Drukuj Powrót do artykułu

Krajobraz biało-czerwony

30 grudnia 2013 | 15:18 | Wolontariusze Don Bosco Ⓒ Ⓟ

Sample

– Skąd jesteś? – słyszę to pytanie już któryś raz. 
- De Polonia. – odpowiadam spokojnie. 
- Colombia?
- Nie, POLONIA – Odpowiadam tym razem dużymi literami. Na twarzy dziecka pojawia się zdziwienie.

Tak jak dla nas egzotyczna jest Wenezuela, dla miejscowych egzotyczna jest Polska. A dzieci, jak to dzieci, ciekawe świata pytają dużo. Postanowiłyśmy zatem nieco zaspokoić ich ciekowość i z okazji 11 listopada zaakcentować naszą polskość. Pomalowałyśmy więc świat na biało-czerwono.

Ubrana w koszulkę w nasze barwy narodowe maluję na wypukłych od uśmiechu policzkach białą kreskę. W drugiej kolejce czerwona farba kończy zaczęte wcześniej dzieło.

Zaczynamy modlitwą. Śpiewamy nieśmiertelny hit – Taki duży, taki mały… Pytam dzieci czy chcą pomodlić się dzisiaj Ojcze Nasz po polsku. Siiiiiiii!!! Zaczynamy więc my, wolontariuszki z Polski, drugą część, już po hiszpańsku odmawiają dzieci i miejscowi animatorzy.

Teraz czas na polskie zabawy. Rozbiegamy się grając w berka, chwilę później zastygamy, bo „Baba Jaga patrzy”, a na końcu sypiemy się jak cegiełki, a murarz układa z nas coraz dłuższą ścianę.

Udajemy się w podróż palcem po mapie, opowiadamy o naszym kraju, pokazujemy skąd pochodzimy i jak u nas wygląda życie. Całość ubarwiamy zdjęciami, legendą o smoku wawelskim, krótką opowieścią o Janie Pawle II i lekcją polskiego. Do podwieczorku każdy dostaje kawałek polskiej kiełbasy – pewnie pierwszy raz w życiu. Na koniec błogosławieństwo – międzynarodowe, krzyżyk na czole.

Ale to wcale nie koniec przemalowywania świata na biało-czerwono. Chcemy też zaznaczyć naszą polskość we wspólnocie, z którą żyjemy. Dzisiaj dodatkowo mamy gości – siostry salezjanki z drugiej części miasta. Najpierw mała przebieranka. Siostra przełożona dostaje szalik, pozostałym rozdzielamy koszulki, czapki i flagi. Oczywiście wszystkie gadżety biało-czerwone. Chwilę później na czerwonym obrusie i białych talerzach lądują kawałeczki suchej krakowskiej, następnie grzybowa, pierogi ruskie, a na koniec racuchy z jabłkami. Wszystkie te dania na co dzień zastąpione są przysmakami kuchni wenezuelskiej, więc doceniam je bardziej niż zazwyczaj. Tak sobie myślę, że polskość ceni się bardziej jak się ją ma daleko.

Agnieszka Kania 

Wenezuela, San Felix

13 listopada 2013

Wersja do druku
Nasza strona internetowa używa plików cookies (tzw. ciasteczka) w celach statystycznych, reklamowych oraz funkcjonalnych. Możesz określić warunki przechowywania cookies na Twoim urządzeniu za pomocą ustawień przeglądarki internetowej.
Administratorem danych osobowych użytkowników Serwisu jest Katolicka Agencja Informacyjna sp. z o.o. z siedzibą w Warszawie (KAI). Dane osobowe przetwarzamy m.in. w celu wykonania umowy pomiędzy KAI a użytkownikiem Serwisu, wypełnienia obowiązków prawnych ciążących na Administratorze, a także w celach kontaktowych i marketingowych. Masz prawo dostępu do treści swoich danych, ich sprostowania, usunięcia lub ograniczenia przetwarzania, wniesienia sprzeciwu, a także prawo do przenoszenia danych. Szczegóły w naszej Polityce prywatności.