Drukuj Powrót do artykułu

Ksiądz-więzień łagrów: papież chce uczcić tych, którzy wiele przecierpieli

23.09.2018 , pb (KAI Wilno) / mip, Wilno Ⓒ ℗

Sample Fot. Catholic Church in Lithuania/ Laima Penek

Papież chce uczcić tych, którzy byli tam męczeni i wiele przecierpieli – tak wizytę papieża w dawnej siedzibie KGB w Wilnie, gdzie obecnie znajduje się Muzeum Okupacji i Walk o Wolność, zwane też Muzeum Ofiar Ludobójstwa, skomentował dla KAI 95-letni ks. Antoni Dilys. Ten pochodzący z litewsko-polskiej rodziny był w latach 1949-56 więźniem łagrów w Karagandzie, gdzie pracował w tartaku, i w Workucie, gdzie pracował w kopalni węgla.

– Ja w tym budynku nie byłem przetrzymywany, bo mnie aresztowano w Nowych Święcianach i przewieziono do więzienia na Łukiszkach w Wilnie. Pół roku czekałem tam na wyrok z Moskwy, bo była kolejka do ich wydawania. Sądu nie było, ale wyrok zapadł: 25 lat więzienia – wspomina sędziwy duchowny, który przyjął święcenia kapłańskie 72 lata temu.

– Jako wierzący katolik i jako ksiądz zrozumiałem, że tam, gdzie będą katolicy, Litwini czy Polacy, potrzebna jest pomoc kapłańska. W ciągu siedmiu lat, które przebyłem w więzieniu, początkowo w Karagandzie, potem w Workucie, odprawiałem Mszę św., w której uczestniczyli inni więźniowie. Na Wielkanoc odprawiłem nawet cztery Msze w kilku barakach! W ciągu tych siedmiu lat odprawiłem tysiąc Mszy św. Starałem się pomóc wierzącym, podtrzymać ich na duchu – mówi skromnie ks. Dilys.

Opowiada, że udawało mu się także spowiadać, a raz nawet odprawił pogrzeb. – To było już po wojnie. Wtedy już tak strasznie w więzieniu nie było – zauważa duchowny. Gdy zmniejszono mu wyrok z 25 na 10 lat, mógł wychodzić bez straży na miasto. W Workucie odwiedziła go nawet siostra. – Tydzień jechała pociągiem, żeby tydzień ze mną pobyć – przyznaje ks. Dilys.

Pytany, czy Msze można było w łagrze odprawić oficjalnie, czy też trzeba było się z tym ukrywać, kapłan odpowiada, że „oficjalnie nie było można, a ukrywać się – też nie, bo kierownictwo wiedziało, co się dzieje w baraku, ale nie przeszkadzało”. – Niektórzy strażnicy szli do kopalni wydobywać węgiel razem z więźniami, więc się ich lękali. Patrzyli obojętnie na to, co robimy. Na przykład otrzymywałem w paczkach komunikanty i hostie. Pytali, co to jest. Mówiłem, że ciasteczka, więc pozwalali je jeść. Innym razem powiedzieli, że sprzedaję te ciasteczka, kiedy udzielam komunii świętej i mi je zabrali – czyli wiedzieli, że odprawiałem Mszę św. Aż w końcu przed Wielkanocą strażnik zapytał więźnia pracującego na poczcie: „Czy może na święta są potrzebne te ciasteczka? To proszę oddać tym, którzy ich potrzebują” – wspomina ks. Dilys.

Zamknięty w małej w walizeczce przenośny ołtarzyk, na którym odprawiał Msze w łagrze znajduje się obecnie w Litewskim Muzeum Narodowym. – Ks. Antoni Szeszkiewicz zrobił dla mnie ten ołtarzyk i mi go przywiózł. Kiedy szedłem z tą walizeczka z baraku do baraku, to niektórzy mówili: „Muzykant idzie, będą tańce” – uśmiecha się na to wspomnienie sędziwy kapłan.

Uważa, że w swoim życiu doświadczył to dwóch cudów. – Pierwszym cudem jest to, że Jan Paweł II mnie pobłogosławił, gdy przyjechał do Wilna w 1993 r. Kiedy papież wychodził z katedry po spotkaniu z księżmi i osobami konsekrowanymi, przechodził koło mnie, więc powiedziałem: „Ojcze Święty, ja byłem w więzieniu w Workucie”. Jan Paweł II zrobił palcami krzyżyk na moim czole – mówi ze wzruszeniem najstarszy kapłan archidiecezji wileńskiej.

Za drugi cud uważa to, osobiście nigdy nie ucierpiał w czasie pobytu w łagrach. – W ciągu śledztwa, w ciągu podróży na Wschód, w ciągu przebywania w więzieniu nikt ani razu mnie nawet nie popchnął. Przeklinali, łajali, krzyczeli, ale nigdy mnie nie powalili na ziemię ani mnie nie uderzyli. Tego w moim życiu nie było. Po co mam ukrywać? Nie było! Pan Bóg mi błogosławił i teraz dał tyle lat życia – podkreśla z przekonaniem duchowny.

Co drugi dzień jest zawożony ze swego mieszkania do kościoła Świętych Piotra i Pawła na Antokolu, gdzie przez wiele lat był proboszczem. – A w niedzielę na sumę, żeby ludzie zobaczyli, że jeszcze żyję. Siedzę w koncelebrze, nic więcej. Kazań już nie mówię. Czasem spowiadam. Ale żadnych pogrzebów, żadnych chrztów. Od tego są młodzi – wskazuje ks. Dilys.

Tłumaczy, że wizyta Franciszka na Litwie „wzbudza mniej ciekawości i entuzjazmu niż wizyta Jana Pawła II sprzed 25 lat, ponieważ teraz każdy ma telewizor i telefon komórkowy, może więc oglądać papieską wizytę „nie ruszając się ze swego pokoju”.

Wersja do druku
Portal eKAI prezentuje część tekstów publikowanych w płatnym serwisie agencyjnym Katolickiej Agencji Informacyjnej.
Nasza strona internetowa używa plików cookies (tzw. ciasteczka) w celach statystycznych, reklamowych oraz funkcjonalnych.