Drukuj Powrót do artykułu

Kard. Glemp: UE konsekwencją dziejów

10 lutego 2001 | 14:48 | Ⓒ Ⓟ

Odczyt Prymasa Polski kard. Józefa Glempa w czasie sympozjum “Polska i Węgry – millennium chrześcijaństwa” (10 lutego 2001).

*Wyzwania stojące przed Kościołem katolickim w Polsce w obliczu integracji europejskiej*
Warszawa, Muzeum Kolekcji im. Jana Pawła II, 10 lutego 2001 r.
*1. Jedność Europy i jej struktury w XX i XXI wieku*
Unia Europejska, która dziś jest wspólnotą 15 państw europejskich, jest szczególnym przejawem integracji Europy, jaki nigdy w historii nie miał miejsca. Jest wspólnotą otwartą na przyjęcie dalszych państw. Często to stwierdzenie wywołuje sprzeciw w krajach Europy Środkowej wyrażający się w sformułowaniu: jakże mamy wchodzić do Europy, skoro w niej jesteśmy od tysiąca lat, skoro nasza historia, kultura i religijność współdziałają w rozwoju Europy od setek lat.
Aby uniknąć nieporozumień należy wyjaśnić sprawę “bycia” w cywilizacji europejskiej, które trwa od wieków, i włączenia się w nowe struktury europejskie, które zaczęły się tworzyć po II wojnie światowej i które nazywamy “Unią Europejską”.
Śledzenie dziejów Europy zaczynamy od chrześcijaństwa, trudno bowiem przykładać dzisiejsze dążenia integracyjne Europy do problemów występujących w starożytnym Rzymie, który łączył narody drogą podboju. Chrześcijaństwo, choć przejmowało z pogańskiego Rzymu takie pojęcia jak “ius gentium” czy “ius commune”, podejmowało się jednoczenia pojawiających się narodowych wspólnot na fundamencie Ewangelii. Śledząc te dzieje możemy wskazać na kilka określonych prób jednoczenia Europy. Możemy wymienić jako prekursora papieża Leona I, a potem Karola Wielkiego i dynastię Karolingów. Szczególnie interesującym jest okres Ottonów na przełomie I i II tysiąclecia i ekspansja misyjna Kościoła, która w tym okresie pozwoliła przez przyjęcie chrztu w kilku wspólnotach narodowych ujawniać nowe obszary Europy. Do wspólnoty krajów europejskich wpisują się takie kraje jak Ruś, Skandynawia i część krajów słowiańskich. Mówiąc o papieżu Sylwestrze II, o świętym Wojciechu i Stefanie, o Ottonie III i księciu Bolesławie Chrobrym, mówimy o świadomym wysiłku zmierzającym do integracji Europy na gruncie chrześcijaństwa.
Można by wymienić na trasie dziejów inne wysiłki, zmierzające do zbliżenia krajów europejskich. Najbardziej wyrazistym z nich jest Kongres Wiedeński z roku 1815.

*2.Dominacja gospodarki w procesie integracji*
Dzisiejszy wysiłek integracyjny dla państw Europy jest jakościowo inny. Unia Europejska jest procesem, który tworzy się między państwami demokratycznymi i obejmuje przede wszystkim dziedziny gospodarcze, polityczne i finansowe, teoretycznie pomijając dziedzinę religijną. Aby nie mylić pojęć, jak to, że nie musimy wchodzić do Europy, bo dawno w niej jesteśmy, należy przypomnieć podstawowe elementy, z których wyłania się wysiłek integracyjny znany dziś jako Unia Europejska.
Proces ten rozpoczął się po drugiej wojnie światowej w wyniku refleksji nad bezsensownością wojny i nad jej konsekwencjami w postaci biedy, zniszczeń i przesiedleń. Ideowymi autorami nowej koncepcji współżycia państw na kontynencie europejskim, jak wiemy, byli R. Schuman, K. Adenauer, A. De Gasperi. Sama idea, realizowana od roku 1949 na odcinkach gospodarczych, już w roku 1957 przyjęła organizacyjną formę EWG (Europejskiej Wspólnoty Gospodarczej), którą tworzyło sześć państw. W roku 1972 wspólnota rozszerzyła się o dalsze trzy państwa i w r. 1985 znów o trzy. Od roku 1995, kiedy do Unii weszły następne państwa: Austria, Szwecja i Finlandia, Unia staje przed jakościowo nowym problemem: przyjęcia do swego grona państw z dawnego bloku wschodniego (RWPG, rozwiązane w 1991).
Właśnie Estonia, Łotwa, Litwa, Polska, Czechy, Słowacja, Węgry, Słowenia i Chorwacja, a częściowo Rumunia, które podkreślają swój związek z Europą Łacińską, stały się od początku lat 90. kandydatami do Unii. To samo dotyczy kilku państw postkomunistycznych o przewadze kultury greckiej, przynajmniej na odcinku wyznaniowym. Unia ze swej definicji jest związkiem państw, które wspomagają się w postępie ekonomicznym, chronią demokrację, wolność i bezpieczeństwo. Wszystkie te kraje przy takich założeniach są w różnym stopniu niedostosowane do współpracy z tzw. Wielką Piętnastką. Pięćdziesiąt lub więcej lat komunizmu, czyli gospodarki centralnej o założeniach kolektywnych i dyktatorskich zarazem, wprowadziło te kraje w zastój gospodarczy i odebrało ludziom inicjatywę. Kraje te w różnym stopniu potrzebują, bardziej niż przekształceń strukturalnych, zmian mentalności obywateli.
To, o czym dotychczas mówiłem, dotyczy życia cywilnego. Gdy jednak dotykamy “mentalności”, a więc postaw wobec wartości i odpowiedzialności, jednym słowem wobec sumienia, Kościół nie może być obojętny. Zadanie Kościoła spoczywa przede wszystkim na przypomnieniu człowiekowi, że jest osobą, że jest wolny i odpowiedzialny – najpierw za siebie, potem za wspólnotę. Kościół w Polsce pod tym względem jest teoretycznie w najlepszym położeniu. Przez cały okres totalitaryzmu Kościół w Polsce zachował duży stopień wolności, mógł w trudnych warunkach katechizować i panował nad programami nauczania w seminariach. Przyczółki wolności zachowały się także w rolnictwie, nieco w rzemiośle i, w pewnej mierze, w grupach intelektualistów.
Skoro mamy do czynienia z dość wyraźnym podziałem na dwie Europy: Zachodnią, która po wojnie nie doświadczyła komunizmu, a wyrastała na “Planie Marshalla”, i Europę Wschodnią, opanowaną przez inny system wartości, czy trzeba te dwie Europy obejmować jedną unią? Czy nie lepiej by było pozostawić jedną i drugą część własnemu rozwojowi według reguł, które wschodnia część Europy wypracuje sama dla siebie? Pytania te, choć głębokie i teoretycznie możliwe do realizacji, pozostają praktycznie nie do przyjęcia. Logika rozwoju ludzkiego domaga się współpracy i dlatego Unia Europejska jest logiczną konsekwencją dziejową. Tak patrzy na te sprawy Ojciec święty, podkreślając konieczność obecności ducha chrześcijańskiego w procesie integracji.
Narody wolne i demokratyczne nie mogą na dłuższy czas pozostawać wobec siebie zamknięte. Takie stwierdzenie nie zwalnia jednak od odpowiedzi odnośnie do form tej współpracy. Proces integracji europejskiej musiał się zacząć choćby ze względu na Niemcy, które podzielone żelazną kurtyną, po jej upadku musiały się złączyć.
Sprawa jest jeszcze bardziej skomplikowana, gdy dotykamy globalizacji, a więc takiego rozszerzenia współpracy, która by obejmowała Stany Zjednoczone i państwa dawnego Związku Radzieckiego. Nadto z systemu gospodarczego wyodrębnia się system obronny. Na podstawie Traktatu Północnoatlantyckiego powołano NATO, organizację obronną opartą na systemie amerykańskim – Polska do tego sojuszu należy. Jako przyczynę procesów instytucjonalnego zbliżania się ludzi do siebie badacze widzą rozwój komunikacji: łatwość migracji i łatwość medialnego porozumiewania się.

*3. Poszukiwania Kościoła*
To wszystko leży pozornie poza zainteresowaniami Kościoła, ale tylko pozornie, bo aby zająć stanowisko w sprawie postaw moralnych, należy sprawę poznać. Tak więc w gąszczu zasygnalizowanych spraw Kościół w Polsce stara się skupić na:
1. Poznaniu struktur i celów Unii Europejskiej;
2. Zrozumieniu postaw moralnych ludzi w państwach unijnych i w państwach kandydujących;
3. Obecności w pracy ewangelizacyjnej.
Ad 1) Wiedza o tym, czym jest Unia Europejska i jakie są jej struktury i cele nie przedstawia większych trudności. Jest dużo popularnych pism i audycji, które wystarczająco informują nie tylko o tym, czym jest Unia, ale także jak przebiegają trudne negocjacje. Przy tej okazji pojawia się krytyka nadmiernej biurokracji, olbrzymich wydatków na utrzymanie systemu rozpoznawczego i specjalizacji ograniczonej do wąskich tematów, nadmiernej liczby parlamentarzystów według opcji partyjnej, co osłabia reprezentatywność. Rozrost biurokracji wywołuje krytyczne uwagi Kościoła.
Kościoły Europejskie, zwłaszcza z części wschodniej, mają możność bezpośrednio poznawać ludzi i funkcjonowanie centralnych urzędów w Brukseli. Liczna grupa biskupów polskich zapoznawała się z ideą i działaniem urzędów i Parlamentu Europejskiego w Brukseli w roku 1997. Do złożenia podobnych wizyt zostały potem zaproszone inne Episkopaty.
Ad 2) Panuje pewne uogólnienie, że Zachód, a więc państwa unijne, tolerują lub wręcz propagują odejście od zasad moralnych. Pornografia, którą nasyca się polskie kioski; partnerstwo zamiast małżeństwa; sankcjonowanie orientacji seksualnej jako zjawiska normalnego a nie wypaczenia ludzkiej natury; swoboda aborcji nawet w wypadkach zaawansowanej ciąży; eutanazja itp. – te wszystkie przejawy zachowań moralnych spadają w szerokiej opinii na kierownictwo Unii, która jakoby przez bierność wobec problemów etycznych prowadzi do nihilizmu.
Tymczasem w Unii nie brak bardzo odpowiedzialnych ludzi, którzy stojąc na gruncie demokracji i wolności osobistej bardzo się boją deprawacji moralnej społeczeństwa. Nie mają dziś jednak sposobów, aby postawy moralne kształtować formalnie według preferencji wyznaniowej czy filozoficznej. Kościół uważa to za słaby punkt idei unijnej, zwłaszcza że wielu obywateli tych państw będzie wyznawcami rygorystycznych odłamów islamu lub sekt.
Słyszymy ustawicznie o naciskach na dostosowanie prawa polskiego do norm unijnych. Jednocześnie twierdzi się, że dane państwa nie powinny nic tracić ze swej tożsamości narodowej, kulturalnej, obyczajowej itp. Gdzie przebiega granica ustawodawcza między prawem obligatoryjnie zmienianym a tolerancją ustawodawstwa typowego dla danej narodowości? Dla przykładu eutanazja, sankcjonowana w jednym kraju Unii, a w innych zakazana, będzie powodowała napływ samobójców do owego kraju. Można to traktować jako ustawodawstwo typowe dla danego kraju, ale nie może to nie owocować perturbacjami natury społecznej w obrębie całej Unii.
Inną jeszcze sprawą są lęki. O ile obywatele państw kandydujących obawiają się wykupu ziemi, zawładnięcia przemysłem, finansami itd., to obywatele z tamtej strony obawiają się wtargnięcia taniej siły roboczej i zmniejszenia dobrobytu. Wydaje się uzasadnione przypuszczenie, że włączenie nowych państw-członków do Unii podobne jest do prawa o naczyniach połączonych. Każde przyjęcie państwa biedniejszego obniża poziom dobrobytu u bogatych. Tak by się stało, gdyby do Unii weszło pięć czy dziesięć państw wschodnich! Ludzie na zachodzie mają prawo bać się umniejszenia swego dobrobytu. Dlatego też nikt nie chce podać daty przystąpienia Polski do Unii, mimo takich błagań. Spory, które nazywają się negocjacjami, dotyczą przede wszystkim oddalenia w czasie wstąpienia do bogatej wspólnoty, a w tym czasie państwo-kandydat ma z pomocą, ale zasadniczo o własnych siłach, podciągnąć się do poziomu Wielkiej Piętnastki. Dlatego wcale nie jest absurdem zgoda na włączenie dwumilionowej Estonii do Unii, bo wtedy w naczyniach połączonych nastąpi mały ruch.
Byłoby jednak krzywdzące nie dostrzegać pomocy, jakiej już udzielają organizmy Unii krajom kandydującym np. w dziedzinie ekologii i oświaty (program PHFARE).
Relacja Unia-Kandydaci nie jest prostą relacją bogaty-biedny, dający i proszący. Dotychczas stawiane warunki były jednostronne: podnieście standard produkcji mleka, mięsa, cukru itd. Po ujawnieniu zjawiska “szalonych krów” wymagania stawia strona wschodnia: żądajcie także dobrej produkcji od siebie, usuńcie nieprawidłowości w nadgospodarności. Zjawisko “szalonych krów” jest zagadnieniem głębszym, bolesnym.
Kościół w Polsce rozumie, że bodaj najtrudniejszą sprawą w negocjacjach jest rolnictwo polskie. Polskie rolnictwo mimo wielu przekształceń nie należy tylko do sfery ekonomicznej, ale należy właśnie do polskiej tożsamości, do rodzimych tradycji, do tego trochę bycia “u siebie”. Kościół chciałby polskim chłopom pomóc, aby nie wpadli w rygory praw agrarnych Zachodu, bo już raz obrona przed kołchozami dużo ich kosztowała.

*4. Faktyczna obecność Kościoła w Unii Europejskiej.*
Ad 3) Obowiązkiem Kościoła jest ewangelizacja i dlatego nie może go zabraknąć w tworzących się strukturach Europy. Najpewniejszym punktem jest obecność Stolicy Apostolskiej, która mając status podmiotu prawa międzynarodowego jest formalnie obecna w strukturach Unii. Na czele Stolicy Apostolskiej stoi Papież jako suweren państwa Watykańskiego i zarządu Kościoła. Pośród ambasadorów krajów europejskich jest także przedstawiciel Stolicy Apostolskiej w randze nuncjusza. Poszczególne Kościoły w różnych krajach takiej reprezentacji nie mają. Kościół jest obecny jakby obok Unii na kilka sposobów, które są życzliwie traktowane. Należy tu wymienić biura tworzone przez Episkopat Niemiec oraz zakony, takie jak Jezuici, a także Dominikanie. Takie biura obserwatorów mają także Kościoły niekatolickie. Owocem obecności duchownych i świeckich z ramienia zakonów jest pismo “OCIPE”, wydawane także w języku polskim, oraz “Dialog Europejski”, pisma przekazujące podstawowe problemy bieżące rozpatrywane przez organizmy Unii. Kościoły państw Piętnastki są zorganizowane w tzw. ComECE. Główną rolę w tej instytucji odgrywa biskup J. Homeyer z Niemiec, który kieruje zespołem pracowników, będących w stałej łączności z urzędami Centrali. Jest wśród nich także kilku duchownych, w tym Polak.
Obok ComECE, które skupia przedstawicieli Piętnastki, biskupi wszystkich Konferencji Episkopatów Europy tworzą jedną Radę (CCEE), bez różnicy na stosunek do integracji. Naturalnie, że biskupi z ComECE (czyli z krajów Unii Europejskiej) tak samo wchodzą do CCEE. Rada Konferencji Episkopatów Europy, w której posiedzeniu plenarnym obowiązkowo biorą udział przewodniczący Episkopatów krajowych, na pierwszym miejscu zajmuje się ekumenizmem. Z tego powodu ma żywe stosunki z KEK, czyli Radą Kościołów Chrześcijańskich, składającą się zasadniczo z Kościołów protestanckich. Sekcje w Radzie (CCEE) podejmują następujące zadania odczuwalne w całej Europie: wychowanie młodzieży, jedność kapłanów, problemy migracji i problemy środowiska.
Wskazując na struktury Episkopatów w Europie spostrzegamy uniwersalność Kościoła, który na płaszczyźnie wiary i Ewangelii łatwo osiąga integrację i może wspomagać integrację w wielu innych dziedzinach życia społecznego.

Wersja do druku
Nasza strona internetowa używa plików cookies (tzw. ciasteczka) w celach statystycznych, reklamowych oraz funkcjonalnych. Możesz określić warunki przechowywania cookies na Twoim urządzeniu za pomocą ustawień przeglądarki internetowej.
Administratorem danych osobowych użytkowników Serwisu jest Katolicka Agencja Informacyjna sp. z o.o. z siedzibą w Warszawie (KAI). Dane osobowe przetwarzamy m.in. w celu wykonania umowy pomiędzy KAI a użytkownikiem Serwisu, wypełnienia obowiązków prawnych ciążących na Administratorze, a także w celach kontaktowych i marketingowych. Masz prawo dostępu do treści swoich danych, ich sprostowania, usunięcia lub ograniczenia przetwarzania, wniesienia sprzeciwu, a także prawo do przenoszenia danych. Szczegóły w naszej Polityce prywatności.