Drukuj Powrót do artykułu

Ks. Nęcek: Franciszek jest prorokiem, nie przemawia deklaracjami – promieniuje miłością

13.03.2018 , led, Kraków, 13-03-2018 Ⓒ ℗

Franciszek jest prorokiem, a prorocy uczą nas tego, czego nie nauczą nas nigdy mówcy. Chodzi o to, że prorocy nie przemawiają deklaracjami i obietnicami, lecz promieniują miłością i pięknem – uważa ks. dr hab. Robert Nęcek, kierownik Katedry Edukacji Medialnej Uniwersytetu Papieskiego Jana Pawła II w Krakowie. Dziś przypada 5. rocznica pontyfikatu papieża Franciszka.

Poniżej publikujemy komentarz ks. dr. hab. Roberta Nęcka:

Franciszek prorok naszych czasów

Franciszek wyłamuje się z różnych utartych schematów. W swoim działaniu i zachowaniu jest autentyczny i prawdziwy. W nowy sposób i nowym językiem przypomina o największych tradycyjnych wartościach, których nie da się po prostu odziedziczyć, lecz „trzeba je sobie przyswajać i odnawiać poprzez osobisty wybór, często niełatwy”. Inaczej mówiąc, Franciszek jest prorokiem, a prorocy uczą nas tego, czego nie nauczą nas nigdy mówcy. Chodzi o to, że prorocy nie przemawiają deklaracjami i obietnicami, lecz promieniują miłością i pięknem.

Papież jest świetnym kaznodzieją, więc sukces jego homilii nie może dziwić. Argentyńczycy mówią o Nim, że jest bezpośrednim i prawdomównym do bólu. W adhortacji „Evangelii Gaudium” podkreślił za Pawłem VI, że przepowiadanie musi być „proste, przejrzyste, bezpośrednie i przystosowane” do realiów życia. Natomiast prostota wiąże się z prostym językiem, aby nie stwarzać „ryzyka mówienia w próżni”. Język właściwy teologii lub katechezy nie jest zrozumiały dla większości chrześcijan. Dlatego Franciszek stwierdza, że „największym ryzykiem kaznodziei jest przyzwyczaić się do swojego języka i uważać, że wszyscy inni się nim posługują i rozumieją go spontanicznie”.

Papieski język jest więc prosty, a kazanie jasne i logiczne. Dodatkowo istotną sprawą jest kazanie pozytywne, gdyż tylko takie „daje zawsze nadzieję, kieruje ku przyszłości, nie czyni nas więźniami rzeczy negatywnych”. Homiletyka papieska przypomina kaznodziejstwo węgierskiego biskupa Tihamera Totha z minionych wieków – „w prawej ręce Biblia, a w lewej gazeta”.

Franciszek ceni niezależność myśli i dostrzega całą złożoność warunków, w których realizuje się dzieło zbawienia. Skałę agnostycyzmu wielu współczesnych ludzi można skruszyć jedynie bezinteresowną miłością. Papież sam zauważył, że obecnie łatwiej jest zrobić przeszczep serca i założyć rozrusznik serca, niż sprawić, żeby serce prawdziwie kochało. Dlatego problemem ludzi współczesnych jest problem brudnych serc. Z tej racji codzienne odniesienia naznaczone są barbarzyństwem. Intrygi, kłamstwa, plotkarstwo, podkopywanie, agresywność, pozorowanie, cynizm. To wszystko rodzi brak zaufania. Wówczas więcej czasu przeznacza się na sprawdzanie drugiego, niż na budowanie z nim określonego dobra. Dochodzi to tego, że nieobecność w Kościele mówi wiele, ale obecność w Kościele w wielu przypadkach nie mówi jeszcze nic.

Papież zauważa, iż zrozumiale mówić, znaczy uważnie słuchać. Uważnie zaś słuchać, znaczy skupić się na cudzym krzyku, cudzym płaczu i cudzym cierpieniu. Kto chce być dobrym kaznodzieją, dobrym spowiednikiem i dobrym przełożonym, zobowiązany jest do cierpliwego i odważnego słuchania trosk, wątpliwości i rozterek wiernych pokrzywdzonych przez los.

Franciszek proponuje perspektywę lwa i baranka. Lew budzi respekt, a baranek rozwija miłosierdzie. Oznacza to, że na ambonie trzeba być lwem, aby słuchacze wiedzieli, o co mówcy tak naprawdę idzie. Natomiast w konfesjonale warto być barankiem, który nie staje się prokuratorem, ale szafarzem Bożego miłosierdzia. Z tej racji, aby nie stać się usypiaczem na ambonie i rzucającym gromy w konfesjonale Franciszek przypomina, że bez miłosierdzia trudno jest leczyć, a moralizatorstwem „nie da się wejść w świat poranionych”. W takiej logice nie ma miejsca na obojętność i brak zrozumienia, lecz jest miejsce na wrażliwość i miłość.

Jeżeli chcemy zrozumieć papieża, należy sięgnąć do czasów biskupich, w szczególności do dokumentu z Aparecida. Warto przeczytać programowe przemówienia i kazania z sanktuarium św. Kajetana. Jest tam klucz do zrozumienia istoty obecnego pontyfikatu. Dodatkowo Franciszek jest kontynuatorem myśli i działania swoich poprzedników. Najczęściej odwołuje się do Benedykta XVI. Zresztą studiował w Niemczech.

Z pewnością Franciszek nie jest intelektualistą miary Benedykta XVI, ale jest realnym duszpasterzem umiejącym wiedzę wcielać w życie. Nie warto ulegać emocjom, gdyż wtedy traci się obiektywizm i spokój oceny. Zawsze jest tak, że ktoś patrząc na różę, widzi bukiet i zapach, a ktoś inny jedynie kolce. Warto patrzeć na Franciszka, który uczy nas swoją postawą, jak żyć, aby życia nie przegrać i aby nie handlować swoimi przekonaniami.

Franciszek jest papieżem spraw społecznych. Wyszedł z kraju wielkich kontrastów, kraju, w którym kwitnie korupcja, a skoro tak się dzieje to nie może być sprawiedliwości. Z drugiej jednak strony da się słyszeć, że ten papież nawołuje do zachowań janosikowych – zabrać bogatym, a dać biednym. Takie opinie są bezpodstawne, gdyż papież jedynie kładzie nacisk na umiejętność dostrzegania biedy i zachęca do niwelowania pogłębiających się społecznych dysproporcji. Pragnę przypomnieć, że to właśnie kardynał Bergoglio często odwoływał się do opcji preferencyjnej na rzecz ubogich, której wyjątkowe brzmienie znajduje się w encyklice Jana Pawła II „Laborem exercens”.

***

Ks. dr hab. Robert Nęcek jest kierownikiem Katedry Edukacji Medialnej, Uniwersytetu Papieskiego Jana Pawła II w Krakowie, konsultorem Rady ds. Środków Społecznego Przekazu Konferencji Episkopatu Polski, w latach 2005-2016 był rzecznikiem prasowym archidiecezji krakowskiej.

Wersja do druku
Portal eKAI prezentuje część tekstów publikowanych w płatnym serwisie agencyjnym Katolickiej Agencji Informacyjnej.
Nasza strona internetowa używa plików cookies (tzw. ciasteczka) w celach statystycznych, reklamowych oraz funkcjonalnych.