Drukuj Powrót do artykułu

Lipcowa WIĘŹ o współpracy ks. Czajkowskiego ze Służbami PRL

11 lipca 2006 | 17:21 | aw //mr Ⓒ Ⓟ

Wnikliwy opis współpracy ks. Michała Czajkowskiego ze Służbą Bezpieczeństwa PRL jest głównym tematem lipcowego numeru WIĘZI. Redakcja powołała zespół, który zmierzył się z niepodważalnym faktem, że przez 24 lata ich wieloletni asystent kościelny, duszpasterz, spowiednik i przyjaciel – był tajnym współpracownikiem Służby Bezpieczeństwa.

*Redakcyjny zespół ds. raportu*

„T.W. «Jankowski»” – pod takim tytułem „Więź ” publikuje 60-stronicowy raport, który powstał w wyniku analizy dokumentów zdeponowanymi w IPN, a zgromadzonymi przez lata przez SB oraz wywiad PRL.

Autorami raportu są: Zbigniew Nosowski, Andrzej Friszke, Anna Karoń-Ostrowska i Tomasz Wiścicki

„Do sprawy naszego duszpasterza i przyjaciela postanowiliśmy zatem podejść z troską o prawdę historyczną i poszanowanie godności człowieka; bez pochopnego potępiania, ale i bez bagatelizowania sprawy; w duchu pełnej prawdy o tamtych czasach – ze świadomością, że głównymi sprawcami tego zła są twórcy i organizatorzy systemu komunistycznego” – wyjaśniają autorzy raportu.

Przypominają, w jaki sposób fakt współpracy duchownego z SB został ujawniony opinii publicznej. 17 maja dziennik „Życie Warszawy” opublikował obszerny artykuł Tadeusza Witkowskiego, który na podstawie dokumentów zgromadzonych w IPN, stwierdził, że ks. Czajkowski przez wiele lat współpracował ze specsłużbami PRL.

Po ukazaniu się publikacji redaktorzy „Więzi” przeprowadzili rozmowę z ks. Michałem Czajkowskim, który na własną prośbę zrezygnował ze stanowiska asystenta kościelnego „Więzi”. Ponadto za pośrednictwem redakcji przekazał swe „ubolewanie z powodu braku roztropności w przeszłości”.

Redakcja „Więzi” zdecydowała się powołać zespół, który miał przebadać istniejące w IPN dokumenty na temat współpracy „TW Jankowski”. Warto zwrócić uwagę, że wśród członków zespołu badawczego znalazł się dr hab. Andrzej Friszke – historyk, członek kolegium IPN, znawca najnowszej historii Polski, a więc osoba potrafiącą ocenić autentyczność dokumentów, wytwarzanych w czasach PRL, znająca od podszewki mechanizmy szantażu, represji i przemocy, stosowanych przez „resory siłowe”.

Dziennikarze „Więzi” w krótkim czasie wykonali ogromną pracę – można rzec wzorcową, jeśli chodzi o ocenę faktu współpracy z SB. Wymagało to analizy liczącej 898 stron dokumentacji oraz 80 klatkami mikrofilmu dokumentów.

W prezentowanym w miesięczniku raporcie dokładnie opisują, w jaki sposób była gromadzona dokumentacja, jak były pisane raporty. Stwierdzają, że w wypadku rękopisów nie mieli wątpliwości, że ich autorem jest ks. Czajkowski, gdyż znają jego charakter pisma. Jednak specjalnie podkreślają, że do zgromadzonych dokumentów nie podchodzili bezkrytycznie – materiały archiwalne weryfikowali z samym zainteresowanym, a także z osobami wymienianymi w informacjach, przekazywanych przez „Jankowskiego”. W większości przypadków ks. Czajkowski nie zaprzeczał przedstawionym faktom, wielu z nich jednak nie pamiętał. Stanowczo zaprzeczył, że brał kiedykolwiek pieniądze lub prezenty za dostarczane informacje, choć dokumenty kilkakrotnie odnotowują takie fakty.

Autorzy raportu informują też, że został on przesłany abp. Marianowi Gołębiewskiemu, gdyż ks. Czajkowski jest kapłanem archidiecezji wrocławskiej.

*Lista oficerów prowadzącyh*

Ppor. Tadeusz Rutkowski, Mieczysław Mrozowicz, mjr Eugeniusz Ciszyński, mjr Henryk Sawarzyńśki, „Rom”, „Marek”, ppłk Ludwik Dąbrowski, płk Mikołaj Maszara, mjr Marian Bedka, płk Stanisław Nowak, wreszcie płk Adam Pietruszka, zamieszany w mord na ks. Jerzym Popiełuszce – to lista esbeków, funkcjonariuszy komunistycznych służb specjalnych, którzy byli oficerami prowadzącymi i spotykali się z t.w. „Jankowskim” w kraju i zagranicą.

Publikując tę listę zespół „Więzi” podkreśla, że ludzie ci zajmowali eksponowane stanowiska w aparacie represji PRL. Fakt zaangażowania funkcjonariuszy tak wysokiego szczebla świadczy o tym, że „źródło”, jak nazywano „t.w.” było wysoko cenione i uznane za wartościowe w prowadzeniu „prac operacyjnych” resortu.

Członkowie zespołu informują o liczbie odbytych spotkań, wiarygodności dokumentów, stopniu świadomości współpracy i zaangażowania ze strony „Jankowskiego” oraz szkodliwości przekazywanych przez niego informacji.

*„Uczciwy obywatel Polski Ludowej” – werbunek*

Z dokumentów wynika, że pierwszy kontakt Michała Czajkowskiego z bezpieką odbył się, gdy ten był alumnem w Wyższym Seminarium Duchownym w Gościkowie – Paradyżu.

Kleryk Czajkowski miał wówczas 22 lata. 28 czerwca 1956 r. był w Poznaniu na prymicjach kolegi. Zbiegło to się z pamiętnymi wydarzeniami poznańskimi, pierwszym protestem robotniczym w historii PRL. Był w sutannie, zaś miasto było pełne milicji i wojska. Po powrocie do rodzinnego Świdwina kleryk Czajkowski został wezwany na milicję rzekomo w sprawie meldunkowej, a później przekierowany do UB. Rozmowę prowadził 12 lipca 1956 r. ppor. Tadeusz Rutkowski. Zachował się jej dwustronicowy zapis – kleryk wymienił kolegów seminaryjnych, którzy kiedyś byli w ZMP, opisywał też atmosferę w seminarium i relacje między wykładowcami.. Autorzy raportu podkreślają, że nie wiadomo, czy w stosunku do młodego człowieka zastosowano szantaż, być może grożono mu, gdyż był w Poznaniu tuż po proteście robotników. Być może łatwiej było zastraszyć człowieka młodego, bez życiowego doświadczenia, pochodzącego z małej miejscowości.

Kleryk Czajkowski napisał własnoręczne zobowiązanie: „Ja, Michał Czajkowski (…) jako uczciwy obywatel Polski Ludowej, mając na uwadze dobro Ojczyzny, wszelkie spostrzeżenia o działalności wrogich elementów starał się będę w porę poinformować władze do tego powołane (organa Bezpieczeństwa Publicznego)”.

W rozmowie z zespołem „Więzi” ks. Czajkowski potwierdził fakt napisania tego zobowiązania – pod dyktando ubeka.

Po latach stwierdził, że nie uważał tego za werbunek. Inaczej fakt ten oceniali funkcjonariusze, którzy w „Notatce informacyjnej” piszą o werbunku, a także o zadaniach nowego informatora, który miał być użyty do penetracji seminarium i zorientowaniu się, kto spośród alumnów mógłby zostać zwerbowany w przyszłości.

Przez następne cztery lata nie ma śladów współpracy – Michał Czajkowski otrzymał święcenia w 1958, rok pracował w parafii, w 1959 został skierowany na studia na KUL.

*Służby nie zapominają*

Przeniesienie się do Lublina, gdzie znajdowało się jedno z najbardziej prężnych środowisk katolickich w Polsce, stało się powodem „przypomnienia” sobie przez służby o ks. Czajkowskim. W sierpniu 1960 nastąpiło wznowienie kontaktów. Tym razem zastosowano jednak wobec osoby werbowanej szantaż, jak określa zainteresowany, u jego podstaw legło drobne wydarzenie, które mogło jednak go skompromitować, więc wisiało nad nim jak miecz Damoklesa. Przez całe 24 lata.

Mieczysław Mrozowicz, „opiekun” t.w., odnotowuje w swych notatkach, że ten bardzo boi się dekonspiracji, pisze więc swoje donosy na maszynie, w obawie, by ktoś nie rozpoznał jego charakteru pisma. Pisze też o wielkim pragnieniu informatora – by wyjechać na studia do Rzymu. I prosił Urząd, by przyszedł mu z pomocą… „Odpowiedziałem mu, że nasza pomoc jest uzależniona od tego na ile będzie w stosunku z nami szczerze postępował”.

Owa „szczerość” miała się przejawiać m.in. na pisaniu charakterystyk profesorów KUL, opisywania ich postaw, poglądów. Jest wśród nich charakterystyka (bardzo pozytywna) ks. Wincentego Granata i kilkudziesięciu innych duchownych, ale też informacje, które mogłyby być użyte do szantażu – kto z księży gra w karty, nadużywa alkoholu, ma rozmaite problemy, donosi o konfliktach między duchownymi. T.w. wciąż nalegał, by dano mu paszport, mimo przestróg życzliwych, dobrze znających realia duchownych, żeby nie robił tego za cenę układu z UB.

Autorzy opracowania podkreślają, że z dokumentów widać, jak przekształcały się relacje między „Jankowskim” a prowadzącym go ubekiem – zaczęło się od szantażu, nastąpiły konspiracyjne spotkania w Lublinie, nakłanianie do pisania notatek, przekazanie telefonu w Warszawie, na który t.w. miał dzwonić – z formalnej zależności kontakty stały się partnerskie, niemal przyjacielskie. W końcu, po kilku spotkaniach Mrozowicz wręczył „Jankowskiemu” 2 tys. zł, których, jak wynika z raportu, nie chciał przyjąć, ale w końcu wziął za pokwitowaniem – było to przekroczeniem kolejnego progu psychologicznego.

Przed wyjazdem do Rzymu (co w końcu nastąpiło na początku 1961 r.) „Jankowski” został poinformowany, jak będą wyglądać dalsze kontakty ze służbami (gdyż za granicą musiał go przejąć oficer peerelowskiego wywiadu).

*Rzym, Paryż, Wiedeń, USA*

Jak ustalił zespół „Więzi” raporty przysyłał „Jankowski” na warszawski adres, na nazwisko „Tomasz Stefański”. Za granicą miał on pomagać w rozpracowywaniu kleru emigracyjnego.

Peerelowscy agenci planowali nawet założenia podsłuchu (dzięki wskazówkom swojego t.w.) w pomieszczeniach prymasa Wyszyńskiego w Rzymie. Po spotkaniu z mjr Swarzyńskim ks. Czajkowski został oceniony jako osoba „chętna do współpracy”, jednak z ograniczonymi możliwościami w Rzymie, za to „cenna jednostka w kraju”.

25 listopada 1962 duchowny został oficjalnie zarejestrowany jako agent w Wydziale VI Departamentu I MSW.

Kolejne rozmowy, w Rzymie, prowadził „Jankowski” prawdopodobnie z rezydentami wywiadu – „Romem” i „Markiem”. Rom oceniał, że jego rozmówca nie ma oporów do współpracy. „Poza tym – jak się zorientowałem – w jakiś sposób współpraca z wywiadem imponuje mu” – pisze w raporcie. Wspomina też o wręczeniu 30 tys. lirów.

W latach 1962-64 „Jankowski” sporządził w Rzymie charakterystyki kilkudziesięciu księży, przebywających w Wiecznym Mieście. Zachowała się m.in. charakterystyka ks. Józefa Glempa i ks. Tadeusza Pieronka.

Latem 1963 ks. Czajkowski przebywał w USA. Później, wróciwszy do Rzymu spotkał się z kard. Stefanem Wyszyńskim. W raporcie opisuje jego ojcowskie przestrogi, krytyczne uwagi na temat jego artykułów w „Tygodniku Powszechnym”.

Z tego samego roku jest także notatka ks. Czajkowskiego, w której przekonuje władze PRL by wydały paszport kard. Kominkowi, by ten mógł wziąć udział w obradach II Soboru Watykańskiego. „Czyż polski Wrocław ma być reprezentowany w Rzymie i w ogóle za granicą przez Niemca, ks. Piątka i jego niemiecką kapitułę?” – pytał retorycznie. Za co dostał reprymendę – centrala w Warszawie poleciła rezydentowi, by ten oświecił Czajkowskiego, o „drugiej stronie działalności Kominka” i nie litował się nad nim jako nad „bojownikiem sprawy polskiej”.

Autorzy raportu odnoszą się również do informacji znajdującej się w źródłach SB, jakoby ks. Czajkowski miał przekazać rezydentowi wywiadu PRL w Rzymie materiały przekazywane przez kard. Wyszyńskiego kard. Kominkowi za jego pośrednictwem. Zresztą w dotychczasowych publikacjach na ten temat, zarzut ten stawiany jest jako jeden z najbardziej oskarżających ks. Czajkowskiego.

Autorzy raportu tę informację uznają jednak za mało wiarygodną, gdyż Prymas Wyszyński, sam dobrze znając zasady konspiracji, nie posłużyłby się w tak delikatnej sprawie młodym księdzem, do którego nie miał pełnego zaufania.

Pod koniec tego roku nastąpiła groźba dekonspiracji, pisanie raportów bądź któryś z maszynopisów musiał zwrócić uwagę mieszkających z nim księży. Wobec tego rzymscy rezydenci (jeden z nich zarzucił „Jankowskiemu” brak ostrożności, gdyż dużo wcześniej sporządzał swoje raporty) – podjęli decyzję o „zamrożeniu” „Jankowskiego” „na pewien okres czasu”. Współpracę „centrala” w Warszawie najwyraźniej uznała za owocny – „Rom” oznajmił „Jankowskiemu”, że „w wyniku dotychczasowej współpracy i w nagrodę za nią oraz w nadziei na coraz lepsze rezultaty” otrzymuje 140 tys. lirów.

W następnym roku ks. Czajkowsi udał się do Jordanii i Jerozolimy. Z tego czasu nie ma śladów pracy „Jankowskiego” dla peerlowskich służb specjalnych.

*„Schody nie skrzypią”*

Jak ustalił zespół „Więzi” po powrocie do kraju oficerem prowadzącym „Jankowskiego” był od 1967 r. mjr Ludwik Dąbrowski z I Deparetamentu IV MSW z Warszawy. W tym czasie ks. Czajkowski był wykładowcą biblistyki we wrocławskim seminarium.

W archiwum znajduje się 20 doniesień od t.w., m.in. referat kard. Kominka o owocach obchodów millenijnych (także uwagi krytyczne) czy bp Ignacego Tokarczuka o zagadnieniach soborowych w związku z przemianami soborowymi.

Znamienne jest, że z owego czasu zachował się projekt przekazania „Jankowskiemu” specjalistycznego sprzętu „Minox” – do fotografowania dokumentów. Choć do realizacji projektu nie doszło, a ks. Czajkowski stwierdził, że nie otrzymał żadnego sprzętu, sam pomysł świadczy, że jego informacje były wysoko cenione.

Wśród raportów cytowanych w opracowaniu, znalazł się i taki, na którym „Jankowski” dopisał na maszynie: „Co jest, w Wielką Środę, Czwartek i Piątek czekałem w Grandzie, trzy obiady zjadłem na mój koszt, 24 kwietnia, czwarty, a Pana nie ma”. Spotkali się następnego dnia i Dąbrowski przekazał „Jankowskiemu” 128 dolarów US.

W tym okresie następuje zwrot w stosunkach ks. Czajkowskiego z kard. Kominkiem. W archiwach zachował się zapis rozmowy między przełożonym i księdzem, którego kardynał dotąd szczerze lubił. Kard. Kominek podkreślił, że ich wzajemne relacje muszą ulec zmianie i że nie jest to spowodowane entuzjastycznym podejściem księdza do Soboru, czy noszeniem brody. Hierarcha otrzymał najprawdopodobniej informacje o współpracy ks. Czajkowskiego ze służbami PRL. „Nie wiedziałem, że jest aż tak źle” – wyznał hierarcha. Widocznie będąc w Rzymie dostał przekonujące dowody o tej współpracy.

Raporty z lat 1967-1971 dotyczą sytuacji duchowieństwa wrocławskiego, poglądów kurialistów, różnić między nimi, napięć i konfliktów. Wśród dostarczonych ubekom dokumentów znalazł się także ściśle poufny protokół rozmowy kard. Kominka z jednym z księży, którego postawa moralna była naganna.

Najbardziej bulwersują informacje, które mogły pomóc UB w założeniu podsłuchu w siedzibie Kardynała. „Jankowski” informował, że „złodziej mógłby się dostać bez większego trudu pod sam pałac albo przeskakując przez ogrodzenie na podwórze (można też łatwo podrobić klucz!), albo od strony Odry, ale tam, w ogrodzie, jest w nocy spuszczony ostry pies”. Pisze też, że „schody nie skrzypią” i opisywał, gdzie są klucze od gabinetu szefa.

W tym czasie udzielał też konsultacji ubekom, którzy produkowali fałszywkę – pismo „Confrater”. „…autorzy musieliby jeszcze bardziej wniknąć w ducha i styl klerykalny, mniej propagandowy, gazetowy, antyklerykalny”. Dalej tłumaczy, że żaden ksiądz nie napisze słowa „kościół” w znaczeniu wspólnoty wiernych małą literą…

Rok 1968 przynosi informacje o nastrojach, związanych z protestami studenckimi w Warszawie. O tym, jak bardzo cenione było to „źródło” świadczy fakt, że w 1972 r. oficerem prowadzącym „Jankowskiego” został płk Mikołaj Maszara, szef wrocławskiej UB. To on relacjonuje, że t.w. jest w niełasce u rektora seminarium, że zdecydowano zatrudnić w seminarium innego wykładowcę Nowego Testamentu.

Z tego okresu pochodzi druga już, także pozytywna charakterystyka „Jankowskiego” ks. Józefa Glempa. Na koniec prognoza: „Będzie kiedyś biskupem – sufraganem Prymasa”.

Autorzy raportu nie mają wątpliwości: współpraca ks. Czajkowskiego była świadoma. Szkodliwość przekazywanych informacji może być różnie oceniana. Rzecz znamienna – w porównaniu z obszernymi charakterystykami duchownych, informacje o świeckich (np. działaczach KIK) są lakoniczne. Natomiast opinie „Jankowskiego” o dostojnikach kościelnych są pełne goryczy, a nawet niechęci…

*Marginalizacja*

Pobyt w Zgorzelcu (w 1972 r., ks. Czajkowski został odsunięty od nauczania w seminarium wrocławskim), był okresem jego rozluźnionych kontaktów z agentami SB – władze nie interesowały się tak bardzo proboszczem parafii leżącej na krańcu Polski. „Jankowski” sporządzał jednak notatki o działalności księży katolickich i pastorów ewangelickich na rzecz pojednania polsko-niemieckiego, relacje z ekumenicznego Kirchentagu w Gorlitz i in. W tym czasie informował też o działaczach wrocławskiego KIK – Józefa Puciłowskiego i Macieja Zięby.

*„Do współpracy z UB odnosi się pozytywnie”*

Przybycie do Warszawy w 1976 r., gdzie ks. Czajkowski miał być wykładowcą na ATK, spowodowało wzrost zainteresowania „zmarginalizowanym” księdzem ze Zgorzelca – ustalił zespół „Więzi”. Ks. Czajkowski zamieszkał na Żoliborzu. Jego nowym „cieniem” był płk Stanisław Nowak, który obiecał mu pomoc materialną i stwierdza w raporcie, że „«Jankowski» do współpracy z SB odnosi się pozytywnie”.

Pierwsze rozmowy Nowaka z „Jankowskim” dotyczą duchowieństwa wrocławskiego, w aktach można naliczyć 20 sylwetek, wnikliwych charakterystyk psychologicznych, w tym abp Henryka Gulbinowicza, nowego metropolity.

Z czasem zainteresowanie ubeków kieruje się na ATK, politykę personalną uczelni, wpływ na nią hierarchów, w tym kard. Wyszyńskiego.

Jest to okres, w którym ks. Czajkowski poznaje Jacka Kuronia i Jana Józefa Lipskiego i dociera do informacji o zbieraniu pieniędzy na pomoc represjonowanym robotnikom po strajkach w 1976 r. Ponieważ duchowny równolegle podtrzymuje kontakty z wrocławskimi znajomymi – śle raporty także o kręgach kościelnych i opozycyjnych we Wrocławiu.

Wstrząsająca jest zwłaszcza informacja o rewizji w mieszkaniu Macieja Zięby. „Rewizja była o tyle udana, że Zięba zaczął bać się o mamę, która zawsze go ostrzegała (…) a tę rewizję przeżyła bardzo mocno” – odnotowuje raport. I wymienia kwoty, jakie Puciłowski i Zięba zebrali dla represjonowanych robotników z Ursusa i Radomia.

*Tow. Pietruszka z Dep. IV MSW*

W tym okresie w spotkaniu z t.w. „Jankowskim” uczestniczy „tow. Pietruszka z Dep. IV MSW. Przyszły projektodawca zabójstwa ks. Popiełuszki był wówczas zastępcą naczelnika Wydziału I w zwalczającym Kościół Departamencie IV, zaś jego pierwsza notatka ze spotkania z „Jankowskim” została sporządzona 17 października – dzień po wyborze kard. Wojtyły na papieża.

W latach 1978-1984 spotkań Pietruszki z „Jankowskim” było co najmniej 73 i choć nie ma pewności, że we wszystkich wypadkach doszło do spotkania, nie ulega wątpliwości, że kontakty były bardzo częste. W ocenie ks. Czajkowskiego „pan Adam” był inteligentnym partnerem. To jego informował o nastrojach na ATK, przekazał niemal protokół założycielskiego zebrania „Solidarności” na uczelni, zdobywał informacje nt. konkretnych środowisk i osób.

Dziennikarze „Więzi” podkreślają, że z dokumentów wynika, że „Jankowski” wyrósł w tych latach na swego rodzaju „konsultanta” Departamentu IV ds. sytuacji środowisk inwigilowanych przez resort. Na prośbę Pietruszki zanalizował pierwszą encyklikę Jana Pawła II „Redemptor hominis”, a także instrukcję Kongregacji Nauki Wiary nt. teologii wyzwolenia. Pietruszka potrzebował tych analiz do walki na froncie ideologicznym, by „przeprowadzić krytyczną polemikę wobec aktualnych tendencji Watykanu”. Jan Paweł II niejednokrotnie był tematem rozmów esbeka z „Jankowskim”, który przed pierwszą wizytą Papieża informował o nastrojach na ATK. To „Jankowski” przekazał „panu Adamowi”, że w czasie spotkania Rady Głównej Episkopatu z Papieżem głosił on opinie o rewizji postanowień z Jałty i Poczdamu w stosunku do Polski.

„Bohaterami” donosów „Jankowskiego” są także Grażyna Kuroniowa i ks. Franciszek Blachnicki, a także ks. Jerzy Popiełuszko. W archiwach zachowały się sprawozdania z rozmów „Jankowskiego” z kapelanem „Solidarności”. Najważniejsza z nich dotyczy napięcia między wikarym z parafii św. Stanisława a prymasem Glempem. Faktu, że bp Kraszewski przywiózł od Ojca Świętego różaniec wraz z błogosławieństwem dla ks. Popiełuszki, co bardzo go podniosło na duchu. Tej informacji – jakoby miał spotykać się z kapelanem „Solidarności” sam na sam ks. Czajkowski, pytany przez zespół „Więzi”, zaprzeczył. Twierdził, że po śmierci ks. Jerzego wręcz nie mógł sobie darować, że zmarnował okazję lepszego poznania takiego człowieka.

W rozmowach z zespołem „Więzi” ks. Czajkowski, który był kontrolowany i inwigilowany przez specsłużby stwierdził, że mimo kontaktów, które utrzymywał z esbekami miał świadomość, że jest po właściwej, „naszej” stronie. „Nawet ubeka próbowałem przekonywać do naszych racji” – mówił o swoich rozmowach z Pietruszką.

*Zbrodnia kainowa*

Zerwanie współpracy było gwałtowne – 28 października 1984 r., dziewięć dni po zamordowaniu ks. Popiełuszki i dzień po poinformowaniu przez gen. Czesława Kiszczaka, że duchownego zamordowało trzech esbeków z podlegającego mu resortu. Notatkę sporządził sam Adam Pietruszka (został aresztowany 2 listopada za współudział w zbrodni).

„W dniu dzisiejszym odbyłem z tw. krótkie spotkanie w związku ze sprawą uprowadzenia ks. J. Popiełuszki. Tw. Oświadczył, że spotykamy się tylko po to, aby mi powiedzieć, że śmierć brata w kapłaństwie nie może być u niego żadnego wybaczenia. To jest zbrodnia kainowa, której kapłan wybaczyć nie może. W tej sytuacji dla niego każdy pracownik służby bezpieczeństwa jest podobny. Nawet za cenę własnego grzechu, każdy pracownik SB może się od niego spodziewać pogardy i wszystkiego najgorszego.

Próby argumentacji iż uogólnianie pojedynczych faktów nie jest metodą właściwą, zdecydowanie przerwał, prosząc o zakończenie spotkania i współpracy. Płk Adam Pietruszka”.

*„Wina moja jest bezsporna”*

Ustosunkowując się do przedstawionego raportu zespołu „Więzi” ks. Czajkowski, w krótkim „Oświadczeniu” stwierdza: „Wina moja jest bezsporna. Trudno to 24-letnie uwikłanie tłumaczyć tylko epoką, naiwnością, lękiem, zbytnią swobodą wypowiedzi. Dałem dowód słabości charakteru. To, co się dzieje od kilku tygodni wokół mojej osoby, także interpretacje niesprawiedliwe i obraźliwe, traktuję jako zasłużoną pokutę”. Zapewnia też, że wyraził już skruchę wobec Boga, teraz czyni to wobec ludzi i przeprasza i prosi o wybaczenie zwłaszcza tych, których skrzywdził.

Na zakończenie Redakcja zamieściła teksty dominikanów – o. Macieja Zięby i Józefa Puciłowskiego, a także Haliny Bortnowskiej, Jana Turnaua, Krzysztofa Jedlińskiego – przyjaciół ks. Czajkowskiego.

Wszyscy piszą o odkryciu prawdy z bólem (także o. Zięba i Puciłowski, na których „Jankowski” donosił) i pewnością, że dobra, którego dzięki ks. Michałowi doświadczyli nie jest w stanie nic podważyć. Każdy z nich mówi o miłosierdziu Boga, które jest ponad złem grzesznego człowieka.

Wersja do druku

Nasza strona internetowa używa plików cookies (tzw. ciasteczka) w celach statystycznych, reklamowych oraz funkcjonalnych. Możesz określić warunki przechowywania cookies na Twoim urządzeniu za pomocą ustawień przeglądarki internetowej.
Administratorem danych osobowych użytkowników Serwisu jest Katolicka Agencja Informacyjna sp. z o.o. z siedzibą w Warszawie (KAI). Dane osobowe przetwarzamy m.in. w celu wykonania umowy pomiędzy KAI a użytkownikiem Serwisu, wypełnienia obowiązków prawnych ciążących na Administratorze, a także w celach kontaktowych i marketingowych. Masz prawo dostępu do treści swoich danych, ich sprostowania, usunięcia lub ograniczenia przetwarzania, wniesienia sprzeciwu, a także prawo do przenoszenia danych. Szczegóły w naszej Polityce prywatności.