Drukuj Powrót do artykułu

70-lecie Wspólnoty z Taizé

14 sierpnia 2010 | 06:00 | pb / maz Ⓒ Ⓟ

W tym roku przypada 70. rocznica założenia ekumenicznej Wspólnoty z Taizé, a 16 sierpnia mija 5 lat od zamordowania jej założyciela, brata Rogera.

„Wy, którzy tutaj jesteście, pojednajcie się i odkryjcie w Ewangelii ducha Błogosławieństw: radość, prostotę i miłosierdzie. Gdyby ufność serca była u początku wszystkiego… a każdy dzień – Bożym dzisiaj”. Słowa te, wypisane w języku francuskim, angielskim, niemieckim, hiszpańskim i włoskim na olbrzymich tablicach, umieszczonych przy wejściu do kościoła Pojednania, witają pielgrzymów przybywających do Taizé. „No więc, dobrze, że jesteście” – dodaje po polsku brat Paolo.

Ognisko ekumenizmu

Historia Taizé rozpoczyna się w sierpniu 1940 r. Pochodzący ze Szwajcarii Roger Louis Schutz-Marsauche, syn pastora kalwińskiego, student teologii na uniwersytetach Lozanny i Strasburga, zamieszkał w małej, ubogiej wiosce w pobliżu Cluny. Stworzył tam „dom modlitwy i gościnności”. Przez dwa lata przyjmował w nim uchodźców politycznych z okupowanej przez Niemców części Francji.

Jesienią 1941 r. Roger wydał w Lyonie broszurę „Notes explicatives” (Uwagi wyjaśniające). Zawarł w niej ideę stworzenia wspólnoty kontemplacyjnej, która jednak żyłaby w świecie, chwaląc Boga przez służbę innym ludziom. Na okładce, zamiast swojego nazwiska, umieścił sygnaturę „Wspólnota Cluny”. „Niechaj w twoim dniu pracę i odpoczynek ożywia słowo Boże… We wszystkim zachowaj wewnętrzną ciszę, po to, by trwać w Chrystusie… Daj się przeniknąć duchem Błogosławieństw: radością, miłosierdziem i prostotą…”. Intuicje te po dziś dzień kształtują życie Wspólnoty, założonej przez Rogera. Rozwinął je potem w opublikowanej w 1944 r. książce „Introduction à la vie communautaire” (Wprowadzenie do życia wspólnotowego). Stały się też podstawą dla napisanej na przełomie 1952 i 1953 r. „Reguły”, wielokrotnie potem modyfikowanej i upraszczanej, znanej dziś jako „Źródła Wspólnoty z Taizé”.

Za istotną część powołania swej Wspólnoty Roger uznał przyczynianie się do pojednania rozdzielonych między sobą chrześcijan. „Chcielibyśmy mieć stale przed oczami obraz rozdarcia Ciała Chrystusowego, aby stać się zaczynem niepokoju dla tylu chrześcijan, którzy podział Kościoła powszechnego uważają za rzecz normalną. Nasza Wspólnota ma być ogniskiem ekumenizmu”. Nie chodziło więc o przeniesienie do protestantyzmu czegoś, co było w nim nieobecne: Roger nie pragnął stworzyć monastycyzmu protestanckiego. Był bowiem przekonany, że powoływanie do życia instytucji paralelnych w poszczególnych wyznaniach chrześcijańskich pogłębiłoby jedynie istniejące podziały. Tworzył Wspólnotę z myślą o pojednaniu Kościołów. Życie monastyczne – w jego zamyśle – miało stanowić drogę do pojednania.

Zawsze w historii Kościoła rozwój życia zakonnego był związany z powrotem do Ewangelii, źródła jedności. Roger też wracał do źródła: jeden Bóg, jedna wiara, jeden chrzest, jeden Kościół. „Jesteśmy tutaj – mówił założyciel Taizé po pół wieku – z powodu Chrystusa i Ewangelii, a Chrystus w pewnym sensie powołał nas do tego, abyśmy byli obrazem Kościoła pojednanego. To jest centralny punkt powołania Taizé… Nie pragniemy być niczym innym, jak tylko maleńkim odblaskiem Kościoła, który nieustannie sam szuka pojednania”.

W 1942 r. Roger, zadenuncjowany i poszukiwany przez gestapo, musi pozostać w Genewie. Dołączają do niego Pierre Souvairan, Max Thurian i Daniel de Montmollin. Zamieszkują razem, wspólnie się modlą, zobowiązują się tymczasowo do celibatu i wspólnoty dóbr. 30 kwietnia 1943 r. Roger broni pracę magisterską „Ideał monastyczny sprzed św. Benedykta i jego zgodność z Ewangelią”. Wkrótce potem zostaje ordynowany na pastora Kościoła reformowanego. Woli jednak być zwykłym bratem. Jesienią 1944 r. – tym razem już nie sam – wraca na stałe do Taizé. Wraz z braćmi odwiedza niemieckich jeńców wojennych, których dwa obozy znajdują się w sąsiednich wioskach Mont i Chazelle. W każdą niedzielę bracia goszczą ich w swoim domu. Przygarniają też grupę chłopców, których wojna oddzieliła od własnych rodzin. Utrzymują się głównie z pracy na roli.

Zrozumieniem i zaufaniem obdarzył powstającą Wspólnotę arcybiskup Lyonu, kardynał Pierre Gerlier. Z jego inicjatywy Roger i Max pojechali w 1948 r. do Rzymu na spotkanie z papieżem Piusem XII. Przekonywali go o konieczności ekumenicznego otwarcia Kościoła rzymskokatolickiego. Rozmawiali też z prałatem Giovannim Battistą Montinim, późniejszym papieżem Pawłem VI. „Nawiązała się między nami duchowa przyjaźń” – wspominał potem brat Roger. Po raz drugi bracia z Taizé spotkali się z Piusem XII dwa lata później. W międzyczasie, na Wielkanoc 1949 r., pierwszych siedmiu braci, wszyscy pochodzący z Kościołów wyrosłych z Reformacji, ślubowało – na całe życie – zachowanie celibatu, wspólnotę dóbr i uznanie posługi przeora.

Lata pięćdziesiąte to okres ekumenicznej posuchy. Spowodowało ją powołanie się przez Piusa XII, przy ogłoszeniu dogmatu o wniebowzięciu Najświętszej Maryi Panny, na nieomylność papieską – po raz pierwszy i, jak dotąd, jedyny w dziejach Kościoła. Fakt ten zaostrzył międzywyznaniowe kontrowersje. Istniały obawy, że na długie lata powstrzyma rozwój dążeń do jedności. Nową nadzieję przyniósł dopiero pontyfikat Jana XXIII i zwołanie przez niego Soboru Watykańskiego II.

Trzy dni po swojej koronacji nowy papież spotkał się z braćmi Rogerem i Maxem. „Odkrywaliśmy w Janie XXIII to, co przedtem odkryliśmy u kardynała Gerlier: gdy w samym sercu instytucji najbardziej zorganizowanej wyrastają ludzie promieniujący Chrystusem, nic już, żadna zapora, nie jest w stanie powstrzymać przypływu miłości” – mówił założyciel Taizé. Papież Dobroci – jak go nazywano – stał się wkrótce kimś w rodzaju duchowego ojca Wspólnoty. Szczególnie bliska więź połączyła go z bratem Rogerem. Witając go kiedyś, Jan XXIII zawołał radośnie: „Ach, Taizé, ta mała wiosna!”. Podczas ostatniego przed swoją śmiercią spotkania z braćmi papież zachęcał ich, aby dalej szli właściwą sobie drogą ku pojednaniu chrześcijan. Niedługo potem zmarł też kardynał Gerlier. „Odeszli dwaj ludzie, którzy wskazali nam drogę” – wspominał brat Roger.

W 1960 r. Taizé jest miejscem pierwszego od czterech stuleci oficjalnego spotkania biskupów rzymskokatolickich i pastorów protestanckich. Wspólnota rozszerza swoje ekumeniczne kontakty: bracia spotykają się z prymasem Kościoła anglikańskiego Geoffrey Fischerem, prawosławnym patriarchą Konstantynopola Atenagorasem I, brat Max rozpoczyna współpracę z Komisją „Wiara i Ustrój” Światowej Rady Kościołów. Później, w latach 1979-1982, będzie on nawet przewodniczył komitetowi redakcyjnemu Dokumentu z Limy, który stanowi rezultat ponad pięćdziesięciu lat wielostronnych dialogów międzywyznaniowych na temat chrztu, Eucharystii i posługiwania duchownego.

W latach 1962-65 Roger i Max uczestniczą jako obserwatorzy w obradach Soboru Watykańskiego II. Poprzez przedstawiane noty wnoszą swój wkład w redagowanie jego końcowych dokumentów. Poza aulą spotykają się z uczestnikami soboru: zapraszają ich na posiłki, wspólnie z nimi się modlą, wymieniają poglądy. „W sumie około pięciuset osób w czasie samej tylko czwartej sesji [soboru – P.B.] zasiadało z nami do stołu…” – zanotował brat Roger. Bracia wygłaszają też liczne odczyty, zapraszani np. przez seminaria duchowne. W podobny sposób są obecni do dziś podczas kolejnych sesji Synodu Biskupów.

Założyciel Taizé niewiele mówił o swoim zaangażowaniu w pomyślny przebieg soboru. Przyznawał jednak, że brał udział w pracach nad Konstytucją o liturgii świętej, Konstytucją dogmatyczną o Kościele, Dekretem o ekumenizmie, Konstytucją o objawieniu Bożym i Konstytucją duszpasterską o Kościele w świecie współczesnym. Mniej powściągliwy okazał się papież Paweł VI. Wychodząc z bazyliki św. Piotra 7 grudnia 1965 r., po wygłoszeniu przemówienia zamykającego obrady soboru, podszedł do Rogera i Maxa, uścisnął im ręce i chwilę (tylko z nimi!) rozmawiał.

Pielgrzymka zaufania

Od samego początku bracia byli odwiedzani przez tych, którym bliskie były poszukiwania, jakie prowadzono w Taizé. Już w 1941 r. przyjechał pionier francuskiego ekumenizmu ks. Pierre Couturier, rok później – współtwórca personalizmu Emmanuel Mounier, zaś w 1948 r. siostra Madeleine, założycielka Małych Sióstr Jezusa.

Z czasem do duchownych i intelektualistów zaczyna dołączać młodzież. Uczestniczy w modlitwie braci, podejmuje wraz z nimi poszukiwanie dróg pojednania. Liczba przyjeżdżających zwiększa się z roku na rok. W 1964 r. przez Taizé „przewija” się ok. 150 tys. pielgrzymów! „Na początku – opowiada brat Wolfgang – kilku braci mieszkało na zapadłej wsi, w spokoju żyjąc we wspólnocie. Nagle zaczęli przyjeżdżać ludzie, tysiące młodych. Podjęliśmy to wyzwanie. Powiedzieliśmy Bogu «tak». To zupełnie zmieniło nasze życie. Każdego dnia zaczynamy na nowo, jak Abraham, którego Bóg wyrwał z ustabilizowanego życia, dając do zrozumienia, że ma inny plan wobec niego”.

W lutym 1969 r. młodzież zgromadzona na wzgórzu Taizé reprezentowała 42 narody. „Żyliśmy jak mały sobór młodych” – zanotował w swoim dzienniku brat Roger. Pytał sam siebie: „W obliczu zamętu w Kościele, jakiego gestu trzeba by dokonać, żeby uspokoić tych, którzy się zachwiali oraz umocnić tych, którzy podjęli zaangażowanie? Przeczuwam, że czynem, który należy spełnić, będzie wymagające i odnawiane w następnych latach spotkanie: przez jakiś czas trzeba pracować i szukać. Ciągle na nowo narzuca się ta sama myśl: owym tak wymagającym spotkaniem będzie sobór młodych”. „Zaczynajcie!” – zachęcał Rogera papież Paweł VI.

30 sierpnia 1974 r. 40 tys. osób, wśród których byli wysokiej rangi przedstawiciele Kościołów chrześcijańskich, uczestniczyło w otwarciu soboru młodych w Taizé. Zawarte w wydanym z tej okazji „Liście do ludu Bożego” wezwanie do pojednania nie spotkało się ze spodziewanym odzewem. Prace soboru zostały zawieszone. Przyjeżdżającym do Taizé młodym bracia zaproponowali pracę formacyjną, polegającą na trwających tydzień spotkaniach, których celem jest pogłębianie związku z Chrystusem, szukanie w nim źródła pojednania.

Rozrosła się też sama Wspólnota. Do braci wywodzących się z tradycji protestanckiej dołączyli pod koniec lat sześćdziesiątych katolicy. Jeden z nich, ks. Marcel, został nawet proboszczem w Taizé. Parafia ta, z siedzibą w romańskim kościółku pw. św. Marii Magdaleny, obejmuje także kilka okolicznych wiosek. Od początku brat Roger żywił przekonanie, że dla przywrócenia jedności konieczne jest w pierwszym rzędzie pojednanie z Kościołem rzymskim. „Już zwykła obecność wśród nas braci katolików – stwierdzili bracia podczas dorocznej rady w 1969 r. – skłania nas do coraz głębszego przeżywania antycypacji jedności przez trwanie w komunii z tym, który pełni posługę sług Bożych [chodzi o posługę papieża-biskupa Rzymu – P.B.]. Nikt nie żąda od nas, abyśmy z tego powodu wyrzekali się naszych Kościołów; przecież to one udzieliły nam wiary. Staramy się natomiast we własnym życiu pojednać Kościoły, z których się wywodzimy i Kościół katolicki, rozłączone przez rozwód”.

Założyciel Taizé nie wyobrażał sobie, aby jego Wspólnota mogła żyć z dala od rzeczywistych problemów ludzi. Chciał, by bracia byli autentycznymi i skutecznymi znakami pojednania, zaufania i pokoju. Już w 1951 r. dwaj spośród dwunastu pierwszych braci (Pierre i Axel) zamieszkali w Montceau-les-Mines, ubogim górniczym miasteczku, odległym o 30 km od Taizé. W ten sposób powstała pierwsza fraternia. Odtąd część braci opuszcza na pewien czas Taizé, aby w różnych częściach świata dzielić życie tych, którzy są opuszczeni, pozbawieni praw, żyją w nędzy, potrzebują pomocy. Po Montceau-les-Mines przyszła kolej na m.in. Algierię, Wybrzeże Kości Słoniowej, Niger, Chile, Brazylię, Bangladesz, ubogie dzielnice Nowego Jorku, Nairobi, Kalkuty i Seulu. Wiele z tych fraterni już nie istnieje – zawsze mają one charakter tymczasowy. Bracia zamieszkali również w Rzymie, dokąd zaproszono ich, aby pomagali w pracy duszpasterskiej wśród młodzieży.

Sam brat Roger w geście solidarności z najbardziej doświadczonymi mieszkańcami Ziemi zaczął odwiedzać strefy najbardziej dotkliwego ubóstwa. Spędził kilka tygodni w Chile, w Kalkucie, mieszkał na starej dżonce w porcie w Hongkongu, dzielił życie Kenijczyków w osiedlu zbudowanym z tekturowych baraków. Był też w murzyńskim Soweto w RPA i wśród ofiar trzęsienia ziemi w południowych Włoszech (mieszkał wtedy w przyczepie), w Libanie i Haiti. Odwiedził dotkniętą suszą Etiopię, a także mieszkańców slumsów w Madrasie i Manili. W Nowym Jorku zatrzymuje się zawsze w dzielnicy zwanej piekielną kuchnią – Hell’s Kitchen.

W czasie tych podróży powstawały listy brata Rogera do młodych. Towarzyszyły one potem poszukiwaniom źródeł wiary i międzyludzkiej solidarności, jakie ci, którzy przybywają do Taizé, prowadzą razem z goszczącymi ich braćmi. Listy te były ogłaszane corocznie przy okazji odbywających się na przełomie grudnia i stycznia europejskich spotkań młodych. Począwszy od 1978 r. rodziny i parafie jednego z wielkich miast Europy goszczą dziesiątki tysięcy młodych, którzy na zaproszenie Wspólnoty z Taizé gromadzą się, aby wspólnie z rówieśnikami z innych krajów dzielić się duchowym bogactwem narodów, wyznań, wspólnot i poszczególnych osób, aby otwierać drogi pojednania. Młodych chrześcijan Europy gościły już kilkakrotnie Paryż, Barcelona, Rzym, Londyn, Wrocław, Budapeszt, Wiedeń i Mediolan. Spotkania europejskie odbywały się także w Kolonii, Pradze, Monachium, Stuttgarcie, Warszawie, Hamburgu, Lizbonie, Zagrzebiu, Genewie, Brukseli i Poznaniu (w tym roku dołączy do nich Rotterdam). Są one etapami zainicjowanej przez Taizé „pielgrzymki zaufania przez ziemię”. Jej szlak zawiódł już m.in. do Indii (tzw. spotkania międzykontynentalne w Madrasie w 1985 i 1988 r., spotkanie azjatyckie w Kalkucie w 2006 r.), na Filipiny (spotkania w Manili w 1991 i 2010 r.), do RPA (spotkanie w Johannesburgu w 1995 r.), do Kenii (spotkanie w Nairobi w 2008 r.), do Boliwii (spotkanie w Cochabambie w 2007 r.) i do Stanów Zjednoczonych (spotkanie w Dayton w 1992 r.). Jak na razie najwięcej – bo aż 105 tys. – uczestników zgromadziło spotkanie europejskie w Wiedniu na przełomie 1992 i 1993 r.

Formułę pielgrzymki wybrano dlatego, że bracia nie chcą przyjeżdżających do Taizé zatrzymywać przy sobie. Nie zależy im na stworzeniu ruchu Taizé. Pociągałoby to bowiem za sobą wyrwanie młodzieży z jej środowisk i Kościołów, a przed tym bracia pragną ją uchronić. Zależy im na tym, aby zachęcić młodych do zaangażowania się w życie wspólnot, parafii, Kościołów, do których należą. Podtrzymują jednak kontakty z tymi, którzy po powrocie do swoich domów, parafii i środowisk kontynuują poszukiwania rozpoczęte u braci. Pobyt w Taizé bowiem pozwala wielu młodym „zajrzeć” w swoje serce, odkryć jego najgłębsze pragnienia i oczekiwania. Dokonuje się to zwłaszcza w czasie wspólnej modlitwy. Odkrywając potrzebę modlitwy medytacyjnej młodzi chcą ją kontynuować tam, gdzie mieszkają na co dzień. Dając im inspiracje, bracia nie mogą ich potem zostawić samym sobie. Nie istnieją jednak żadne struktury organizacyjne, grupujące tę młodzież.

Przez kilka miesięcy w roku działają punkty przygotowań do spotkań europejskich. Tylko w Polsce bywa ich nawet 200. Tworzenie ich wiąże się z pragnieniem braci, aby każdy mógł się przygotować do tych spotkań na miejscu, w oparciu o własne doświadczenie wiary i Kościoła. Punkty powstają wyłącznie przy parafiach i duszpasterstwach młodzieżowych. Bardzo często wybór miejsca jest związany z osobą księdza, który był latem w Taizé z grupą parafialną. Punkty te stanowią bardzo prowizoryczną siatkę kontaktową. Często już w następnym roku prowadzi je ktoś inny lub też są przenoszone do innej parafii.

Spotkania w Taizé, podobnie jak spotkania europejskie, nie są finansowane przez żadną organizację. Koszty uczestnictwa pokrywają w części sami przybywający, zależnie od swoich możliwości finansowych i wartości waluty kraju, z którego pochodzą, w części zaś – zapraszająca ich Wspólnota. Bracia utrzymują się wyłącznie z własnej pracy. Nie przyjmują żadnych darów, spadków rodzinnych, niczego. Wydają pisane przez siebie książki, pocztówki, plakaty, śpiewniki, płyty (analogowe i kompaktowe) i kasety ze śpiewami z Taizé. Malują obrazy i piszą ikony. Prowadzą własną drukarnię, warsztaty ceramiczne i emalierskie. Wszystko to zapewnia im finansową niezależność. Nie gromadzą też żadnego rezerwowego kapitału: wszelkie nadwyżki są przeznaczane na potrzeby innych.

Żyją „dynamiką prowizorium”. Związana jest z tym nieodłącznie prostota. Pielgrzymi mieszkają w mieszczących ponad 20 osób olbrzymich namiotach, lub w barakach z jedno- i dwupiętrowymi łóżkami. W kościele wszyscy, za wyjątkiem osób w starszym wieku, siedzą na ziemi. Posiłki spożywa się pod gołym niebem, trzymając plastikowy talerz na kolanach. Jadłospis powtarza się co tydzień z regularnością szwajcarskiego zegarka.

W poszukiwaniu źródeł wiary

„Przybycie do Taizé wiąże się z zaproszeniem do pójścia ku źródłom Ewangelii przez modlitwę, ciszę, poszukiwanie. Gromadzimy się tu po to, aby odkryć – może na nowo – sens własnego życia, odnowić zapał, przygotować się do podjęcia odpowiedzialności po powrocie do siebie, pamiętając słowa św. Jana: Jezus Chrystus przyszedł na świat, nie aby go sądzić, ale by przez Niego każdy człowiek był zbawiony, pojednany”. Każdy, kto przyjeżdża do Taizé, otrzymuje kartkę zawierającą te słowa. Wyrażają one najgłębszy sens spędzanego na burgundzkim wzgórzu tygodnia.

Każdy ma też możliwość wyboru jednej z czterech dróg realizacji tego celu. Pierwszą z nich jest udział w „grupie źródeł wiary”, kiedyś zwanej „grupą dzielenia się”. Jej uczestnicy dwukrotnie w ciągu dnia spotykają się w małych, międzynarodowych kręgach, aby – na podstawie tekstów biblijnych, proponowanych przez braci na każdy dzień pobytu – dzielić się własnym rozumieniem i przeżywaniem wiary w Chrystusa.

„Grupa pracy” spotyka się na rozmowie tylko raz dziennie. Druga część dnia jest przeznaczona na podjęcie pewnych praktycznych zadań, których wykonanie jest niezbędne dla normalnego funkcjonowania wspólnoty kilku tysięcy młodych. Większość prac związanych z ich przyjęciem leży w gestii samych przyjeżdżających. Trzeba posprzątać miejsca noclegu, przygotować kościół na wspólną modlitwę, troszczyć się o zieleń, zadbać o choćby minimum porządku wśród uczestników spotkań, pomóc w przygotowaniu posiłków, ich wydawaniu i zmywaniu brudnych naczyń. Pomagają w tym, oczywiście, także uczestnicy innych grup. We wspólnocie każdy ma przecież powierzone sobie zadanie, za które ponosi odpowiedzialność.

„Grupa biblijna” z kolei zajmuje się w sposób szczególny pracą z Pismem Świętym, przechodzi więc swego rodzaju „kurs” formacji biblijnej. Istnieje wreszcie „grupa ciszy”. Ci, którzy zdecydowali się na taką formę spędzenia tygodnia w Taizé, mieszkają nieco na uboczu, również posiłki spożywają tylko we własnym gronie. Przez odosobnienie i zachowywanie milczenia starają się odnaleźć wewnętrzną ciszę, oddalić od siebie wszystko, co przeszkadza w pełnym otwarciu się na obecność i działanie Boga. Również dorośli, których coraz więcej przyjeżdża do Taizé, oprócz uczestnictwa w przeznaczonej dla nich grupie źródeł wiary, mogą spędzić tydzień na osobistej refleksji, w ciszy.

Każda grupa uczestniczy co dzień w tzw. wprowadzeniu biblijnym, wygłaszanym przez jednego z braci. Uderza prostota, z jaką podejmują oni trudne nieraz tematy Ewangelii, a zarazem trafność odniesień do duchowych potrzeb słuchaczy. Bracia nie chcą dawać gotowych odpowiedzi na wszystko. Dzielą się raczej swoimi pytaniami i odkryciami na drodze życia wewnętrznego, inspirując słuchaczy do własnej refleksji. Wytyczają jedynie jej kierunek, poddają intuicje, nie chcą narzucać niczego.

Wprowadzenia dla grup pracy i źródeł wiary bracia przygotowują wspólnie. W grupie biblijnej bracia John, Emil i Richard, z wykształcenia bibliści, opracowują własne coroczne cykle oparte na wybranych przez siebie tekstach Pisma Świętego. Choć nie tylko: brat John przedstawia np. interpretację ikon. W grupie ciszy tematyka wprowadzeń zależy od konkretnego brata.

Niezwykłe jest to, że choć praktycznie co tydzień zmienia się brat głoszący wprowadzenie w danej grupie, choć zmianie ulega czasem także dobór wykorzystanych tekstów biblijnych, to jednak introdukcje te prowadzą do tych samych konkluzji. Wynika to zapewne ze wspólnej formacji teologicznej i duchowej braci, opartej – poza Starym i Nowym Testamentem – przede wszystkim na pismach Ojców Kościoła i osiągnięciach współczesnej teologii. W stałym, inspirującym kontakcie ze Wspólnotą pozostawali przez wiele lat teologowie tej miary, co przyszli kardynałowie: dominikanin o. Yves Congar i jezuita o. Henri de Lubac.

Każdy nowo przyjęty brat przechodzi na początku przez okres formacji, której elementem są studia biblijno-teologiczne. Trwają one przeważnie około trzech lat. Cała Wspólnota podlega też formacji ciągłej. W jej ramach, z wykładami dla braci przyjeżdżali przez wiele lat m.in. znawca listów św. Pawła, jezuita o. Stanislas Lyonnet, rektor Papieskiego Instytutu Biblijnego w Rzymie, a także Olivier Clément z Instytutu Teologii Prawosławnej św. Sergiusza w Paryżu. Na wprowadzenia biblijne chodzą więc również bracia!

Życie w Taizé koncentruje się jednak wokół modlitwy. Rano, w południe i wieczorem, wszyscy – bracia i młodzi – na dźwięk dzwonów przerywają swoje zajęcia, kończą spotkania w grupach i zbierają się w kościele Pojednania. Na wspólną modlitwę składają się czytanie biblijne, moment ciszy („niech i Pan Bóg ma trochę spokoju” – żartuje brat Wolfgang), prośby zanoszone do Boga, „Ojcze nasz”, modlitwa przeora i – przede wszystkim – śpiew. Wielokrotnie powtarzane krótkie frazy, zaczerpnięte głównie z psalmów i Ewangelii, nadają modlitwie charakter medytacyjny. „Nic tak nie łączy z Bogiem żywym – napisał kiedyś brat Roger – jak wspólna modlitwa medytacyjna, której przepięknym wyrazem jest śpiew, trwający w ciszy serca, nawet wtedy, gdy zostajemy sami. Kiedy prostota symboli przybliża tajemnicę Boga, kiedy nie przesłania jej nadmiar słów, wówczas wspólna modlitwa jest daleka od monotonii i nie wywołuje znudzenia, sprowadza radość nieba na ziemię”.

Melodie do słynnych już dziś w całym świecie śpiewów z Taizé pisali najlepsi twórcy francuskiej muzyki liturgicznej: Jacques Berthier i jezuita o. Joseph Gelineau. Z czasem zaczęli je tworzyć także sami bracia.

Szczególną symbolikę ma w Taizé piątkowa modlitwa wieczorna, związana z adoracją krzyża. Bracia zapożyczyli tę modlitwę od prawosławnych chrześcijan z Rosji. Nie mogąc uczestniczyć w liturgii w cerkwi, gromadzili się oni w mieszkaniach, kładli na ziemi ikonę krzyża i opierając czoła na jej drzewie powierzali Chrystusowi ciężary życia. Modlitwa wokół krzyża jest zwykle jednym z najgłębszych duchowych przeżyć w Taizé.

W sobotni wieczór wszyscy celebrują święto światła, upamiętniające zmartwychwstanie Chrystusa. Zapalone przez dzieci światło świecy, przekazywane z rąk do rąk, rozchodzi się we wszystkie strony kościoła, rozświetlając go radosnym blaskiem. Towarzyszy temu pieśń chwały.

Tydzień modlitwy, refleksji, rozmów, wspólnej pracy, ale i zabawy przy akompaniamencie gitary, kończy niedzielna Msza św. Koncelebrują ją wszyscy obecni w Taizé księża, często pod przewodnictwem biskupa. Z powodu różnorodności języków, którymi posługują się przybywający na wzgórze młodzi, każda część kanonu eucharystycznego jest czytana w innym języku, tak aby nikt nie czuł się obco. Zdarza się usłyszeć słowa konsekracji wypowiadane w języku bengalskim lub suahili! Nad całą liturgią dominują jednak śpiewy z Taizé, wykonywane z podziałem na cztery głosy i z towarzyszeniem instrumentów muzycznych. Niedzielna Msza św. jest przygotowywana przez cały poprzedzający ją tydzień podczas codziennych prób śpiewu.

Wspólnota z Taizé respektując wyznaniową przynależność każdego, nie proponuje interkomunii. Katolicy przyjmują Komunię św., konsekrowaną w czasie katolickiej Mszy św., protestanci zaś pochodzącą z ewangelickiej Wieczerzy Pańskiej. Zarówno Msza, jak i Wieczerza są odprawiane w Taizé codziennie. Nie należą jednak do programu spotkań, gdyż, poza niedzielną Eucharystią, Komunia św. jest udzielana podczas każdej modlitwy porannej. Nie przyjmują jej prawosławni, osobno celebrujący swoją Świętą Liturgię.

Przed Komunią jeden z braci odczytuje modlitwę: „Panie, Jezu Chryste, ten chleb i to wino konsekrowane we Mszy św., są teraz Twoim Ciałem i Twoją Krwią. Daj nam przyjąć Twoją obecność w duchu ubóstwa i z radością serca. «Oto Baranek Boży…»”.

Nie wszyscy przyjmują Ciało Chrystusa codziennie. Ze względu na tę samą miłość do Chrystusa, jedni komunikują często, inni rzadko. Chcąc uszanować indywidualną wrażliwość każdego, bracia wprowadzili zwyczaj rozdawania chleba, pobłogosławionego w czasie Eucharystii. Wzięli przykład od samego Chrystusa, który pewnego dnia pobłogosławił pięć chlebów i polecił rozdać je wszystkim bez wyjątku. Każdy, kto – z różnych względów – nie spożywa Ciała Chrystusa, może otrzymać ten znak wspólnoty i dzielenia się.

Każdego dnia po wieczornej modlitwie brat Alois, a z nim kilku innych braci, pozostaje w kościele, aby słuchać wszystkich, którzy chcą zwierzyć się im z drążących ich pytań. Są również wtedy w kościele księża, gotowi do posługi sakramentu pojednania.

Wielu spośród tych, którzy w niedzielne popołudnie wyjeżdżają z Taizé, zabiera ze sobą przekonanie o prawdzie kilku prostych słów: „Jedną z tajemnic Chrystusa jest to, że On pierwszy ciebie umiłował. Być kochanym na zawsze, być odzianym w szatę Bożego przebaczenia i zaufania – oto sens twojego życia. Teraz ty możesz podjąć ryzyko dawania siebie”. Sami pojednani z Bogiem, są gotowi do wprowadzania pojednania w życie innych ludzi.

Nie tylko bracia

Wspólnota z Taizé liczy stu braci, pochodzących z 25 krajów. Mniej więcej połowę braci stanowią katolicy, pozostali wywodzą się z Kościołów wyrosłych z Reformacji i z Kościołów anglikańskich. Wszyscy jednak są gotowi przyjmować powołanie Wspólnoty: stawać się coraz bardziej „katoliccy”, w sensie otwarcia serca na pełnię misterium wiary. Nie tworzą jednak wspólnoty ponadkonfesyjnej, są wierni Kościołom, które „zrodziły” ich dla wiary w Chrystusa. „Wy – zwracał się do braci papież Jan Paweł II w czasie swojej wizyty w Taizé 5 października 1986 r. – chcąc być «przypowieścią o wspólnocie», pomożecie wszystkim tym, których spotkacie, pozostać wiernymi swojej przynależności kościelnej, będącej owocem wychowania i wyboru sumienia, ale pomożecie im także coraz głębiej wnikać w tajemnicę komunii, którą w planie Bożym jest Kościół”.

Nie sposób porównywać Taizé do Światowej Rady Kościołów, czy ONZ. Nie chodzi tu o szukanie wspólnego mianownika dla wszystkich chrześcijan, czy też o stworzenie jakiejś federacji Kościołów. Nie zadowala również braci zwyczajne współistnienie wyznań chrześcijańskich. Wspólnota dąży do komunii w jednej wierze Kościoła Chrystusowego. „Kościół jest komunią miłości i tej komunii szukamy” – mówią bracia.

Pierwszym Polakiem, który wstąpił do Wspólnoty był Marek Durski z Poznania. „Ja się do Taizé «nie pchałem» – mówi. – Szukałem swojego powołania. Spotkanie z Taizé pomogło mi zrozumieć jego istotę. Kiedy ktoś spotyka się ze szczególną obecnością Chrystusa, odczytuje Jego wezwanie jako coś bardzo radykalnego, co przerasta człowieka. Przez lekturę «Reguły» i osobiste spotkanie z bratem Rogerem zrozumiałem, na czym ten radykalizm polega. Nie jest on dziełem człowieka, jego osobistym bohaterstwem. To Bóg nas wybrał i umiłował, a nie my Jego. Radykalizm powołania oznacza, że to On radykalnie się angażuje w życie tego, kogo powołuje. Wtedy moje «tak» może być wypowiedziane mimo całej ludzkiej ułomności i ograniczeń”.

Po raz pierwszy przybył do Taizé w 1972 r. Trudno było wówczas wyjechać z Polski. Oprócz sporej sumy pieniędzy, potrzebne było zaproszenie. Pomogli mu w tym bracia za sprawą spotkanego rok wcześniej w Polsce brata Clémenta. Po raz drugi Marek znalazł się na wzgórzu w 1975 r. Pojechał tam autostopem. Odbył kilkunastodniowe rekolekcje, w których towarzyszył mu jeden z braci. Otrzymał wówczas zgodę na przyjęcie do Wspólnoty. „Wspólnota nigdy mnie nie «wciągała» – wspomina. – Czułem natomiast dyskretną bliskość braci”.

Chciał pozostać w Taizé legalnie, wrócił więc do Polski. Przez trzy lata czekał na paszport. Co pół roku składał nowy wniosek. Odpowiedź była zawsze taka sama: odmowa „z powodu ważnych spraw państwowych”. Wreszcie w 1978 r. mógł wyjechać. Ówczesny wikariusz kapitulny archidiecezji poznańskiej, bp Marian Przykucki pobłogosławił go na drogę.

Dlaczego postanowił zostać w Taizé? „Uderzyła mnie u braci radość wiary, radość bycia chrześcijaninem i zakonnikiem, radość modlitwy i bycia we wspólnocie Kościoła. Dostrzegłem w tym świadectwo autentyczności Ewangelii. Przeczuwałem, że Ewangelia nie może być smutna, nie może być ciężarem. Jest drogą do zbawienia, musi więc być drogą radości, której nikt nam nie może odebrać. W Taizé odkryłem, że nie jest to radość euforyczna, lecz radość mimo zmagań, walki wewnętrznej. Radość niełatwa, która nie ucieka przed cierpieniem i podjęciem trudnych wezwań. Zatrzymało mnie tu też doświadczenie powszechności przesłania Chrystusa. Pełniej i głębiej zrozumiałem tu, co znaczy katolickość Kościoła: posłanie do każdego człowieka – idźcie na cały świat, nikogo nie pomińcie – i powołanie, aby służyć, podobnie jak Chrystus”.

W 1999 r. brat Marek przyjął święcenia kapłańskie. Obecnie oprócz niego do Wspólnoty należy kilku innych Polaków.

Taizé jednak to nie tylko bracia. W 1966 r., na zaproszenie Wspólnoty, w sąsiedniej wiosce Ameugny osiedliły się siostry św. Andrzeja. To międzynarodowe, katolickie zgromadzenie zakonne powstało w 1232 r. W średniowieczu siostry opiekowały się domami dla pielgrzymów. Przez krótki czas wiodły życie kontemplacyjne. W następnych wiekach m.in. prowadziły szkoły. Służą Kościołowi tam, gdzie tego w danym momencie najbardziej potrzebuje. Jest ich dziś ok. 200. Dom generalny sióstr św. Andrzeja mieści się w Tournai, w Belgii, nowicjat zaś – w Ameugny. Posiadają też placówki w Anglii, Brazylii i Zairze.

Po przybyciu do Ameugny siostry przejęły na siebie dużą część odpowiedzialności za przyjmowanie pielgrzymów. „Bez nich bylibyśmy straszliwie skrępowani” – twierdził brat Roger. Matka Tarcissiusa, długoletnia przełożona domu w Ameugny, prowadziła kiedyś 30-dniowe rekolekcje ignacjańskie, wprowadzała w towarzyszenie duchowe. Wśród jej „uczniów” byli także niektórzy bracia.

W przyjmowaniu przybywających do Taizé pomagają braciom również ci spośród młodych, którzy decydują się na pozostanie na wzgórzu przez kilka tygodni, miesięcy, a nawet cały rok. Wielu z nich zdobywa tu duchową formację. Niektórzy „zasilają” potem seminaria duchowne i zakonne nowicjaty. Każdy z chłopców ma we Wspólnocie brata, który towarzyszy mu w jego poszukiwaniach. Każda z dziewcząt rozmawia z jedną z sióstr. Nie chodzi tu o dawanie rad, czy pouczanie, jak żyć. Rzecz w tym, aby pomóc każdej i każdemu przyjąć obecność Chrystusa: miłującą i wspomagającą, jak też odkryć złożone w człowieku przez Boga dary, które należy rozwinąć.

Od początku lat dziewięćdziesiątych wśród dziewcząt przyjeżdżających do Taizé na dłużej dużą grupę stanowiły Polki. Bracia pragnęli przyjąć je jak najlepiej, lecz gościna ta nie byłaby pełna bez stworzenia możliwości wysłuchania ich. Niestety, wśród sióstr św. Andrzeja nie było Polek, żadna też nie mówiła po polsku. Bracia zwrócili się więc do Zgromadzenia Sióstr Urszulanek Serca Jezusa Konającego – które, podobnie jak siostry z Ameugny, żyją duchowością św. Ignacego Loyoli – z prośbą o wydelegowanie jednej lub kilku sióstr do pomocy w Taizé. Matka generalna zaproponowała żyjącą w zgromadzeniu od 17 lat katechetkę, siostrę Bożenę , absolwentkę Akademii Teologii Katolickiej w Warszawie.

W lipcu 1994 r. siostra Bożena zamieszkała na wzgórzu. „Taizé to ciągła lekcja pokory. Wszystko mnie tu przerasta” – mówiła po pewnym czasie. Dostrzegała w tym jednak działanie Ducha Świętego i symboliczną kontynuację dzieła bł. Urszuli Ledóchowskiej. Przed wielu laty założycielka zgromadzenia posyłała siostry do Francji, aby opiekowały się polskimi dziewczętami, emigrującymi tam do pracy w fabrykach włókienniczych.

Siostra Bożena wspaniale wpisała się w duchowy krajobraz Taizé. Tryskała radością. „Stała pogoda ducha jest zadaniem urszulanki – tłumaczyła. – Ludzie potrzebują radości. Ona nie wyolbrzymia problemów. Poza tym, z natury jestem osobą pogodną”. „Taka mała, a tyle energii!” – podziwiał polską zakonnicę brat Paolo.

Siostra Bożena zajęła się nie tylko Polkami. Przychodziły do niej także Rosjanki, Litwinki, Słowaczki… „Muszę podszkolić rosyjski” – przyznawała. Jej zadaniem było również prowadzenie korespondencji Taizé z Polską. Nie podołałaby wszystkiemu sama. Już we wrześniu 1994 r. dołączyła do niej współsiostra z warszawskiego klasztoru szarych urszulanek, Małgorzata. Dziś ich pracę kontynuują inne siostry.

Palma męczeństwa

16 sierpnia 2005 r. zginął brat Roger. Miał 90 lat. Od dłuższego czasu był fizycznie osłabiony. Jednak jeszcze w kwietniu na wózku inwalidzkim uczestniczył w uroczystościach pogrzebowych papieża Jana Pawła II. Do końca pisał też list na kolejne Europejskie Spotkanie Młodych.

Założyciel Taizé został śmiertelnie ugodzony nożem przez 36-letnią Rumunkę, Luminitę Solcan. Do tragedii doszło o godz. 20.45 w czasie wieczornej modlitwy w kościele Pojednania, w obecności ponad 2,5 tys. młodych pielgrzymów. Kobieta, która zaatakowała brata Rogera wtargnęła na środek świątyni, w miejsce, w którym tradycyjnie gromadzili się zakonnicy wraz z założycielem Wspólnoty. Pozostawał on jak zwykle z tyłu grupy współbraci, zatopiony w modlitwie. Zakonnicy nie spostrzegli zbliżającej się kobiety, gdyż byli odwróceni plecami. Usłyszeli natomiast krzyk.

„Brat Roger siedział, lecz gdy podbiegliśmy do niego, spostrzegliśmy, że jest poważnie ranny, a krew silnie broczy. Następnie szybko przetransportowaliśmy go do domu” – opowiada brat Emil. Wśród pielgrzymów nie było lekarza, został więc wezwany lokalny lekarz, jednak rana była na tyle poważna, że na pomoc było już za późno. Brat Roger zmarł niedługo po godz. 21.00. Modlitwa w kościele Pojednania trwała przez całą noc.

Sprawczyni zamachu została natychmiast schwytana przez świadków zbrodni i oddana w ręce policji. Nie stawiała oporu. Pytana w trakcie śledztwa o motywy zabójstwa, mówiła, że od kilku miesięcy bezskutecznie usiłowała osobiście spotkać się z przeorem Taizé, aby ostrzec go przed „groźnym spiskiem masonerii”. Przyznając, że miała w ręku nóż, jednocześnie zaprzeczała, jakoby użyła go do zadania śmiertelnemu ciosu bratu Rogerowi. Utrzymywała, że jedynie przyłożyła mu nóż do gardła, aby zechciał ją wysłuchać. Jej zdaniem zakonnik odwrócił głowę i zranił się sam. Jednak lekarz sądowy odrzucił taką możliwość i stwierdził, że zostały świadomie zadane „dwa ciosy nożem, jeden płytki, a drugi śmiertelny z powodu przecięcia ścięgna szyjnego i tchawicy o szerokości 10 centymetrów”. Solcan jednak oświadczyła, że „jeśli padł cios śmiertelny, to nie ona go zadała, lecz ktoś inny”. Ponad dwa lata później francuski sąd uznał ją za niepoczytalną.

Nowym przeorem Wspólnoty został brat Alois Löser, 51-letni katolik ze Stuttgartu w Niemczech, wyznaczony przez brata Rogera osiem lat wcześniej, o czym jednak wiedzieli tylko członkowie Wspólnoty. Mieszka on w Taizé od 19. roku życia. Nazywany jest Archaniołem. Znany jest jako człowiek wielkiej łagodności, który „wszystkim się zachwyca”. „Odbył wiele podróży po krajach Europy Wschodniej. Koordynował też organizację Europejskich Spotkań Młodych, które były inspiracją dla Światowych Dni Młodzieży” – informuje brat Emil.

Brat Roger zmarł tak jak żył: modląc się pośród swej Wspólnoty. Jego tragiczna śmierć wywołała istną lawinę reakcji. Choć był protestantem, w jego intencji odprawiano Msze św. w katolickich kościołach, także w Polsce.

Abp Damian Zimoń z Katowic uznał, że śmierć brata Rogera „to nie przypadek, lecz ofiara”. Porównał mord w Taizé do zamachu na Jana Pawła II w 1981 r. Podkreślił, że założyciel Wspólnoty z Taizé był człowiekiem świętym, którego przesłaniem była jedność Kościoła i całej ludzkości. „Czy jest już możliwe, żebyśmy my katolicy uznali tego protestanta za naszego świętego?” – zastanawiał się Jacek Wójcik, założyciel Ruchu Solidarności z Ubogimi Trzeciego Świata Maitri.

Kard. Karl Lehmann z Moguncji w Niemczech zauważył, że „człowiek, który swoje życie poświęcił orędziu Jezusa, pojednaniu wszystkich ludzi i pokojowi, szczególnie pomiędzy Kościołami, wyznaniami i religiami doznał losu, który przypomina nam o losie Jezusa i innych świadków pozbawionego przemocy życia jak Martin Luther King i Dag Hammarskjöld”. „Całe jego życie ofiarowane Bogu i braciom ukoronowane zostało palmą męczeństwa” – podsumowała Chiara Lubich, założycielka ruchu Fokolari.

„Pan Bóg przyjął ofiarę Jego życia. Krew, przelana niewinnie, posłuży sprawie jedności chrześcijan, a wam da siłę do kontynuowania jego wielkiego dziedzictwa duchowego” – napisał do braci z Taizé abp Stanisław Dziwisz z Krakowa. Jeśli Bóg „dopuścił do tej tragedii, to tylko po to byśmy aktywniej zaangażowali się w dzieło brata Rogera. Jego nauka o miłości do każdego człowieka i akceptacja każdego bez względu na jego wyznanie czy religię jest testamentem, który pozostawił. Najlepszym wyrazem szacunku jaki możemy Mu okazać jest wypełnienie tego testamentu” – napisał prawosławny metropolita warszawski i całej Polski Sawa. Z kolei bp Marek Izdebski, zwierzchnik Kościoła ewangelicko-reformowanego przyznał, iż wiele osób, z którymi rozmawiał „zawsze podkreślało, że jeśli ma się na nowo odrodzić Europa ducha”, to właśnie w Taizé.

Trumna z ciałem brata Rogera została 18 sierpnia wystawiona w kościele Pojednania. Kilka tysięcy ludzi ustawiło się ze spokojem w kolejce, by móc przez chwilę pomodlić się przy otwartej trumnie. „Na twarzy brata Rogera maluje się spokój” – mówili po wyjściu ze świątyni.

Pogrzeb założyciela Wspólnoty z Taizé odbył się 23 sierpnia z udziałem ponad 10 tys. osób. Mszy św. koncelebrowanej w kościele Pojednania przewodniczył kard. Walter Kasper, kierujący Papieską Radą ds. Popierania Jedności Chrześcijan. Wraz z nim koncelebrowali trzej bracia Wspólnoty, którzy są kapłanami, wśród nich brat Marek. Obok młodych ludzi z całego świata ostatni hołd bratu Rogerowi oddali przedstawiciele Kościołów i politycy europejscy, m.in. prezydent Niemiec, Horst Köhler. Odczytano list od papieża Benedykta XVI.

Brat Alois zapewnił zebranych, że Wspólnota będzie kontynuowała misję założyciela. Podkreślił, że bratem Rogerem kierowały zawsze dwa przekonania: jedność Boga z każdym człowiekiem, bez wyjątku oraz ewangeliczna wartość jaką jest dobroć serca. Powierzył Bożemu miłosierdziu nie tylko swego poprzednika, ale także Luminitę Solcan.

W homilii kard. Kasper nazwał brata Rogera jednym z największych ojców i mistrzów duchowych naszych czasów, który „chciał zasiać ziarno jedności w Kościele i w świecie”. Cierpiał bowiem z powodu podziału chrześcijan i „chciał żyć wiarą Kościoła niepodzielonego, bez rozłamu, w wielkim braterstwie. Wierzył przede wszystkim w ekumenizm wynikający ze świętości, tej świętości, która przemienia głębię duszy, i która jako jedyna prowadzi do pełnej komunii”. „Ta wiosna ekumenizmu rozkwitła na wzgórzu Taizé” – wskazał kardynał.

Założyciel Wspólnoty spoczął na małym cmentarzu okalającym romański kościółek w wiosce. „W czasie pogrzebu zobaczyliśmy kawałek nieba, zajrzeliśmy tam na chwilę. Byliśmy tak blisko Chrystusa i jego krzyża. Trzeba było przejść przez śmierć brata Rogera, aby zobaczyć i przeżyć dzisiejsze święto. Po jego śmierci narodziło się nowe życie” – powiedział Jean Vanier, założyciel ruchu „Wiara i Światło”.

Taizé – Kościół już pojednany

Podczas swojej krótkiej wizyty na wzgórzu Taizé w 1986 r. Jan Paweł II w prostych słowach ujął charyzmat Wspólnoty: „Do Taizé przybywa się jak do źródła. Wędrowiec zatrzymuje się, zaspokaja pragnienie i rusza w dalszą drogę. Wiecie, że bracia nie chcą was zatrzymać. Chcą w modlitwie i ciszy pozwolić wam pić wodę żywą obiecaną przez Chrystusa, poznać Jego radość, odkryć Jego obecność, odpowiedzieć na Jego wezwanie, abyście mogli potem wyruszyć i świadczyć o Jego miłości, służąc braciom w waszych parafiach, w waszych szkołach, na uniwersytetach i we wszystkich miejscach pracy”.

Papież zwrócił się też do braci ze słowami umocnienia: „Wasza Wspólnota w swoim szczególnym, oryginalnym, a nawet w pewnym sensie prowizorycznym powołaniu może wzbudzać zdziwienie, spotykać się z niezrozumieniem i podejrzliwością. Ale dzięki waszej pasji, z jaką szukacie pojednania wszystkich chrześcijan w pełnej komunii, dzięki waszej miłości do Kościoła będziecie nadal, jestem tego pewien, gotowi przyjmować wolę Pana”.

„Czuje się tu Europę i Kościół – napisał prawosławny teolog Michał Klinger – jakby już zjednoczone na nowo, po wiekach ciemnego zamętu: inspirator krucjat – św. Bernard – pojednany z prawosławnym Starcem-Pustelnikiem, we wspólnocie założonej przez ewangelików”. W sercu tych, którzy przybywają do Taizé jak do źródła, Kościół Jezusa Chrystusa jest już jeden.

Paweł Bieliński

Wersja do druku

Nasza strona internetowa używa plików cookies (tzw. ciasteczka) w celach statystycznych, reklamowych oraz funkcjonalnych. Możesz określić warunki przechowywania cookies na Twoim urządzeniu za pomocą ustawień przeglądarki internetowej.
Administratorem danych osobowych użytkowników Serwisu jest Katolicka Agencja Informacyjna sp. z o.o. z siedzibą w Warszawie (KAI). Dane osobowe przetwarzamy m.in. w celu wykonania umowy pomiędzy KAI a użytkownikiem Serwisu, wypełnienia obowiązków prawnych ciążących na Administratorze, a także w celach kontaktowych i marketingowych. Masz prawo dostępu do treści swoich danych, ich sprostowania, usunięcia lub ograniczenia przetwarzania, wniesienia sprzeciwu, a także prawo do przenoszenia danych. Szczegóły w naszej Polityce prywatności.