Bądź na bieżąco!

Otrzymuj najnowsze informacje wybrane specjalnie dla Ciebie.

Portal eKAI prezentuje część tekstów publikowanych w płatnym serwisie agencyjnym Katolickiej Agencji Informacyjnej. Szczegóły na stronie www.kai.plX
Drukuj Powrót do artykułu

Po odejściu Joaquina Navarro-Vallsa

06.07.2017 , Warszawa / mp / mz Ⓒ ℗

Sample Fot. Damian Klamka / East News

Zmarły w środę wieczorem były dyrektor watykańskiej Sala Stampa, dr Joaquin Navarro-Valls, to najlepszy wzór świeckiego z krwi i kości, ale zaangażowanego w Kościół jako aktywny uczestnik misji apostolskiej. Dzięki temu, jako świecki profesjonalista, mógł być znakomitym pomostem pomiędzy papiestwem a światem – pisze Marcin Przeciszewski z KAI.

Z Joaquinem Navarro-Vallsem miałem okazję współpracować od 1997 r. przede wszystkim przy przygotowaniu i podczas pielgrzymek Jana Pawła II oraz Benedykta XVI do Polski. Zawsze wspólnie opracowywaliśmy najpierw strategię medialną, a w trakcie samych pielgrzymek pomagałem mu w organizacji briefingów oraz konferencji prasowych dla dziennikarzy.

Podczas pierwszej rozmowy w Rzymie w początkach 1997 r., kiedy zwróciłem się do Joaquina Navarro-Vallsa per „direttore” od razu zaproponował, abyśmy jako dziennikarze mówili do siebie po imieniu. Dodał, że czuje się przede wszystkim dziennikarzem – pomimo funkcji jaką zajmuje – i to właśnie jako dziennikarz chce służyć Ojcu Świętemu. Zawsze podkreślał, aby organizując obsługę prasową papieskich wizyt, dbać o uniwersalizm i o najszerszy przekaz tego, co mówi Ojciec Święty. Dlatego przeciwny był faworyzowaniu mediów katolickich, gdyż „one sobie poradzą”, ale podkreślał, aby w najbliższe otoczenie papieża doprowadzać przedstawicieli mediów świeckich, szczególnie tych z najważniejszych światowych agencji czy telewizji, gdyż to one mają największy wpływ na kształtowanie opinii światowej.

W trakcie samych wizyt Joaquin Navarro-Valls znajdował się zawsze na bezpośrednim zapleczu ołtarza. Tam też, zaraz po zakończeniu papieskiej homilii, zapraszał dziennikarzy największych światowych agencji, głownie z tzw. volo papaple, za które był odpowiedzialny. W sposób niezwykle prosty i bezpośredni zwracał im uwagę na główne wątki papieskiego przesłania, czy na cytaty, bądź słowa-klucze, do których warto nawiązać. Odpowiadał też wyczerpująco na każde pytanie, szanując osobę, która je zadała, niezależnie od merytorycznej wartości pytania. Tłumaczył też bardzo prosto te pojęcia teologiczne, które pojawiały się w homilii, a które dziennikarzom trudno było zrozumieć czy przyjąć. Widać było, jak wielkim autorytetem był dla ludzi mediów, także tych krytycznych czy nawet całkiem odległych od Kościoła.

Joaquin Navarro-Valls, niezależnie od ogromu zajęć i spraw, był człowiekiem modlitwy. W kieszeni czy na palcu miał zawsze maleńki, trudno zauważalny dla innych różaniec, którego paciorki w milczeniu często przesuwał. A jednocześnie uważnie obserwował to, co dzieje się wokół. Pamiętam, że Joaquin nieustannie (przez 2 godziny) modlił się w trakcie tej Mszy św. w Krakowie w czerwcu 1999 r., na którą chory Jan Paweł II nie mógł przybyć, a homilię w jego imieniu odczytał kard. Franciszek Macharski.

Czytaj także: Zmarł Joaquín Navarro-Valls

A kiedy zdarzało się nam rozmawiać za ołtarzem, podczas długich chwil oczekiwania na rozpoczęcie liturgii, to zadawałem pytania o szczegóły jego pracy jako rzecznika. Wyjaśniał, że najważniejszy dlań jest osobisty i częsty kontakt z Janem Pawłem II i że nie wyobraża sobie roli rzecznika, który nie ma bezpośredniego kontaktu ze „swoim szefem”. Mówił, że kiedy tylko dzieje się coś ważnego, to ma otwarty i nieskrępowany wstęp do papieskiego apartamentu. Dodawał, że osoba odpowiedzialna za komunikację z mediami musi mieć możliwość „współmyślenia i współodczuwania” z tym, na rzecz którego pracuje. Uważał też, że Kościół winien być przejrzysty, nawet w momentach kryzysów, a kultywowanie „tajemnicy” na nic mu się nie przyda. To jego dziełem była tak otwarta, i radykalna zarazem, polityka informacyjna Stolicy Apostolskiej w wielu trudnych sprawach, m.in. w kwestii pedofilii.

Dlatego też Joaquinowi bardzo zależało na tym, aby dziennikarze mogli relacjonować nie tylko oficjalne uroczystości z udziałem papieża, ale także te fragmenty pielgrzymek, które miały charakter całkiem prywatny. Tak było np. podczas jego pobytu w klasztorze w Wigrach w 1999 r. Pamiętam, ze tak się zdarzyło m.in. kiedy Jan Paweł II prywatnie, bez obsługi prasowej, płynął stateczkiem po Kanale Augustowskim. Wówczas moją rolą było zgromadzenie dziennikarzy w centrum prasowym w Ełku, a towarzyszący papieżowi na statku rzecznik opowiadał co się dzieje przez telefon komórkowy, a jego głos oraz tłumaczenie był transmitowane na żywo w centrum. Podobnie było z wizytą papieża u rodziny Bożeny i Stanisława Milewskich w pobliskim Leszczewku. Zostało postanowione, że nie będzie tam żadnych dziennikarzy, ale o 2 w nocy otrzymałem telefon od o. Andrzeja Koprowskiego, który po rozmowie z Joaquinem prosił, aby jednak na 6 rano zorganizować specjalną grupę dziennikarską. Pamiętam, że w osobnym samochodzie czekaliśmy z kilkoma dziennikarzami gdzieś w krzakach na wylocie z Suwałk, a kiedy zbliżyła się kolumna papieska, udało się do niej dołączyć. Na szczęście BOR był uprzedzony i ten ryzykowny manewr stał się możliwy.

Navarro-Valls, pomimo, że sprawował wielką odpowiedzialność w Stolicy Apostolskiej, zawsze podkreślał, że jest człowiekiem świeckim, że nie jest urzędnikiem, lecz dziennikarzem służącym Kościołowi. Mówił, że właśnie dzięki temu, jako świecki profesjonalista, może być „pomostem” pomiędzy papiestwem a światem. Dodawał, że tak jego rolę postrzega sam Jan Paweł II i od niego ma wielkie wsparcie. W jednym z wywiadów dla KAI mówił, że „my jako świeccy musimy na serio zająć się naszym powołaniem, bo inaczej musielibyśmy się sklerykalizować, a byłby to dowcip na temat Kościoła”. Podkreślał, że „to świeccy tworzą Kościół i nie może być tak, że nasz obraz Kościoła to sutanna”.

Czytaj także: Joaquín Navarro-Valls człowiekiem zaufania i wiary

A kiedy Joaquin Navarro-Vals przeszedł na emeryturę, to w 2007 r. wykorzystałem jego wolny czas do zaproszenie go w roli prelegenta na Zjazd Gnieźnieński, za którego program odpowiadałem. Miał tam wykład o rodzinie i jej znaczeniu. Podkreślał wówczas, że przeżywany obecnie kryzys rodziny jest nie tyle kryzysem małżeństwa, ale ma swe głębsze podłoże w kryzysie antropologicznym, który neguje wartość osoby ludzkiej jako bytu zakorzenionego w transcendencji.

Joaquin przebywając przez 3 dni w Gnieźnie pozostawał pod wrażeniem tego miejsca i organizowanego tam zjazdu. A to dlatego, że prezentowana była tam chrześcijańska, antropologiczna wizja człowieka jako podstawa tego „co europejskie”. Pamiętam, że w rozmowie ze mną sugerował, abym spróbował przekonać polskich hierarchów, aby w Gnieźnie zorganizować specjalne posiedzenie najbardziej wpływowych europejskich parlamentarzystów i z nimi poruszyć ten właśnie temat. Tak widział rolę Polski w jednoczącej się Europie.

Wersja do druku

Przeczytaj także

06 lipca 2017 09:56

Słowacja ponownie poświęcona Sercom Jezusa i Maryi

Nasza strona internetowa używa plików cookies (tzw. ciasteczka) w celach statystycznych, reklamowych oraz funkcjonalnych.