Drukuj Powrót do artykułu

Kościół na Ukrainie przeżywa wiosnę

24 maja 2017 | 09:31 | Lwów / Marcin Przeciszewski, Krzysztof Tomasik / mip Ⓒ Ⓟ

Sample Fot. ©Mazur / catholicnews.org.uk / flickr

– Charakterystyczne jest, że nasi wierni w 90 procentach uczęszczają do kościoła. A wielką radością jest fakt, że w Kościele pozostaje też młodzież – mówi w wywiadzie dla KAI abp Mieczysław Mokrzycki, metropolita lwowski, dawny sekretarz Jana Pawła II.

KAI: Księże Arcybiskupie, jaka jest obecnie kondycja Kościoła rzymskokatolickiego na Ukrainie?

Abp Mieczysław Mokrzycki: W ubiegłym roku obchodziliśmy 25-lecie odnowienia struktur Kościoła łacińskiego na Ukrainie, w tym archidiecezji lwowskiej. Zaczynaliśmy niemal od nowa. Mój poprzednik kard. Marian Jaworski, kiedy tu przy był w 1991 roku zastał zaledwie 8 kapłanów i 12 czynnych kościołów. Obecnie w archidiecezji lwowskiej mamy ok. 250 tys. wiernych, 312 kościołów, 110 parafii i pracuje w nich 201 kapłanów diecezjalnych i zakonnych, w tym 50 z Polski.

Kościół rzymskokatolicki na Ukrainie nadal przeżywa wiosnę. Jest to Kościół będący od 25 lat w procesie nieustannego odrodzenia. Każdego roku powstają nowe parafie czy inne dzieła, święceni są kolejni miejscowi kapłani i zakonnicy. Mimo, że wielu wiernych, ze względu na trudną sytuację na Ukrainie emigruje na Zachód, w kościołach nie ubywa nam wiernych. Choć twarze się zmieniają, to wzrasta ogólna ich liczba.

W tym roku zarówno w Niedzielę Palmową jak i w Wielkanoc, w kościołach rzymskokatolickich było znacznie więcej ludzi niż w latach poprzednich, pomimo, że grekokatolicy i prawosławni obchodzili uroczystość Zmartwychwstania Pańskiego w tym samym terminie i ludzie mogli się tam udać. Są to więc wierni, którzy utożsamiają się z naszym Kościołem, a nie ludzie okazjonalnie doń przychodzący.

Jeśli chodzi o praktyki religijne to – w świetle badań socjologicznych – dawna Galicja, która dziś znajduje się zarówno na Ukrainie jak i w Polsce – jest chyba najbardziej religijnym, w sensie praktyk, regionem w Europie. Czy doświadczenia Księdza Arcybiskupa to potwierdzają?

– Trzeba powiedzieć, że – pomimo komunistycznych represji i wywózek – wiara tutaj przetrwała, a szczególnie we wschodniej Galicji, czyli za zachodniej Ukrainie. Fundament odradzającego się Kościoła stanowili ci wierni, którzy mają korzenie polskie, a nie wyjechali po wojnie do Polski. Dzięki nim przetrwał tutaj Kościół rzymskokatolicki.

Zarówno Msza św. jak i uczestnictwo w sakramentach dla tych ludzi są bardzo ważne. Charakterystyczne jest, że nasi wierni w 90 procentach uczęszczają do kościoła. A wielką radością jest też fakt, że w Kościele pozostaje też młodzież.

A jeśli chodzi o identyfikację z wiarą to nie ma na Ukrainie jakiegoś międzypokoleniowego pęknięcia. Dlatego można mówić o „wiośnie Kościoła” na Ukrainie, gdyż jest to Kościół młody zarówno instytucjonalnie, którego struktury zostały odtworzone 25 lat temu, jak i duża jest w nim obecność ludzi młodych. Bardzo to cieszy, gdyż wiemy jak wielu młodych, szczególnie tych którzy mają Kartę Polaka, wyjeżdża do Polski na studia. A jest to o tyle atrakcyjne, że wiele polskich uczelni funduje dla nich stypendia.

Staramy się dla młodych znaleźć miejsce i przestrzeń działania w Kościele. We Lwowie żywo rozwija się duszpasterstwo akademickie prowadzone przez dominikanów. Bardzo dużym zainteresowaniem cieszy się organizowany corocznie nasz archidiecezjalny Dzień Młodych w Brzuchowicach. Generalnie rzecz biorąc, tutejsza młodzież poszukuje wartości oraz ludzi, którzy pomogą im duchowo wzrastać i kształtować osobowość.

15 tys. młodych z Ukrainy, nie tylko z Kościoła rzymskokatolickiego, przybyło na Światowe Dni Młodzieży do Krakowa. Jakie są tego owoce?

– Dla młodych z Ukrainy było to naprawdę wielkie przeżycie. Po pierwsze spotkali się z dużą życzliwością, a po drugie, co jeszcze ważniejsze, mogli, często po raz pierwszy, poznać prawdziwe oblicze Kościoła katolickiego, poza granicami. Spotkali się z masą młodzieży i to głęboko wierzącej, z całego świata, a nie tylko z Polski. Było to dla nich istotne umocnienie wiary i świadomości bycia katolikiem. A po powrocie do siebie ci młodzi są aktywni w swoich parafiach i uczestniczą w różnych ruchach: w Oazie, Kościele Domowym, bądź innych. Można powiedzieć, że po Światowych Dniach Młodzieży nastąpiło znaczne ożywienie na tym polu.

Czytaj także: Abp Kondrusiewicz: Kościół na Białorusi stanął na własnych nogach

 

Ksiądz Arcybiskup wspomniał o roli dominikanów we Lwowie, choć przybyli tu oni niedawno. Pracują z młodzieżą przy kościele Matki Bożej Gromnicznej, o oddanie którego od lat bezskutecznie stara się Ksiądz Arcybiskup. Jakie są szanse na pozytywne zakończenie tej sprawy, tak aby świątynia ta służyła w pełni duszpasterstwu lwowskiej młodzieży?

– W dalszym ciągu upominamy się o ten kościół, który przed wojną pełnił rolę kościoła seminaryjnego. Nie powrócił on do nas, a obecnie jest w rękach grekokatolików. Dominikanie mogą tam tylko odprawiać Msze św., ale w ścisłym porozumieniu z parafią greckokatolicką, która przejęła świątynię. Ale wspólnota parafialna jest na tyle mała, że nie jest w stanie utrzymać budynków i skutek jest taki, że kościół ten jest bliski ruiny i pilnie potrzebuje remontu. My jesteśmy w stanie to zapewnić. Nie wiemy jednak jakie są szanse na odzyskanie tego kościoła, podobnie jak wielu innych, które zostały zbudowane przez katolików rzymskich, a dotąd nie powróciły do swych właścicieli. Wszystko zależy tylko od dobrej woli Kościoła greckokatolickiego.

Mamy wciąż nadzieję i jesteśmy dobrej myśli, że niektóre świątynie rzymskokatolickie będą mogły powrócić do swych prawowitych właścicieli, aby służyć wiernym i że nastąpi to w najbliższym czasie. Sytuacja we Lwowie jest paradoksalna, gdyż żadna świątynia rzymskokatolicka od czasu upadku ZSRR nie została oddana naszemu Kościołowi.

Należy wyjaśnić, że na Ukrainie po odzyskaniu niepodległości nie zostało przywrócone prawo własności. A więc budynki sakralne – przejęte przez komunistów na inne cele – w wielu wypadkach nie powróciły do swego Kościoła, a w szczególności dotyczy to Kościoła rzymskokatolickiego. Natomiast zostały przejęte przez grekokatolików. Nikt nie chciał tego uregulować sprawiedliwie. Sprawa ciągnie się już od 30 lat. Nasi wierni i kapłani nie rozumieją zachowań zarówno władz jak i biskupów Kościoła greckokatolickiego. Dlatego w dalszym ciągu upominamy się o nasze dobra, o własność Kościoła. Dopóki nie staniemy w prawdzie i nie rozstrzygniemy tych spraw, to ciągle będzie nas to bolało, a ta niezagojona rana utrudniać będzie wzajemne relacje.

Korzystając z okazji, chciałbym przypomnieć wielką pomoc jaką ze strony księży i wiernych Kościoła rzymskokatolickiego otrzymywali grekokatolicy w czasach Związku Radzieckiego, kiedy ich Kościół został zlikwidowany przez sowietów, a cerkwie zamknięte bądź przekazane prawosławnym. Wówczas grekokatolicy bez żadnych przeszkód gromadzili się w naszych świątyniach, które były czynne, a kapłani rzymskokatoliccy udzielali pomocy działającym w podziemiu księżom greckokatolickim. Myślę, że zasłużyliśmy na jakąś wdzięczność, choćby w formie oddania jednej czy dwóch świątyń we Lwowie oraz budynków dawnego metropolitalnego seminarium duchownego. Te ostatnie, choć znajdują się niemal w samym centrum miasta, stoją puste i z roku na rok popadają w coraz większą ruinę.

Przed wojną wiernymi archidiecezji lwowskiej w większości byli Polacy, teraz należą do niego również Ukraińcy. Widać to także w języku liturgii.

– Sprawa języka w liturgii została już uregulowana. Kryterium są potrzeby wiernych. Obowiązuje na równi jeżyk polski i ukraiński. A dzięki ukraińskiemu w liturgii, wielu mieszkańców Ukrainy, którzy byli poza Kościołem, teraz odnajdują Boga i wstępują w progi naszych świątyń.

A jak jest z miejscowymi powołaniami kapłańskimi?

– Archidiecezja lwowska może się cieszyć z takiej ilości kapłanów jaką ma. W sumie pracuje na jej terenie 201 księży. Średnio w stosunku do liczby parafian, jest u nas więcej powołań kapłańskich niż w Polsce. Cieszylibyśmy się jednak, gdyby powołań było więcej. Zapotrzebowanie jest olbrzymie, szczególnie w diecezjach wschodnich, takich jak Charków, Zaporoże czy Odessa. Wierni wciąż oczekują na nowych kapłanów. W seminarium archidiecezji lwowskiej w Brzuchowicach mamy 25 kleryków, w Gródku w diecezji kamieniecko-podolskiej – 50 i w Worcelu w diecezji kijowsko-żytomierskiej – 35. W porównaniu z latami 90-tymi odczuwamy spadek liczby powołań. Na rok propedeutyczny wstępuje o połowę mniej kandydatów.

Jakie są przyczyny tego spadku?

– Przede wszystkim kryzys demograficzny, który jest bardzo odczuwalny na Ukrainie oraz emigracja ludzi młodych.

Wiemy jaka jest sytuacja na Ukrainie spowodowana wojną toczącą się na wschodzie kraju, kryzysem ekonomicznym, itp. Jak Kościół rzymskokatolicki radzi sobie w tej sytuacji?

– Na Ukrainie bieda się pogłębia i coraz trudniej jest znaleźć pracę. Ceny wciąż rosną, czego nie można powiedzieć o zarobkach. Coraz trudniej jest zarobić na życie w godziwych warunkach. Sytuacja jest bardzo ciężka i z tego powodu mamy tak dużą emigrację. Aby otoczyć troską tych wiernych, którzy wyemigrowali i jej potrzebują, zwróciliśmy się do Konferencji Episkopatu Polski, aby się tego podjęła.

Jeśli chodzi o ludzi biednych czy chorych, to pomagamy im poprzez Caritas i działalność zakonów. Siostry zakonne, które są przy większości parafii, otaczają troską osoby starsze czy niepełnosprawne.

W ubiegłym roku otworzyliśmy dom opieki dla seniorów w Brzuchowicach, gdzie znajdą oni godne warunki życia. To oni przez kilka dziesięcioleci spełniali rolę „ewangelicznych ziaren”, rzuconych na tutejszą ziemię, które – aby przynieść owoce – najpierw musiały obumrzeć, cierpieć liczne szykany. Ludzie ci przez lata cierpieli zachowując swoją wiarę i pomagając Kościołowi, dziś na starość są pozostawieni często bez żadnej pomocy. Nie ma się kto nimi opiekować, gdyż ich dzieci w wielu przypadkach wyjechały za granicę. Dlatego każda diecezja przychodzi im z pomocą poprzez Caritas i inne kościelne struktury.

Kiedyś zwróciłem się do rządu polskiego z prośbą o wsparcie finansowe przy budowie domu dla seniorów, ale otrzymałem odpowiedź, że rząd nie inwestuje w ludzi starszych lecz z w młodych i dlatego m. in. buduje szkoły w Brazylii.

Bracia Albertyni tworzą we Lwowie na Sichowie przytułek dla osób bezdomnych. Składa się on z noclegowni, jadłodajni i warsztatów. Dziś w samej Kurii wydajemy 150 obiadów dla ubogich i bezdomnych, co świadczy, że potrzeby są bardzo duże. W większości parafii rozdawana jest żywność, ubrania czy środki czystości.

Przeżywamy stulecie objawień fatimskich. Jak są one obchodzone na Ukrainie?

– Kult Matki Bożej Fatimskiej w Kościele na Ukrainie nie był zbyt rozpowszechniony, gdyż – skoro Matka Boża mówiła tam o Rosji – władze sowieckie robiły wszystko, aby informacje o tym tu nie docierały. W tym roku w diecezji kamieniecko-podolskiej konsekrować będziemy piękne sanktuarium Matki Bożej Fatimskiej w Dołbyżu.

Kult Matki Bożej Fatimskiej staram się silnie propagować na terenie archidiecezji lwowskiej. Na rozpoczęcie Roku Fatimskiego 13 maja, do świątyni Matki Bożej Gromnicznej we Lwowie oraz na procesję, podczas której ulicami miasta niesiona byłą figura fatimska, przyszło bardzo wielu ludzi, trzy razy więcej niż w ubiegłym roku. Jest potrzeba modlitwy i ludzie rozumieją wołanie Matki Bożej o pokutę i o nawrócenie Rosji.

Koronowaliśmy też figurę Matki Bożej Fatimskiej w Jej sanktuarium w Brzuchowicach, które ustanowił kard. Jaworski. Na tę uroczystość przybył też nuncjusz apostolski abp Claudio Gugerotti, który figurę Matki Bożej udekorował koronami papieskimi.

Jako sekretarz Jana Pawła II był Ksiądz Arcybiskup świadkiem jego niezwykłego nabożeństwa do Matki Bożej Fatimskiej?

– Kustosz sanktuarium w Fatimie kiedyś powiedział, że gdyby nie Jan Paweł II, to kult Matki Bożej Fatimskiej nie byłby na tyle rozpowszechniony. Jan Paweł II swe ocalenie z zamachu wiązał ewidentnie z Matką Bożą Fatimską. Wiemy, że 13 maja 1981 r. głos „proroka naszych czasów” miał być uciszony. Jan Paweł II często mówił, że kolejne lata pontyfikatu były „jemu darowane”. A przybywając do Fatimy w rok po zamachu, ofiarował Matce Bożej kulę wydobytą z jego ciała. Kiedy rozmawialiśmy z tamtejszymi złotnikami, okazało się, że w koronie Maryi było miejsce jakby przewidziane wcześniej na tę kulę. Pasowała ona idealnie.

Jan Paweł II zawsze 13 maja w godzinie zamachu, czyli ok. 17-tej odprawiał Mszę św. dziękczynną wraz ze wszystkimi mieszkańcami Domu Papieskiego. Na tarasie jego apartamentów była też kapliczka Matki Boskiej Fatimskiej i tam często odmawiał różaniec. W maju, zawsze po kolacji, wychodziliśmy tam i śpiewaliśmy majowe nabożeństwo, a w czerwcu litanię do Serca Pana Jezusa.

Po śmierci Jana Pawła II, kiedy raz spacerowałem po tym samym tarasie wraz z Benedyktem XVI, zapytał mnie, jak spędzał tam czas jego poprzednik. Opowiadałem m.in. z jakim nabożeństwem w tym miejscu odmawiał różaniec. Benedykt XVI przyjrzał się uważnie różańcowi w kapliczce i powiedział, że trzeba go wymienić, gdyż ten co jest już wyblakł. Dodał też, że – jako wyraz wdzięczności za uratowanie Jana Pawła II – chciałby ukoronować znajdującą się w kapliczce figurę Matki Bożej Fatimskiej. Niebawem takiej koronacji dokonał.

Druga figurka Matki Bożej Fatimskiej znajdowała się także w sypialni Jana Pawła II. Zawsze wieczorem przed położeniem się do łóżka, papież podchodził do niej i całował ją w ręce. A w jego gabinecie przy oknie była jeszcze jedna, inna figura Matki Bożej, ofiarowana przez prezydenta Włoch. Do niej też Jan Paweł II od czasu do czasu podchodził i całował. Taki miał zwyczaj i robił to samo, gdy zbliżał się do jakichś relikwii.

Jaką pamięcią cieszy się Jan Paweł II na dzisiejszej Ukrainie?

– Kult Jana Pawła II na Ukrainie nie jest aż tak bardzo popularny jak w Polsce. Bowiem w trakcie jego pontyfikatu Ukraina była na uboczu, nie było kontaktów z Rzymem ani transmisji wydarzeń z Watykanu, czy z papieskich pielgrzymek. Ukraińcy więc nie mają na ogół dokładnej wiedzy czym był pontyfikat Jana Pawła II. Ale niezależnie od tego, św. Jan Paweł II cieszy się tu wielkim szacunkiem, tak w Kościele rzymskokatolickim jak i greckokatolickim. Ukraińcy są mu wdzięczni za pielgrzymkę w 2001 r. Mile i serdecznie go wspominają. W wielu kościołach na Ukrainie, także greckokatolickich, są relikwie św. Jana Pawła II, które im przekazałem.

Chyba nikt więcej niż Jan Paweł II nie zrobił dla budowania dobrych relacji pomiędzy łacinnikami a grekokatolikami na Ukrainie.

– Z okazji 30-lecia kościelnego dialogu polsko-ukraińskiego ma zostać zorganizowane w Polsce spotkanie przedstawicieli Konferencji Episkopatu Polski i Synodu Biskupów greckokatolickich. Ksiądz arcybiskup Stanisław Gądecki zaprasza na nie także metropolitę obrządku łacińskiego.

Dziękujemy za rozmowę.

Wersja do druku

Przeczytaj także

20 maja 2017 11:41

Abp Jędraszewski: Z nadzieją patrzę na Polskę!

Nasza strona internetowa używa plików cookies (tzw. ciasteczka) w celach statystycznych, reklamowych oraz funkcjonalnych. Możesz określić warunki przechowywania cookies na Twoim urządzeniu za pomocą ustawień przeglądarki internetowej.
Administratorem danych osobowych użytkowników Serwisu jest Katolicka Agencja Informacyjna sp. z o.o. z siedzibą w Warszawie (KAI). Dane osobowe przetwarzamy m.in. w celu wykonania umowy pomiędzy KAI a użytkownikiem Serwisu, wypełnienia obowiązków prawnych ciążących na Administratorze, a także w celach kontaktowych i marketingowych. Masz prawo dostępu do treści swoich danych, ich sprostowania, usunięcia lub ograniczenia przetwarzania, wniesienia sprzeciwu, a także prawo do przenoszenia danych. Szczegóły w naszej Polityce prywatności.