Drukuj Powrót do artykułu

Kościół wobec patriotyzmu i nacjonalizmu

18 grudnia 2019 | 14:00 | Marcin Przeciszewski | Warszawa Ⓒ Ⓟ

Sample Fot. Paweł Żulewski / KAI

Kościół popiera i promuje patriotyzm rozumiany jako miłość i szacunek dla ojczyzny. Jednak krytycznie postrzega nacjonalizm, a szczególnie skrajne jego formy, gdyż na szczycie hierarchii wartości stawiają one naród, co prowadzić może do swego rodzaju bałwochwalstwa. Refleksja na ten temat trwa w Kościele już ponad 100 lat.

Ostatnio opublikowane zostało – pierwsze na polskim rynku – kompendium nauczania Kościoła o patriotyzmie i nacjonalizmie, pt. „Naród. Ojczyzna. Patriotyzm”, opracowane przez zespół ekspertów skupionych wokół Katedry Katolickiej Nauki Społecznej i Socjologii Religii Papieskiego Wydziału Teologicznego we Wrocławiu pod przewodnictwem ks. dr hab. Grzegorza Sokołowskiego. Wydawcą jest Fundacja Obserwatorium Społeczne i Wydawnictwo TUM. Kompendium zawiera zbiór najważniejszych wypowiedzi Magisterium Kościoła i polskiego Episkopatu na ten temat.

Kościół a nacjonalizm

Pojęcie nacjonalizmu jest wynalazkiem dopiero XIX wieku. Poczynając od średniowiecza, przez kilkaset lat Europa nie znała pojęcia narodu we współczesnym znaczeniu. W Europie można było natomiast wyróżnić różne, ponadnarodowe kręgi kulturowe i językowe: iberyjski, romański, germański, węgierski, ruski czy polski. Ten ostatni tworzyła wieloetniczna Rzeczpospolita Obojga Narodów, w której dominującym i scalającymi elementami była kultura i język polski. Wówczas tworzyło się pojęcie patriotyzmu jako związku z własną ojczyzną (patria). Takie rozumienie miłości lokalnej ojczyzny popierał w swych pismach m. in. św. Tomasz z Akwinu.

Natomiast początki myślenia Europejczyków w kategoriach narodowych przypadają na epokę romantyzmu. Było to emocjonalne przywiązanie do własnego ludu, jego kultury i spuścizny duchowej. Propagowało go wielu pisarzy i poetów tego okresu, z polskimi wieszczami narodowymi na czele. Natomiast pojęcie „nacjonalizmu” powstaje w drugiej połowie XIX, a oznacza zazwyczaj egoistycznie rozumiany “interes narodowy”, w opozycji do innych narodów. Jego filozoficzną podbudowę stwarzał ówczesny darwinizm społeczny, charakteryzujący się pojmowaniem życia społecznego w kategoriach walki jako motoru rozwoju historycznego.

Nic dziwnego, że takie pojmowanie miłości ojczyzny spotkać się musiało z krytyką Kościoła. Leon XIII, wielki papież społecznik, w encyklice „Sapientae Christianae. O obowiązkach chrześcijan jako obywateli” z 1890 r., potwierdzał potrzebę miłości ojczyzny ze strony każdego obywatela aż do gotowości oddania życia, ale podkreślał, że musi być to miłość wolna od nienawiści. Stawiał ją na równi i z miłością do Kościoła, jako ośrodka wyznaczającego zasadniczy katalog wartości życia społecznego.

Jego następca Pius X w liście apostolskim z 11 kwietnia 1909 r. wyjaśniał podobnie, że „Patriotyzm nie jest nienawiścią do innych narodów, lecz miłością, która zapewnia w naszym sercu pierwsze miejsce naszemu krajowi i naszym rodakom”.

Wiele miejsca temu tematowi poświęcił Benedykt XV, którego pontyfikat przypadł na czasy I wojny światowej. Główną przyczynę wojny dostrzegał we wzajemnej nienawiści narodów i klas. „Najzaciętsza panuje nienawiść z powodu różnicy narodowości: więcej rozdziela narody nienawiść aniżeli granice państw” – konstatował w encyklice „Ad beatissimi Apostolorum” z listopada 1914 r. Papież ten promował prawdę o powszechnym braterstwie ludów, która powinna być fundamentem pokoju – o co zresztą apelował przez wszystkie lata wojny. Organizował też pomoc sanitarną i żywnościową dla jeńców i ludności krajów objętych działaniami wojennymi. 1 sierpnia 1917 wydał notę pokojową skierowaną do walczących państw, w której wzywał do zawarcia pokoju bez zwycięzców i zwyciężonych.

Krytyka idolatrii nacjonalistycznej

Zdecydowanym krytykiem nacjonalizmu był Pius XI – papież dwudziestolecia międzywojennego, któremu przyszło mierzyć się z silnymi wówczas w Europie ruchami nacjonalistycznymi. W encyklice „Ubi arcano Dei” z 1922 r. przeciwstawiał się „niepochamowanym namiętnościom, ukrywającym się pod płaszczykiem dobra publicznego czy patriotyzmu, którym przypisać należy nienawiść i walki pomiędzy narodami”. Krytykował „nieumiarkowaną narodu swego miłość”, ostrzegając, że „kto da jej się porwać, zapomina, że wszystkie narody jako część wielkiej rodziny ludzkości związane są węzłem braterstwa, i że także inne narody mają prawo do życia i do pomyślności”. Dodawał, że „sprawiedliwość wywyższa narody, a grzech czyni ludzi mizernymi”.

Potępienie faszyzmu i narodowego socjalizmu

Pius XI ostro krytykował także włoski faszyzm, z którym Kościół był w sporze na terenie Włoch, a następnie rodzący się faszyzm niemiecki. Nacjonalistyczna ideologia włoskiego faszyzmu miała charakter laicki, a Mussolini stworzył go na gruncie filozofii uznającej za najwyższą wartość silne i autorytarne państwo. Charakteryzowała go pogarda dla demokracji, niechęć wobec marksizmu, idea solidaryzmu społecznego, antysemityzm i poparcie idei państwowego elitaryzmu. Pius XI traktował tę nową ideologię jako rodzaj bałwochwalstwa i napiętnował ją w encyklice o Akcji Katolickiej: “Non abbiamo bisogno” z 1931 r. Analogiczne, w kolejnej swej encyklice „Caritate Christi compulsi” krytykował „wybujały patriotyzm i przesadny nacjonalizm”, ostrzegając przed wynikającą zeń „śmiertelną nienawiścią jednych przeciwko drugim”.

Znacznie dalej szła niemiecka ideologia narodowego socjalizmu, w której naród (postrzegany na dodatek przez pryzmat rasy) był wartością nadrzędną, uznając za jedyne prawo to, co jemu przynosi pożytek. Nazistowski kult siły w połączeniu z ostrym antysemityzmem prowadził do pogardy wobec chrześcijaństwa jako religii słabych, opartej na wątkach semickich. Absolutyzując ideę wielkiego narodu, w Trzeciej Rzeszy wychowanie narodowe przeciwstawiano wychowaniu religijnemu.

Pius XI zdecydowanie odrzucił tę ideologię. W swej słynnej encyklice “Mit brennender Sorge. O położeniu Kościoła katolickiego w Rzeszy Niemieckiej” z 1937 stwierdził, że ten “kto wynosi ponad skalę wartości ziemskich rasę albo naród, albo państwo (…) albo inne podstawowe wartości ludzkiej społeczności, które w porządku doczesnym zajmują istotne i czcigodne miejsce i czyni z nich najwyższą normę wszelkich wartości, także religijnych, i oddaje im cześć bałwochwalczą, ten przewraca i fałszuje porządek rzeczy stworzony i ustanowiony przez Boga – Człowieka i daleki jest od prawdziwej wiary w Boga i od światopoglądu odpowiadającego takiej wierze”. Wyjaśniał, że „ten kto idąc za wierzeniami starogermańsko-przedchrześcijańskimi, na miejsce Boga osobowego stawia różne nieosobowe fatum, ten przeczy mądrości Bożej i Opatrzności (…) i taki człowiek nie może sobie rościć prawa, by go zaliczać do wierzących w Boga”. Przypominał, że „Bóg dał swe przykazania jako najwyższy władca i mają one znaczenie nie zależnie od czasu i przestrzeni, kraju i rasy”.

W końcówce swego życia Pius XI, we współpracy z ekspertami z kręgów jezuickich, przygotowywał kolejną encyklikę: „Humani generis unitas”, która miała w jeszcze ostrzejszy sposób potępiać rasizm oraz antysemityzm. Niestety jego śmierć 10 lutego 1939 r. przerwała realizację tego projektu.

Pius XII

Pius XII w encyklice „Summi pontificatus” ogłoszonej 20 października 1939 r. zaraz po wybuchu wojny, zdecydowanie krytykował państwową idolatrię, wyjaśniając, że „ideologia przypisująca państwu władzę prawie nieograniczoną staje się błędem zgubnym nie tylko dla wewnętrznego życia narodów, dla ich dobrobytu i moralnego rozwoju, ale także szkodzi wzajemnym stosunkom narodów, gdyż rozrywa łączność, jaka powinna istnieć między państwami, pozbawia siły i trwałości prawo narodów, otwiera drogę do gwałcenia praw drugiego i utrudnia wszelkie porozumienie i pokojowe współżycie”.

Pius XII podczas wojny jako papież nieprzerwanie nawoływał o pokój, co było widoczne przede wszystkim w jego słynnych a nadawanych na cały świat przez Radio Watykańskie przemówieniach bożonarodzeniowych. Organizował także pomoc humanitarną i udzielił azylu ok. 5000 Żydom.

Próby chrystianizacji nacjonalizmu

Ruch nacjonalistyczny inaczej kształtował się jednak w takich tradycyjnie katolickich krajach jak Polska czy Hiszpania, choć i tam skrajne jego przejawy budziły obawy hierarchii kościelnej. Warto zauważyć, że liderzy idei narodowej w tych krajach ulegali z biegiem czasu stopniowej “katolicyzacji”.

Najlepszym dowodem jest ewolucja myślenia Romana Dmowskiego – przywódcy polskiego obozu narodowego. Młody Dmowski w książce “Myśli nowoczesnego Polaka” z 1908 r., odwołując się do idei politycznego darwinizmu, pisał, że stosunek jednostki do narodu winien pozostawać poza sferą etyki chrześcijańskiej i opierać się winien na zasadzie „egoizmu narodowego”. Ale w 20 lat później w broszurze: “Kościół, naród, państwo” Dmowski stwierdził, że “katolicyzm nie jest dodatkiem do polskości, zabarwieniem jej na pewien sposób, ale tkwi w jej istocie”. Dodawał, że “usiłowanie oddzielenia u nas katolicyzmu od polskości, oderwania narodu od religii i od Kościoła jest niszczeniem samej istoty narodu”. Polski ruch narodowy przyjmował stopniowo katolicki charakter i pod takimi sztandarami starał się występować. Jako jedno ze swych zadań Stronnictwo Narodowe (utworzone w 1928 r.) postulowało „budowę katolickiego państwa narodu polskiego”.

Rodziło to z kolei tendencję do instrumentalizacji Kościoła, w szczególności przez pokolenie młodych endeków, gromadzących się w Młodzieży Wszechpolskiej, a później w ruchach narodowo-radykalnych. W 1933 r. w ramach SN wyodrębnił się Związek Młodych Narodowców, a rok później Obóz Narodowo-Radykalny. Deklarowano, że ONR “stoi na gruncie zasad katolickich” a przyszły ustrój społeczny i gospodarczy ma być oparty na podstawie moralności katolickiej. Jednocześnie cechował go poważny antysemityzm, czego dowodem był m. in. postulat odebrania praw obywatelskich Żydom.

W naturalny sposób budziło to obawy części hierarchii z prymasem Augustem Hlondem na czele, która w takim myśleniu dostrzegała zagrożenie. Do ostrego sporu między prymasem a Młodzieżą Wszechpolską doszło przy organizacji pielgrzymek akademickich na Jasną Górę. połączonych ze ślubowaniami w 1936 r. Chodziło wówczas o próbę instrumentalizacji i przejęcia tych pielgrzymek – organizowanych przez Kościół – pod sztandary młodzieżowych organizacji narodowych.

Przewidując wspomniane spory w Polsce Pius XI, doskonale znając tutejsze realia, gdyż jako abp Achille Ratti był tu nuncjuszem, krytycznie patrzył na związki dużej części duchownych z Narodową Demokracją. To właśnie m.in. dlatego wypromował na urząd prymasa Polski Augusta Hlonda, który ze zdecydowanym dystansem odnosił się do wszelkich tendencji nacjonalistycznych w Polsce.

W Hiszpanii z kolei w latach trzydziestych XX wieku wśród tamtejszych nacjonalistów narodziła się idea “obrony hiszpańskości” promująca swoisty narodowy mesjanizm i stwierdzająca, że naród hiszpański powstał “właśnie po to, aby nieść światu znak krzyża”. Przedstawiciele tego nurtu określali Hiszpanię mianem “nowożytnego Izraela”, wyjaśniając, że “misja ludów hiszpańskich polega na nauczaniu wszystkich ludów ziemi, że mogą zostać zbawieni i że ten zaszczyt zależy tylko od ich wiary i woli” (Defensa de la Hispanidad, 1931). Do idei tych nawiązywał później gen. Francisco Franco.

O Europę bez nacjonalizmów

II wojna światowa wraz z holokaustem ujawniła dramatyczne i destrukcyjne oblicze nacjonalizmów. Dlatego twórcy powojennej Europy starali się ze wszystkich sił je przezwyciężać drogą budowy nowego europejskiego ładu, co znalazło silne poparcie ze strony Stolicy Apostolskiej.

Papież Pius XII, gdy rozpoczynano budowę nowej architektury stosunków międzynarodowych w oparciu o ideę zjednoczonej Europy, twierdził, że narody Europy nie powinny wracać do modelu państwa, które jest zamknięte w sobie. Wskazywał, że idea państwa nacjonalistycznego stanowić może zagrożenie dla pozostałych narodów oraz dla pokoju w Europie. Dlatego zdecydowanie popierał ideę integracji Europy, formułowaną wówczas przez znamienitych katolików: Roberta Schumanna, Konrada Adenauera czy Alcide de Gasperiego. Po powstaniu Europejskiej Wspólnoty Węgla i Stali w 1952 r. papież podkreślał, że „instytucja wspólnoty narodów (…) będąca przedmiotem usilnych dążeń, stanowi przejście od niższego do wyższego, tj. od wielości suwerennych państw do możliwie największego zjednoczenia”.

Sobór Watykański II

Sobór Watykański II w swym nauczaniu społecznym wyrastającym z chrześcijańskiego personalizmu, zdecydowanie wspierał idee uniwersalizmu katolickiego, wolności religijnej, pluralizmu, zasadę godności osoby ludzkiej oraz koncepcję autonomii wspólnoty religijnej i politycznej. Przestrzegał też przed pokusą instrumentalnego wykorzystania Kościoła do realizacji określonych celów politycznych.

Sobór, promując w swym nauczaniu ideę powszechnych praw człowieka, wskazywał na liczne ich zagrożenia. Konstytucja duszpasterska o Kościele w świecie współczesnym „Gaudium et spes”, stwierdza, że „wszelka dyskryminacja w zakresie fundamentalnych praw osobowych, czy to społeczna, czy kulturalna z powodu płci, rasy, koloru skóry, pozycji społecznej, języka czy religii, powinna być przezwyciężona i zlikwidowana jako sprzeczna z zamysłem Bożym” (29).

Taka wizja obecności Kościoła w świecie współczesnym stanęła w opozycji do wysuwanych wcześniej przez środowiska narodowe, nawet te najbardziej katolickie – idei budowy „katolickiej partii”, “katolickiego narodu” czy “katolickiego państwa” w oparciu o sojusz Kościoła z ruchami nacjonalistycznymi.

Jan XXIII w swej najważniejszej encyklice „Pacem in terris” apelował o obecność w porządku międzynarodowym zasad takich jak: prawda, sprawiedliwość, solidarność, wolność i miłość, w świetle których wszystkie narody są równe i suwerenne. „Powstające spory, wzajemne uprzedzenia czy wrogość między narodami – zdaniem papieża Roncallego – należy rozwiązywać nie zbrojnie, lecz na drodze dialogu, porozumień i układów” (80). Przypominał, że jakiekolwiek „dobro narodowe” nie może być oddzielone od “dobra wspólnego” całej wspólnoty ludzkiej.

Nowością wniesioną do nauczania społecznego Kościoła przez Jana XXIII było upomnienie się o prawa mniejszości narodowych żyjących w ramach poszczególnych państw. W tej samej encyklice ostrzegał, że ”wszelka działalność skierowana przeciwko tym grupom narodowościowym, a mająca na celu ograniczanie ich siły i rozwoju, jest poważnym pogwałceniem obowiązków sprawiedliwości” (94). Jednocześnie upominał się o pomoc dla uchodźców politycznych i emigrantów.

Z kolei Paweł VI w encyklice „Populorum Progressio” z 1967 r. apelując o powszechne braterstwo ludów podkreślał, że największą przeszkodą jest „przecenianie własnego narodu jak i kult własnej rasy” (62). Żywił nadzieję, że „wzajemne uprzedzenia narodów i ich egoizm zostaną z czasem przezwyciężone przez silniej odczuwaną chęć współpracy i żywsze poczucie solidarności” (64).

Wkład Jana Pawła II

Koncepcję personalizmu opartą na idei godności osoby ludzkiej rozwinął szczególnie Jan Paweł II. A odnoście narodu podkreślał, że należy „odrzucić koncepcje i praktyki (…) które traktują naród i państwo jako rzeczywistość samoistną i stawiają je ponad wszelkimi innymi wartościami” (Orędzie na Światowy Dzień Pokoju z 2000 r.). Źródło niebezpieczeństw jakie rodzi nacjonalizm dostrzegał w błędnej koncepcji osoby ludzkiej oraz związanego z nią fałszywego rozumienia ludzkiej wolności. Przeciwstawiał więc nacjonalizmowi pojęcie patriotyzmu, traktując ten drugi jako naturalną miłość do ojczyzny. Ale podkreślał, że winna ona wiązać się z akceptacją innej tożsamości mniejszości narodowych.

Jan Paweł II przeciwstawiając się nacjonalizmowi, jednocześnie podkreślał znaczenie wspólnoty i suwerenności narodowej. Był chyba pierwszym papieżem, który tak silnie podkreślał potrzebę obrony suwerenności poszczególnych narodów. Naród ujmował jako absolutnie niezbędny element zarówno do kształtowania jak i zachowania tożsamości kulturowej człowieka. W swym paryskim przemówieniu w siedzibie UNESCO z 1980 r. przypomniał, że „naród jest tą wielką wspólnotą ludzi, których łączą różne spoiwa, ale nade wszystko kultura”. Z kolei w wystąpieniu do Zgromadzenia Ogólnego ONZ w Nowym Jorku 5 października 1995 r. tłumaczył, że „należy ukazać zasadniczą różnicę, jaka istnieje między szaleńczym nacjonalizmem, głoszącym pogardę dla innych narodów i kultur, a patriotyzmem, który jest godziwą miłością do własnej ojczyzny”. Wyjaśniał, że „nacjonalizm, zwłaszcza w swoich bardziej radykalnych postaciach, stanowi antytezę prawdziwego patriotyzmu i dlatego dziś nie możemy dopuścić, aby skrajny nacjonalizm rodził nowe formy totalitarnych aberracji”. Wyjaśnił ponadto, że „to zadanie pozostaje w mocy także wówczas, gdy fundamentem nacjonalizmu jest zasada religijna, jak to się niestety dzieje w przypadku pewnych form tzw. fundamentalizmu” (11).

A u progu nowego tysiąclecia ostrzegał, że „w ostatnich dziesięcioleciach, w których jesteśmy świadkami postępów globalizacji i niepokojącego zjawiska odradzania się agresywnych nacjonalizmów, przemocy na tle etnicznym i rozpowszechnionej dyskryminacji rasowej, godność człowieka bywa bardzo poważnie zagrożona” (Anioł Pański, 26 sierpnia 2001).

Polskość Jan Paweł II pojmował bardziej w kontekście kulturowym niż etnicznym. „Jestem synem narodu, który przetrwał najstraszliwsze doświadczenia dziejów, którego sąsiedzi wielokrotnie skazywali na śmierć, a on pozostał przy życiu i pozostał sobą. Zachował własną tożsamość i zachował pośród rozbiorów i okupacji własną suwerenność jako naród – nie biorąc za podstawę przetrwania jakichkolwiek innych środków fizycznej potęgi jak tylko własna kultura, która się okazała w tym przypadku potęgą większą od tamtych potęg” – mówił w UNESCO w 1980 r.

Z kolei na kartach swej książki “Pamięć i tożsamość” podkreślał, że „Polskość to w gruncie rzeczy wielość i pluralizm, a nie ciasnota i zamknięcie”, dodając, że bliski jest mu „jagielloński” wymiar polskości, rozumianej jako wieloetniczny twór narodowy. Krytykował więc nacjonalizm, gdyż “uznaje tylko dobro własnego narodu i tylko do niego dąży, nie licząc się z prawami innych”. Przeciwstawiał temu pojęcie patriotyzmu, który w odróżnieniu od nacjonalizmu, „przyznaje wszystkim innym narodom takie same prawo jak własnemu, a zatem jest drogą do uporządkowania miłości społecznej”.

Z chrześcijańskiego personalizmu wyrastało także pojmowanie patriotyzmu przez kard. Stefana Wyszyńskiego. Ujmował on naród jako jedną z najbardziej podstawowych wspólnot, w których kształtuje się tożsamość człowieka. Miłość do własnego narodu łączył z poważną refleksją teologiczną na temat. Był twórcą oryginalnej koncepcji „teologii narodu”. Koncepcja ta wychodzi z założenia, że naród jest wspólnotą naturalną, równie naturalną co rodzina, co więcej, że jest doczesnym nośnikiem pewnych wartości nadprzyrodzonych.

Wzywał więc do moralnego odrodzenia narodu, czemu miała służyć m.in. Wielka Nowenna i Jasnogórskie Śluby Narodu. Towarzyszyła temu nadzieja – obecna zresztą w polskim myśleniu od czasów wileńskich filomatów – zakładająca, że odrodzenie moralne narodu i zawierzenie Bogu służyć będą w dalszej konsekwencji odzyskaniu utraconej niepodległości.

Jednocześnie kard. Wyszyński wyraźnie odróżniał właściwy patriotyzm od „patriotyzmu wypaczonego”. Z jego inicjatywy polski Episkopat wydał w 1972 r. „List o chrześcijańskim patriotyzmie”, w którym biskupi przypominają, że miłość do własnego narodu musi być wolna od nienawiści do innych, gdyż „nienawiść – to siła rozkładowa, która prowadzi do choroby i zwyrodnienia dobrze pojętego patriotyzmu”. A nawiązując do najnowszej historii biskupi konstatują, że „nasze czasy obficie dostarczyły nam odstraszających przykładów wypaczonego patriotyzmu w postaci rasizmu, różnego rodzaju samolubnych szowinizmu i schorzałych nacjonalizmów”.

Wobec odradzania się postaw nacjonalistycznych w Polsce

Kościół w Polsce, wobec odradzania się ruchów nacjonalistycznych, zmuszony jest w ostatnim okresie często zabierać na ten temat głos. W trakcie obchodów 1050. rocznicy Chrztu Polski 3 maja 2016 r. na Jasnej Górze abp Stanisław Gądecki ostrzegał przed błędnym pojmowaniem patriotyzmu. Apelował, aby naturalna i pozytywna miłość do narodu i wyczulenie na potrzebę obrony ojczyzny nie wyrodziły się w nacjonalizm.

A po odprawieniu przez ks. Jacka Międlara Mszy św. dla członków Obozu Radykalno-Narodowego 19 kwietnia 2016 r. w Białymstoku, przypomniał, że nie powinno mieć miejsca “wykorzystywanie świątyń do głoszenia poglądów obcych wierze chrześcijańskiej”.

Następnym krokiem Episkopatu było powierzenie dogłębnej analizy tej kwestii Radzie ds. Społecznych KEP, której przewodniczy abp Józef Kupny, metropolita wrocławski. Owocem jej pracy był list społeczny z kwietnia 2017 r. pt. „Chrześcijański kształt patriotyzmu”. Po raz kolejny, w odniesieniu do aktualnych wyzwań dokonano tam rozróżnienia pomiędzy patriotyzmem jako zjawiskiem pozytywnym i pożądanym, a nacjonalizmem opartym na egoizmie narodowym, który pozostaje w sprzeczności z chrześcijaństwem.

Autorzy listu stwierdzają, że “za niedopuszczalne i bałwochwalcze należy uznać wszelkie próby podnoszenia własnego narodu do rangi absolutu czy też szukanie chrześcijańskiego uzasadnienia dla szerzenia narodowych konfliktów i waśni. Miłość do własnej ojczyzny nigdy bowiem nie może być usprawiedliwieniem dla pogardy, agresji oraz przemocy”.

Konstatują, że “nacjonalizm, zwłaszcza w swych radykalnych postaciach, stanowi antytezę prawdziwego patriotyzmu”. W nawiązaniu do nauczania Jana Pawła II wyjaśniają, że “należy ukazać zasadniczą różnicę jaka istnieje między szaleńczym nacjonalizmem, głoszącym pogardę dla innych narodów i kultur, a patriotyzmem, który jest godziwą miłością do własnej ojczyzny”. Przypominają, że “prawdziwy patriota nie zabiega nigdy o dobro własnego narodu kosztem innych”.

Wyjaśniają ponadto, że “patriotyzm nie narzuca też sztywnego ideologicznego formatu kulturowego, tym bardziej politycznego”. Dlatego promują rozumienie patriotyzmu w szerszym kontekście jako patriotyzm obywatelski, który “obejmuje wszystkich obywateli kraju, a nie tylko jedną grupę etniczną”.

Czynią też rozróżnienie o kapitalnym znaczeniu, ukazując dwa równoległe nurty myślenia na ten temat obecne w polskiej historii. “Przeplatają się w niej dwa nurty: nurt polskości rdzennej, etnicznej i nurt polskości kulturowej”. Opowiadając się zdecydowanie za tym drugim, przypominają o cennej spuściźnie wielokulturowej dawnej Rzeczypospolitej, a w szczególności nawiązują do “polskości epoki jagiellońskiej”, która była tak bliska Janowi Pawłowi II. W ślad za nim przypominają, że “pozwoliła ona na utworzenie Rzeczypospolitej wielu narodów, wielu kultur, wielu religii”.

Przypominają zarazem, że “pod polskim niebem i na polskiej ziemi obok siebie żyli, zabiegali o powszedni chleb, modlili się, tworzyli własny obyczaj i kulturę katolicy różnych obrządków, prawosławni, protestanci, żydzi i muzułmanie”. Wskazują też, że w czasach, gdy Europę trawiły wojny i prześladowania religijne, Rzeczpospolita pozostawała ostoją gościnności i tolerancji”. I to właśnie “dzięki temu ukształtował się w polskiej kulturze model patriotyzmu gościnnego, włączającego, inspirującego się dorobkiem sąsiadów i całej chrześcijańskiej europejskiej kultury”. Był to patriotyzm otwarty, dzięki któremu “Polakami stawali się ci, którzy Polakami zostać chcieli, bez względu na swoje pochodzenie”.

Ważnym wątkiem dokumentu jest ukazanie, że patriotyzm, szczególnie dziś, winien inspirować nas do tego, abyśmy “kultywując pamięć o naszych ofiarach i cierpieniach, próbowali uwolnić ją od paraliżującego bólu, poczucia krzywdy, a czasem wrogości”. Dlatego tak istotna jest “droga przebaczenia i pojednania”. W tym momencie odwołują się do przesłania Franciszka z jego wizyty w Polsce w 2016 r., kiedy przypominał on o inspirowanym przez Kościół procesie pojednania polsko-niemieckiego, czy nawet także polsko-rosyjskiego – poprzez wspólną deklarację polskiego Episkopatu z Rosyjskim Kościołem Prawosławnym, z sierpnia 2012 r.

Biskupi z troską zwracają też uwagę, że szczególnie w sytuacji z jaką mamy do czynienia dziś w Polsce, czyli “głębokiego sporu politycznego, jaki dzieli dziś naszą ojczyznę, patriotycznym obowiązkiem wydaje się też angażowanie się w dzieło społecznego pojednania – poprzez przypominanie prawdy o godności każdego człowieka, łagodzenie nadmiernych politycznych emocji, wskazywanie i poszerzanie pół możliwej i niezbędnej dla Polski współpracy ponad podziałami oraz ochronę życia publicznego przed zbytnim upolitycznianiem”.

Przyznają, że potrzebna jest w Polsce dziś “refleksja nad językiem”, gdyż “miarą chrześcijańskiej i patriotycznej wrażliwości staje się wyrażanie własnych opinii z szacunkiem dla – także inaczej myślących – współobywateli w duchu życzliwości i odpowiedzialności, bez uproszczeń i krzywdzących porównań”.

Przed Dniem Judaizmu

Przewodniczący Konferencji Episkopatu powrócił do tego tematu 17 stycznia 2018 r. w związku z przypadającym wówczas Dniem Judaizmu. Analizując wiele nurtów nacjonalizmu dokonał tam typologii różnych jego postaci. Wśród nich wyróżnił: nacjonalizm integralny, nacjonalizm chrześcijański, nacjonalizm laicki, nacjonalizm neopogański a wreszcie szowinizm. Dostrzegając ich różnorodność skonstatował, że każdy z tych rodzajów nacjonalizmu wskazuje na wspólną im cechę, a jest nią przekonanie, że „naród jest najwyższym dobrem”.

Przywołał też tezę o. Józefa Marii Bocheńskiego OP, który pisze: „Każdy nacjonalizm zawiera w sobie dwa twierdzenia: po pierwsze, że dany naród jest rodzajem absolutu, bóstwa stojącego ponad wszystkim, a więc także ponad jednostką, która winna wszystko dla niego poświęcić; po drugie, że dany naród jest czymś lepszym, godniejszym, bardziej wartościowym niż inne narody. (…) Tymczasem naród jest tylko jedną z licznych grup, do których człowiek należy. Bo każdy człowiek jest przecież najpierw członkiem swojej rodziny, dalej regionu, grupy zawodowej, klasy. Poza granice narodu sięga jego przynależność do wspólnot kulturowych i religijnych” (J. M. Bocheński, „Sto zabobonów”, Kraków 1992, 89-90).

Wobec uchodźców

30 czerwca 2016 r. przedstawiciele Kościoła katolickiego oraz Kościołów zrzeszonych w Polskiej Radzie Ekumenicznej podpisali i ogłosili “Wspólne Przesłanie Kościołów w Polsce w sprawie uchodźców”. Przypomnieli, że “obowiązki chrześcijan w tym zakresie wynikają z Objawienia Bożego i Tradycji, a (…) zadaniem Kościołów jest wychowywanie serc, które przez konkretne czyny miłosierdzia przyjdą z pomocą cierpiącym, tym, którzy uciekają przed wojną, prześladowaniami i śmiercią”.

W dokumencie przypomniano, że „nasz kraj wiele razy stawał się schronieniem dla tych, którzy musieli uciekać przed prześladowaniami. W czasach Jagiellonów nasze ziemie zasłynęły z gościnności. Po upadku niepodległości także Polacy mogli jej doświadczyć w innych krajach. W latach 80. ubiegłego stulecia pomocy udzieliły nam kraje Europy Zachodniej. Dekadę później polskiej gościnności mogli doświadczyć Białorusini, Ukraińcy i Czeczeni. Jej podtrzymywanie i wychowywanie do niej powinno być wyrazem chrześcijańskiej wrażliwości i narodowej tradycji”. A całe przesłanie wieńczyły słowa: „Ufamy, że Bóg da nam światłe oczy serca, abyśmy z ewangeliczną miłością sprostali wezwaniu Chrystusa: „Byłem przybyszem, a przyjęliście Mnie” (Mt 25,35).

Dlatego też, mimo, że władze Polski zdecydowały o nie przyjmowaniu uchodźców z Bliskiego Wschodu czy Afryki, Kościół wysunął ideę korytarzy humanitarnych, która to idea skutecznie jest realizowana np. we Włoszech. Dotąd nie ma zgody na to ze strony władz, ale dyskusja wciąż się toczy.

Pielgrzymki narodowców

Od 2013 r. problemem stały się coroczne Pielgrzymki Środowisk Narodowych na Jasną Górę, organizowane przez Młodzież Wszechpolską, ONR, Ruch Narodowy i Związek Żołnierzy Narodowych Sił Zbrojnych. Budzą one wiele emocji, gdyż oprócz emblematów religijnych pojawiają się tam na transparentach hasła typu: „Nie czerwona, nie tęczowa, tylko Polska narodowa!”, „Nie ma litości dla wrogów polskości!”, „Raz sierpem, raz młotem w czerwoną hołotę”, itp.

W czerwcu 2018 r. zabrała głos na ten temat Rada Konferencji Episkopatu Polski ds. Migracji, Turystyki i Pielgrzymek wydając dokument: „Być pielgrzymem pokoju”. “Sanktuaria nie mogą być miejscem manifestowania nienawiści względem grup politycznych, społecznych lub etnicznych” – czytamy. Rada zaznacza też, że głoszone często podczas pielgrzymek “tzw. kazania patriotyczne nie mogą sprawiać wrażenia przemówień ideologicznych na usługach pielgrzymującej grupy”.

Rada Episkopatu przypomina, że “elementy patriotyczne (flagi narodowe, sztandary kombatanckie, stroje uczestników) nie są czymś niewłaściwym podczas liturgii, jednak pod warunkiem, że nie wywołują wzburzenia i sporów ideologicznych”. Podkreśla też, że „w przestrzeni świętej nie ma miejsca na symbole grup wzbudzających spory w społeczeństwie i doprowadzających do podziału wspólnoty Kościoła”.

Wersja do druku
Nasza strona internetowa używa plików cookies (tzw. ciasteczka) w celach statystycznych, reklamowych oraz funkcjonalnych. Możesz określić warunki przechowywania cookies na Twoim urządzeniu za pomocą ustawień przeglądarki internetowej.
Administratorem danych osobowych użytkowników Serwisu jest Katolicka Agencja Informacyjna sp. z o.o. z siedzibą w Warszawie (KAI). Dane osobowe przetwarzamy m.in. w celu wykonania umowy pomiędzy KAI a użytkownikiem Serwisu, wypełnienia obowiązków prawnych ciążących na Administratorze, a także w celach kontaktowych i marketingowych. Masz prawo dostępu do treści swoich danych, ich sprostowania, usunięcia lub ograniczenia przetwarzania, wniesienia sprzeciwu, a także prawo do przenoszenia danych. Szczegóły w naszej Polityce prywatności.