Drukuj Powrót do artykułu

Gotowi, aby walczyć i zwyciężać. Wywiad z kapelanem Jagiellonii Białystok

24.05.2018 , Teresa Margańska, Białystok Ⓒ ℗

Sample Fot. Teresa Margańska

„Jesteśmy gotowi, aby walczyć i zwyciężać. Powtarzam im często słowa, że trzeba pracować tak, jakby wszystko zależało od nas, a modlić się tak, jak gdyby wszystko zależało od Boga” – mówi ks. Andrzej Dębski, kapelan Jagiellonii Białystok, która w tym sezonie zdobyła tytuł wicemistrza Polski w piłce nożnej. W rozmowie z KAI duchowny opowiada o ostatnich zwycięstwach białostockiej drużyny, na czym polega jego praca jako kapelana oraz o tym, jak wiara pomaga w sporcie.

Teresa Margańska (KAI): W niedzielę 20 maja zakończył się tegoroczny sezon Lotto Ekstraklasy. Kapelan Jagiellonii jest zadowolony z wyniku drużyny?

Ks. Andrzej Dębski: Tak, bez dwóch zdań to duży sukces naszego klubu. Gdyby ktoś przed sezonem powiedział, że tak będzie wyglądała tabela po 37 kolejkach, to ten wynik wziąłbym w ciemno. Drugi rok z rzędu zdobyliśmy wicemistrzostwo Polski, mamy przepustkę do gry w Lidze Europy i mimo odejścia kilku zawodników z podstawowego składu przed sezonem i zmiany charyzmatycznego trenera, osiągnęliśmy wielki sukces.

KAI: Do mistrzostwa zabrakło jednak niewiele.

– Dziś już nie ma co gdybać. Zabrakło 3 punktów na 111 możliwych do zdobycia w sezonie, a zatem naprawdę niewiele. Przypomnę, że przed ostatnią kolejką, aby zdobyć mistrzostwo, trzeba było spełnić dwa warunki: musieliśmy wygrać z Wisłą Płock, a nasz rywal Legia Warszawa musiała przegrać w Poznaniu z Lechem.

KAI: Jagiellonia wygrała.

– Drużyna pokazała charakter. Mimo, iż Wisła Płock była dodatkowo zmotywowana chęcią udziału w europejskich pucharach, a to dawało jej tylko zwycięstwo, mimo obiecanej im milionowej premii, podjęliśmy walkę i pokonaliśmy Wisłę. Czekaliśmy cały czas na wynik meczu w Poznaniu. Niestety, dotarły do nas smutne wiadomości.

KAI: W szatni pewnie była feta?

– To, co dzieje się w szatni, zostaje w szatni, taka jest umowa, ale kibice wiedzą, że obowiązkowym punktem jest „Stary Abraham” – piosenka, którą śpiewa się z pokazywaniem i która od lat towarzyszy piłkarzom po zwycięskich meczach. Feta oczywiście była, ale trzeba wiedzieć, że szatnia po zwycięstwie, a szatnia po porażce, to dwa różne pomieszczenia. Szczególnie, jeśli przegra się 1:0 po jakimś indywidualnym błędzie czy złej decyzji arbitra.

KAI: Jak to się stało, że został ksiądz kapelanem drużyny piłkarskiej?

– Kapelan to duchowny przydzielony przez władzę kościelną do obsługi duszpasterskiej pewnej grupy osób lub środowisk. W 2010 r. klub Jagiellonia Białystok zwrócił się do arcybiskupa Edwarda Ozorowskiego z prośbą o wyznaczenie kapłana, który pełniłby posługę duszpasterską wśród piłkarzy i pracowników klubu. Ksiądz arcybiskup nie musiał długo szukać. Wiedział, że od dawna kibicuję Jagiellonii i 23 czerwca 2010 r. skierował mnie do tej posługi.

Ten dekret to taka nagroda za wytrwałość. Przed dwudziestu laty po raz pierwszy tata zabrał mnie na mecz Jagiellonii. Zachwyciłem się tą atmosferą i tak zostało do dziś. Kibicowałem Jadze, kiedy była w najwyższej klasie rozgrywkowej, ale także w drugiej czy trzeciej lidze. Przez cztery lata mieszkałem w Rzymie podczas studiów specjalistycznych i proszę mi wierzyć, dzięki relacjom w Radiu Białystok w internecie, nie opuściłem żadnego meczu. Nie wystarczał mi tylko wynik czy skład Jagiellonii, musiałem także znać przebieg gry i ustawienie drużyny.

KAI: Na czym polega praca kapelana?

– Jest to praca duszpasterska z piłkarzami. Często żartuję, że każdy z nich ma inny numer na koszulce i każdy z nich czegoś innego oczekuje, chociaż grają do jednej bramki. Jest grupa piłkarzy, którzy przyjechali do Białegostoku z innych regionów Polski. Mieszkają z dala od rodzin, czują się tu osamotnieni, potrzebują czasami rozmowy czy słów wsparcia. Są piłkarze, którzy proszą o wskazanie wartościowych książek do czytania. Są tacy, którzy regularnie się u mnie spowiadają. Pomagam też im w przygotowaniu się do sakramentów, choć należą do konkretnych białostockich parafii. Często proszą, abym był z nimi w tych ważnych chwilach.

W czerwcu dwóch piłkarzy podstawowego składu przystąpi do sakramentu bierzmowania, później ochrzczę syna Przemka Frankowskiego, a jesienią pobłogosławię związek małżeński Jagiellończyka. Oprócz tego w Wielkim Poście piłkarze przeżyli dzień skupienia, przed rozpoczęciem sezonu odprawiam Mszę świętą w ich intencji. Staram się raz na miesiąc spotkać z chętnymi i wygłosić im jakąś konferencję duchową o sprawach etycznych. Oprócz tego organizujemy wraz z klubem spotkania opłatkowe oraz święcenie pokarmów na stół wielkanocny na Stadionie Miejskim. Piłkarze wiedzą, że zawsze mogą do mnie zadzwonić i zwrócić się w różnych sprawach. Miłe jest to, że piłkarze, którzy już nie grają w naszej drużynie, często dzwonią czy piszą smsy, wspominają czas spędzony w Białymstoku.

KAI: Modli się ksiądz o zwycięstwo?

– W dniu, kiedy Jagiellonia gra mecz, modlę się przede wszystkim za nich. Proszę, aby nic im się nie stało, aby nikt nie odniósł kontuzji, aby był między nimi duch zespołu.

KAI: Widzę też żółto-czerwony różaniec.

– Tak, dostałem go kiedyś w prezencie i zawsze mam przy sobie na meczu, choć nie zawsze zdążę odmówić… (uśmiech).

KAI: Zdarza się księdzu założyć dres i potrenować z drużyną?

– Zdarza. Ja bardzo lubię uprawiać sport i choć mój PESEL już nie uprawnia mnie do gry, to lubię pokopać piłkę z drużyną na treningu, a nawet zdarzało się „założyć siatkę” piłkarzowi Ekstraklasy czy strzelić bramkę podstawowemu bramkarzowi. Grywam też w drużynie kleryckiej. np. podczas Mistrzostw Polski Seminariów Duchownych.

KAI: Księdza hobby to jednak bieganie.

– Zdecydowanie tak. Aby nie być mocno do tyłu w stosunku do piłkarzy, sam trenuję 2-3 razy w tygodniu.

KAI: Są wymierne efekty?

– Te efekty to przebiegnięte 13 maratonów, czyli biegi po 42 km i 15 półmaratonów – 21 km, ale to zawsze tylko zabawa.

KAI: Jakie plany ma teraz Jagiellonia?

– Po zasłużonym odpoczynku piłkarze wracają do treningów 11 czerwca. Wejdą w rytm meczowy przez sparingi, a 19 czerwca odbędzie się losowanie par eliminacyjnych Ligi Europy. Zaczynamy od drugiej rundy, zatem może nie trzeba będzie lecieć do dalekiego Kazachstanu. Pewnie pojadę z drużyną na mecz wyjazdowy, będą mieli okazję uczestniczenia we Mszy świętej, a także dodam im otuchy przed meczem u nas. Jesteśmy gotowi, aby walczyć i zwyciężać. Powtarzam im często słowa, że trzeba pracować tak, jakby wszystko zależało od nas, a modlić się tak, jak gdyby wszystko zależało od Boga.

KAI: Dziękuję za rozmowę.

Wersja do druku
Portal eKAI prezentuje część tekstów publikowanych w płatnym serwisie agencyjnym Katolickiej Agencji Informacyjnej.
Nasza strona internetowa używa plików cookies (tzw. ciasteczka) w celach statystycznych, reklamowych oraz funkcjonalnych.