Drukuj Powrót do artykułu

Krajobraz religijny Rumunii przed wizytą Franciszka

30 maja 2019 | 23:10 | Bogumił Luft | Bukareszt Ⓒ Ⓟ

Sample Fot. pixabay.com

31 maja – 2 czerwca papież Franciszek przebywać będzie w Rumunii, niemal dokładnie w 20 lat po historycznej wizycie Jana Pawła II. Odwiedzi najpierw Bukareszt, gdzie spotka się z władzami państwa oraz prawosławnym patriarchą Rumunii, Danielem I. Następnie Bacău i Jassy – tam spotka się z młodzieżą i rodzinami oraz Blaj, w którym beatyfikuje siedmiu greckokatolickich biskupów-męczenników i spotka się ze wspólnotą Romów. Z okazji papieskiej wizyty publikujemy aktualne dossier na temat życia religijnego i Kościołów w Rumunii, która należy do krajów o najwyższej religijności w Europie.

Rumuńska rzeczywistość religijna jest intensywna i pluralistyczna, co jest ekumenicznym wyzwaniem. Zwłaszcza że niektóre niewielkie dziś wspólnoty wyznaniowe odegrały w historii Rumunii i w jej tradycji ważną religijną i społeczną rolę. Przyjrzyjmy się temu krajobrazowi religijnemu bardziej szczegółowo.

Większość mieszkańców Rumunii deklaruje się jako wierni Rumuńskiego Kościoła Prawosławnego i ten fakt stanowi o zasadniczej tożsamości religijnej społeczeństwa. Jednak owa większość nie przekracza 85%, co oznacza, że kilkanaście procent (przynajmniej 3 miliony osób) należy do innych wspólnot religijnych. Ponad 6% mieszkańców to protestanci, z których połowa to wierni węgierskiego Kościoła reformowanego. Reszta protestantów to niewielka już wspólnota niemieckich luteranów w Siedmiogrodzie. A także zielonoświątkowcy, baptyści i adwentyści dnia siódmego – nowość w religijnym krajobrazie kraju.

Katolicy z kolei stanowią w Rumunii ponad 5% społeczeństwa, a połowa z nich to wierni greckokatolickiego Kościoła Rumuńskiego Zjednoczonego z Rzymem. Reszta katolików to Węgrzy, Rumuni, Niemcy, a nawet Polacy czy Włosi wyznania rzymskokatolickiego. Osoby deklarujące brak przynależności do jakiegokolwiek wyznania religijnego stanowią margines na poziomie jednego promila, a ich liczbę przekracza nawet niewielka liczba muzułmanów osiadłych od wieków na rumuńskim dziś wybrzeżu Morza Czarnego.

Rumuński Kościół Prawosławny

Na obecnym terytorium Rumunii chrześcijaństwo było obecne od starożytności. Pomimo burzliwych migracji w następnych wiekach, w tym napływu Wizygotów i plemion słowiańskich, na tych ziemiach przetrwał lud, który po panowaniu Imperium Rzymskiego nad prowincją Dacia w latach 106-271 trwale odziedziczył zręby tożsamości łacińskiej, wyrażające się zwłaszcza w języku. Solidne struktury kościelne powstały dopiero w IX wieku, stworzone przez greckich i słowiańskich misjonarzy z terenów dzisiejszej Bułgarii. Jednak w XIV wieku, gdy powstawały hospodarstwa Mołdawii i Wołoszczyzny, w obu z nich istniały związane z Konstantynopolem metropolie chrześcijaństwa wschodniego, w których żył lud łacińskojęzyczny.

Jego dalsze dojrzewanie, aż do chwili gdy stał się narodem rumuńskim, było i pozostaje do dziś naznaczone kulturowo-kościelnym paradoksem. Naród, który przez wieki budował swoją tożsamość i odrębność w oparciu o legendę o swym rzymskim pochodzeniu (mającą solidne podstawy w rzeczywistym pochodzeniu języka rumuńskiego z łaciny), rozwijał jednocześnie swą tożsamość religijną w obrębie chrześcijaństwa wschodniego. Przez kilka wieków oznaczało to również duże wpływy kultury i duchowości wschodniosłowiańskiej.

Napięcie między wschodnim a zachodnim aspektem rumuńskiej tożsamości zaostrzyło się wraz z procesem powstawania zjednoczonego rumuńskiego narodu i państwa, który znalazł swój finał w wieku XIX. Ojcowie założyciele tego nowego w Europie bytu narodowego i państwowego położyli szczególny nacisk na podkreślanie jego zachodniej tożsamości kulturowej. Porzucili używaną dotąd w zapisie języka rumuńskiego cyrylicę i przyjęli alfabet łaciński. Podjęli pracę nad latynizacją języka, rugując z niego słowa pochodzenia słowiańskiego i zapożyczając słownictwo zwłaszcza z języka francuskiego, co nie było trudne wobec wyjątkowo silnych związków rumuńskiej elity z kulturą francuską (w wielu rumuńskich domach w końcu XIX wieku mówiono po francusku na co dzień). Z Rumuńskiego Kościoła Prawosławnego został ostatecznie wyeliminowany używany przez wieki liturgiczny język słowiański i zastąpiony językiem rumuńskim. Niechętny dystans wobec wschodniej słowiańszczyzny, a zwłaszcza wobec Rosji, stał się składnikiem rumuńskiej mentalności. Kościół prawosławny zaczął podkreślać swój związek z Konstantynopolem, a nie z Moskwą.

Rumuńskie prawosławie umocniło się jako ważny czynnik narodowej tożsamości. W 1925 roku powstał autokefaliczny Patriarchat Rumunii. Do dziś syntagma „Rumun prawosławny” znaczy dla wielu mieszkańców tego kraju coś podobnego jak „Polak katolik” dla wielu mieszkańców Polski. W XX wieku rodziło to nawet takie patologie, jak gorliwe utożsamianie się z prawosławiem w latach trzydziestych rumuńskiego ruchu faszystowskiego, którego pierwsza nazwa brzmiała: Legion Michała Archanioła.

Z kolei w epoce dyktatury komunistycznej Rumuński Kościół Prawosławny nie był tak prześladowany jak inne wyznania religijne, a sam zachowywał bardzo daleko idącą powściągliwość w wyrażaniu dezaprobaty wobec komunistycznych władz, dzięki czemu uchronił zdecydowaną większość swego stanu posiadania, w rozumieniu świątyń i kościelnych struktur. Był tolerowany przez nacjonalistyczno-komunistyczny reżim jako niezbyt chciana, ale też niezbyt szkodliwa instytucja konserwująca narodową tożsamość.

Po upadku komunizmu Rumuński Kościół Prawosławny zachował w społeczeństwie spory autorytet, a powszechna religijność Rumunów przetrwała, jak w żadnym innym kraju prawosławnym, który przeżył komunistyczną katastrofę. Odżyły klasztory, do których napłynęły całe rzesze nowicjuszek i nowicjuszy i które stały się żywymi ośrodkami życia religijnego, nawiedzanymi regularnie przez tysiące wiernych. Wiele ośrodków duszpasterskich i duszpasterzy, również w miastach, przyciągnęło ludzi poszukujących duchowego rozwoju. Dziś patriarcha Daniel, wykształcony na Zachodzie i uważany za człowieka otwartego na wyzwania współczesności, stoi na czele Kościoła, który ma za sobą duży potencjał. Jednak społeczeństwo rumuńskie podlega przemianom, którym podlegają wszystkie społeczeństwa europejskie. Trudno powiedzieć jak Kościół sobie z nimi poradzi.

Znaczenie wizyty Jana Pawła II

Papież Franciszek jest drugim biskupem Rzymu, który pojedzie do Rumunii. Jan Paweł II nawiedził ją wiosną 1999 roku. Wtedy to rzymski papież po raz pierwszy odwiedził kraj prawosławny i to w okresie, gdy dialog między chrześcijańskim Wschodem i Zachodem miał się niedobrze. Święty Synod Rumuńskiego Kościoła Prawosławnego zaprosił go po długich wahaniach, wbrew protestom innych wschodnich patriarchatów, a zwłaszcza Patriarchatu Moskwy. Jednak protesty rosyjskiego patriarchy raczej umacniały niechętnych Rosji rumuńskich biskupów w przekonaniu, że należy papieża zaprosić.

To otwarcie Rumunów na Zachód, związane z ich kulturową tożsamością, przyniosło niespodziankę. Pielgrzymka Jana Pawła II do Rumunii – którą potraktował świadomie nie jako wizytę duszpasterską, ale przede wszystkim jako ekumeniczne spotkanie z tamtejszym Kościołem prawosławnym – była wielkim sukcesem. Rzymski papież, wygłaszający swe homilie i przemówienia po rumuńsku, zaszokował pozytywnie Rumunów i całkowicie rozproszył ich obawy, że chrześcijański zachód lekceważy ich prawosławny kraj poszukujący sobie miejsca w Europie. Ta wizyta przyczyniła się w 1999 roku do ostatecznej orientacji Rumunii na integrację z Zachodem.

Kościół Rumuński Zjednoczony z Rzymem

Rumuński Kościół greckokatolicki gromadzi dziś nieco powyżej pół miliona wiernych, co oznacza ok. 3% mieszkańców kraju. Jego waga historyczna i duchowa przekracza jednak znacznie rozmiary tego skromnego odsetka rumuńskich obywateli, którzy dziś do niego należą.

Do unii większości rumuńskiego Kościoła prawosławnego w Siedmiogrodzie z papiestwem doszło na przełomie wieków XVII i XVIII z powodów politycznych. Prawosławni Rumuni stanowili wtedy nieco ponad połowę mieszkańców tego regionu, ale nie mieli tam oficjalnego statusu i żadnych praw, ani jako nacja, ani jako wyznanie. Rządzący tam Węgrzy przyznawali taki status i związane z tym prawa Węgrom i Niemcom, Kościołom protestanckim i Kościołowi katolickiemu. W tej sytuacji jedynym wyjściem okazała się dla Rumunów zaproponowana przez katolicki dwór cesarski w Wiedniu unia ich prawosławnego Kościoła z Rzymem. Zachowując liturgię i obyczaje chrześcijaństwa wschodniego, stali się katolikami, co dało im prawny status nie do podważenia przez Węgrów.

Grekokatolicy dostali pomoc Rzymu i katolickich stolic całej Europy. Duchowieństwo kształciło się na Zachodzie. Kościelne szkolnictwo na wysokim poziomie przyczyniło się decydująco w wiekach XVIII i XIX do awansu cywilizacyjnego rumuńskich chłopów siedmiogrodzkich. Powstała inteligencka elita, która w pierwszej połowie XIX wieku tworzyła organizacje społeczne i polityczne. To ta elita pochodzenia chłopskiego – równie otwarta na Zachód i rodzące się tam demokratyczne wartości, co arystokratyczna elita Mołdawii i Wołoszczyzny – wzięła udział w formułowaniu idei zjednoczonego rumuńskiego narodu i państwa. W połowie XIX wieku Siedmiogród nie wszedł jeszcze w jego skład, ale tamtejsi grekokatolicy przyczynili się do jego powstania.

Na proscenium historii weszli w roku 1918. Stworzona przez nich w końcu XIX wieku Narodowa Partia Rumuńska zmobilizowała tak skutecznie większościową społeczność rumuńską w Siedmiogrodzie, że po pierwszej wojnie światowej odegrała decydująca rolę w przyłączeniu się tego regionu do państwa Rumuńskiego. 1 grudnia 1918 roku, podczas Wielkiego Zgromadzenia Narodowego w mieście Alba Iulia, deklarację o dołączeniu Siedmiogrodu do Wielkiej Rumunii odczytał duchowy przywódca grekokatolików, biskup Iuliu Hossu. W uznaniu tych zasług Kościół greckokatolicki, liczący sobie wtedy około dwóch milionów wiernych (co stanowiło kilkanaście procent mieszkańców kraju), uzyskał w międzywojennej Rumunii oficjalny status drugiego Kościoła narodowego, obok znacznie liczniejszej wspólnoty Kościoła prawosławnego.

Losy grekokatolików odwróciły się złowrogo w 1948 roku, gdy rządzący już wtedy krajem komuniści zdelegalizowali ich Kościół w słusznym przekonaniu, że mógłby przeszkadzać w umacnianiu ich reżimu oraz związków z sowieckim Wschodem. Świątynie komuniści oddali Kościołowi prawosławnemu, a biskupów i księży odmawiających przejścia na prawosławie zesłali do więzień. Rzadko który z nich przeżył. W 1969 roku przetrzymywany pod koniec życia w prawosławnym klasztorze Caldarusani biskup Iuliu Hossu został mianowany przez Pawła VI kardynałem według procedury „in pectore” zakładającej, że nazwisko nominata nie jest ogłaszane publicznie. Papież ujawnił ten fakt parę lat później, po śmierci kardynała.

Okres prześladowań i męczeństwa grekokatolików nadał ich Kościołowi pełną wiarygodność religijną i moralną. Wybór wierności wobec katolicyzmu i własnej tożsamości ideowej budowanej przez ponad dwa wieki wokół wartości cywilizacji zachodniej został okupiony krwią i przestał być tylko opcją polityczną. Okazał się radykalnym opowiedzeniem się za wartościami religijnymi i ludzkimi, które komunizm równie radykalnie zakwestionował. Dziś ich opór przed komunistyczną przemocą bywa doceniany nawet przez Rumunów nie mających z ich Kościołem nic wspólnego.

Jednak część księży i wiernych zaakceptowała pod przymusem wcielenie do Kościoła prawosławnego, a inni schronili się w tolerowanych przez władze parafiach rzymskokatolickich. Ale w połowie lat sześćdziesiątych represje zelżały i reżim patrzył przez palce na odradzanie się Kościoła greckokatolickiego w warunkach konspiracyjnych. Księża prowadzili działalność duszpasterską w swych prywatnych mieszkaniach i na wycieczkach z młodzieżą w góry i lasy, gdzie nikt ich nie śledził. Nowych księży – na co dzień inżynierów lub przedstawicieli innych inteligenckich zawodów – kształcono i wyświęcano w podziemiu. Ochroną i pomocą był dla wielu z nich świecki status mężów i ojców rodzin, co w katolickim obrządku wschodnim było na szczęście akceptowane.

Po upadku dyktatury komunistycznej Kościół Rumuński Zjednoczony z Rzymem odzyskał legalny status. Odradzał się z entuzjazmem, ale nie bez trudności. Główną z nich był zdecydowany opór Kościoła prawosławnego odmawiającego oddania świątyń przejętych z woli komunistów w 1948 roku. Wrogi konflikt między oboma Kościołami bardzo złagodniał dopiero po wizycie Jana Pawła II w maju 1999 roku. Dziś Kościół greckokatolicki, choć znacznie mniejszy niż przed wojną, stanowi połowę Kościoła katolickiego w Rumunii. Ma pięć diecezji, a jego przywódcą duchowym jest najważniejszy rumuński hierarcha katolicki, arcybiskup Blaju, kardynał Lucian Muresan.

Kościół katolicki obrządku łacińskiego

Rumuńscy katolicy obrządku łacińskiego stanowią ponad półmilionową wspólnotę mieszaną etnicznie i kulturowo. W diecezji Timiszoary, na zachodnich kresach kraju – w regionie będącym reliktem austrowęgierskiej przeszłości – mieszkają Węgrzy, Niemcy, Czesi, Słowacy, Chorwaci i Bułgarzy, a także nieliczni Rumuni wyznania rzymskokatolickiego. Biskupami tej diecezji byli w ostatnich dziesięcioleciach Niemcy Sebastian Krauter i Martin Roos, a od 2018 roku przyszła kolej na Węgra Jozsefa-Csaba Pala. Katolików narodowości węgierskiej skupiają jednak przede wszystkim siedmiogrodzkie diecezje Oradea i Satu Mare, a zwłaszcza archidiecezja Alba Iulia, podległa bezpośrednio Stolicy Apostolskiej, której pasterzem jest od wielu lat arcybiskup Gyorgy Jakubinyi.

Metropolia Bukaresztu (na której czele stoi od lat arcybiskup Ioan Robu) obejmuje diecezje Timiszoary, Oradea i Satu Mare. Sama archidiecezja stołeczna skupia na zdominowanym przez prawosławie południu kraju tylko rozproszone parafie gromadzące przybyszy z innych regionów kraju oraz nielicznych konwertytów z prawosławia i katolików pochodzenia greckokatolickiego (choć w samym Bukareszcie oznacza to aż 11 parafii). W skład metropolii bukareszteńskiej wchodzi też diecezja Jassów na północnym wschodzie Rumunii – „perła w koronie” rumuńskojęzycznego Kościoła katolickiego obrządku łacińskiego.

To tam – wokół miast Roman i Bacau – jest kilkadziesiąt wsi rzymskokatolickich, z których pochodzi duża część księży tego obrządku w Rumunii. Służą jako duszpasterze w języku rumuńskim, ale pochodzą z osiadłej tam w średniowieczu mniejszości węgierskiej, która do dziś zachowała relikty swej staro-węgierskiej tożsamości. Jednak biskupstwo Jassów obejmuje też Bukowinę, która w XIX wieku wchodziła w skład austriackiego cesarstwa. Tam mieszkali niegdyś katolicy niemieccy, węgierscy, a nawet włoscy. Wciąż są tam Rumuni, którzy stali się katolikami z trudnych do ustalenia przyczyn, zapewne związanych ze wpływem katolickiego otoczenia. A przede wszystkim kilka tysięcy Polaków, którzy przywędrowali niegdyś w ramach migracji wewnątrz państwa austriackiego. Górnicy z Bochni stworzyli kopalnię soli we wsi Cacica (pol. Kaczyka) i przywieźli tam ze sobą kopię obrazu Czarnej Madonny z Częstochowy, do którego wciąż zmierzają 15 sierpnia pielgrzymki rumuńskich katolików różnych narodowości.

Protestantyzm

Protestanci w Rumunii to dziś przede wszystkim Węgrzy wyznania reformowanego. Ich Kościół – prócz codziennej posługi religijnej – skupia się na obronie tożsamości siedmiogrodzkich Węgrów. Emblematyczną postacią tej wspólnoty religijnej stał się w ostatnich dziesięcioleciach Laszlo Tokes, w latach osiemdziesiątych ubiegłego wieku pastor parafii w Timiszoarze. To od jego obrony przed usunięciem z parafii za antyreżimową postawę zaczęła się Rewolucja Rumuńska w grudniu 1989 roku. Po upadku Ceausescu, Tokes stał się biskupem swego Kościoła, a potem poświęcił się działalności politycznej na rzecz autonomii siedmiogrodzkich Węgrów, postrzeganej przez większość Rumunów jako nieprzyjazna wobec nich.

Równie ważną wspólnotą protestancką w rumuńskim Siedmiogrodzie był jeszcze przed druga wojną światową niemiecki Kościół Ewangelicko-Augsburski, który powstał w XVI wieku i którego duchowym przywódcą był Johannes Honterus rezydujący w Braszowie, niemieckim wtedy mieście o nazwie Kronstadt. Do 1940 roku mniejszość niemiecka w Rumunii liczyła kilkaset tysięcy osób. Część z nich była katolikami, ale większość luteranami. Przez Rumunów byli zwani Sasami i bardzo szanowani, zwłaszcza od chwili, gdy w 1918 roku wsparli – wbrew Węgrom – przyłączenie Siedmiogrodu do Rumunii. Jednak dramatyczne wydarzenia drugiej wojny światowej, a potem czasy komunizmu, spowodowały masowy odpływ siedmiogrodzkich Sasów do Niemiec zachodnich. Dziś wspólnota niemieckich luteranów w Rumunii liczy zaledwie kilkanaście tysięcy dusz. Tym bardziej zwraca uwagę fakt, że w 2014 roku jeden z nich, Klaus Werner Iohannis, został wybrany w wyborach powszechnych przez prawosławnych w większości Rumunów na stanowisko prezydenta ich kraju. Zaskoczenia dopełnia fakt, że nawet jego żona Rumunka jest siedmiogrodzką grekokatoliczką, a nie wierną Kościoła prawosławnego. Trudno o bardziej spektakularny ekumeniczny gest wyrażony za pomocą kartki wyborczej.

Wspólnoty neo-protestanckie pochodzenia zagranicznego, zwłaszcza amerykańskiego, skupiają dziś parę procent obywateli Rumunii. Pojawiły się w latach dziewięćdziesiątych, zwłaszcza we wsiach najbiedniejszych regionów kraju. Jak wszędzie w Europie Wschodniej przyciągnęły ludzi pozbawionych nadziei w zmieniającym się świecie. Być może jest to zjawisko przejściowe.

Inni

Inni to przede wszystkim muzułmanie (30-40 tysięcy osób) mieszkający głównie w Dobrudży, na wybrzeżu Morza Czarnego, gdzie w wielu wsiach i miasteczkach stoją meczety. Oni nie są zjawiskiem przejściowym, bo wciąż pozostali po wiekach tureckiej dominacji w tej części Europy. Są traktowani przez Rumunów życzliwie. Podobnie jak ich współwyznawcy, niezbyt liczni Arabowie, którzy osiedlili się w Rumunii po studiach w czasach komunistycznych. Niektórzy z nich zrobili godne uwagi kariery. Dość powiedzieć, że palestyński lekarz Raed Arafat, wieloletni wiceminister zdrowia Rumunii, jest twórcą bardzo efektywnego systemu ratownictwa medycznego w tym kraju i nikt mu nie wypomina jego muzułmańskich korzeni.

Region Dobrudży jest zresztą miejscem osiedlenia również innych religijnych uchodźców. Do dziś w Delcie Dunaju i w innych miejscach rumuńskiego wybrzeża Morza Czarnego są wsie rosyjskich starowierców, którzy uciekli z Rosji w XVIII wieku. Z Rumunami mówią po rumuńsku, ale między sobą po rosyjsku.

Wersja do druku
Nasza strona internetowa używa plików cookies (tzw. ciasteczka) w celach statystycznych, reklamowych oraz funkcjonalnych. Możesz określić warunki przechowywania cookies na Twoim urządzeniu za pomocą ustawień przeglądarki internetowej.
Administratorem danych osobowych użytkowników Serwisu jest Katolicka Agencja Informacyjna sp. z o.o. z siedzibą w Warszawie (KAI). Dane osobowe przetwarzamy m.in. w celu wykonania umowy pomiędzy KAI a użytkownikiem Serwisu, wypełnienia obowiązków prawnych ciążących na Administratorze, a także w celach kontaktowych i marketingowych. Masz prawo dostępu do treści swoich danych, ich sprostowania, usunięcia lub ograniczenia przetwarzania, wniesienia sprzeciwu, a także prawo do przenoszenia danych. Szczegóły w naszej Polityce prywatności.