Drukuj Powrót do artykułu

Ks. Fryźlewicz o kard. Macharskim: zawsze służył najbardziej potrzebującym

26 marca 2020 | 17:14 | Jan Głąbiński | Kraków Ⓒ Ⓟ

“Dzisiaj żartuję, że zostałem kapelanem na skutek braku mieszkania u św. Marka w Krakowie” – mówił w wywiadzie dla KAI ks. prałat Andrzej Fryźlewicz, kapelan metropolity krakowskiego kard. Franciszka Macharskiego. Ks. Fryźlewicz zmarł 25 marca w wieku 66 lat. Przypominamy rozmowę z ks. prałatem Andrzejem Fryźlewiczem, przeprowadzoną w 2009 roku.

Jan Głąbiński (KAI): Pamięta Ksiądz dzień, w którym przyszła wiadomość, że kard. Franciszek Macharski powierzył Księdzu funkcję swojego kapelana?

Ks. Kanonik Andrzej Fryźlewicz: Kiedy po trzech latach wikariatu w Liszkach otrzymałem skierowanie na studia z zamieszkaniem w Domu Księży Profesorów przy ul. św. Marka, okazało się, że nie ma tam miejsca. Ksiądz Kardynał zadecydował, że zamieszkam w Domu Arcybiskupów Krakowskich i będę służył pomocą duszpasterską w rektoracie św. Marka. W tych właśnie okolicznościach, w czerwcu 1983 r., otrzymałem nominację na kapelana Metropolity. Dzisiaj żartuję, że zostałem kapelanem na skutek braku mieszkania u św. Marka.

KAI: Towarzyszył Ksiądz Metropolicie Krakowskiemu przez prawie cały czas jego arcypasterskiej posługi. Chyba niełatwo było wywiązywać się z wynikających stąd obowiązków?

– Nie byłem sam. Pracował ze mną cały zespół, siostry sercanki i inni pracownicy Kurii, powołani do pomocy swojemu biskupowi. Ja przede wszystkim starałem się pomagać w kontaktach z Księdzem Kardynałem. Nie było to nieraz łatwe, ponieważ zgłoszeń było bardzo wiele, nie tylko z naszej archidiecezji, ale z całej Polski i ze świata. Pomagałem również w przygotowaniu księży i parafii do wizytacji duszpasterskich i odwiedzin Księdza Kardynała. Razem z proboszczami czy przełożonymi danej wspólnoty ustalaliśmy program, aby był jak najbardziej skuteczny duszpastersko. Na pewno nie wszystko dało się zrealizować.

KAI: Metropolita Krakowski podczas swojej posługi odbywał wiele spotkań w parafiach, instytucjach. Jaka sytuacja najbardziej utkwiła Księdzu w pamięci albo wywołała najwięcej radości?

– Pamiętam bardzo dobrze odwiedziny Księdza Kardynała w klasztorze sióstr urszulanek szarych w Pniewach koło Poznania, gdzie się zatrzymaliśmy, jadąc na jakieś uroczystości. Siostry pokazywały szkołę gospodarstwa domowego dla dziewcząt, którą prowadziły z piękną kwiaciarnią i plantacją warzyw. Dostał od sióstr bukiet kwiatów. Już na początku zainteresował go jeden ze znajdujących się na uboczu obiektów klasztornych. Siostry wykręcały się od odpowiedzi, co tam jest, w końcu powiedziały, że to chlewnia. Kardynał postanowił tam pójść. Kiedy weszliśmy, akurat pracowała tam jedna z sióstr. Ksiądz Kardynał zamienił z nią kilka zdań i wręczył jej kwiaty. Dla tej siostry było to zapewne ogromnym przeżyciem. A dla mnie na początku mojej posługi przy boku Kardynała wskazaniem kierunku, szukania tego, co „obok” drogi, zapomniane, zaniedbane!

Kardynał Macharski przez całe lata swego pasterzowania służył najbardziej potrzebującym. Widać to było szczególnie w czasach stanu wojennego, kiedy troszczył się o internowanych i ich rodziny oraz założył dla nich specjalne biuro pomocy. Obecnie jego pomoc to przede wszystkim działalność wielu ośrodków Caritas i Domów Samotnej Matki, w duchu św. Brata Alberta.

KAI: Księdza Kardynała często można spotkać podczas górskich wędrówek. Pamiętam, że jako mały chłopak byłem na imieninach u ks. Krzysztofa Kopcia w parafii na zakopiańskich Chramcówkach i w pewnym momencie zaglądnął do nas Ksiądz Kardynał w koszuli flanelowej…

– Rzeczywiście Kardynał bardzo lubi chodzić po górach. Zwykle zatrzymuje się w zakopiańskiej Księżówce i stamtąd rozpoczyna swoje eskapady. Zawsze żartujemy, że nie będę mu towarzyszyć, bo na przeszkodzie stoi dom rodzinny w Nowym Targu.

KAI: Można powiedzieć, że wtedy ks. Kardynał dawał księdzu wolne?

– Ogólnie okazji do spotkań w domu rodzinnym było raczej mało, bo Ksiądz Kardynał nie miał stałego dnia wolnego. Zwykle do domu przyjeżdżałem, gdy wyjeżdżał za granicę. Jestem mu bardzo wdzięczny za bliskość wobec mojej rodziny, za udział w jej dniach radosnych, ale i trudnych. Jest dla nas wielkim przyjacielem, ojcem.

KAI: Mieszkać przy Franciszkańskiej 3 – to jakby znaleźć się w centrum wielkiej spuścizny Jana Pawła II, który był kilka razy Księdza sąsiadem…

– To wielka łaska być tak blisko następcy św. Piotra i św. Stanisława. To Boży dar, na który próbowałem i próbuję odpowiadać przez wszystkie lata mojego pobytu przy Franciszkańskiej 3.

KAI: Proszę wybaczyć, ale można było Księdza nazywać „krakowskim Dziwiszem”…

… z pełną świadomością różnicy „klas”. Ktoś powiedział, że to jedna szkoła. Nowotarskie liceum. Kiedy czytam wspomnienia abp. Dziwisza z tamtych lat, to spotykam nawet tych samych profesorów. To podobieństwo działań może bierze się właśnie już z lat licealnych i pierwszych doświadczeń organizacyjnych i z góralskiej natury.

KAI: Podczas odwiedzin rodzinnego miasta, można było zobaczyć Księdza na meczach nowotarskiej drużyny hokejowej. Skąd takie zamiłowanie?

– To już takie rodzinne tradycje. Ze strony mamy było dwóch braci hokeistów: Tadeusz i Kazimierz Kramarzowie. Tadeusz, oprócz tego, że grał, to później przez długie lata trenował drużyną „Podhala”. Razem z nim drużyna pięć razy zdobywała mistrzostwo Polski. Wspomnę także tu śp. mojego tatę Kazimierza. Nie było meczu, żeby tato na nim nie był. Dlatego szliśmy razem z nim na lodowisko. I tak zaczęła się ta sportowa przygoda. Warto dodać, że w czasie wizytacji parafialnej św. Katarzyny w 1991 r. Ksiądz Kardynał odwiedził drużynę Podhala. Najpierw był na lodowisku krótki pokaz gry w wykonaniu juniorów, a potem dłuższa rozmowa z zawodnikami I drużyny o wartościach sportu a także niebezpieczeństwach. I błogosławieństwo chyba skuteczne, bo po nim przyszyły najlepsze lata „Szarotek”. O podobnym „sportowym” punkcie w programach biskupich wizytacji nie słyszałem.

KAI: Pochodzi Ksiądz z Podhala. Czy brać góralska – zdaniem Księdza – nie zawiodła nigdy biskupa Krakowa podczas Jego gazdowania diecezją?

– Kard. Macharski lubił przyjeżdżać na Podhale, naśladował w tym pewnie swojego poprzednika kard. Karola Wojtyłę. To, co Ojciec Święty mówił do górali “Zawsze mogę na Was liczyć”, sprawdzało się przy Księdzu Kardynale. Dowodem tego jest np. tytuł Honorowego Obywatela Nowego Targu czy niedawne uczestnictwo w promocji książki o tych właśnie obywatelach. Ks. Kardynał zauważył wtedy, że czuje się jak w domu. “Mogę powiedzieć, że jestem jednym z Was” – mówił. To wszystko świadczy o tym, jak bliskie to były kontakty. Górale bardzo chętnie przyjeżdżali też na ważne uroczystości kościelne do Krakowa. Od kilku lat w strojach regionalnych w czasie procesji św. Stanisława niosą relikwie Świętego Biskupa, jak również figurę Matki Boskiej Ludźmierskiej.

KAI: Metropolita krakowski kard. Stanisław Dziwisz mianował Księdza kanonikiem Kapituły Katedralnej na Wawelu. Jak ksiądz pogodzi dotychczasowe obowiązki z nowymi?

– Doszła jeszcze funkcja spowiednika w krakowskiej Bazylice Mariackiej. Jak Pan Bóg daje nowe zadania, to i sił do ich podjęcia udzieli. Co do nominacji na kanonika Kapituły Metropolitalnej, Ksiądz Kardynał uznał, że to także wyróżnienie dla mojego Miasta – Nowego Targu i całego Podhala, że „zawsze na Was mogłem liczyć”.

Wersja do druku
Nasza strona internetowa używa plików cookies (tzw. ciasteczka) w celach statystycznych, reklamowych oraz funkcjonalnych. Możesz określić warunki przechowywania cookies na Twoim urządzeniu za pomocą ustawień przeglądarki internetowej.
Administratorem danych osobowych użytkowników Serwisu jest Katolicka Agencja Informacyjna sp. z o.o. z siedzibą w Warszawie (KAI). Dane osobowe przetwarzamy m.in. w celu wykonania umowy pomiędzy KAI a użytkownikiem Serwisu, wypełnienia obowiązków prawnych ciążących na Administratorze, a także w celach kontaktowych i marketingowych. Masz prawo dostępu do treści swoich danych, ich sprostowania, usunięcia lub ograniczenia przetwarzania, wniesienia sprzeciwu, a także prawo do przenoszenia danych. Szczegóły w naszej Polityce prywatności.