Drukuj Powrót do artykułu

Kościół a partie polityczne

10 września 2015 | 09:28 | Marcin Przeciszewski / mz Ⓒ Ⓟ

Trudno znaleźć jedną pozycję czy opcję polityczną, która byłaby w pełni zgodna z wymogami wiary chrześcijańskiej – stwierdził abp Stanisław Gądecki w opublikowanym “Apelu Przewodniczącego Konferencji Episkopatu Polski do partii politycznych”. Jednocześnie abp Gądecki przypomina – cytując papieża Pawła VI, że „do wspólnot chrześcijańskich należy obiektywna analiza sytuacji własnego kraju, wyjaśnienie jej w świetle niezmiennych wypowiedzi Ewangelii, sięgnięcie do zasad myślenia, do kryteriów osądu i dyrektyw działania, zawartych w nauczaniu społecznym Kościoła”.

Z tej okazji przypominamy podstawowe zasady określające relacje Kościoła i wspólnoty politycznej, definiowane w społecznym nauczaniu Kościoła, wskazując zarazem dość istotną ewolucję w tym obszarze w okresie Soboru Watykańskiego II:

Uniwersalny i ponadpolityczny wymiar misji Kościoła

Kościół formułuje katalog fundamentalnych zasad, które także w sferze polityki. Jednak w imię swego uniwersalnego powołania nie wiąże się z żadną partią polityczną, ani nie udziela im bezpośredniego poparcia, udział w nich pozostawiając wiernym świeckim, z poszanowaniem kryteriów wynikających z zasad moralności chrześcijańskiej i społecznej nauki Kościoła.

Jeśli chodzi o udział Kościoła w polityce, to konieczne jest rozróżnienie pomiędzy rolą w tej dziedzinie Kościoła hierarchicznego, a misją wiernych świeckich. Podstawowym zadaniem hierarchii jest budowanie wspólnoty sakramentalnej i nauczanie w formie przekazu wiary i moralności. Misja ta ma charakter uniwersalny (skierowany do wszystkich) a zatem ponadpolityczny. Dlatego w nauczaniu społecznym Kościoła, rozwiniętym i zaktualizowanym przez Sobór Watykański II jest wyraźna mowa o “autonomii i niezależności” sfery kościelnej i politycznej. “Wspólnota polityczna i Kościół są, każde na własnym terenie, od siebie niezależne i autonomiczne” – stwierdza Konstytucja duszpasterska o Kościele w świecie współczesnym “Gaudium et spes”.

Ta zasada leży u podstaw relacji pomiędzy Kościołem katolickim a sferą polityczną, w tym i państwami. Została ona zapisana w licznych umowach konkordatowych oraz prawodawstwie poszczególnych państw, m.in. w konkordacie z Rzecząpospolitą Polską oraz w naszej konstytucji. Autonomia tych sfer – w rozumieniu Kościoła – nie powinna oznaczać ich radykalnej separacji, gdyż zarówno celem państwa jak i Kościoła jest służba wobec tej samej społeczności: wiernych i obywateli. Stąd możliwa jest współpraca państwa i Kościoła, jeśli jej celem jest dobro wspólne danego kraju i jego obywateli. W takim wypadku współpraca ta winna mieć charakter partnerski, gdyż ani państwo nie może być podporządkowane Kościołowi, ani Kościół państwu. Wspomniana już Konstytucja soborowa mówi o tym wyraźnie: “Kościół (…) ze względu na swoje zadanie i kompetencje w żaden sposób nie utożsamia się ze wspólnotą polityczną i nie łączy się z żadnym systemem politycznym” (Gaudium et spes, 76).

Stąd hierarchia Kościoła i jej urzędowi przedstawiciele (duchowieństwo) nie angażuje się w bezpośrednią działalność polityczną. Obowiązujące w Kościele zasady są na tyle rygorystyczne, że duchowni zobowiązani są do samoograniczenia niektórych swoich praw obywatelskich, rezygnując z możliwości korzystania z biernego prawa wyborczego, z prawa do członkostwa w partiach politycznych oraz obejmowania urzędów państwowych czy we władzach samorządowych. Mówią o tym dwa kanony Kodeksu Prawa Kościelnego. Kanon 28 stanowi, że „duchownym zabrania się przyjmowania publicznych urzędów, z którymi łączy się udział w wykonywaniu władzy świeckiej”. A w kanonie 287, że duchowni „nie mogą brać udziału w partiach politycznych, ani w kierowaniu związkami zawodowymi, chyba, że – zdaniem kompetentnej władzy kościelnej – będzie wymagała tego obrona praw Kościoła lub rozwój dobra wspólnego”. Ta ostatnia kwestia ograniczona jest do niektórych wyjątkowych sytuacji w tych państwach, gdzie nie funkcjonują mechanizmy demokratyczne.

W systemie demokratycznym duchowni wycofują się z udziału w bezpośrednim życiu politycznym, gdyż tego typu inicjatywy wikłałyby Kościół w grę polityczną, co prowadziłoby do tworzenia określonego obozu politycznego, autoryzowanego przez duchownych bądź biskupów, występującego w opozycji do innych obozów. Działalność taka przeczyłaby uniwersalnemu charakterowi misji Kościoła, a dodatkowo mogłaby kreować podziały wśród wiernych. “Trudno znaleźć jedną pozycję czy opcję polityczną, która byłaby w pełni zgodna z wymogami wiary chrześcijańskiej. Twierdzenie, że jakaś partia lub ugrupowanie polityczne w pełni odpowiadają wymogom wiary i życia chrześcijańskiego powoduje nieporozumienia” – czytamy w “Kompendium nauki społecznej Kościoła”, opracowanym przez Papieską Radę Iustitia et Pax”, a cytowanym w dzisiejszym Apelu Przewodniczącego KEP (KNSK, 573).

Kościół hierarchiczny rezerwuje więc dla siebie rolę nie „polityczną”, lecz „meta-polityczną” – jako nauczyciel zasad moralnych, odnoszących się także do wymiaru publicznego oraz politycznego. I do tego ma pełne prawo. Formułuje katalog fundamentalnych zasad, które obowiązywać winny w każdej sferze życia, także w sferze polityki. Wynika stąd funkcja „krytycznego sumienia”, zakładająca, że Kościół ma prawo, a nawet obowiązek, zabierania głosu (krytyki), wówczas kiedy w życiu publicznym pomijane są podstawowe zasady etyczne bądź łamane są prawa i godność człowieka. Jest to moralny obowiązek Kościoła, którego w żadnym wypadku nie należy interpretować jako próby “narzucania” swego punktu widzenia państwu, czy też prób tworzenia państwa wyznaniowego. Prawo do publicznego zabierania głosu przez Kościół (jak i ludzi wierzących) wynika wprost z zasady wolności religijnej, która jest jednym z fundamentów współczesnej, pluralistycznej demokracji.

Dlatego też abp Gądecki przypomina w swym Apelu do partii politycznych – cytując list apostolski “Octogesima adveniens” Pawła VI, że „do wspólnot chrześcijańskich należy obiektywna analiza sytuacji własnego kraju, wyjaśnienie jej w świetle niezmiennych wypowiedzi Ewangelii, sięgnięcie do zasad myślenia, do kryteriów osądu i dyrektyw działania, zawartych w nauczaniu społecznym Kościoła”.

A najbardziej podstawową zasadą – której Kościół zawsze będzie bronić – jest godność osoby ludzkiej i wynikających zeń niezbywalnych praw człowieka, w pierwszym rzędzie prawa do życia od poczęcia do naturalnej śmierci. Stąd nie tylko prawem, ale elementarnym obowiązkiem Kościoła jest krytyczna ocena np. tych projektów ustawodawczych, które godzą w ludzkie życie, chociażby drogą aborcji, eutanazji czy in vitro.

Zasady formułowane w nauczaniu społecznym Kościoła mają na względzie nie tylko wymiar państwa ale i prawa bardziej naturalnych społeczności jakie człowiek tworzy, wśród których na pierwszym miejscu jest rodzina. Szczegółowy katalog tych zasad wykłada Kościół w swym nauczaniu społecznym.

Podsumowując należy podkreślić, że nauczanie społeczne Kościoła wyraźnie wskazuje, że rolą Kościoła nie jest włączanie się, poprzez udzielanie swego autorytetu, żadnym nurtom partykularnym (partiom politycznym), lecz troska o dobro wspólne i budowanie jedności w podzielonym świecie. “Nikomu więc nie wolno zawłaszczać autorytetu Kościoła wyłącznie na rzecz własnego rozwiązania” – stwierdza soborowa Konstytucja “Gaudium et spes”.

Oczywiście – jak podkreśla przewodniczący polskiego Episkopatu w cytowanym Apelu: “Kościół jest solidarny z pracą i prawami politycznymi środowisk, które konsekwentnie, pozytywnie i twórczo angażują się na rzecz cywilizacji życia, praw rodziny i wartości kultury chrześcijańskiej”. Solidarność ta nie oznacza jednak w żadnym wypadku “utożsamienia” się Kościoła z daną partią czy środowiskiem politycznym, ani uznania jej za swe przedstawicielstwo na scenie politycznej. W sposób szczegółowy zostanie to wyjaśnione w dalszej części analizy.

Z kolei – co wskazuje na inny, jakże ważny wymiar misji Kościoła – w Konstytucji Dogmatycznej o Kościele „Lumen gentium” jest mowa o tym, że Kościół jest niejako “sakramentem budowania jedności z Bogiem i ludzi między sobą”. Zadanie to Sobór stawia to jako jeden z naczelnych celów aktywności chrześcijan we współczesnym świecie. Dlatego wszelka polityka prowadzona po katolicku i przez katolików musi mieć na względzie troskę o „dobro wspólne” całego społeczeństwa, przekraczając w ten sposób różnorodne partykularyzmy, wzajemne mury niechęci, antagonizmy i podziały.

Udział świeckich w polityce

Bezpośrednią działalność polityczną – poprzez uczestnictwo i zaangażowanie w określonych partiach politycznych ich działaniach – Kościół pozostawia wiernym świeckim, przypominając zarazem, że busolą dla nich powinno być prawidłowo ukształtowane sumienie w świetle zasad wynikających z Ewangelii, definiowanych w sposób szczegółowy przez Magisterium Kościoła.

Udział katolików świeckich w życiu politycznym, w nauczaniu Kościoła ukazywany jest nie tylko jako prawo, lecz jako jeden z istotnych wymiarów realizacji ich misji w świecie. „Świeccy – czytamy w adhortacji „Christifideles laici” Jana Pawła II – nie mogą rezygnować z udziału w polityce, czyli z różnego rodzaju działalności gospodarczej, społecznej i prawodawczej. Papież przypomina, że “ani oskarżenia o karierowiczostwo, o kult władzy, o egoizm o korupcję, które nierzadko są kierowane pod adresem ludzi wchodzących w skład rządu, parlamentu, klasy panującej czy partii politycznej, ani dość rozpowszechniony pogląd, że polityka musi być terenem moralnego zagrożenia, bynajmniej nie usprawiedliwiają sceptycyzmu i nieobecności chrześcijan w sprawach publicznych” (ChL 42).

Dojrzały chrześcijanin to człowiek odpowiedzialny za wszystkie dziedziny życia, człowiek, który w sposób harmonijny tą odpowiedzialność realizuje nie tylko w płaszczyźnie swojego życia prywatnego bądź rodzinnego, ale także na gruncie zawodowym, społecznym i w konsekwencji także politycznym. Bowiem – jak podkreślał kard. Joseph Ratzinger w nocie doktrynalnej Kongregacji Nauki Wiary z 2003 r., zatytułowanej „Vademecum dla polityków” – w życiu chrześcijan „nie może być dwóch równoległych nurtów: z jednej strony tzw. życia duchowego z jego własnymi wartościami i wymogami, z drugiej tak zwanego życia świeckiego, obejmującego rodzinę, pracę, relacje społeczne, zaangażowanie polityczne i kulturalne”.

W soborowej Konstytucji „Gaudium et spes” czytamy: „Jest sprawą doniosłą, żeby zwłaszcza w społeczeństwach pluralistycznych doceniano właściwy stosunek pomiędzy wspólnotą polityczną a Kościołem i by jasno rozróżniano to, co czynią wierni, czy to poszczególni, czy też stowarzyszeni, we własnym imieniu jako obywatele kierujący się głosem sumienia chrześcijańskiego, od tego, co czynią wraz ze swymi pasterzami w imieniu Kościoła”. (KDK, 76).

Zadanie bezpośredniego udziału w życiu politycznym wchodzi zatem w zakres misji i odpowiedzialności osób świeckich. A działalność tę świeccy prowadzą na własną odpowiedzialność, a nie obarczają nią swych duszpasterzy czy biskupów. Kościół nigdy nie sugeruje do jakiej partii winni należeć jego wierni. “Rozróżnienie z jednej strony pomiędzy wymogami wiary a opcjami społeczno-politycznymi, z drugiej zaś pomiędzy wyborami dokonywanymi przez poszczególnych chrześcijan i wyborami całej wspólnoty chrześcijańskiej powoduje, że przynależność czy poparcie dla jakiejś partii czy bloku politycznego uważane jest za decyzję osobistą, uprawnioną przynajmniej w odniesieniu do partii czy stanowisk politycznych, które dają się pogodzić z wiarą i wartościami chrześcijańskimi” – stwierdza Paweł VI w “Octogesima adveniens” (46).

Jednakże „autonomia sfery doczesnej”, z której korzystają świeccy zaangażowani w życiu politycznym – jak podkreślają dokumenty soborowe – dotyczyć może wyboru konkretnej strategii działania w polityce, nie dotyczy jednak autonomii w sferze wyborów moralnych. Świecki nie może zatem opowiadać się za rozwiązaniami sprzecznymi z nauką Kościoła, sprzecznymi z zasadami etycznymi bądź godzącymi w godność człowieka.

Zamieszanie, jakie pojawiło się w sferze definiowania “autonomii sfery doczesnej” w niektórych partiach chadeckich w okresie posoborowym, spowodowało bezpośrednią interwencję Stolicy Apostolskiej za czasów Jana Pawła II, w formie noty doktrynalnej, opublikowanej w styczniu 2003 r. przez Kongregację Nauki Wiary, nazwanej “Vademecum dla polityków”. „Tego oczywistego stwierdzenia na temat wielości partii (w które mogą angażować się katolicy) nie wolno mylić z jakimś bezkrytycznym pluralizmem w wyborze moralnych zasad oraz istotnych wartości, stanowiących punkt odniesienia. Uprawniona wielość doczesnych koncepcji musi iść w parze z zachowaniem nienaruszalnego źródła, z którego wypływa zaangażowanie katolików w życiu politycznym. Tym źródłem jest chrześcijańska nauka moralna i społeczna. Do tej nauki świeccy katolicy winni się zawsze odwoływać, aby mieć pewność, że ich uczestnictwo w życiu politycznym nosi na sobie znamię nienagannej odpowiedzialności za sprawy doczesne” – stwierdza nota ogłoszona przez kard. Ratzingera.

Autorzy Kompendium Nauki Społecznej Kościoła stwierdzają idąc tym śladem, że jedno z największych zagrożeń upatruje Kościół w “relatywizmie etycznym, który prowadzi do zanegowania istnienia obiektywnego i uniwersalnego kryterium do określenia fundamentu i poprawnej hierarchii wartości w życiu publicznym”. Dobitnie wyraził to Jan Paweł II mówiąc, że „demokracja bez wartości łatwo się przeradza w jawny lub zakamuflowany totalitaryzm” (Centesimus annus 46).

Analogicznie wypowiadał się na ten temat Benedykt XVI, wyjaśniając, że „Kościół nie proponuje technicznych rozwiązań i jest «jak najdalszy od mieszania się do rządów państw». Jednakże musi wypełniać w każdym czasie i okolicznościach misję prawdy na rzecz społeczeństwa na miarę człowieka, jego godności i powołania. A bez prawdy wizja życia staje się empiryczna i sceptyczna, niezdolna wznieść się ponad praxis, ponieważ nie szuka wartości, które pozwoliłyby ją ocenić i ukierunkowywać” Caritas in veritate).

Problem partii katolickiej

Kościół katolicki w okresie posoborowym nie popiera więc konkretnych partii politycznych, pozwalając swoim wiernym na zaangażowanie w różnych nurtach politycznych, pod warunkiem, że ich program nie jest sprzeczny z nauczaniem Kościoła i chrześcijańską moralnością. Wcześniej jednak, w szczególnych sytuacjach historycznych dopuszczał tworzenie “partii chrześcijańskich”.

W encyklice „Graves de communi” z 1901 r. – w sytuacji dominacji sceny politycznej w Europie przez ruch socjalistyczny bądź przez partie skrajnie liberalne – Leon XIII sformułował pojęcie „demokracji chrześcijańskiej”, jako formy ustroju alternatywnego wobec rozwiązań socjalistycznych jak i liberalnych. W ślad za tym Kościół wspierał polityczne nurty chrześcijańskiej demokracji. Po II wojnie światowej poparciem ze strony Stolicy Apostolskiej cieszyła się włoska “Democratia Christiana”, w której widziano zaporę przed komunizmem, zagrażającym wówczas państwu włoskiemu.

Redefinicji swej linii w zakresie poparcia udzielanego ruchom politycznym Kościół dokonał na Soborze Watykańskim II. W imię katolickiego uniwersalizmu odszedł od zaangażowania po którejkolwiek stronie politycznego sporu. Relacje ze światem polityki jak i strukturami państwowymi definiowane są – jak już wspomnieliśmy – w imię zasady „autonomii i niezależności”.

Polityka prowadzona “po katolicku”

Kościół odtąd nie definiuje obowiązującej „polityki katolickiej” ale wzywa katolików, aby prowadzili politykę “po katolicku” – w zgodzie z sumieniem i kryteriami zawartymi w społecznym nauczaniu Kościoła. W Kompendium Nauki Społecznej Kościoła powiedziane jest w sposób jasny, że “twierdzenie, że jakaś partia lub ugrupowanie polityczne w pełni odpowiadają wymogom wiary i życia chrześcijańskiego powoduje niebezpieczne nieporozumienia” (573).

Polityka prowadzona “po katolicku” nie ma więc znamion konfesyjności, a jej podstawową cechą winna być troska o godność osoby ludzkiej oraz o dobro wspólne społeczeństwa. Jan Paweł II zdefiniował to w swoim wystąpieniu do Zgromadzenia Ogólnego ONZ mówiąc, że każda sprawiedliwa polityka zawsze „jest przez człowieka i dla człowieka”.

Papież ten sformułował także katalog “wartości nienegocjowalnych”, czyli takich, które nie mogą podlegać demokratycznemu kompromisowi, a katolicy muszą zawsze ich bronić. Zaliczył do nich m. in.: ochronę życia od poczęcia do naturalnej śmierci, godności i dobra osoby ludzkiej, prawo do wolności religijnej, ochronę rodziny opartej na małżeństwie między osobami odmiennej płci, wolność wychowywania własnych dzieci, przeciwdziałanie współczesnemu niewolnictwu.

Jedyną sytuacją kiedy katolik może oddać głos za ustawą, która nie gwarantuje wspomnianych wyżej wartości, jest sytuacja, w której poprawia ona jednak istniejący stan rzeczy, mimo, że daleka jest od ideału. Przykładem tego może być np. polska ustawa zwana “antyaborcyjną”. Jan Paweł II wypowiedział się na ten temat w encyklice “Evangelium vitae”, przypominając jasno, że “w przypadku prawa wewnętrznie niesprawiedliwego, jakim jest prawo dopuszczające przerywanie ciąży i eutanazję, nie wolno się nigdy do niego stosować ani uczestniczyć w kształtowaniu opinii publicznej przychylnej takiemu prawu, ani też okazywać mu poparcia w głosowaniu”.

Jednakże katolik może poprzeć w głosowaniu taką ustawę, która choć nie jest poprawna, to ogranicza ilość aborcji w porównaniu z poprzednim ustawodawstwem. Może to jednak uczynić pod określonymi warunkami, które zostały zdefiniowane w art. 73 tejże encykliki. Jan Paweł II wyjaśnia to w następujący sposób: “Szczególny problem sumienia mógłby powstać w przypadku, w którym głosowanie w parlamencie miałoby zdecydować o wprowadzeniu prawa bardziej restryktywnego, to znaczy zmierzającego do ograniczenia liczby legalnych aborcji, a stanowiącego alternatywę dla prawa bardziej permisywnego, już obowiązującego lub poddanego głosowaniu. Takie przypadki nie są rzadkie. (…) W omawianej tu sytuacji, jeśli nie byłoby możliwe odrzucenie lub całkowite zniesienie ustawy o przerywaniu ciąży, parlamentarzysta, którego osobisty absolutny sprzeciw wobec przerywania ciąży byłby jasny i znany wszystkim, postąpiłby słusznie, udzielając swego poparcia propozycjom, których celem jest ograniczenie szkodliwości takiej ustawy i zmierzających w ten sposób do zmniejszenia jej negatywnych skutków na płaszczyźnie kultury i moralności publicznej. Tak postępując bowiem, nie współdziała się w sposób niedozwolony w uchwalaniu niesprawiedliwego prawa, ale raczej podejmuje się słuszną i godziwą próbę ograniczenia jego szkodliwych aspektów.” (Evangelium vitae, 73).

Ponadto Kościół w swym nauczaniu społecznym podkreśla, że w przypadku gdy prawo stanowione narusza podstawowe prawa osoby ludzkiej, to katolik ma prawo do odmowy wykonania jego nakazów, czyli do klauzuli sumienia.

Wersja do druku

Nasza strona internetowa używa plików cookies (tzw. ciasteczka) w celach statystycznych, reklamowych oraz funkcjonalnych. Możesz określić warunki przechowywania cookies na Twoim urządzeniu za pomocą ustawień przeglądarki internetowej.
Administratorem danych osobowych użytkowników Serwisu jest Katolicka Agencja Informacyjna sp. z o.o. z siedzibą w Warszawie (KAI). Dane osobowe przetwarzamy m.in. w celu wykonania umowy pomiędzy KAI a użytkownikiem Serwisu, wypełnienia obowiązków prawnych ciążących na Administratorze, a także w celach kontaktowych i marketingowych. Masz prawo dostępu do treści swoich danych, ich sprostowania, usunięcia lub ograniczenia przetwarzania, wniesienia sprzeciwu, a także prawo do przenoszenia danych. Szczegóły w naszej Polityce prywatności.