Drukuj Powrót do artykułu

Pierwszy stulatek w kolegium kardynalskim

13 lutego 2019 | 11:24 | kg (KAI/ElTiempo) / pw, pz | Manizales Ⓒ Ⓟ

Sample Youtube.com / America Magazine / twitterc.com

Arcybiskup-senior kolumbijskiej archidiecezji Manizales kard. José de Jesús Pimiento skończy 18 lutego sto lat, stając się tym samym pierwszym stulatkiem wśród obecnych członków Kolegium Kardynalskiego. Z tej okazji dziennik „El Tiempo” z Bogoty przeprowadził obszerny wywiad z sędziwym purpuratem, w którym mówił on nie tylko o sobie i swoim długim życiu, ale także o wielu bieżących zagadnieniach kościelnych i politycznych, o 7 papieżach, z którymi miał kontakty. Na zakończenie zapewnił z uśmiechem, że swój jubileusz spędzi „w duchu posłuszeństwa” z rodziną.

Na pytanie rozmawiającej z nim dziennikarki Marii Isabel Rueda, czy sto lat to dużo czy mało, kardynał przypomniał, że biblijny Matuzalem żył 900 lat, ale – dodał – nie wiadomo, jak wtedy liczono wiek, być może więc było to nie więcej niż 90 lat. „W każdym razie, niezależnie od tego, czy to dużo czy mało, życie jest darem Bożym i na każdy wiek trzeba patrzeć jako na podarunek od Pana” – stwierdził rozmówca gazety.

Mówiąc o pierwszych latach życia wyznał, że w dzieciństwie chorował na krzywicę, spowodowaną biedą, gdyż rodzice z powodu prześladowań politycznych musieli szukać nowego miejsca zamieszkania i nowej pracy, o co nie było łatwo. Pomógł im wtedy proboszcz w miejscowości Zapatoca, zatrudniając ich przy budowie nowej dzielnicy miasteczka. Później przyszły kardynał dzięki szczepieniom w miarę wyzdrowiał, choć do dzisiaj nie ma mocnego zdrowia.

Jego powołanie kapłańskie zrodziło się dzięki pobożnej matce, która codziennie o 5 rano zabierała go do kościoła, gdzie całą mszę przesypiał, ale później, od 8. roku życia był już ministrantem i wtedy „zbliżyłem się do Najświętszego Sakramentu”. Zdaniem sędziwego hierarchy, „jest to dowód na to, że Bóg prowadzi do tego celu, choć my nie zdajemy sobie z tego sprawy ani nie rozumiemy tego”.

W 1955 Pius XII mianował 36-letniego wówczas ks. Pimiento biskupem pomocniczym diecezji Pasto, później był ordynariuszem Montería, Garzón i w końcu arcybiskupem Manizales i tam, będąc już emerytem, w wieku 95 lat został mianowany kardynałem. Jubilat wyznał, że nominację na biskupa przyjął w duchu posłuszeństwa papieżowi, ale z wielką bojaźnią, która nie opuszcza go do dzisiaj.

Rozmówca dziennika ujawnił, że kardynałem chciał go mianować już Paweł VI, o czym świadczyło pewne znamienne wydarzenie w jego życiu. Otóż podczas jednego ze zgromadzeń Synodu Biskupów, w którym uczestniczył jako arcybiskup Manizales, na miejscu przeznaczonym dla niego znalazł kartkę z zaskakującym napisem „Jego Eminencja Kardynał José de Jesús Pimiento”. Nie dzielił się z nikim swymi wątpliwościami i doszedł do wniosku, że papież chciał go mianować kardynałem, lecz z jakichś powodów nie mógł tego zrobić. A gdy uczynił to Franciszek, on sam nie mógł już udać się do Rzymu, aby odebrać insygnia kardynalskie, gdyż ma problemy z krążeniem i lekarz powiedział mu, że „jeśli chce, może jechać, ale trafi potem do szpitala lub na cmentarz”.

Na pytanie, który z siedmiu papieży, z którymi się stykał – od Piusa XII do Franciszka – był mu najbliższy, kardynał odpowiedział bez wahania, że św. Paweł VI, bo „odnosił się do mnie bardzo rodzinnie”. „Byliście jak plastry?” – zapytała z uśmiechem dziennikarka. Jej rozmówca wyjaśnił, że papież Montini był, podobnie jak on, lękliwy i tez chorował w dzieciństwie. Jako kardynał miał przenikliwe spojrzenie „niczym promienie rentgenowskie” i było tak, gdy został papieżem, zarazem jednak stało się ono znów łagodne i ciepłe.

Pytany o Sobór Watykański II, w którego wszystkich sesjach brał udział, emerytowany arcybiskup odpowiedział, że gdyby w pełni wcielono w życie wszystkie jego postanowienia, „byłoby mniej problemów w Kościele i świecie”. „Z doktryną soborową, która jest Ewangelią w praktyce, życie bardzo by się zmieniło” – podkreślił rozmówca „El Tiempo”. Jednocześnie stwierdził z mocą, że soborów już więcej nie będzie, nie ma bowiem możliwości zgromadzenia w jednym miejscu jednocześnie prawie 6 tysięcy biskupów. Dlatego jedynym rozwiązaniem jest Synod Biskupów, zamierzony przez Pawła VI i mający charakter doradczy, ale być może Franciszek zastąpi nim sobór. Byłaby to instytucja jeszcze bardziej reprezentatywna dla Kościoła powszechnego, podejmująca różne zagadnienia w sposób rozstrzygający.

Kardynał wyraził się z uznaniem o niedawnej podróży papieża do Zjednoczonych Emiratów Arabskich, dodając przy tym, że była ona ukazaniem światu Chrystusa, którego należy dzisiaj przedstawiać inaczej niż w czasach apostolskich.

Mówiąc o sytuacji w swoim kraju i o roli Kościoła w rozwiązywaniu tamtejszego konfliktu jubilat zauważył, że należało zacząć od głoszenia Ewangelii wolności, aby Kolumbia nie stała się krajem walczącym z powodu polityki. „Nie ewangelizowano wtedy polityki” – dodał ze smutkiem. Zwrócił uwagę, że jego rodacy walczyli najpierw z Hiszpanami a teraz ze sobą, partie doprowadziły do katastrofy, a Kościół też nie umiał pokierować tamtą sytuacją. Jednocześnie kardynał ostro potępił terrorystów i tych wszystkich, którzy „prowadzą dialog za pomocą kul”.

Podobnie wypowiedział się na temat sytuacji w Wenezueli, dodając, że tam nie można już mówić o dialogu, bo nie ma z kim rozmawiać. Wyraził się przy tym bardzo pochlebnie o „człowieku znikąd”, czyli o Juanie Guaidó, który ogłosił się tymczasowym prezydentem i który jest osobą „rzadkiej inteligencji i nie ośmielą się zabić go”. „Jest on całkowitym chrześcijaninem” – dodał z uznaniem kardynał.

Odnosząc się do problemu nadużyć seksualnych w Kościele, przypomniał, że Kościół jest boski dzięki swemu Założycielowi, ale zarazem ludzki „z powodu nas”, nosi więc w sobie nasze słabości. Jest „biednym stworzeniem ludzkim, które upada, upada przed Bogiem i to nie jest atak na Niego, ale On to dopuszcza ze względu na swe miłosierdzie i ponieważ chce nas zbawić”. “My jesteśmy Jego stworzeniami i On nas poprawia, czasami uderzając nas, i to mocno” – stwierdził jubilat.

Zauważył następnie, że Benedykt XVI ustąpił [w 2013] z urzędu dlatego, że “jest mądry i święty”. Według Kolumbijczyka doradzał on to samo Janowi Pawłowi II, gdy ten nie był już wstanie dobrze kierować Kościołem, ale ten papież myślał inaczej, idąc za Jezusem, który nie ugiął się pod krzyżem. “I pięknie jest tak mówić, gdyż jest to mistyczne, ale nie jest praktyczne dla kierowania Kościołem” – oświadczył stulatek. Dodał, że “czas choroby Jana Pawła II był wielką lekcją dla świata, ale zarządzanie Kościołem było sparaliżowane do tego stopnia, że to papież Ratzinger musiał rozwiązywać problemy, które należało rozwiązać wcześniej.

Na zakończenie kardynał Pimiento przyznał, że strach przed śmiercią jest czymś normalnym, ludzkim. Dla niego samego śmierć jest spotkaniem z Panem i tego się nie lęka i to głosi publicznie. Nie chciałby jednak umierać długo, leżąc w chorobie, ale wolałby, aby stało się to nagle, szybko. “Ale samo spotkanie z Nim jest czymś cudownym” – dodał.

Zapowiedział też, że już wcześniej rodzina poprosiła go, aby swe setne urodziny obchodził z bliskimi – najpierw we Floridablanca, potem w Zapatoca i San Gil. “Skończę sto lat w posłuszeństwie” – zakończył rozmowę z uśmiechem.

Wersja do druku
Portal eKAI prezentuje część tekstów publikowanych w płatnym serwisie agencyjnym Katolickiej Agencji Informacyjnej.
Nasza strona internetowa używa plików cookies (tzw. ciasteczka) w celach statystycznych, reklamowych oraz funkcjonalnych.