej, na dziedziniec więzienia wjechały ciężarówki. Z cel wywleczono pokaźną grupę więźniów. Według świadków siostra Alicja wyszła ostatnia, otulając swym ramieniem grupkę wystraszonych, żydowskich dzieci. Została rozstrzelana tego samego dnia. Obok s. Kotowskiej w Piaśnicy życie straciło znanych z imienia i nazwiska 53 duchownych katolickich.

Kolejnym miejscem, w którym życie oddali wybitni przedstawiciele pomorskiego duchowieństwa był niemiecki obóz koncentracyjny Stutthof. To tam rozstrzelani zostali księża Bronisław Komorowski, Franciszek Rogaczewski, Marian Górecki, dziś należący do grupy 108 polskich męczenników, beatyfikowanych podczas Podróży Apostolskiej Jana Pawła II do Polski w Warszawie 13 czerwca 1999 r. Prowadzili duszpasterstwo dla Polonii w Wolnym Mieście Gdańsku. Byli liderami polskich stowarzyszeń i organizacji patriotycznych.

Wyniszczone Pomorze oraz diecezja chełmińska otrzymały po II wojnie światowej biskupa Kazimierza Kowalskiego, który dobrze rozumiał hekatombę, która dokonała się w tym regionie. Jednocześnie nie miał złudzeń, że nowa komunistyczna władza przynosi kolejne zniewolenie. W 1947 r. powiedział: „Idą czasy, w których obecnie czerwony faszyzm chce nam odebrać i wyrugować religię katolicką, ale te czerwone czasy miną, tak jak minęły brunatne czasy Hitlera i czarny faszyzm Mussoliniego”. Ze względu na swoją antykomunistyczną postawę od 14 lutego 1950 r. przez szesnaście dni hierarcha przebywał w areszcie domowym. Stałym elementem były codzienne przesłuchania. Aresztowi domowemu towarzyszyła nagonka ze strony reżimowej prasy i tzw. „księży patriotów”, stanowiących rodzaj V kolumny w Kościele katolickim. Warto dodać, że antykomunistyczną postawą cechował się także współpracownik biskupa Kowalskiego bp Bernard Czapliński, w czasie II wojny światowej więzień niemieckich obozów koncentracyjnych.

Po II wojnie światowej na Pomorzu schronienia szukali także duchowni zaangażowani w działalność konspiracyjną w ramach Armii Krajowej. Wśród nich był m.in. ks. Józef Zator-Przytocki, dziekan Okręgu Kraków AK. W 1948 r., będąc proboszczem jednego z gdańskich kościołów, został aresztowany przez UB i przewieziony do Warszawy. Osadzony w areszcie śledczym Ministerstwa Bezpieczeństwa Publicznego, a następnie w X pawilonie śledczym na Mokotowie. Po ciężkim śledztwie, został skazany na 15 lat więzienia. Wyszedł na wolność po amnestii w 1955 r. Duchowny odgrywał niebagatelną rolę w kształtowaniu postaw opozycyjnych na Pomorzu w drugiej połowie lat 70. Z kościoła Najświętszej Maryi Panny po Mszy św. 3 maja i 11 listopada wyruszały pod pomnik Jana III Sobieskiego manifestacje Ruchu Młodej Polski i Wolnych Związków Zawodowych.

Wśród „kresowych” kapłanów szukających schronienia na Pomorzu, był także ks. Józef Waląg. Duchowny był kapelanem AK i działaczem Zrzeszenia „Wolność i Niezawisłość”, organizatorem samoobrony przed oddziałami Ukraińskiej Powstańczej Armii w Łukawcu na Podkarpaciu. Więziony najpierw w Tomaszowie Lubelskim, a następnie na Zamku w Lublinie. Po wyjściu z więzienia, pod przybranym nazwiskiem udał się na Pomorze. Był twórcą powojennego „Caritas” w diecezji gdańskiej. Za swoją działalność został ponownie aresztowany. Będąc proboszczem w Pruszczu Gdańskim wspierał robotników podczas Grudnia’70, Sierpnia’80 i stanu wojennego.

Duchownym, który szczególnie łączył tradycje Armii Krajowej z posługą duszpasterską wśród ludzi Solidarności był ks. Hilary Jastak, król Kaszubów. 17 grudnia 1970 r. ks. Jastak odprawił Mszę św. w intencji zamordowanych na ulicach Gdyni. Na terenie parafii zapewnił pomoc materialną i duchową rodzinom ofiar. Dziesięć lat później 17 sierpnia sprawował pierwszą w historii PRL Eucharystię na terenie komunistycznego zakładu pracy. Na zakończenie kazania powiedział: „udzielam wam powszechnego rozgrzeszenia, jak to było w czasie wojny, bo walczycie w słusznej sprawie”.

Kapłanów wspierających opozycję antykomunistyczną na Pomorzu i ruch Solidarności było więcej, m.in. ks. Stanisław Bogdanowicz, ks. Henryk Jankowski czy dominikanin o. Ludwik Wiśniewski.

Dobrze, że w Gdańsku Instytut Pamięci Narodowej już w październiku 2018 roku zorganizował pierwsze historyczne obchody poświęcone kapłanom niezłomnym przypominając ich wyjątkowy wkład w dzieje Pomorza.

Podsumowując, udział duchownych w doprowadzeniu do niepodległości 1918 r. był ogromny. Podobnie w doprowadzeniu do pomorskiej niepodległości roku 1920. Nieprzypadkowo tuż obok gen. Józefa Hallera, podczas zaślubin Polski z Morzem, stali duchowni. Pierwszy kapelan marynarki wojennej II RP, przyszły błogosławiony ks. Władysław Miegoń oraz wygłaszający słynną homilię skierowaną do pomorskiej ludności – Kaszubów i Kociewiaków, ks. Józef Wrycza. Polska nie zrzuciłaby nazistowskiego i komunistycznego jarzma bez wielkiego wkładu polskiego duchowieństwa – kapelanów AK, Narodowych Sił Zbrojnych, kapelanów żołnierzy niezłomnych i w końcu duszpasterzy opozycji demokratycznej PRL i Solidarności. Wybitny był udział duchownych w doprowadzeniu do drugiej niepodległości roku 1989.

(Tekst został napisany w oparciu o prelekcję historyka pracującego w IPN w Gdańsku Jan Hlebowicza wygłoszą 19-10-2018 r.)

Wersja do druku
Portal eKAI prezentuje część tekstów publikowanych w płatnym serwisie agencyjnym Katolickiej Agencji Informacyjnej.
Nasza strona internetowa używa plików cookies (tzw. ciasteczka) w celach statystycznych, reklamowych oraz funkcjonalnych.