Drukuj Powrót do artykułu

Mauro Garofalo: uważamy wojnę za “matkę” wszelkiego ubóstwa

21 marca 2019 | 13:34 | kg (KAI) / pw | Warszawa Ⓒ Ⓟ

Sample Fot. Wspólnota Sant'Egidio Facebook /

Głównym filarami naszej działalności są modlitwa, ubodzy i pokój, które wzajemnie się wspierają i dopełniają – powiedział KAI Mauro Garofalo z rzymskiej Wspólnoty Sant’Egidio (św. Idziego). Odpowiada w niej za jej kontakty międzynarodowe, za jej stosunki z rządami i organizacjami międzynarodowymi, ze szczególnym uwzględnieniem spraw pokoju i konfliktów w różnych częściach świata. Brał udział w wielu rozmowach pokojowych m.in. w Afganistanie, Senegalu, na Bliskim Wschodzie, w Azji Południowo-Wschodniej i Republice Środkowoafrykańskiej, gdzie w 2014 roku doprowadził do uwolnienia porwanego polskiego misjonarza ks. Mateusza Dziedzica.

KAI: Jaki jest cel Pańskiego przyjazdu do Warszawy?

– Przyjechałem tu na zaproszenie polskiej Wspólnoty Sant'Egidio na cykl spotkań, na których będę mówił o zaangażowaniu Wspólnoty na rzecz pokoju i tego, co robimy w tej dziedzinie na całym świecie. W ostatnich miesiącach jesteśmy szczególnie zaangażowani w Republice Środkowoafrykańskiej, Sudanie Południowym i w Libii.

KAI: Wspólnota ma długoletnie tradycje takiego pokojowego zaangażowania, z których największym osiągnięciem było doprowadzenie do zakończenia długotrwałego konfliktu zbrojnego i wojny domowej w Mozambiku w 1992 roku. Czy tego rodzaju posunięcia wpisują się w profil waszych działań statutowych od początku czy też są wynikiem stopniowych zmian, jakie dokonywały się we Wspólnocie w toku jej istnienia?

– Nie, nie od razu tak było. Pod koniec lat 60. XX wieku, gdy grupa studentów zakładała w Rzymie obecną Wspólnotę, a i przez kilka późniejszych lat nikt nie myślał o takim zaangażowaniu, to znaczy na rzecz pokoju ani o żadnych podobnych działaniach. Tego rodzaju ukierunkowanie pojawiło się mniej więcej pod koniec lat osiemdziesiątych, gdy Wspólnota zaczęła się rozszerzać na inne kraje. W wielu z nich toczyły się wówczas różne konflikty zbrojne, trwały wojny, a zatem życie naszej Wspólnoty zetknęło się z problemem wojny jako rany na własnym ciele, nie jako z czymś odległym i obcym.

Warto tu przytoczyć wypowiedź naszego założyciela prof. Andrei Riccardiego: “Trzeba pomagać ubogim także przez Europę pokoju”. Jako Wspólnota uważamy wojnę za “matkę” wszelkiego ubóstwa.

KAI: Chcę jeszcze wrócić do waszej mediacji i do pokojowego rozwiązania konfliktu w Mozambiku. Było to rzeczywiście wielkie międzynarodowe osiągnięcie Wspólnoty Sant’Egidio. Ale obecnie, w kilkanaście lat później kraj ten znów jest widownią starć i walk zbrojnych i trudno go nazwać oazą pokoju. Jeszcze gorzej było z waszymi wysiłkami pokojowymi w innych regionach, np. w Algierii. Jak, więc widzicie dziś swoją rolę i jak obecnie oceniacie skuteczność swych działań na tym polu?

– W ciągu ok. 30 lat swego zaangażowania w tej dziedzinie Wspólnota wzięła udział w ponad 25 mediacjach pokojowych czy to jako główna siła (protagonista), czy inicjując pewne działania, czy też po prostu przyczyniając się do odblokowania trudnej sytuacji.

Mozambik był, jak pan to powiedział, przypadkiem wyjątkowym. Wspólnota działała tam od początku – od rozpoczęcia rozmów pokojowych między zwaśnionymi stronami do wypracowania i podpisania układu kończącego wojnę domową. I odpowiadając na pytanie-wątpliwość, trzeba zaznaczyć, że owszem, dochodzi tam do pojedynczych epizodów niestabilności, ogólnie jednak kraj ten ogromnie się rozwinął właśnie dzięki pokojowi. I o jeszcze jednym warto pamiętać: dzień 4 października 1992, gdy podpisywano w Rzymie porozumienie pokojowe, stał się wówczas świętem narodowym.

A jeśli chodzi o skuteczność naszych wysiłków, to pamiętajmy, że Wspólnota interweniuje zawsze po to, aby wnieść jakiś wkład pozytywny – odblokować trudną sytuację, pojednać zwaśnione strony itd. Ale też należy wziąć pod uwagę fakt, że dziś panorama konfliktów międzynarodowych i perspektywa znalezienia rozwiązań pokojowych jest dużo bardziej złożona niż jakieś trzydzieści lat temu. Dawniej był jeden, nieraz dwóch-trzech uczestników konfliktu, dziś jest ich dużo więcej, większość obecnych napięć to splot wielu bardzo skomplikowanych czynników, toteż nieporównanie trudniej jest znaleźć jakieś rozwiązanie, mimo wszystko jednak ciągle na nowo podejmujemy wysiłki w tym kierunku.

KAI: Ale czy nie odnosi Pan wrażenia, że obecnie wasza działalność na tym odcinku jest mniej skuteczna, mniej owocna niż powiedzmy, dwadzieścia czy trzydzieści lat temu?

– W pewnym stopniu tak rzeczywiście jest. Pamiętajmy, że doprowadzenie do pokoju w Mozambiku dokonało się w okresie zimnej wojny, a przynajmniej bezpośrednio po niej, gdy wiele reżymów afrykańskich, bliskich bądź sprzyjających marksizmowi traciło poparcie społeczne. Był to szczęśliwy zbieg okoliczności wielu elementów pozytywnych.

Ale ja pamiętam też szereg innych podobnych zdarzeń, np. odblokowanie kilka lat temu rozmów pokojowych w Gwatemali, które znalazły się w całkowitym impasie i nie wiadomo było, jak z tego wybrnąć. Myślę też o naszym wkładzie i naszym towarzyszeniu procesom przemian w niektórych krajach afrykańskich, np. w Nigrze czy Gwinei. Były to przemiany, które doprowadziły później do wolnych i demokratycznych wyborów parlamentarnych w tych państwach.

Pokój może oznaczać różne pojęcia, niekiedy jest to doprowadzenie do ustania walk w obrębie jednego plemienia, toczącego jakąś wojnę lokalną, jest to taki swego rodzaju pokój częściowy. Pamiętajmy, że – jak mówi papież Franciszek – dziś jesteśmy świadkami III wojny światowej, ale w kawałkach, dlatego również nasza działalność może być cząstkowa, fragmentaryczna, może polegać na osiąganiu porozumień pokojowych lokalnych, na prowadzeniu dialogów na jakichś szczególnych obszarach.

Skuteczność takich działań oceni później historia, ale nie powinno nam to przeszkadzać w podejmowaniu nowych wysiłków w tym kierunku obecnie.

KAI: Wspólnota Sant’Egidio powstała jako grupa modlitewna, jako wspólnota wiary, także pomagania biednym. Z czasem doszła do tego wspomniana działalność międzynarodowa. Czy nie obawia się Pan, że przesłoni ona z czasem (a może już to nastąpiło?) te pierwotne założenia i zasady, które legły u podstaw Waszych narodzin?

– To pytanie zadawali nam nieraz dziennikarze, zwłaszcza po sukcesie w Mozambiku w 1992 roku. Podstawowe pytanie brzmiało: kiedy zmieniliście swoje cele i swą działalność, stając się organizacją mediacji międzynarodowej? Ale my nie obawiamy się takich pytań, co więcej – uważamy, że takie pojęcia jak pokój, modlitwa i ubodzy łączy ścisła i mocna więź. Modlimy się za ubogich i o pokój. Ubodzy strzegą nas od stania się ciężką strukturą, zapatrzoną tylko w swoją działalność. A pokój jest wielkim wezwaniem dla świata.

I te trzy P [w języku włoskim: poveri – ubodzy, preghiera – modlitwa, pace – pokój], jak mawia papież Franciszek, wzajemnie się wspierają i potrzebują. Wiemy, że pracując dla pokoju, bez modlitwy nigdy tego nie osiągniemy, gdyż jest to siła umacniająca nas, chrześcijan. I wiemy też, że pokój, z którego nie korzystają biedni, nie jest prawdziwym pokojem. Są to trzy podstawowe zasady Wspólnoty, które nawzajem się wspierają i współdziałają.

KAI: Przez wiele lat Wasza Wspólnota była związana z kolejnymi prymasami Polski, kardynałami S. Wyszyńskim i J. Glempem, gdyż wasza siedziba mieściła się i nadal znajduje się na terenie bazyliki Matki Bożej na Zatybrzu, która była kościołem tytularnym każdego z nich po kolei. Szczególnie aktywny był kard. Glemp, który przez wiele lat uczestniczył w kolejnych spotkaniach międzynarodowych, organizowanych przez Sant’Egidio. Czy owa symboliczna więź z Polską jeszcze istnieje czy skończyła się wraz ze śmiercią obu hierarchów? Oczywiście nie mam na myśli przedstawicielstwa Wspólnoty w Warszawie i w kilku innych miastach naszego kraju.

– Od razu muszę sprostować, że nie jest to przedstawicielstwo ani nasz oddział, ale samodzielna wspólnota, żywa, dynamiczna, która służy tu biednym i dialogowi. Z całą pewnością mogę zapewnić, że więź łącząca nas z Polską i waszym Kościołem jest pełna miłości i szacunku. Wiemy, jak wiele wycierpiał on w XX wieku, pamiętamy o wielkiej, gigantycznej postaci Jana Pawła II, który dodawał nam odwagi w pracy naszej Wspólnoty. I nadal z wielką sympatią i ciepłem wspominamy kard. Glempa. Ale obecnie bazylika Matki Bożej na Zatybrzu, gdzie nadal mieści się nasza siedziba, jest kościołem tytularnym kard. Carlosa Osoro z Madrytu, a więc jest to zupełnie inny kierunek geograficzny.

Wersja do druku
Nasza strona internetowa używa plików cookies (tzw. ciasteczka) w celach statystycznych, reklamowych oraz funkcjonalnych. Możesz określić warunki przechowywania cookies na Twoim urządzeniu za pomocą ustawień przeglądarki internetowej.
Administratorem danych osobowych użytkowników Serwisu jest Katolicka Agencja Informacyjna sp. z o.o. z siedzibą w Warszawie (KAI). Dane osobowe przetwarzamy m.in. w celu wykonania umowy pomiędzy KAI a użytkownikiem Serwisu, wypełnienia obowiązków prawnych ciążących na Administratorze, a także w celach kontaktowych i marketingowych. Masz prawo dostępu do treści swoich danych, ich sprostowania, usunięcia lub ograniczenia przetwarzania, wniesienia sprzeciwu, a także prawo do przenoszenia danych. Szczegóły w naszej Polityce prywatności.