Drukuj Powrót do artykułu

UE nie ma możliwości i prawa, aby włączać się w spór ws. ochrony życia w Polsce

03 grudnia 2020 | 19:23 | Łukasz Kasper | Warszawa Ⓒ Ⓟ

Sample Fot. Paweł Żulewski (KAI)

Przyjęta przez Parlament Europejski rezolucja w sprawie aborcji dzisiaj nie ma mocy prawnej, ale dalszym celem takich dokumentów jest doprowadzenie do zmiany prawa unijnego. Celem bliższym zaś jest zmiana unijnej polityki wobec Polski – mówi w rozmowie z KAI ks. prof. Piotr Mazurkiewicz z Wydziału Społeczno-Ekonomicznego UKSW. Jego zdaniem, Unia Europejska nie ma możliwości i prawa do tego, aby włączać się w spór dotyczący ochrony życia w Polsce, ale w określonych celach może używać instrumentów finansowego nacisku.

KAI: Parlament Europejski przegłosował 26 listopada rezolucję uznającą wyrok Trybunału Konstytucyjnego w sprawie zakazu aborcji eugenicznej za “ograniczenie praw kobiet”. Dziś przewodniczący Konferencji Episkopatu Polski abp Stanisław Gądecki przypomniał natomiast, że unijna Karta Praw Podstawowych stanowi, iż „każdy ma prawo do życia” a “regulacje w zakresie ochrony życia ludzkiego pozostają poza kompetencjami UE”. Jak należy rozumieć zależności między przyjęciem tej rezolucji a jej ewentualnym wpływem na prawodawstwo kraju członkowskiego UE, jakim jest Polska?

Ks. prof. Piotr Mazurkiewicz (UKSW): Przyjęta rezolucja nie dotyczy jedynie stosunku większości posłów Parlamentu Europejskiego do orzeczenia Trybunału Konstytucyjnego z 22 października dotyczącego ochrony życia poczętego. Dotyczy szeregu innych spraw. Już sam tytuł rezolucji na to wskazuje. Chodzi o tzw. prawo do aborcji – to sformułowanie jest wielokrotnie przywoływane w tekście rezolucji – które – zdaniem większości posłów – powinno być wyegzekwowane w stosunku do polskiego rządu.

Po pierwsze, mamy tu do czynienia ze sformułowaniem, które – jak zresztą zaznacza abp Stanisław Gądecki – jest błędne nie tylko etycznie, ale także od strony litery prawa międzynarodowego. Dlatego samo użycie tego zwrotu jest psuciem języka debaty publicznej, po to, aby pewnego dnia popsuć także prawo, nie tylko w Polsce, ale także w całej Unii Europejskiej, a ostatecznie również prawa międzynarodowego. Z próbami psucia prawa mamy do czynienia od wielu lat, a uczestniczą w tym również niektórzy unijni parlamentarzyści.

Ogniwem pośrednim jest tzw. uzgodniona terminologia. Najpierw wprowadza się nowe terminy np. prawo do aborcji w dokumentach prawnie niewiążących (tzw. soft law: rezolucjach, deklaracjach), gdyż tak ich zwolennicy napotykają zwykle mniejszy opór. Potem próbuje się je przenieść do dokumentów wiążących prawnie (tzw. hard law), ale bez dyskusji nad nimi, gdyż są jakoby powszechnie uzgodnione.

Zatem przyjęta rezolucja PE dzisiaj nie ma mocy prawnej, ale dalszym celem tego typu dokumentów jest doprowadzenie z czasem do zmiany prawa unijnego, przede wszystkim traktatowego. Celem bliższym zaś jest zmiana unijnej polityki wobec Polski.

W tekście rezolucji aborcję przedstawia się jako “prawo człowieka”, zaś odmowę aborcji jako rodzaj „tortur lub okrutnego, nieludzkiego i poniżającego traktowania”. Mamy tu przywołanie międzynarodowej Konwencji na ten temat. Zatem lekarz, który odmówiłby aborcji powołując się np. na klauzulę sumienia, byłby – w myśl omawianej rezolucji – winien naruszenia prawa międzynarodowego. Nie mówi się natomiast nic o tym, że to dziecko poddawane jest torturom i nieludzkiemu traktowaniu w trakcie aborcji. Warto też wspomnieć powołanie się przez PE na konwencję stambulską, którą niektórzy katolicy uznają za niegroźną.

KAI: Aborcja nie jest jednak jedynym zagadnieniem podjętym w rezolucji.

– Trzecia kwestią związaną z ochroną życia jest kwestia klauzuli sumienia dla lekarzy. Parlament Europejski „ubolewa z powodu coraz częstszego korzystania przez lekarzy z klauzuli sumienia”, także w kontekście tzw. antykoncepcji ratunkowej, czyli środków wczesnoporonnych. Dokładnie przed 10 laty mieliśmy próbę zniesienia klauzuli sumienia przez Radę Europy. Chodziło o pozbawienie całego personelu medycznego w obszarze Rady Europy możliwości odmowy udziału w aborcji. Tamta próba zakończyła się porażką, ale w obecnej rezolucji pobrzmiewa echo tamtego działania tyle, że w kontekście unijnym.

Kolejnym wątkiem rezolucji są kwestie dotyczące osób LGBT. Posłowie, którzy poparli rezolucję odbywające się w Polsce manifestacje jednoznacznie wiążą z aborcją „na życzenie” oraz z prawami osób LGBT+. Stąd także skierowane do Rady wezwanie do pilną ratyfikację przez UE konwencji stambulskiej, która bezpośrednio odnosi się nie do płci biologicznej, ale społeczno-kulturowej.

Zastanawiające jest, że tak radykalne postulaty zostały oficjalnie poparte przez Europejską Partię Ludową, tzn. europejską chadecję, w tym także przez większość polskich posłów do niej należących. Nasuwa się zatem pytanie, co dziś oznacza określenie “chrześcijańska demokracja”? Wydaje się, że pozostał tylko pusty szyld. W przeszłości zdarzało się, że poszczególni posłowie chadeccy głosowali przeciwko życiu, małżeństwu, rodzinie i klauzuli sumienia, ale nie pamiętam sytuacji, w której byłaby to linia całej grypy chadeckiej frakcji.

KAI: Rezolucja w sprawie aborcji może mieć konkretne prawne reperkusje dla Polski czy też jest tylko wyrażeniem opinii przez grupę posłów, którzy ją poparli?

– Zwróćmy uwagę, że chodzi o kwestie, które zgodnie z traktatami nie leżą w kompetencjach Unii Europejskiej. To, że nie leżą, było wielokrotnie przypominane przez Komisję Europejską. W związku z tym, Parlament Europejski wypowiada się w sprawach, którymi Unia Europejska w ogóle nie powinna się zajmować.

KAI: A w rezolucji Parlament Europejski domaga się od Rady Europejskiej interwencji w sprawie Trybunału Konstytucyjnego, który wydał orzeczenie w sprawie aborcji eugenicznej i jest przykładem upolitycznionego organu. Na czym realnie miałoby to polegać?

– To jest pytanie o praworządność. Czy Unia Europejska jest praworządna, czyli przestrzega prawa traktatowego, czy nie? Mamy do czynienia z rezolucją, która wychodzi poza kompetencje przekazane instytucjom unijnym w traktatach i domaga się od Rady Europejskiej pozatraktatowego działania. Jeśli Unia jest praworządna organizacją międzynarodową, szanującą własne traktaty, to z rezolucji Parlamentu nic więcej nie będzie wynikać poza hałasem. Ale pytanie o praworządność samej UE należy traktować poważnie.

UE wielokrotnie wykraczała poza kompetencje przyznane jej w traktatach. Jednym ze stosowanych mechanizmów jest przetwarzanie problemów, które nie leżą w ramach unijnych kompetencji na problemy, które leżą w unijnych kompetencjach. Podstawowym instrumentem unijnej polityki są pieniądze. Unia nie ma możliwości i prawa do tego, aby włączać się w spór dotyczący ochrony życia w Polsce, ale może nas szantażować finansowo.

KAI: Chodzi o uniknięcie prawnych niekompetencji poprzez zastosowanie straszaka finansowego jako ostatecznego narzędzia postawienia na swoim?

– To narzędzie jest stale stosowane. Na przykład kwestie dotyczące kształtowania edukacji w krajach członkowskich nie leżą w kompetencji UE, ale jeśli edukację potraktuje się jako usługę – może chodzić np. o szkoły zawodowe, gdzie zdobywa się konkretne umiejętności zawodowe – to usługi już należą do unijnych kompetencji. UE nie ma kompetencji w zakresie wpływu na krajowe regulacje odnośnie do zapłodnienia in vitro, ale wydała przepisy dotyczące jakości sprzętu medycznego potrzebnego do przeprowadzania sztucznego zapłodnienia. Celem było mi.in wprowadzenie terminu in vitro do systemów prawnych państw, w których sama procedura in vitro nie była legalna. W samej rezolucji mamy apel do Komisji Europejskiej o zastosowanie dyrektywy dotyczącej równego dostępu kobiet i mężczyzn do towarów i usług. W świetle rezolucji pod pojęciem „towarów i usług” ukrywają się odpowiednio: pigułka wczesnoporonna i zabieg aborcji.

Kompetencje Unii Europejskiej wciąż są bardzo ograniczone, ale poprzez owo przetwarzanie spraw nie leżących w tychże kompetencjach w takie, które do nich należą mamy do czynienia z zakamuflowanym przekraczaniem prawa traktatowego. Zasadniczym instrumentem prowadzenia unijnej polityki jest pieniądz. Stąd spory o pieniądze w UE bardzo często są tak naprawdę sporami o fundamentalne wartości. Oferuje się pewne pieniądze za zrezygnowanie z jednych wartości albo za promowanie innych. Dlatego jedne państwa mają kłopoty, aby dogadać się o sprawach finansowych, a inne nie.

KAI: Jaka jest dalsza droga dla Polski w kontekście przyjętej rezolucji?

– Sama rezolucja nie ma żadnej mocy prawnej i w tym znaczeniu można by się nią zupełnie nie przejmować. Natomiast w praktyce to, co znajduje się w rezolucjach Parlamentu Europejskiego po dwóch-trzech latach zaczyna być przetwarzane na program politycznego działania Komisji Europejskiej. Parlament nie ma możliwości prawnej, aby to wymusić, również na samej Komisji, ale ponieważ są to instytucje funkcjonujące na zasadzie naczyń połączonych, to faktycznie rezolucje w sposób niebezpośredni zmieniają unijną politykę. I w tym sensie można patrzeć na przyjętą rezolucję jak na przyszły program polityczny Unii Europejskiej.

Ponieważ w próbach wpisania tak radykalnych elementów do programu politycznego UE chadecja zwykle nie uczestniczyła, to nawet jeśli zdarzało się, że jakieś rewolucyjne postulaty były przegłosowywane przez PE, były one potem blokowane przez polityków chadeckich w Radzie lub Komisji. Chadecja była zatem swego rodzaju hamulcem bezpieczeństwa. Moment, gdy chadecja wpisuje się tak radykalny lewicowy program, oznacza, że hamulce zostają wyłączone.

KAI: Kluczowa jest tu zatem postawa ugrupowania, które powinno zachować się inaczej?

– Nasuwa się pytanie, czy w europejskiej polityce będzie istniała prawdziwa chadecja czy raczej jedynie ugrupowanie wykorzystujące taką nazwę, ale prowadzące politykę całkowicie sprzeczną z wartościami chrześcijańskimi. To będzie miało wielkie znaczenie dla przyszłości Unii Europejskiej. Podstawowe jednak znaczenie ma spór o praworządność samej Unii. Albo państwa będą potrafiły wymusić na europejskich instytucjach przestrzeganie traktatów, i będą trzymać cały proces integracji pod kontrolą, albo traktaty staną się pustymi tekstami i wtedy będziemy mieć do czynienia z jakąś formą unijnego autorytaryzmu.

KAI: Dziękuję za rozmowę.

Drogi Czytelniku,
cieszymy się, że odwiedzasz nasz portal. Jesteśmy tu dla Ciebie!
Każdego dnia publikujemy najważniejsze informacje z życia Kościoła w Polsce i na świecie. Jednak bez Twojej pomocy sprostanie temu zadaniu będzie coraz trudniejsze.
Dlatego prosimy Cię o wsparcie portalu eKAI.pl za pośrednictwem serwisu Patronite.
Dzięki Tobie będziemy mogli realizować naszą misję. Więcej informacji znajdziesz tutaj.
Wersja do druku
Nasza strona internetowa używa plików cookies (tzw. ciasteczka) w celach statystycznych, reklamowych oraz funkcjonalnych. Możesz określić warunki przechowywania cookies na Twoim urządzeniu za pomocą ustawień przeglądarki internetowej.
Administratorem danych osobowych użytkowników Serwisu jest Katolicka Agencja Informacyjna sp. z o.o. z siedzibą w Warszawie (KAI). Dane osobowe przetwarzamy m.in. w celu wykonania umowy pomiędzy KAI a użytkownikiem Serwisu, wypełnienia obowiązków prawnych ciążących na Administratorze, a także w celach kontaktowych i marketingowych. Masz prawo dostępu do treści swoich danych, ich sprostowania, usunięcia lub ograniczenia przetwarzania, wniesienia sprzeciwu, a także prawo do przenoszenia danych. Szczegóły w naszej Polityce prywatności.