Drukuj Powrót do artykułu

Łódź: zbierają pieniądze na akademik dla uchodźców w Bejrucie

12 sierpnia 2016 | 13:44 | łg Ⓒ Ⓟ

Zbiórkę pieniędzy na budowę i wyposażenie akademika dla uchodźców w Bejrucie (Liban) organizuje stowarzyszenie „Dom Wschodni – Domus Orientalis”. Budowę prowadzi miejscowy biskup Johanan Jihad Battah, który chce stworzyć 30 pomieszczeń, przeznaczonych dla młodych Syryjczyków i Irakijczyków. Mieszkając w tzw. foyer będą mogli uczestniczyć w darmowych zajęciach szkolnych organizowanych przez Kościół syrokatolicki i podjąć studia w Libanie.

Stowarzyszenie poznało biskupa Jihada dwa lata temu, gdy przyjechał do Polski na krótki urlop. „To była wizyta prywatna biskupa, bez żadnych oficjalnych spotkań, bez opowieści o trudnym losie chrześcijan, bez zbierania funduszy pomocowych. Odbyło się tylko jedno spotkanie z członkami i sympatykami Domu Wschodniego w Łodzi. Biskup przyjechał po prostu odpocząć” – wspomina ks. Przemysław Marek Szewczyk, prezes stowarzyszenia.

Od 6 lat do Libanu uciekają uchodźcy z Syrii i Iraku, którzy na skutek bombardowań stracili domy. „Mówimy o regularnej obecności kilkudziesięciu osób w tragicznie trudnym położeniu” – podkreśla ks. Szewczyk. W tym czasie bp Johanan wsparł prawie 3 tysiące chrześcijańskich rodzin z Syrii i północnego Iraku – tylko z Kościoła katolickiego obrządku syryjskiego (na Bliskim Wschodzie obowiązuje zasada „swój do swego”).

Sytuacja staje się coraz trudniejsza, bo uchodźcy najczęściej przyjeżdżają do Libanu bez żadnego dobytku. „Pozwolenie na pobyt, papiery: 100-200 dolarów. Wynajem mieszkania: 500-600 dolarów miesięcznie. Wizyta u lekarza: 100 dolarów. M. marzy o operacji dla swojej córki: 25-40 tysięcy dolarów. A zarobki? Zależą od narodowości. Za taką samą pracę hydraulik – Libańczyk dostanie 40 tysięcy lirów, Egipcjanin 25 tysięcy, Syryjczyk 10 tysięcy. Uchodźcy, jeśli w ogóle znajdą pracę – często zdecydowanie poniżej ich kwalifikacji zawodowych i wykształcenia – są szczęśliwi, jeśli miesięcznie uda im się zarobić 400-450 dolarów. Bardzo wielu z nich przebywa w Libanie nielegalnie. Nie wychodzą z domu po 20.00, jak ognia boją się kontroli policji, bo grozi im deportacja do Syrii” – opisuje ich sytuację ks. Szewczyk. Uchodźcy traktują zatem Liban jako punkt przesiadkowy. Poprzez kontakty prywatne czy organizacje pozarządowe szukają możliwości wyjazdu do USA, Włoch czy Kanady. „O ONZ chrześcijanie nie mają dobrego zdania. Według nich faworyzuje muzułmanów, chrześcijan traktuje po macoszemu. Od roku syryjskie rodziny nawet nie są przyjmowane w celu wpisania na listę uchodźców UNHCR” – mówi ks. Szewczyk.

Od początku sierpnia w Bejrucie jest dwójka wolontariuszy stowarzyszenia „Dom Wschodni”. Pomagają uchodźcom i sprawdzają, jakie są ich realne potrzeby. „Już teraz, po rozmowach z biskupem i samymi uchodźcami, wiemy, że podstawowym problemem są mieszkania” – tłumaczy ks. Szewczyk. Kościół już w tej kwestii pomaga – w budynku szkolnym, przystosowanym do potrzeb uciekinierów, zorganizował tanie lokum (200 dolarów za salę), pomaga w uzyskaniu zgody na wjazd do Libanu, organizuje bezpłatną edukację i pomoc zdrowotną. Bp Johanan postanowił jednak pójść dalej i w miejscowości sąsiadującej z Bejrutem, Jounijeh, rozpoczął budowę akademika dla syryjskich studentów. „Życie młodego pokolenia na skutek wojny zostało ugodzone w bardzo czułym punkcie, u podstaw wzrostu, w momencie zdobywania edukacji i zawodu. Ten brak może odcisnąć się bardzo negatywnie na całej ich przyszłości, a tym samym na przyszłości Syrii” – mówi prezes „Domus Orientalis”.

Stowarzyszenia postanowiło zaangażować się w pomoc poprzez zbiórkę pieniędzy na dokończenie budowy i podstawowe wyposażenie akademika, tzw. foyer. „Jeśli jest jakaś przyszłość dla Syrii – a wierzymy, że jest! – uznaliśmy za słuszne walczyć o nią, podejmując starania o edukację młodych” – deklaruje ks. Szewczyk. Akademik już powstaje, ma sześć pięter. Trzy z nich, czyli 30 sal, będą przeznaczone dla młodzieży z Iraku, Syrii i potrzebujących z Libanu. Młodzi będą płacić 100-150 dolarów miesięcznie za pokój, czyli wielokrotnie mniej niż w Bejrucie. „Te pieniądze konieczne są do utrzymania ośrodka, ewentualna nadwyżka przeznaczona będzie na pomoc najuboższym uchodźcom” – zapowiada ks. Szewczyk.

To kolejna akcja wsparcia chrześcijan na Wschodzie podjęta przez stowarzyszenie. Wcześniej m.in. zbierało ono pieniądze dla rodzin syryjskich w Kairze (na załatwienie formalności niezbędnych do podjęcia pracy), dla sióstr zajmujących się bezdomnymi w Kairze (na środki opatrunkowe i leki) i katolickiej parafii w stolicy Egiptu, która prowadzi ośrodek aktywizacji zawodowej dla niepełnosprawnych (na kupno autobusu).

Zbiórkę pieniędzy na budowę i wyposażenie akademika prowadzi stowarzyszenie „Dom Wschodni – Domus Orientalis”. Dowolne kwoty można wpłacać na konto:
Stowarzyszenie „Dom Wschodni – Domus Orientalis”
ul. Kazimierza Wielkiego 3 m. 9; 20-611 Lublin
mBank, 70 1140 2004 0000 3002 7483 9388
Tytuł przelewu „Syryjczycy w Libanie”.

Wersja do druku

Nasza strona internetowa używa plików cookies (tzw. ciasteczka) w celach statystycznych, reklamowych oraz funkcjonalnych. Możesz określić warunki przechowywania cookies na Twoim urządzeniu za pomocą ustawień przeglądarki internetowej.
Administratorem danych osobowych użytkowników Serwisu jest Katolicka Agencja Informacyjna sp. z o.o. z siedzibą w Warszawie (KAI). Dane osobowe przetwarzamy m.in. w celu wykonania umowy pomiędzy KAI a użytkownikiem Serwisu, wypełnienia obowiązków prawnych ciążących na Administratorze, a także w celach kontaktowych i marketingowych. Masz prawo dostępu do treści swoich danych, ich sprostowania, usunięcia lub ograniczenia przetwarzania, wniesienia sprzeciwu, a także prawo do przenoszenia danych. Szczegóły w naszej Polityce prywatności.